2016-09-23.
Dziś wszyscy mówią o wszystkim coraz bardziej podniesionym tonem. Słowotok przekupek, polityków rozglądających się za kamerą bądź mikrofonem, literatów, którzy więcej piszą niż czytają, kaznodziejów pouczających maluczkich, a nawet matek nie potrafiących podczas spaceru z dzieckiem oderwać od ucha komórki.
Bezmowie jako znak
Trzeba odróżnić milczenie od ciszy. Nie w każdym języku jest możliwe takie odróżnienie. Greckie sige, łacińskie silentium, włoskie silenzio, angielskie i francuskie silence to wyrażenia obejmujące obydwa te pojęcia. Język polski znajduje dla nich dwa różne terminy, podobnie język rosyjski (tiszina, mołczanije) czy niemiecki (Stille, Schweigen).Językowi milczenia poświęcone jest znakomite wydawnictwo pt. „Semantyka milczenia” (t.1. 1999, t.2. 2002, red. Kwiryna Handke), z którego czerpię niektóre z poniższych rozróżnień. Pojęcie ciszy jest szersze zakresowo od pojęcia milczenia: każde milczenie jest ciszą, jednak nie każda cisza jest milczeniem. Cisza jest stanem przedmiotowym (fizycznym), obiektywnym czy też okazjonalnym (John Cage: cisza to „dźwięki niezamierzone”). Milczenie – przeciwnie – mieści się w sferze psychologicznej, ma charakter podmiotowy, intencjonalny. Przeciwieństwem ciszy jest dźwięk, przeciwieństwem milczenia – mowa.
Milczenie to powstrzymanie się od mówienia, gdy jest ono możliwe. Samo to powstrzymanie się jest znaczące (sygnitywne), jest więc przekazem, językiem. Cyprian Kamil Norwid uznaje taki przekaz za najważniejszą, niedostrzeganą zazwyczaj, część mowy. Milczenie jest przekazem niejednorodnym semantycznie. Jerzy Andrzejewski pisze, że to głos wieloznaczny, „raz – pełen ciężkiej wymowy, raz drugi maskuje niemotę i pustkę. Zresztą, nawet gdy głos milczenia jest jak grzmiąca lawa, nie wszyscy potrafią go usłyszeć”. Rzeczywiście, może być niezwykle donośny. Norwid („Rzecz o wolności słowa”) pisze o donośności pauzy teatralnej: „Wymownem może być milczenie,/ dlatego nad wykrzyknik jedno mgnienie oka/ donioślejsze. Jest cisza płytka, jest głęboka…/ Dlatego z wielu figur wymowy na scenie/ Najsilniejszą przestanek – głosu zawieszenie./ I cisza stąd daleko jest szerszą w swej gamie/ Od gromu, który cały horyzont połamie”.
Świat fizyczny, kiedy zapada milczenie, staje się światem metafizycznym, fascynującym i trwożącym. Światem niedopowiedzeń i – samotności. Może dlatego niektórzy ludzie z niego uciekają, zagadują ciszę, szukają za wszelką cenę normalnych tematów do poruszenia. W takim świecie łatwo budzi się wyobraźnia poetycka: „Bo gdy się milczy, milczy, milczy, to apetyt rośnie wilczy na poezję, co być może drzemie w nas” (Jonasz Kofta). Wyobraźnię tą zagłusza dziś kakofonia, a często pornofonia społecznego świata. Ryszard Krynicki znalazł się w takim świecie i przedstawił go poetycko („Haiku z minionej zimy”): „Tramwaj, dziewczyna/ żegna się z koleżanką:/ – No to pa, kurwa!”. Faith Plotkin, amerykańska performerka i badaczka kultury codzienności, posłużyła się określeniem „cocooning” (zamykanie się w kokonie), mówiącym o sposobie chronienia się przed agresywną rzeczywistością. Jedną z form takiego chronienia się jest cocooning wędrowny – przemieszczanie się w sposób izolowany od świata akustycznego, co gwarantują słuchawki założone na uszy. Coraz więcej osób wyłącza radio lub telewizor słysząc polityczne pyskówki lub łomot czegoś w rodzaju disco-polo.
Pojęcie milczenia może obejmować wiele odmiennych sytuacji: urwanie wypowiedzi, dochowanie tajemnicy, przemilczenie, niedopowiedzenie. Może to być symboliczna właściwość miejsc i sytuacji (milczące ulice, instrumenty), źródło doświadczenia egzystencjalnego (milczenie Boga, Kosmosu, o czym pisał Blaise Pascal), źródło doświadczenia mistycznego (milczenie zakonne).
