13.04.2026
Gwałtowność ataku prezydenta USA na papieża Amerykanina zdaje się wskazywać na rosnącą frustrację Donalda Trumpa, którego nadzieja na kolejne spektakularne zwycięstwo (po aresztowaniu i uwięzieniu prezydenta Wenezueli) w wojnie z Iranem spełzła na niczym i stała się spektakularną klęską. Jego bezprecedensowe zachowania na arenie międzynarodowej, połączone z pogwałceniem wszelkich praw, od początku budziły sprzeciw Watykanu. Choć Leon XIV unikał bezpośrednich ataków na prezydenta Trumpa, to jasno dawał do zrozumienia, że ten rodzaj polityki nie może liczyć na „Boże błogosławieństwo”. Słowa papieża najpierw sprowokowały najbliższych współpracowników Trumpa do ataku na papieża, a ostatnio samego Trumpa, który nie tylko zwymyślał Leona XIV, ale swój wpis na platformie X opatrzył grafika wygenerowana przez AI, której nie powstydziłyby się najlepsze wzorce socrealistycznej propagandy z okresu zimnej wojny.
Pozostaje otwartym pytanie jak ta konfrontacja dwóch przywódców się skończy. Trump został prezydentem w 2016 i 2025 roku w dużym stopniu dzięki poparciu sfanatyzowanych nacjonalistów chrześcijańskich. Istnieje na ten temat już obszerna literatura. Wymieńmy tylko dwa nazwiska, historyka Johna Fea, którego książka skrupulatnie rekonstruuje drogę chrześcijan ewangelikalnych do Trumpa i odwrotnie (https://www.amazon.com/Believe-Me-Evangelical-Donald-Trump/dp/0802876412). Twarzą chrześcijan ewangelikalnych jest Paula White-Cain, której Trump niewątpliwie najwięcej zawdzięcza. Ale również konserwatywni katolicy nigdy się nie kryli z poparciem dla Trumpa, przede wszystkim biskupi nominowani przez Jana Pawła II, by wspomnieć kardynała Nowego Jorku Timothy Dolana, który wręcz afiszował się swoja przyjaźnią i dwukrotnie przewodniczył modlitwom przy inauguracji prezydentury Trumpa. Wspomnijmy też dziennikarkę Katherine Stewart i jej książkę przetłumaczoną na język polski „Wyznawcy władzy”, o rosnących w siłę wspomnianych nacjonalistach. O książce Stewart i jej znaczeniu również dla zrozumienia polskiej prawicy pisałem nie tak dawno na tych łamach (https://studioopinii.pl/archiwa/246666). Ostatnio Stewart gościła w Warszawie z wykładami, w tym również w Ośrodku Studiów Amerykańskich UW. Motywem przewodnim jej wystąpień był Trump i jego administracja (nazwana przez nią reżimem), która demoluje amerykańską demokrację z jednej strony i zaczyna budzić sprzeciw coraz szerszych kręgów społecznych.
Nie jest wykluczone, że frustrację Trumpa spotęgowała spektakularna klęska wyborcza jego „przyjaciela” Wiktora Orbana, dla którego poparcie JD Vance’a okazało się pocałunkiem śmierci. Warto też przypomnieć niedawne pochwały Trumpa pod adresem Jana Pawła II, którego uważa za swojego sojusznika w walce ze skorumpowaną kulturą współczesną.


Stanisław Obirek zrobił w tym krótkim tekście coś, co wielu komentatorom nie wychodzi nawet przy potrójnej długości: połączył psychologię władzy z geopolityką i religią, nie gubiąc sensu po drodze. To się nazywa pisanie „na ostro, ale z głową”, a nie „na ostro, bo caps lock się zaciął”.
Jest w tym felietonie szczególnie celna obserwacja: że Donald Trump reaguje na sprzeciw nie jak polityk, tylko jak obrażony landlord metafizyczny, który właśnie odkrył, że papież nie jest jego najemcą. I to jeszcze papież Amerykanin – czyli, w trumpowskiej logice, ktoś, kto powinien automatycznie rozumieć, że „America First” obejmuje również Watykan, Eucharystię i ewentualnie Trójcę Świętą, jeśli da się ją dobrze sprzedać w kampanii.
