
No i jabłka są zdrowe. Czy trzeba do tego przekonywać? Tyle że kryteria zdrowotności zmieniały się przez wieki, a zwłaszcza od czasów przedwojennych. Co widać po tekściku z roku 1936. Zamieścił go„Ilustrowany Kuryer Codzienny”, największa przedwojenna gazeta ukazująca się w Krakowie. Miał kilka cyklicznie pojawiających się działów, W tym lekarski, kobiecy i ogrodniczy. Z któregoś z nich pochodzi informacja, która trochę wygląda na gazetową zapchajdziurę.

Jabłko uważane jest przez starych i doświadczonych lekarzy za najzdrowszy bodaj owoc. Istnieje nawet przysłowie angielskie, które powiada: „Kto codziennie, przed udaniem się na spoczynek, zjada świeże jabłko, ten pozbawia zarobku swego… lekarza domowego”.
Jabłko jest niewątpliwie bardzo zdrowe zwłaszcza jeżeli spożyjemy je w stanie surowym. Pamiętać jednak należy o tem, że zdrowe jest tylko jabłko dojrzałe — że natomiast spożycie jabłka niedojrzałego, a zatem zielonego, może zaszkodzić zdrowiu, a nawet wywołać u osób wrażliwych zaburzenia w trawieniu. Jabłko surowe jest znacznie zdrowsze niż w kompocie — niemniej jednak pamiętajmy o tem, że surowe jabłko powinno być obrane z łupki.
W ostatnich czasach przekonuje się do jabłek coraz bardziej również i medycyna oficjalna. Okazało się, że tarte surowe (!) jabłka działają znakomicie przeciw biegunkom u małych dzieci. Przemysł chemiczno-farmaceutyczny usiłuje oczywiście natychmiast wprowadzić „oczyszczone” i „ulepszone” preparaty jabłkowe. Żaden z nich jednak nie może się równać ze zwyczajnem, dojrzałem, surowem. Spożywanie jabłek tartych jest wskazane w przypadkach katarów jelit. Człowiek zdrów powinien natomiast rozgryźć jabłko zębami: będzie to korzystne, wówczas nietylko dla jelit, ale również i dla — zębów. Spożycie surowego, jabłka wieczorem czyści bowiem zęby lepiej, niż najlepsza szczoteczka…
Pamiętajmy zatem o tem, że jabłka są jednym z najzdrowszych owoców, jakie znamy. I że każdy z nas powinien codziennie wieczorem zjeść jedno surowe jabłko przed udaniem się na spoczynek. Wybierajmy do tego owoce dojrzałe i niekwaśne (kwaśne jabłka mogą wrażliwemu żołądkowi zaszkodzić) i nie zapominajmy wreszcie, że jabłko wywrzeć może swój zbawienny wpływ wówczas tylko, gdy zostanie zębami doskonałe rozgryzione i zmiażdżone.
Gdyby autor miał jeszcze trochę miejsca, może by podał przepis na dokładne gryzienie jabłek. Nasze wiadomości na temat jedzenia owoców jednak się zmieniły: jemy je ze skórką (oczywiście, umyte). Także surowe. A przede wszystkim: nie zastępujemy jabłkami pasty do zębów. Znamy już odmiany jabłek zielone w kolorze. Choć nie są to owoce krajowe. Przez nas świadomie wybierane. Poza tym: wszystko jak przed wojną.
Po spróbowaniu jabłek, które dostałam, okazało się, że do jedzenia na surowo nie bardzo się nadają. Może gdyby poleżały długo w chłodzie… Ale gdzie znaleźć chłodną spiżarnię? A zresztą było ich za dużo. We współczesnych mieszkaniach nie da się przechować tylu owoców. Nie ma rady, musiałam je przerobić.
Trzeba było zdecydować, jak to zrobić. I z jakimi przyprawami. Z jabłek można przygotować kompoty, marmolady, przeciery. Na początek wyciągnęłam stareńki przepis z dwutygodnika „Mody Paryskie”. Czasopism o tej nazwie było kilka. Widocznie przyciągała czytelniczki łase nowinek z królewskiego miasta mody. Wydawano je w różnych latach wieku XIX w Warszawie, w Poznaniu, we Lwowie.

Właśnie w tych lwowskich „Modach Paryskich”, ze śliczną winietą (prawda?), znalazłam sposób na jabłka. Pochodzi z roku 1896.

Ciekawy pomysł; czyż nie? Ja jednak wszystko zrobiłam jeszcze prościej. I w dwóch smakach. Po tej robocie na półkach z zapasami przybyły nam dwa rodzaje przecierów jabłkowych: słodki i wytrawny. Do obu jabłka obrałam ze skórki i pozbawiłam gniazd nasiennych. Na tych odpadkach kto chce, może nastawić ocet jabłkowy. Jest pyszny, tani i zdrowy. Ale to opowieść na inną okazję.

