2016-08-08.
Olimpijskiego ścigania się na rowerach ciąg dalszy. Pani Katarzyna Niewiadoma — szóste miejsce na szosie. Prawie 4 godziny na siodełku. Wielu wróżyło medal, znaczy- porażka? Nie. Znaczy –potwierdzenie jazdy ku sportowym szczytom. Rocznik 1994, świat największego sportu przed nią… Jechała świetnie, aktywnie; może mogło się w ostatniej fazie ciut lepiej ułożyć (mocniejsze partnerki), ale narzekanie — grzechem…- Oryginał z kopią. Panie jechały krócej, ale według scenariusza panów. Wczesne ucieczki, długie prowadzenie tych, którym się udało urwać peletonowi. Potem ataki „w mniejszym gronie”, ryzykanckie rajdy, gdy meta coraz bliżej… Dwakroć tak ryzykanckie, że już wydawało się, że są faworyci – zamiast powodzenia był szpital. Wreszcie samotna jazda po złoto, przegrana na ostatnich metrach z kontratakującymi. Z tym, że nasz Pan Rafał obronił miejsce na podium, a samotna Amerykanka musiała się rozstać z marzeniem o medalu. Ciekawe, nie gromadny finisz, lecz stawka rozerwana po drodze. Ucieczkami. Akcje wczesnej ofensywy to jakby nowa taktyka. Wtedy nie zwiewa się wierząc, że do mety droga będzie usłana różami, lecz dla pomocy wcześniej wybranemu liderowi. Pościgi: a) odbierają siły goniącym, którzy się wcześniej zagapili; b) lider grupki ma spokój- nie musi szarpać, może oszczędzać własną energię; może ujawnić się w końcówce. Tak dwakroć było. Ważne, że także dwakroć nasze zespoły były zdyscyplinowane i jakże koleżeńskie…
- Jedno mnie zadrapało. Te dwa wypadki szpitalem finalizowane. Nie, żeby ktoś w wielkiej, zwartej grupie się zachybotał i spowodował kraksę. Tak bywa, ale tak nie było. Dwakroć zawiniło pewnie przekroczenie granicy między ryzykiem a rozsądkiem. Uświęcone przez tendencję wśród tych, którzy trasy tak ustalają, by same z siebie były „selektywne”… Widzę w tej normie przesadę. Za biurkiem i w dyskusji jednak łatwiej niż na rowerze. Jeśli popękane kości panów-faworytów, jeśli wstrząśnienie mózgu i naruszone kręgi liderki wyścigu pań… Jeśli TV zostawia nas- obrazem we wrażeniu, że może być jeszcze gorzej…
- Pomyślałem znów sobie o rodowodzie kolarstwa. Kiedyś napędzały rozwój m.in. LZS-y. Wielkie ośrodki korzystały z aktywności małych. Spijały śmietanę. Jak jest teraz? Studiuję cv olimpijczyków. Majka — urodzony w Zegartowiczach, Kwiatkowski — w Chełmży, Bodnar — w Oławie, Gołaś — w Toruniu, ale jeżdżenie zaczął w Nieszawce; Niewiadoma — Limanowa, Plichta — Wadowice, Jasińska — Olsztyn, pierwsze na liście miasto wojewódzkie… Jest raz i Warszawa jako miejsce urodzenia! Maja Włoszczowska — gwiazda kolarstwa górskiego, dopiero stanie do walki. I… kolebka może i w stolicy, ale mieszkanie w Karkonoszach, a znajomość z rowerem zawarta w Karpaczu…
- Do czego mnie prowadzi ta wyliczanka? Do wniosku, że kolarstwo wciąż siłą mniejszych ośrodków stoi. Tam biją źródła, i tam ma trafiać największa część wsparcia…
- Jeszcze jeden margines olimpijski — studio TVP. Dla mnie w jarmarcznej aranżacji. Te kolory, które drażnią zamiast oczy przyciągać. Pewnie mam zły gust, a prezes Kurski i jego ludzie — nowocześnie znakomity. Zostanę przy swoim — musimy się zgadzać co do detalu? Mnie razi. To, że kogoś zachwyca…
Andrzej Lewandowski


