Kim jest „suweren”, ten mityczny. ale i rzeczywisty konstrukt, na który powołuje się władza/rząd „dobrej zmiany”?
Wszystkie, nawet te całkowicie absurdalne z punktu logiki decyzje i reformy, mają jedno uzasadnienie – tak chciał suweren, który nas wybrał; wygraliśmy wybory prezydenckie i parlamentarne, a więc to, co my robimy, jest tym, czego chce suweren.
To rozumowanie piękne w swej prostocie. Wyniki sondaży społecznego poparcia dodatkowo wzmacniają przekonania rządzących, że racja jest po ich stronie, że to co robią ma najważniejszą legitymację, jaką chce mieć każda władza – przekonanie, ze realizuje wolę suwerena.
No to – kim jest ten suweren?
Zanim spróbuję odpowiedzieć na tak postawione pytanie, chciałbym zauważyć, że wśród komentatorów, publicystów i analityków polskiej sceny politycznej coraz częściej spotykamy się z odniesieniem tego, co mamy tu i teraz – do tego, co było w czasach „słusznie minionej” PRL. Nawet pobieżna analiza tego co jest wykazuje zadziwiającą zgodność z tym co było, co starsi pamiętają, a młodsi mogą poznać z lektury . Władza skupiona w osobie Pierwszego Sekretarza Komitetu Centralnego rządzącej partii i pozostałe ośrodki władzy – Biuro Polityczne, Komitet Centralny – bardzo przypominają obecny układ władzy z Prezesem Jarosławem, jego najbliższymi współpracownikami, Komitetem Politycznym Prawa i Sprawiedliwości.
Ta sama struktura, ten sam układ i zakres władzy. No, może jedna różnica – tamte ciała nie były tak anonimowe, a i system ich wyborów był demokratyczny.
W ramach demokracji wewnątrzpartyjnej, ale jednak demokracji.
Mamy ten sam problem co wtedy z określeniem roli Prezesa Jarka w relacjach międzynarodowych, co widać szczególnie wyraźnie, gdy trzeba uzasadnić potrzebę jego spotkania na przykład z kanclerzem Niemiec. Dowiadujemy się o tym spotkaniu po fakcie, spotkania są poza protokołem. Pamiętam z tamtych czasów, że dyplomacja amerykańska stworzyła termin – „the communist leader” jako tytuł dla Edwarda Gierka w trakcie jego wizyty w Stanach Zjednoczonych czy ONZ. Tak było.
Jaki mógłby być odpowiednik dla obecnego władcy Polski – the populist leader?
Jesteśmy w trakcie budowania nowego porządku i ładu politycznego w Polsce. Naprawdę: nie trzeba żadnych subtelnych analiz czy badań, aby mieć pewność, że wzorem dla rządzących jest tamten ustrój. Atrapa władzy sądowniczej, w pełni kontrolowane przez władzę media (wtedy, przypomnę, był nawet na ulicy Mysiej w Warszawie Urząd Kontroli Prasy, Publikacji i Widowisk).
Pamiętamy też atrapę Sejmu. Sejmu, funkcjonującego jak precyzyjna maszynka do glosowania, Sejmu pluralistycznego, a jakże, ze stronnictwami sojuszniczymi i opozycyjnym, i z kilkumandatowym klubem katolickiej inteligencji. Z marszałkiem, który znany był wyłącznie jako ten, co trzyma laskę – symbol swojej władzy.
To wszystko już było, a pamiętacie może jak długo trwało ?
No to teraz o suwerenie. W tamtym ustroju, w państwie demokracji ludowej, władza należała do ludu pracującego miast i wsi.
Pięknie powiedziane! Składowe tego pojęcia ludu pracującego, to robotnicy, chłopi i inteligencja pracująca. Prosta, trzyelementowa struktura klasowa państwa – Polskiej Republiki Ludowej.
Tamto państwo powstało w wyniku kontraktu politycznego pomiędzy możnymi ówczesnego świata po największej jak dotychczas wojnie światowej; kontraktu, w którym jako polskie społeczeństwo nie mieliśmy wiele do powiedzenia. Przez pierwszych dziesięć lat po zakończeniu małej wojny domowej instalowano nam ustrój, będący kalką ustroju Wielkiego Brata ze wschodu; ale po 56 roku to już były nasze własne pomysły i rozwiązania.