Obirek trafnie wyłapuje coś więcej niż tylko konflikt personalny. To zderzenie dwóch porządków: religii, która – przynajmniej w teorii – operuje kategoriami moralnymi, oraz polityki Trumpa, która operuje kategoriami… no, nazwijmy to kreatywnie: reakcji impulsywno-marketingowych. Jeśli coś nie klika w sondażach, to znaczy, że trzeba to obrazić na platformie X i dorzucić grafikę wygenerowaną przez AI, najlepiej w stylu „socrealizm spotyka Marvela po trzecim drinku”.
Najzabawniejsze (czyli najbardziej tragiczne) jest to, że Trump naprawdę wydaje się wierzyć, iż może negocjować z rzeczywistością jak z deweloperem w Atlantic City. Papież mówi o moralności? Trump odpowiada memem. Watykan krytykuje politykę? Trump odpowiada jak klient, który chce zwrotu za wszechświat, bo „nie spełnia oczekiwań”.
Obirek słusznie wskazuje też na zaplecze ideologiczne – ewangelikalny nacjonalizm, który zrobił z religii coś w rodzaju politycznego dopalacza. I tu robi się już mniej śmiesznie, bo to nie jest tylko amerykańska egzotyka. To jest eksportowy model: wiara jako narzędzie mobilizacji, nie refleksji. Bóg jako influencer, nie punkt odniesienia.
A sam Trump? On nie tyle „traci”, jak pisze autor, ile robi to, co zawsze: myli głośność z siłą. Krzyk nie jest argumentem, nawet jeśli ma miliony odsłon i złotą ramkę.
Podsumowując: bardzo dobry felieton – precyzyjny, wyważony i z tym rzadkim dziś luksusem, jakim jest myślenie przed napisaniem zdania. A Trump? Cóż. Jeśli dalej będzie atakował papieża, to może w końcu odkryje, że nie wszystko da się wygrać tweetem. Nawet jeśli tweet jest „najlepszy w historii, naprawdę, ludzie mówią”.
Gotów jestem stwierdzić, nie ujmując niczego prof. Obirkowi, którego zamieszczane w SO felietonowe wypowiedzi są zawsze świadome swojej profesjonalności i przystępności jednocześnie, że komentarz Krzysztofa Bielejewskiego jest jakby merytorycznym dopełnieniem tekstu Autora. A to dzięki obszernej i trafiającej do przekonania, bo „lekkiej”, formie komentarza, którą ja określam jako komiks społeczny. Komiks właśnie, z jego obrazkowym, sugestywnym przekazem. Całość – tekst plus komentarz – nieodłączna, stanowi produkt na tyle lekkostrawny, że aż – tu ironia moja dla rozładowania powagi wypowiedzi – zrozumiały dla nieprzygotowanych, niechętnych, rozkojarzonych.
Dzięki za wspaniałe duo.
Tekst profesora Obirka trafnie pokazuje, że Donald Trump coraz wyraźniej traci polityczny rezon, a jego kolejny atak na papieża Leona XIV tylko to potwierdza. Trudno nie zauważyć, że przywódca największego mocarstwa świata, który jednego dnia grozi zniszczeniem całych cywilizacji, drugiego rozważa szantaż wobec sojuszników z NATO, a trzeciego wdaje się w spór z papieżem i publikuje grafiki czyniące z siebie niemal mesjańską postać, wystawia państwo amerykańskie na niebezpieczną próbę śmieszności. W takim ujęciu nie chodzi już tylko o polityczną agresję, lecz także o głębszy kryzys powagi, proporcji i elementarnego poczucia stosowności, którego od lidera USA oczekuje cały demokratyczny świat. Nic dziwnego, że w mediach coraz częściej pojawiają się rozważania o stanie zdrowia psychicznego czy wręcz o poczytalności tego człowieka.
Byc może zyskuje. Katolicyzm w USA nie jest wiodącą religią. Ja myślę, ze on nie prowadzi rachunku strat i zysków. Strzela z biodra nie tyle nawet pociskiem, co fekaliami, a potem patrzy, kto ewentualnie oberwał i do kogo się przykleiło. Na ogół atakuje słabszych w jego własnym przekonaniu. Często się myli, bo słabszy może się okazać nie taki slaby, jak się Trumpowi wydawało. No, to daje spokój i szuka kolejnego słabszego. Najkrócej bym go tak scharakteryzował: to jest pies, który duzo szczeka i stara się ugryźć każdego, kogo może. Jego ukąszenie jest jadowite, bo ma w pysku bakcyle totalitaryzmu. On rozsiewa te chorobę wszędzie, do czego się tylko dotknie.