Semantyczność milczenia jest dodatkowo wzmacniana przez doświadczenia wspólnotowe, związane z określonym miejscem i czasem. Bronisław Świderski („Autobiografie”) opisuje daremność swego milczenia tam, gdzie pozostaje ono tylko nic nie mówiącą ciszą: „Nauczony od dziecka milczenia, jakże byłem w milczeniu wymowny! To polskie milczenie było w kraju słyszalne; milczenie podczas owacji na cześć rządu, podczas głosowania »za«, podczas społecznego »potępiania« i »odcinania się«… prowadziło dalej do więzienia, do szpitala psychiatrycznego, na emigrację. Ale w Danii nikt nie rozumiał mojego milczenia! Zacząłem zatem imitować moich kolegów, aby osiągnąć jednoznaczność komunikacyjną: przycisnąłem język do podniebienia, łyknąłem powietrze z kilkoma samogłoskami, wytrzeszczając jednocześnie oczy do góry i przemówiłem. Wypuszczałem barwne dźwięki i śledziłem ich lot, próbowałem wyżej i głębiej […], ściskałem przeponę, by znaleźć właściwe tony, mówiłem głośno i cicho, stąd i stamtąd… wszystko na nic”.
Rzeczy kruche
Andrzej Szuba („Postscriptum CCXIX”) w trzech krótkich wersach wyraża istotę: „nie/ nazywać/ żeby istniało”. Istnieje – doświadczamy tego niejednokrotnie – sfera rzeczywistości tak delikatna i krucha, że chcąc ją ocalić – powstrzymujemy się przed mówieniem o niej, nazywaniem, stygmatyzowaniem terminologicznym, zamykaniem w pojęciach. Dla Ludwika Wittgensteina jest to cała sfera metafizyki: do niej odnosi się ostatnia, siódma teza „Traktatu logiczno-filozoficznego”: „O czym nie można mówić, o tym trzeba milczeć”. Niesamowite jest to, co pisze w liście do przyjaciela – że jego książka składa się z dwóch części: „pierwszą czytelnik ma przed sobą, na drugą zaś składa się wszystko, czego nie napisałem. A ważna jest właśnie ta druga część”.Jakie wymiary bytu trzeba pozostawić językowi milczenia, żeby istniały, były sobą? Oto kilka przypuszczeń, choć pozostaje to zawsze sprawą indywidualnej wrażliwości.
- Piękno natury. Widząc na rykowisku jelenia, lub świeże czapy porannego śniegu na świerkach, czujemy, że obcujemy z cudem niekłamanym, jaki nie zdarza się często, nigdy w takiej postaci. Odczucie to wzmacnia świadomość, że jakakolwiek próba powiedzenia o tym, zachowania, utrwalenia w języku (opis werbalny, obraz) stanie się kiczem typu: „Jeleń na rykowisku”.
Marta Sziłajtis-Obiegło – żeglarka, pytana o samotność na oceanie – wypowiada słowa poruszające:
Czy ty wiesz, jak niesamowicie wygląda wieloryb wyskakujący z wody? To jest absolutnie najpiękniejszy widok na świecie. Wyłania się z wody bardzo, bardzo powoli, a gdy uderza o jej taflę, w górę unoszą się ogromne fontanny. To trwa całą wieczność. W takich chwilach masz ochotę krzyczeć, piszczeć, zawołać kogoś, pokazać mu to palcem. Łapałam się na tym, że obok mnie nie było nikogo, wtedy czułam ten brak.
- Miłość. Seksualność. Podczas zajęć dramowych w szkole teatralnej określiłem ćwiczącej parze takie mniej więcej warunki wstępne. „Macie po 12 lat, park, ławka, słońce, ptaszki i kwiaty. Wszystko pociemniało, jak piorun z jasnego nieba spadła na was, przygniotła, miłość”. Siedzą i milczą, mija druga minuta, trwa to wieki. On poprawił się na krześle, zwilżył wargi, zaraz coś powie. Zauważyła to, szepnęła: siedź cicho, bo wszystko zepsujesz. Rzeczywiście, utrzymaniu cudu, jaki się zdarzył, nie mogą pomóc zużyte słowa. Françoise Sagan pisze w „Witaj smutku”, że czym jest miłość, wiedzą tylko zakochani. Jednak nawet oni – wiedząc – nie potrafią tego sobie powiedzieć. „Wiedzieć” i to, co jest „po-wiedzeniu” – „powiedzieć”. Miał świadomość bariery między jednym i drugim William Szekspir, gdy kazał córce Leara, Kornelii, powiedzieć: „Serca do ust nie umiem podnieść”.