Było jak było, pamiętam. Myślałem, że to nie wróci…
Te trzy podmioty struktury klasowej tamtego społeczeństwa to robotnicy, tak jest, to klasa społeczna w klasycznym rozumieniu tego pojęcia; chłopi, tu już mamy kłopot, bo w tamtej Polsce zostawiono chłopom prywatną własność ziemi; oraz inteligencja z dodatkiem pracująca. Ten dodatek był bardzo ważny. Pozwalał oddzielić inteligencję pracującą od tej, która była inteligencją tylko z pochodzenia. Powiem wprost, od burżuazji lub ziemiaństwa, a tych tamta władza nie lubiła.
Taki był model. Prawdziwa struktura, prawdziwe procesy społecznych przekształceń były znacznie bogatsze i bardzo skomplikowane, ale to nie jest temat tego artykułu.
W warstwie symbolicznej przez całe dziesięciolecia utrwalał się robotnik jako hegemon ustroju. To on był bohaterem filmów, książek, pieśni. To on kroczył na czele pochodów. O tym, że robotnik, to hegemon niemalowany, a prawdziwy władza przekonywała się w momentach przesileń, w kolejnych „polskich miesiącach”, których rocznice pamiętamy i obchodzimy.
Malowany, postulowany, symboliczny bohater tamtych czasów stawał się rzeczywistym aktorem na politycznej scenie i często za cenę krwi dokonywał korekt systemu.
A jak jest teraz?
Po Wielkiej Transformacji lat 90. nie ma już jasnego modelu struktury społecznej. Nie ma klasy robotniczej, nie ma chłopskiej, a inteligencja pracująca zamieniła się w bliżej nieokreśloną klasę średnią.
Klasa średnia to kategoria uniwersalna, do której aspirowały wszystkie klasy. To zbiorczy wór, do którego można było wrzucać wszystko i wszystkich. To nie było pojęcie ostre, przynależność do niej mierzona była poziomem dochodu, stylem życia, wzorami kulturowymi. To nie są miary i wzorce ostre, jak w klasowym widzeniu świata.
Trzecia Rzeczpospolita była państwem klasy średniej. To dla niej budowane były zamknięte strzeżone osiedla w wielkich miastach, to dla niej banki wymyślały coraz to nowe produkty bankowe, dzięki którym można było uwierzyć, że bogactwo powstaje nie z pracy, a z kapitału. To dla niej wielkie sieci handlowe z całego świata otwierały coraz nowe i coraz większe galerie handlowe – współczesne świątynie konsumpcji i rozrywki…
Mogę tak długo, mogę tak bez końca.
W roku 2015, w wyborach – najpierw prezydenckich, a potem parlamentarnych – Trzecia Rzeczpospolita przegrała. Ten suweren, na którego powołuje się Prawo i Sprawiedliwość, to ci obywatele naszego kraju, którzy nie byli beneficjentami transformacji. Ci, którzy nie odnaleźli się w regułach gospodarki rynkowej (miała być społeczna gospodarka rynkowa, tak jest w Konstytucji z 97 roku).
Nie stanowią oni większości w naszym kraju. Jest ich mniej niż tych, którym się powiodło. Ich przewaga wynika z determinacji. Ktoś, kto ma podstawowe kłopoty z zaspokojeniem podstawowych potrzeb biologicznych, jest znakomicie lepiej motywowany do działania, niż wszyscy inni, którzy odczuwają stany napięcia, wywołane niezaspokojeniem swoich potrzeb wyższego rzędu.
Mówiąc prosto – głodni są lepiej i mocniej motywowani do działań niż przeżywający rozterki duchowe pięknoduchy.
I, żeby była jasność, mówiąc o motywacji do działań mam na myśli tak prostą sprawę jak pójście do wyborów – jeśli jeszcze jakieś wybory będą.
Wczoraj w Gdańsku po raz kolejny protestowaliśmy pod gmachem Sądu przeciwko temu co rząd zamierza zrobić z trzecią władzą – władzą sądowniczą. Na apel gdańskiego KOD kilkanaście ugrupowań, stowarzyszeń i partii politycznych przemaszerowało przez miasto pod budynek Sądu, by zamanifestować swój sprzeciw. Było jak zawsze gwarno, wesoło, z flagami, trąbkami, świecami. Odśpiewaliśmy hymn, koniecznie wszystkie zwrotki, pokrzyczeliśmy za wodzirejem z mikrofonem stosowne hasła i wysłuchaliśmy wystąpień przedstawicieli organizacji i partii politycznych biorących udział w proteście. Fajnie było, ale…
No to ile, jak myślicie, przy 18 organizacjach, uczestnikach tego wydarzenia, ilu było demonstrantów ?
