Mroźna zima, gdzieś na początku lat 90., z nieżyjącym już Tadziem Prociem, moim prawie-bratem-przyjacielem, ogrzewamy się gorącą herbatą w podolsztyńskiej restauracji, szykując się do powrotu do Warszawy. Płacąc rachunek, pytamy kelnerkę jak stad dojechać do warszawskiej szosy. – To, proszę panów, prościutkie: z parkingu w lewo, potem w prawo i zobaczą panowie drogowskaz.
W tylnym lusterku widzimy kelnerkę biegnącą w kierunku naszego odjeżdżającego samochodu: – Proszę panów, strasznie przepraszam, ale powiedziałam panom głupstwo, bo nie na lewo z parkingu, ale na prawo, a potem nie w prawo, a w lewo, jeszcze raz przepraszam, ale panowie rozumiecie: my są tylko kobiety.
Przypomniało mi się to, gdy Grażyna zauważyła, że amerykańska drużyna kobieca za wygranie mistrzostw świata w piłce nożnej dostała tylko 2 miliony dolarów, podczas gdy mężczyźni za taki sam tytuł przed laty zainkasowali 35 milionów. – To nie jest to samo, mówię mojej feministce, futbol kobiecy nie ma jeszcze takich dochodów jak męski, dlatego inne są od dochodów procenty dla zawodników i – czek.
W życiu pozafutbolowym obserwuje się jednak w XXI wieku niesłychany awans kobiet, a w Polsce dowodem tego są dwie robinhoodki, biegające na premierki: Ewa Kopacz i Beata Szydło. Z zainteresowaniem obserwuję każdy ruch mięśni na twarzach tych kobiet (Szydło jest mniej umięśniona), każdy ich wyraz twarzy od uśmiechu do grozy i dalej do złości, sposób, w jaki się poruszają na wysokich obcasach, nie mówiąc już o kroju i kolorach ich garsonek; a nie zapominajmy, że nazwa ta pochodzi od garçon, po francusku chłopiec. Garçon mówi się również do kelnera, i to też kojarzy mi się z gwiazdami polskich wyborów parlamentarnych: biegają wokół nas bez przerwy to przynosząc nam danie, to sztućce, to dolewając wody lub wina lub sprzątając okruchy z obrusu, na okrągło pytając: – Jak wam smakuje?
Ale kończę te polityczną psycho-fizjonomiologię, i zabieram się za przepowiednie – wiedząc, że tutejsza blogernia w kółko powtarza, że PO nie ma w wyborach szans, a więc może to ją zainteresować. Niech mi przyłożą, nie szkodzi.
Otóż idę z całą tą blogernią o zakład, że PO wygra wybory – i to ona na następną kadencję powoła rząd, w najgorszym przypadku w koalicji z PSL/Naszym Ruchem/Polską Nowoczesną; w innej wersji, jeżeli lewica zdobędzie 10%, a może – w lewicowo-centrowej kohabitacji, co przerabiane już było wielokrotnie w zachodniej Europie. W każdym z tych układów, Ewa Kopacz, będzie dalej premierem, jak dotąd najskuteczniejszym w postkomunistycznej Polsce. Szydło dożyje starości jako opozycyjna wiedźma, co tez świadczy o wzrastającej roli kobiet.
O warunkach zakładu pogadamy później, czekam na propozycje drugiej strony.
Marian Marzyński



Życzę panu dużej wygranej!
Szydło wyjdzie z worka (pokutnego, po przegranej) awansowana na wiedźmiarza, a później jeszcze na wiedźmiarzycę, co już najwyższa ranga. Przy kelnerskim pejzażu polskim nie rozumiem, jak mogło ci umknąć nieodzowne: „sosiku?”