Ciekawe światło na wypowiedzi Donalda Trumpa rzucają informacje przytaczane przez ks. prof. Kobylińskiego w rozmowie z interią: https://wydarzenia.interia.pl/zagranica/news-skandaliczne-zachowanie-trumpa-atak-na-papieza-to-nie-najwie,nId,23327598#google_vignette
Mój znajomy z USA, który od lat zajmuje się związkami religii i polityki, zwrócił mi uwagę, ze wygenerowany przez AI obraz (usunięty już z konta Trumpa) był inspirowany nie tyle estetyka socrealizmu ile raczej malarstwem współczesnego mormońskiego artysty, który wspiera od lat prawicowych polityków. Nazywa się Jon McNaughton i jego twórczość jest w istocie jeszcze bardziej prymitywna niż nasz rodzimy socrealizm z lat 50-tych.
Rzeczywiście po wpisaniu w wyszukiwarce hasła Jon McNaughton wyświetla sie w wikipedii po angielsku nota biograficzna. Z kolei na portalu PINTEREST można znaleźć przykłady jego obrazów pod hasłem „jon mcnaughton paintings”. Jelenie na rykowisku obecne na polskich bazarach też zmieściłyby się w tej galerii.
Prof. Obirek tradycyjnie w punkt.
Przypadek Trumpa jest o tyle – jakby powiedział Bauman – płynnonowoczesny i wieloznaczny, że można do niego zastosować różne klucze. Z jednej strony aż się prosi, aby pójść po linii diagnozy medycznej – patologiczny kłamca, socjopata/psychopata, szukający poklasku narcyz. Z drugiej jednak jako ciekawsza jawi się analiza systemowa: polityk, który przyszedł z biznesu, mający na celu uczynić ponownie Amerykę wielką, ratujący z podupadającego imperium globalnego, co się da.
Mimo powyższego, nie wykluczam, że Trumpa od Jezusa różni to, że Jezus nie uważa się za Trumpa (przynajmniej mam taką nadzieję). Tu też ciekawy przyczynek do społecznego wymiaru zaburzeń: szpitale psychiatryczne pełne są Jezusów, Bogów, Napoleonów czy Matek Boskich, lecz ludzie elit nigdy nie zostaną potraktowani przez system tak, jak byłby przeciętny Kowalski czy Smith… By nie szukać daleko: jakiś czas temu Prezes pewnej partii mówił z mównicy sejmowej: „Zabiliście mi brata”, ale nikt nie pomyślał, żeby wezwać stojącą pod parlamentem karetkę…
Katolicy w USA (a pewnie i wszędzie indziej) są coraz bardziej podzieleni. Część z nich pewnie i tak popierać będzie Trumpa, bo uzna, że ich interesy ideologiczne – walka z szatanem genderyzmu, kulturą woke, aborcją i LGBTQ+ – jest ważniejsza od jawnego bałwochwalstwa.
No i kolejny mem ujawnił, że jednak Trump nie jest Jezusem, a tylko Jezus go wspiera. Zesłał na Ziemię, aby Ameryce i wszystkim było dobrze. Oczywiście, bombardowanym rakietami i bombami 'made in USA’ Irańczykom czy Palestyńczykom jest trochę gorzej, ale jak widać Jezusowi to nie przeszkadza podobno.
Jak mawiał klasyk? Bóg jest po stronie liczniejszych oddziałów.
Jeżeli władzy politycznej nadawana jest sankcja religijna to mamy bunt wobec niej jako bunt przeciwko Bogu czy bogom. Jest zatem niedopuszczalny. Jak widać Arabia Saudyjska i Iran mają nieco wspólnego z USA, krajem założonym przez fanatyków religijnych, którzy wymordowali miliony ludności rdzennej i ukradli z Afryki czarnych, którzy byli niewolnikami w 'krainie wolności ’