Językowa niemożność, o której mówię, dotyczy także, czy może nade wszystko, miłości ucieleśnionej, erotyzmu i seksualności. Maurice Couturier w szkicu pt. „Seks kontra tekst” pisze, że słowa nie potrafią wyrazić mądrości, jaką posiadło ciało. To trochę tak, jak w przypadku piękna natury: seksualność jest siłą potężną, przez wielu utożsamianą z transgresyjnością o charakterze religijnym, mistycznym – próba wyrażenia jej w języku zazwyczaj zamienia ją w pornografię.
Impotencja językowa szczególnie widoczna jest języku polskim, bardzo bogatym i kompetentnym w sprawach kulinarnych, bezradnym wobec seksualności. Zwraca na to uwagę
Krzysztof Rutkowski („Scribo: taciturio”):
Polszczyzna w dziedzinie płciowości, rozmnażania i życia uczuciowego ujawnia rozczulającą wręcz siermiężność, która przestaje rozczulać i zaczyna grozić niebezpiecznym paraliżem duchowym, jeśli zdamy sobie sprawę, że w sprawach dla życia bardziej niż podstawowych, ponieważ w sprawach warunkujących jego zjawienie się na świecie, polszczyzna dysponuje jedynie dwoma rejestrami mowy: infantylnym lub chamskim.
- Śmierć. Nie dziwi mnie, że coraz częściej pojawiają się w nekrologach prośby rodziny zmarłej osoby o nieskładanie kondolencji. Widać w tych prośbach świadomość nieadekwatności, najszczerzej nawet wyrażanych, słownych formułek do doświadczanego kataklizmu. Ostatnie słowa wypowiedziane przez Hamleta są słowami o charakterze uniwersalnym: tak, reszta jest milczeniem. Śmierć – pisze Sebastian Kleinschmidt („Kamień probierczy śmierci. Autorstwo u Eliasa Canettiego i Ernsta Jűngera”) — to wielka nieznajoma. „Żaden żyjący jej nie zna. Natura uczyniła ją nieodczuwalną i niewidzialną, jakby chciała powstrzymać stworzenia od myślenia o swoim końcu. Tylko w przypadku człowieka, zwierzęcia obdarzonego świadomością, jest inaczej. Ma on świadomość śmierci i boi się jej. Dlatego chce i musi nad nią rozmyślać. Ale cóż może o niej powiedzieć ponad to, że jest tajemnicza, niezgłębiona i że jest wielką goryczą?”.
Karol Maliszewski odczuł boleśnie taką daremność po śmierci swego przyjaciela („Elegia pisana [w dniu pogrzebu Stefana Szutki]”):
[…] po co w górze kościół sterczy,/ po co rzeka w dole płynie, gdy się nie wie, lepiej milczeć, schowaj pióro, skurwysynie.
- Bóg. Pamiętam, że podczas studiów żartowaliśmy na temat św. Tomasza z Akwinu, szydziliśmy z jego wszechwiedzy dotyczącej Boga, dziewięciu chórów anielskich itp. Nie wiedzieliśmy, że w grudniu 1273 roku, ponoć podczas mszy, pojął swa pychę, rzucił zapisane papiery ze słowami: sicut palea! (wszystko to plewy) i zamilkł.
Abraham J. Heschel zwraca uwagę, że w judaizmie słowo „Jahwe” było zakazane, bo Bóg ma początek tam, gdzie słowa się kończą. Sam zresztą uprzedza o tym, mówiąc, by nie wymawiać jego imienia nadaremno – zawsze będzie nadaremno. Jean-Luc Marion („Bóg bez bycia”) pisze o potrzebie teologii negatywnej, zdolnej oczyścić pojęcie Boga z pretensji ludzkiego rozumu. Człowiek dopuszcza się bałwochwalstwa absolutyzując kategorie swego umysłu i języka; tworzy obrazy na własną miarę myśląc, że widzi samego Boga. Podobne bałwochwalstwo, zdaniem Mariona, widoczne jest w kościelnych dogmatach. Oswajanie Tajemnicy ma zapewne związek z postępującym zastępowaniem hebrajszczyzny („Jerozolimy”) przez grekę („Ateny”). Bóg Abrahama, Izaaka i Jakuba stał się zracjonalizowaną ideą filozoficzną. Racjonalistyczny nurt chrześcijaństwa umocnił się w XVI wieku zarówno dzięki protestanckiej reformacji, zawierającej krytykę myślenia mitycznego, jak również katolickiej kontrreformacji, formułującej szczegółowe zasady wiary w katechizmie opracowanym na Soborze Trydenckim.
