Elżbieta Skotnicka – Illasiewicz: Pamiętajcie o Chopinie4 min czytania

()

2015-10-29.

No i niestety –  skończyło się, zamilkło, tak jak się objawiło tak znikło – jak sen jaki zloty… W ten zagęszczony przedwyborczy harmider, pełen niechęci, brudu, zachwaszczonego obelżywością języka, wdarła się jasna smuga chopinowskiej muzyki, tak swoiście nasza, a równocześnie taka wspólna, należąca do wszystkich nacji świata. Chopin przypomniał nam skąd przychodzimy, skąd jesteśmy, a posłańcami tego przypomnienia byli cudowni młodzi ludzie, stający w blokach startowych do muzycznego życia, panny i młodzieńcy,  różnego kolorytu, różnego kształtu oczu, wychowani w odległych od naszej kulturach, kształtowani w innych religiach, wartościach czy kanonach piękna – a tacy z nami tą muzyką zjednoczeni, wspólni w tym chopinowskim zauroczeniu.

Dziękujemy im za to warszawskie spotkanie, za ich wizytę w kraju i mieście Chopina i niech wiedzą, że są oczekiwani z chopinowskim – bądź innym, przez nich dobranym repertuarem.

rubinsteinTen konkurs był fascynująco inny od poprzednich; nie tylko za sprawą niebywale wysokiego poziomu pianistycznego uczestników. Kryteria eliminacji dające prawa uczestnictwa  zdały egzamin. Ale był inny dzięki wykorzystaniu możliwości technicznych, niewspółmiernie bogatszych niż te dostępne jeszcze zaledwie pięć lat temu. Tę inność tworzyła doskonała jakość dźwiękowa transmisji telewizyjnych, radiowych, internetowych – co dało tak słuchaczom licznym, przecież nie tylko w Polsce, nieograniczone możliwości niemal bezpośredniego uczestnictwa w filharmonicznych przesłuchaniach.

Ale i wykorzystanie tych możliwości technicznych przez organizatorów „oprawy konkursu”. Tu głównie ukłon w stronę komentatorów radiowych i telewizyjnych i ich gości. Włączenie Internetu i zaproszenie słuchaczy do grona oceniających grę kolejnych uczestników, świetny pomysł pokazywania i uczulania na podobieństwa i różnice w wykonaniach konkretnych utworów, zwrócenie uwagi na ich formę, barwy, inspiracje – to nieocenione lekcje muzyki, w których większości Polaków nie było dotychczas dane uczestniczyć ani w domu, ani w szkole.

Uruchomiona „zabawa w jurorów” niebywale wzmacniała atrakcyjność włączenia się w krąg słuchaczy otaczających, a raczej obejmujących to chopinowskie święto. Popołudniowy czy wieczorny spacer po ulicach mniej nasyconych miejskim hałasem sprawiał wrażenie, że ściany warszawskiej filharmonii otworzyły się dla wszystkich: mazurki, walce i polonezy wymykały się na zewnątrz przez niedomknięte okna. Pewnie podobnie było w innych miastach, kiedy statystyki odbioru emitowanych programów mówią nie o dziesiątkach, setkach, tysiącach ale z górą milionie odbiorców. W Warszawie kolejki po miejscówki z dnia na dzień rosły; kiosk z książkami, nutami, płytami i wszelkimi innymi gadżetami (w tym z rzekomo ulubionymi czekoladkami Chopina) był oblegany przez wszystkie dni konkursu. W wielu miastach potrzeba radości bycia razem z Chopinem przeniosła się również do lokalnych Filharmonii, aby wspólnie słuchać transmisji i wspólnie czekać na ogłoszenia werdyktu jurorów dopuszczających do kolejnych etapów.

Na tych wieczornych oczekiwaniach zawiązywały się nowe znajomości, odżywały stare, spotykali się wnuki i dziadkowie, weterani minionych konkursów i neofici, zawiązywały się grupy dyskusyjne, grupy fanów wybranych uczestników – i oni, po ogłoszeniu werdyktu, przeżywali radość zwycięstwa bądź gorycz porażki.

Na jednym z takich „oczekiwań” wieczornych przedstawiono mi delikatną starszą panią, której spojrzenie  wydało mi się znajome. Po przedstawieniu – olśnienie i jakieś czarowne poczucie nierzeczywistości: ta pani była córką Artura Rubinsteina i po wielkim ojcu przejęła uśmiech i spojrzenie, zapamiętane przeze mnie z koncertów, ale również z licznych znanych mi zdjęć i nagrań filmowych.

Po tych dniach pozostały wspomnienia; ale i pytania: ilu z nas, włączonych w ten krąg pobudzony muzyką pozostanie z nami, ilu dostrzegło w muzyce radość z jej słuchania, radość słuchania wspólnego i uczestniczenia w czymś tak abstrakcyjnym i ulotnym, tak głęboko pięknym – i czy w tym zaczarowanym kręgu Chopina mogli znaleźć miejsce wielbiciele innego muzyka, tego startującego w wyborach. Czy byłoby to w ogóle możliwe???

Szkoda, że będzie trzeba czekać pięć lat na kolejne spotkanie, ale przez ten czas czekania: pamiętajcie o Chopinie.

Elżbieta Skotnicka – Illasiewicz

How useful was this post?

Click on a star to rate it!

Average rating / 5. Vote count:

No votes so far! Be the first to rate this post.

9 komentarzy

  1. j.Luk 29.10.2015
  2. Magog 29.10.2015
  3. wejszyc 30.10.2015
    • BM 01.11.2015
  4. jmp eip 01.11.2015
  5. wejszyc 01.11.2015
    • BM 01.11.2015
      • wejszyc 02.11.2015
  6. Magog 01.11.2015