Przecier z jabłek słodki po mojemu
- jabłka
- śliwki węgierki
- sok z cytryny
- cukier żelujący
- laska cynamonu
- kilka goździków
- ekstrakt z wanilii
Jabłka obrać ze skórki, pozbawić gniazd nasiennych, przekroić na pół lub na ćwiartki. Skropić sokiem z cytryny. Dodać korzenie i wanilię. Podlać niewielką ilością wody, dusić, aż się zaczną rozpadać.

Dorzucić przepołowione śliwki bez pestek. Dusić, aż po odparowaniu płynu przecier zgęstnieje.

Zasypać cukrem zgodnie z przepisem na jego opakowaniu. Nakładać do słoiczków do pełna, dokładnie zakręcić, postawić do góry dnem.
Takie jabłka są wyborne do naleśników, omletów i szarlotek. Można je podawać także w charakterze konfitury do ciast drożdżowych, croissantów, grzanek, a nawet po prostu do chleba z masłem. W dzieciństwie taki za takim przepadałam.
Zupełnie innego charakteru nabierają jabłka przygotowane bez cukru. A nawet z ziołami. Będą wyborne do schabu i kotletów wieprzowych, a także do kaczki i gęsi. Stanowią znakomite dopełnienie jesiennych i zimowych obiadów mięsnych.

Przecier z jabłek wytrawny po mojemu
- jabłka
- kwiat muszkatołowy
- laska cynamonu
- kilka goździków
- suszony majeranek
- gotowa przyprawa: „Kolorowe zioła do sałatek”
- sól, czarny pieprz
Jabłka przygotować jak wyżej. Podlać niewielką ilością wody. Dorzucić zioła i przyprawy korzenne. Posolić, popieprzyć do smaku. Dusić, aż jabłka się rozpadną. Gorące nakładać do słoiczków, stawiać do góry dnem.
Te jabłka warto pasteryzować. Poprzednie powinien zakonserwować cukier, ale jeżeli dajemy go mało, lepiej także je pasteryzować ze 20 minut. Robię to w garnku wyłożonym ściereczką lub gazetami, aby słoiki nie popękały.
Przeciery z jabłek gotujemy w rondlach lub garnkach z grubym dnem. Mieszamy. Woda powinna z nich odparować, aby przetwory były gęste. Smaku przydają im przyprawy, ale nie dodawajmy ich za dużo. Polskie jabłka mają doskonały smak, którego nie trzeba zabijać, warto go tylko delikatnie go podkreślić.
Alina Kwapisz-Kulińska


Bardzo żałuję, że nie przeczytałam Pani wpisu kilka godzin wcześniej. Motałam się właśnie z nie najlepszymi śliwkami, a jabłka renety czekały na decyzję… Tę marmoladkę zrobiłabym najchętniej 🙂 A powstał placek śliwkowy i jarzynka z jabłek z majerankiem do obiadu. Wolałabym jednak marmoladkę! Czy mogę skopiować sobie przepis (oczywiście tylko dla siebie w sekretnym folderku)?
Takie kopiowanie tylko mnie cieszy:)
Pozdrawiam.
Są rzeczy dla nas, outseiderów, całkowicie niepojęte. Np. czemu w PRLu nikt nie wyprodukował serka „Capri”, a i zwykły biały, niepopaprany twaróg bywał znośny tylko w wersji najtłuściejszej?. Czemu „Polska Ryba” do dzisiaj musi być loterią (zjełczała, nie zjełczała?) Dlaczego wszystkie – jak dotychczas – nasze kopie Fety są nędzną imitacją? Dlaczego, mimo naszej rozmaitości (jeszcze ciągle, mimo Pieniążkowej racjonalizacji) jabłek, nie potrafimy wyprodukować taniego a dobrego Cidru? Eheu Postume, Postume, fugaces labuntur anni, a nic się (k…a!) nie zmienia.
Jeszcze: dobry, francuski Cidre (oczywiście „brut” kupuję w Niemczech od lat, dawniej za 0,75, od trzech lat za 0,99 € za 0,75 l.
Jeszcze: kulturowe dziedzictwo ludzkości też potrafi „powyginać”, jak te recepty Baczewskiego, co je spaliła (na złość) kochanica dziennikarza Krasuckiego, albo zaginione w 1968 wśród tajemniczych okoliczności mace Gottlieba, co je kupowaliśmy w bramie na Koszykowej (maca tanio, bo w bramie). Była taka lekko kremowa, kruchutka i podlatywała cebulką. Więc co do tej koszerności… byłem pewien że nie. Ale jej u nas już nie ma, a podejrzewam że i w Izraelu. Pod czerwone wino konkurowała z najlepszymi serami.
Jak już tak narzekamy… Też cierpię, gdy sprzedawca (nawet na moim bazarku!) nie potrafi odróżnić ziemniaków sałatkowych od tych do zupy i czym się gatunki różnią kulinarnie… Ech! a niby jesteśmy zagłębiem ziemniaczanym!
PS nawet poczciwa stara reneta okazuje się być teraz mieszanką gatunków i zaczyna być coraz bardziej jabłkiem deserowym, słodkawym…