W pallotyńskiej Biblii Tysiąclecia o. Augustyn Jankowski i ks. Lech Stachowiak początek Psalmu 65 tłumaczą słowami: „Ciebie należy wielbić,/ Boże, na Syjonie”. Czesław Miłosz, odwołując się do zawartej w hebrajszczyźnie ambiwalencji znaczeniowej, w swoim tłumaczeniu wskazuje, że najwyższa pochwała Boga dokonuje się w akcie milczenia: „Dla Ciebie pokorne milczenie jest chwałą,/ Boże na Syjonie”.
Pierwsi mnisi chrześcijańscy – Ojcowie Pustyni – powściągliwość języka uznawali za element ascezy ważny nie mniej, niż post. Jeden z nich, Antoni Wielki, pisał: „Połóż palec na swoich ustach i załóż wędzidło na swój język, bo człowiek wielomowny nigdy w sobie nie znajdzie miejsca, w którym by zamieszkał Duch Święty”. Mowa jest dźwiękiem, a dźwięk materią szkodzącą duchowości. Święty Augustyn Aureliusz („O nauce chrześcijańskiej”) odróżniał od siebie słowa „noszone w sercu” (niewypowiedziane) i słowa „które stały się dźwiękiem”. Nie chodzi tylko o dźwięk. „Wargi, język, zęby, podniebienie. Cały aparat mowy jest niemiłosiernie materialny. Z pomocą tych samych narządów codziennie pożeramy kawałek świata, aby istnieć” – pisze Ryszard Przybylski („Droga do otchłani. Esej o milczeniu”).
Gnostycy uznawali Boga za istność „hermetyczną” – zamkniętą, niedostępną językowi, niewysławianą – i postulowali milczenie jako jedyna drogę jej uchwycenia. W zbiorze tekstów „Corpus Hermeticum” czytamy: „Kiedy już nie potrafisz nic więcej o nim powiedzieć, dopiero wtedy go ujrzysz; ponieważ poznanie Boga jest boskim milczeniem i ustaniem wszystkich wrażeń zmysłowych”. Wiele z tych nauk przetrwało do dziś. Trapiści (cystersi z Le Trappe) wśród elementów swej surowej reguły (posty, praca fizyczna, modlitwa) szczególną wagę przywiązują do izolacji od świata i związanego z nią milczenia. Kontynuują tradycję hezychazmu, bizantyjskiej formacji kontemplacyjnej, w której modlono się z zatrzymaniem oddechu (święte bezmowie). Bowiem: „Jeśli o Bogu mówimy, to nie mówimy o Bogu” (Gabriel Marcel).
Mówienie przekreśla boską obecność w świecie, w kulturze. Ryszard Przybylski:
W permanentny kryzys duchowy, który trwa nieustannie od wielu stuleci, człowiek cywilizacji chrześcijańskiej wpadł właśnie dzięki temu, że ciągle źle czyta i ciągle źle mówi. Wartość mowy zewnętrznej zależy od jakości milczenia. Jaki jesteś w celi myślącego ciała, taki też jesteś, kiedy otwierasz usta na rynku do swych współobywateli.
Czy mają tego świadomość — choćby cień świadomości — wielomowni kapłani, moraliści i publicyści, którym nie zamykają się usta w sprawach teologicznych?
Andrzej C. Leszczyński



Piękny esej…
Na początku była cisza, potem pojawił się dźwięk,
Cichy.. a potem nastała cisza.
Jako chodzący zazwyczaj po ziemi, choć niekiedy odległej w czasie, widzę jeszcze jedno, dość racjonalne wyjaśnienie zakazu używania imienia Boga. Nie wiem czy teologowie go używali, ale ono jest dość oczywiste.
W samej Biblii nadawanie imienia oznaczało „zrozumienie istoty rzeczy i zapanowanie nad nią”.
A w stosunku do Boga z definicji nie jest to możliwe. Stąd „nadaremno”. A Jahwe nie jest imieniem, a bardziej określeniem, opisaniem.
A milczenie – cóż – czasem bywa i zbrodnią.
Jeżeli ktoś milczy, to coś nam mówi, tylko bardzo cicho. Najczęściej to, że nie ma nic ciekawego do powiedzenia.