Na emigracji marcowej w Kopenhadze była moich rodziców i naszą najbliższą przyjaciółką. Krewna twórcy esperanto Ludwika Zamenhofa, wojnę przeżyła na strychu u pewnej dobrej katolickiej rodziny w Białymstoku, którą nie tylko uhonorowała medalem Sprawiedliwych, ale napisała o niej książkę Moja gwiazda – dziękując, dziękując, dziękując… – Ile razy można dziękować? – pytałem Felicji, która tak mi odpowiadała: – Za to co zrobili – w nieskończoność; nawet ze szkodą dla literackości.
Kto ma dziś w Polsce więcej niż 60 lat, może pamiętać z radia dwa końcowe zdania: Nadaliśmy magazyn wojskowy. Reżyserowała Felicja Nowak. Występował tam jako stary wiarus popularny aktor. Felicja była moją koleżanką radiową, realizując moje kawałki dla Muzyki i aktualności. Z obroną narodową wspólnego miała tyle, że jej żydowski mąż, przedwojenny komunista, pułkownik Nowak (Silber), był zastępcą komendanta Wojskowej Akademii Technicznej. Później zdemaskowano go jako syjonistę – i tak oboje, z dwojgiem dzieci, stali się emigrantami.
W latach 70 niespokrewniony z Felicją Jan Nowak zaproponował jej pracę w swojej Wolnej Europie. Była to oferta, która na kilka miesięcy stała się dla niej koszmarem: z jednej strony powrót do przerwanej kariery reżysera radiowego, a z drugiej? Strach przed zadawaniem się ze „szpiegami”? Lojalność wobec Polski, nawet tej niewdzięcznej, czerwonej? Bo życie Felicji polegało na przyzwoitości; czy tego nauczyła się pisząc dziewczęce wiersze na poddaszu w swojej białostockiej kryjówce? W końcu w tajemnicy przed wszystkimi (poza rodziną i nami) pojechała do Monachium, ale wytrzymała tam niecałe pół roku.
Szczupło-piękna, do ostatniego tchnienia utrzymywała swój sex appeal i swoją uroczą intelektualną zadziorność; jej córka nazywała to niepoprawną złośliwością, ale która to matka daje sobie radę z córką, potrafiącą sobie dawać radę bez niej?
Bede zawsze pamiętał jej rękę na moim brzuchu: – No jak brzuszeczku? Przytyłeś?
Marian Marzyński