Było około 300 demonstrantów. Dobrze, że tylu, padał deszczyk, był normalny, zwykły dzień.
W ważnym dniu, w dniu wyborów, też może być brzydka pogoda. Czy będzie inaczej ?
Zbigniew Szczypiński
Gdańsk


„Odśpiewaliśmy hymn, koniecznie wszystkie zwrotki, pokrzyczeliśmy za wodzirejem z mikrofonem stosowne hasła i wysłuchaliśmy wystąpień przedstawicieli organizacji i partii politycznych biorących udział w proteście. Fajnie było, ale… ”
Panie Zbigniewie, nie widzę problemu jakiegoś tam suwerena który dba o własne interesy, nareszcie…
A wychowywany był na internacjonała.
Złudzeniem jest jakaś inteligencja zasiedlająca mityczną klasę średnią która miała dopiero powstać w III RP i dla niej ponoć międzynarodowe konsorcja budowały supermarkety, salony samochodowe, sklepy z zapaszkami po 300$ flakonik? Wiem jak to wyglądało zaraz po 1991 roku, otworzył sie polski pusty rynek i chłonął wszystko jak leci. Dla bogatych były otwierane salony z luksusem a dla biednych był Stadion X-ciolecia gdzie było wszystko, nawet bazar Różyckiego splajtował bo zalano nas towarem typu każdemu towar wg. grubości portfela. Pierwszym posunięciem gospodarczym III RP było zlikwidowanie komórki MO zajmującej sie przestępstwami gospodarczymi, specjalistów rozrzucono po Polsce. Archiwa przemielono, przerwano informację o istniejącej w PRL strukturze przestępczej która odzyskała swobodę. Tak powstawały więzi z politykami i niezbędny obieg informacji gdzie jest eldorado i jak je przechwycić. Tak powstała dzisiejsza korupcja czasem ujawniana w mediach.
Drugie to było ogłoszenie, że dozwolone jest wszystko czego wyraźnie nie zabrania prawo, słynne ruptacochceta.. Powstawały fortuny, cinkciarze stawali się właścicielami kantorów wymiany walut, sprowadzano alkohol i papierosy z całego świata, pozwalano handlować na ulicy a wydział finansowy to było jedno bagno. Przecież to była bezkrwawa rewolucja gdzie społeczne śmieci przepoczwarzały się w milionerów. Osiedla za ogrodzeniem? Norma dla mafijnych społeczeństw? Nie daj się okraść!
Separacja bogatych śmieci od biednych? Z racji zawodu miałem wgląd w bogate grupy społeczne co dzieci chciały mieć już muzycznie oszlifowane. Z bajzlu rewolucyjnego wyłoniło sie skorumpowane państwo wypełnione partyjkami politycznymi które dopiero tworzyły przy sobie szerokie kręgi mafijne.
Dziś jest względna stabilizacja gospodarcza, Polska zmienia swoje oblicze, towaru jest zatrzęsienie tylko ludzie są zwyczajnie biedni i manipulowani przez spryciarzy którym się udało.
Nie ma co wylewać krokodylich łez nad kondycją moralną i polityczną tzw. suwerena.
Suweren zwyczajnie ma nas, was i mnie głęboko w dupie. Suweren chce żyć i mieć to co pokazuje mu telewizja.
Ciężko polska „inteligencja” pracowała na stan obecny.
Najważniejsze ” Fajnie było, ale…”
ps.
Obecnie nie ma znaczenia czy zgadzam się z Panem czy nie.
W moim otoczeniu stale ubywa młodych ludzi, podejmują suwerenne(!) decyzje o wyjeździe
do innych państw, ściągają swoich bliskich i nie mają zamiaru wracać.
Już są w rodzinie…
ps2.
Prezesi wieczni nie są…
„Ten suweren, na którego powołuje się Prawo i Sprawiedliwość, …”
Tymi wyborcami są również – a może nawet przede wszystkim – wyborcy lewicy. To dzięki „zmarnowaniu” ich głosów, bodajże około 10%, PiS ma tak przyjemną przewagę w Sejmie. Chyba dobrze rozumiem, że te 10% przełożyło się w sposób
nieproporcjonalny na wzrost liczby mandatów PiS. Nieuczciwe jest więc propagandowe wciskanie kitu, że PiS ma nadzwyczajnie duży mandat od wyborców i reprezentuje ich interesy i oczekiwania.
PiS rządzi z marnym poparciem elektoratu.
