2018-03-21.
Tak jak obiecałem Czytelnikom SO, piszę słów kilka o wyprawie do Rzymu w dniach 14-19 marca, która zbiegła się (przypadkowo) z obchodami rocznicy wyboru papieża Franciszka 13 marca 2013 roku.
Byłem gościem prywatnego uniwersytetu LUISS Guido Carli gdzie miałem wykład
A human rights seminar series
Every Thursday until May 10, the LUISS Viale Pola campus hosts seminars open to all students The LUISS Department of Law, in collaboration with Athenaeum N.A.E., organizes a series of seminars on human rights. Directed by Professor Monsignor Samuele Sangalli, the seminars take place on Thursdays on the Viale Pola campus from 3:00 p.m.
i stowarzyszenia Athaeneum. Ten pierwszy znany jest jako prywatna szkoła kształcąca przyszłych prawników, a to drugie z wielu inicjatyw edukacyjnych. We Włoszech jest Athaeneum bardzo znane, u nas mniej (ja też o nim nie słyszałem przed spotkaniem, o którym piszę, więc może kilka zdań czym ono jest nie zaszkodzi). Otóż Athaeneum to stowarzyszenie kulturalne i humanistyczne o charakterze niepolitycznym i niekonfesjonalne. Powstałe w 1994 roku, zdążyło już zaistnieć na poziomie całych Włoch. Swoją działalność opiera na przekonaniu, że tylko wiedza umożliwia przezwyciężenie stereotypów i nietolerancji, wzmacnia rozwój i tworzy podstawy harmonijnego współżycia społecznego oraz umożliwia przestrzeganie praw i obowiązków każdego człowieka. Przykładem takich działań są ogólno-włoskie konkursy typu „Etyka i młodzi” (najlepsze prace uczniów są nagradzane), projekty w rodzaju „Jaka Europa dla młodych?”. Stowarzyszenie publikuje też różne materiały dostępne on line jak „Etyka dla globalnej wioski”. Te wiadomości czerpię ze strony Athaeneum (niestety tylko po włosku):
Athenaeum NAE | Doveri e Diritti Universali dell’Uomo
Athenaeum N.A.E. è un’Associazione culturale e umanitaria senza scopo di lucro, aconfessionale e apolitica. Athenaeum N.A.E., attraverso le proprie iniziative culturali, scientifiche e filantropiche, intende dare il proprio contributo nel suscitare una riflessione sempre più ampia, soprattutto tra i giovani, su quelli che sono i diritti e i doveri universali della persona, non solo da un punto di vista teorico, ma anche, e soprattutto, nell’impatto con l’esperienza del vivere quotidiano.
Na stronie nie ma tej informacji, ale z rozmów z członkami stowarzyszenia wiem, że bardzo ważnym źródłem inspiracji jest filozofia irańskiego myśliciela Ostada Elahi (1895-1974). Jest on znany głównie we Francji i USA no i we Włoszech. Jednak również w Polsce jego nazwisko nie jest całkiem obce; główną popularyzatorką jego twórczości zarówno muzycznej jak i filozoficznej jest Aleksandra Kurczab-Pomianowska (zresztą też członkini Athaeneum). Jest ona również tłumaczką książki syna Ostada Bahrama Elahi, Droga do doskonałości, która wznawiana i uzupełniana stanowi najlepsze wprowadzenie w humanistyczny i przeniknięty tolerancją świat tego myśliciela.
Wracając do mego wykładu, który był jednym z cyklu wykładów poświęconych etyce dla prawników. Zaproponowany tytuł brzmiał „Wolność sumienia i prawo do wyznawania własnej religii”. Odpowiedzialnym za ten cykl jest ks. prof. Samuele Sangalli, który nie tylko był obecny na wykładzie, ale bardzo sympatycznie i rzeczowo wprowadził mój wykład, a po wykładzie prowadził dyskusję.
Muszę przyznać, że byłem szczerze zaskoczony rzetelnością jego przygotowania (nie rozmawialiśmy wcześniej) i podkreśleniem znaczenia dla prowadzonego cyklu moich książek napisanych wspólnie z Zygmuntem Baumanem, które zostały przetłumaczone również na język włoski. Moje zaskoczenie jest naturalnie związane z recepcją Baumana w Polsce, który nie należy do ulubionej lektury polskiego kleru. Chodziło głównie o sposób widzenia miejsca religii w przestrzeni publicznej w zeświecczonej Europie. Tego też problemu dotyczyły pytania studentów.
