Józefa Hena znam i chwalę się z tego powodu całą gębą i sercem.
Tyle, że pan Józef nocą pisze, zaś ja nocą czytam (nie tylko między innymi, ale często) to, co On napisał i Mu wydrukowano.
Ciekawostka: na jednym z przyjęć, z udziałem kilku profesorów i mojego ulubionego pisarza Józefa Hena, rozmowa zeszła na pana Dzierżyńskiego imieniem Jan. Brata krwawego Feliksa — twórcę nieludzkiego bolszewickiego terroru.
Nie dość, że wspominano go (Jana) z sympatią, to okazuje się, że w II Rzeczpospolitej zajmował wysokie stanowisko w Ministerstwie Wyznań Religijnych i Oświecenia Publicznego!
Czy dziś, w III RP byłoby to do pomyślenia?
Kara za grzechy ojców czy braci-to przecież ulubiona zabawka „poszukiwaczy prawdy”?
Jerzy Klechta


Oj tam ojtam! Prawda historyczna to mozaika, której kamyczki układają tacy jak ja kamysie, a historycy próbują ten chaos uporządkować, każdy na swój sposób. Więc dwa kamyczki ode mnie. Oni byli majętni przed rewolucją. Ten brat mieszkał po wojnie we własnej willi w Komorowie pod Warszawą. I tam, jak ruscy weszli, chcieli zająć ją na kwaterę dla oficerów. I dwu tam wlazło, w zabłoconych butach, z wrzaskiem od progu. Ale wtedy na szczycie schodów ukazał się starszawy facet, który też odpowiedział wrzaskiem i obsobaczył ich „po matuszkie”, każąc się im wynosić w kibinimatieri. Zaskoczeni zapytali: a wy kto? „Dzierżynski!” Wystarczyło. To straszliwe słowo i (jak mi mówiono) rodzinne podobieństwo sprawiło że sołdaty uciekły w popłochu i ruska noga nie postała już nigdy w tej willi. A on podobno (nie sprawdzałem) ufundował gdzieś jakiś kościółek.
*
Ale to nie koniec. Bo jeszcze historia z tym pomnikiem na placu B. co go już nie ma. Więc jak go mieli odsłonić, to zaprosili właśnie brata, by uświetnił swą obecnością. Ale on odpowiedział, że owszem, tylko niech oni wypuszczą z Gułagu jego syna, co tam siedzi (słowo nieadekwatne) od wojny, żeby też mógł uświetnić. I rzeczywiście. Za dwa tygodnie pojawił się razem z tatą na odsłonięciu wychudzony młody człowiek, prosto z Syberii. Może żyje do dziś?