nawet jednak takie podpatrywanie krajowej rzeczywistości bywa nużące na dłuższą metę, urządziłem więc sobie kilkudniowe wakacje w madrycie i toledo. stało się to za sprawą mojej córki, która znając mą pasję oglądania arcydzieł malarstwa w oryginale, zrobiła mi prezent urodzinowy w postaci wstępu do el prado, wraz z transportem i zakwaterowaniem w madryckiej barrio de la latina (dzielnicy łacińskiej) obok plaza mayor.
ta izolacja od polskiej, a nawet duńskiej rzeczywistości bardzo dotleniła mnie psychicznie i chyba przywróciła normalne funkcjonowanie zwojów mózgowych (przepraszam za przesadę) w moim pustaku.
krajowość zaprzątnęła mą uwagę tylko jeden jedyny raz. było w przedostatnim dniu wakacji, kiedy poszliśmy do najstarszej chyba (i być może najlepszej) cukierni „la mallorquina” przy calle mayor tuż obok placu puerta del sol.
na dole, przy kilku ladach sprzedawano słodkości na wynos i trudno było się docisnąć do stoiska. salon – czyli cukiernia – był na górze. wchodziło się tam po bardzo krętych schodach, ale po to żeby je pokonać, trzeba było wyciągnąć numerek z aparatu i długo odstać w kolejce. staliśmy więc i obserwowaliśmy kelnerów. było ich kilku. wszyscy w wieku emerytalnym. pomarszczeni i wyłysiali lub osiwiali, rączo wbiegali po schodach, dzierżąc w ręku tacę z zamówieniem. mieli złe twarze i byli tak opryskliwi, że mogliby z powodzeniem być ministrami PiSowskiego rządu. widziałem więc przed sobą kelnera waszczykowskiego, oberkelnera macierewicza, kelnera ziobrę i innych – wszyscy podstarzali, sapiący z wysiłku i pouczający mentorskim tonem publiczność jak ta ma się zachowywać, co ma czytać, co oglądać w TV i na jaką partię głosować, gdy nadejdą wybory.
tyle tylko, że opryskliwość kelnerów z madryckiej „la mallorquiny” jest elementem happeningu, konwencją reklamową, mającą podkreślić antyczny charakter cukierni.
ministrowie polskiego rządu są opryskliwi naprawdę, bo wydaje im się, że głosujący na zwycięską partię wyborcy, wrzucając kartkę wyborczą do urny, podarowali im rząd dusz i władzę bez jakichkolwiek ograniczeń.
natan gurfinkiel


Sympatyczne, lubię takie relacje z wypadów.
A tak nawiasem…
>>tyle tylko, że opryskliwość kelnerów z madryckiej „la mallorquiny” jest elementem happeningu, konwencją reklamową, mającą podkreślić antyczny charakter cukierni.<<
III RP to właśnie taka cukiernia, happening polityczny non stop.