Wynik wyborczy PiS w r.2015 jest gorszy niż wynik PO w poprzednich wyborach lat 2011 i 2007; i procentowo, i liczbowo. A PO miało do tego jeszcze koalicjanta, ponad 8% głosów. Łatwo to sprawdzić w oficjalnych danych, a także np. tu:
https://oko.press/andrzej-duda-tworzy-mitologie-gigantycznego-sukcesu-wyborczego-prawicy-choc-wynik-pis-byl-przecietny-a-wlasny-najgorszy/
„[…] Ten suweren, na którego powołuje się Prawo i Sprawiedliwość, to ci obywatele naszego kraju, którzy nie byli beneficjentami transformacji. […] Nie stanowią oni większości w naszym kraju. Jest ich mniej niż tych, którym się powiodło. […]”
Autor zwyczajnie mija się z prawdą w takim stwierdzeniu. Wystarczy sprawdzić w publikowanych danych ile wynosi dominanta i mediana płac w Polsce, aby przekonać się, że jest zupełnie inaczej.
Szanowny Panie Zbigniewie, suweren, „któremu się nie powiodło” stanowi obiektywnie WIĘKSZOŚĆ, niezależnie w jakie statystyki zaglądniemy. Naprawdę „powiodło” się około 300 tysiącom rodaków. Nawet optymistycznie patrząc za beneficjentów można by uznać 10% społeczeństwa, wliczając tych, którzy sami sobie przypisują wyższy status majątkowy, często wbrew posiadanym faktycznie dochodom i majątkowi.
Obawiam się, że spora część inteligencji nadal nie rozumie (lub co najmniej nie docenia) twardych ekonomicznych przyczyn leżących u podstaw zmiany preferencji „suwerena”, jaka dokonała się pod wpływem prowadzonej latami polityki „wolności do wyzysku” i AKCEPTACJI dla narastania nierówności. Jeżeli po dwóch latach nadal tego nie rozumieją, to może faktycznie jedyną drogą do poprawy jest wymiecenie tych elit przez PiS na śmietnik historii.
Do moich szanownych dyskutantów, Magoga i Jacka – to zrozumiałe, ze w takim publicystycznym tekście nie jestem w stanie oddać całej złożoności procesu Wielkiej Transformacji. To wszystko prawda co piszecie, mógłbym wpisać się w ten ton, widziałem co się działo, byłem w Sejmie posłem Unii Pracy – wtedy jedynej partii która krytycznie mówiła o rządach neoliberalnych polskiej prawicy ale i lewicy. Ale to było już wiele lat temu, w socjologii to wymiar pokolenia, teraz proporcje beneficjentów i przegranych są inne. Rządy „dobrej zmiany”dają nie tylko pieniądze ale i poczucie utraconej godności tym którzy znajdują się w dolnym przedziale 20% polskiego społeczeństwa. I jak by nie patrzeć to jest jedna piąta całości a więc mniejszość ale zdeterminowana co chciałem podkreślić apelując o większą mobilizację względnie sytych. Bo jak nie, to mniejszość naprawdę głodna, pójdzie ławą do wyborów i je wygra, nawet bez sztuczek z ordynacją wyborczą i przejęciem PKW i Sądu Najwyższego który stwierdza kto wybory wygrał, tylko tyle i aż tyle…
Panowie, każdy początek nowego stulecia to ruchawica społeczna.
Kiedyś była lokalna, dzisiaj jest globalna.
Może socjolog z historykiem przybliżą to zjawisko społeczne.
Mamy wszak specjalistów na SO…
Polecam tekst dominikanina związany chyba z tym tematem.
https://dominikanie.pl/2015/09/najdziwniejsi-ludzie-swiata/
Nie ze wszystkim się zgadzam ale podobne procesy występują w kulturze .
Warto przeczytać.
Bomba! Chylę czoła za podanie tego źródła. Czy tylko ja po przeczytaniu mam nieodparte wrażenie, że słyszę stare, dobre: „Na kolana bezbożniku! Ukorzyć ci się dzisiaj trzeba przed miłosiernym Bogiem, Zbawicielem i jego emanacją na Ziemii – Kościołem Powszechnym!” Trzeba jednak przyznać, że to najwyższa półka intelektualna i warsztatowa :). Inspiruje i stawia wyzwania chociaż chyba mało przybliża do kreatywnych pomysłów w temacie mobilizacji społecznej i przeciwstawienia się kontr-oświeceniu. Ja to odczytuję jako tekst indywidualisty z polskiego kościoła katolickiego, mocno z nim zrośniętego instytucjonalnie (ba, to SAP kościelny) i zniechęcającego do mobilizacji :). Szkoda, że nie znałem tego tekstu wcześniej…