Po wykładzie spotkałem się z niektórymi przedstawicielami Athaeneum, którzy wyrazili nadzieję, że na tym wykładzie współpraca się nie zakończy. Osobiście nie miałbym naturalnie nic przeciw kontynuacji w takie czy innej formie wymiany doświadczeń polskich i włoskich. Tym bardziej, że to się ciągle dzieje.
Przykładem tej wymiany akurat podczas mego pobytu była żywo komentowana książka polskiego księdza z Krakowa, Pawła Gałuszki. Poświęcę tej sprawie chwilę uwagi, bo wydaje mi się to ciekawe jako przykład, jak odmiennie te same książki są czytane nad Tybrem i nad Wisłą.
Najpierw kilka słów o autorze. Otóż ks. dr Paweł Gałuszka po święceniach kapłańskich w 2007 r. odbył studia specjalistyczne na Papieskim Instytucie Jana Pawła II dla Studiów nad Małżeństwem i Rodziną przy Uniwersytecie Laterańskim w Rzymie. Owocem tych studiów był doktorat „Memoriał Krakowski”. Wkład kardynała Karola Wojtyły i grupy teologów oraz filozofów polskich w przygotowanie i przyjęcie encykliki „Humanae vitae” Pawła VI. To właśnie ten doktorat został opublikowany i żywo komentowany w kościelnej prasie, odbyło się też przy okazji sympozjum na Uniwersytecie Laterańskim, na którym wystąpił m.in. były prefekt (zdymisjonowany przez Franciszka) Kongregacji Doktryny Wiary kardynał Gerhard Mueller.
Sprawa była mi znana z wcześniej wydanej książki: Memoriał krakowski. Uzasadnienie katolickiej nauki tyczącej podstaw moralnych życia małżeńskiego, Kraków 1968. Co więcej w polskim Kościele katolickim tylko ta restrykcyjna wykładnia była obecna, wszystkie inne, wskazujące na konieczność uwzględnienia zmieniającego się kontekstu kulturowego (hierarchiczność prawd, ewolucja dogmatów itp.) były stygmatyzowane jako niebezpieczny relatywizm.
Trzeba dodać, że inne wykładnie były znane polskim teologom, zwłaszcza tym czytającym w innych językach lub po prostu studiujących za granicą, jednak żaden z nich z zdradzał się z ich znajomością. To właśnie wychowani przez tych zalęknionych teologów publicyści prawicowi nadają w chwili obecnej ton polskiej debacie. A środowiska otwartego katolicyzmu jak „Tygodnik Powszechny” czy miesięczniki „Znak” i „Więź” są stygmatyzowane jako protestantyzujące albo wręcz heretyckie.
Tymczasem jest dokładnie odwrotnie to publicyści związani z „Do Rzeczy”, „Sieci” i różnej maści podobne publikatory i portale propagują odrzucony przez katolicyzm już w pierwszych wiekach, dontyzm, czyli rygoryzm moralny (głównie zresztą wobec ideologicznych oponentów) wykluczający ze wspólnoty wszystkich nie podzielających ich poglądów. Być może polską specyfiką jest również język nienawiści nieuchylający się od oszczerstw i manipulacji.
Tak czy inaczej dobrze jest czasem choć na kilka dni wyjechać z Polski, by zdać sobie sprawę, że nadwiślański katolicyzm jest jednak odosobniony w swym sekciarskim zacietrzewieniu.
Dodam jeszcze, że w czasie moich studiów teologicznych w Rzymie moim profesorem był jezuita Joseph Fuchs, który był członkiem tzw. komisji większościowej, która przygotowywała dla Pawła VI materiały i jednoznacznie wskazała na konieczność zmian etyki seksualnej w Kościele. Fuchs po ogłoszeniu „Humanae vitae” miał zakaz publikowania przez 10 lat, więc pisał do szuflady, ale w wykładach nie krył, co myśli zarówno o samej encyklice, jak i o jej wykładni proponowanej przez polskiego kardynała Karola Wojtyłę, który w 1978 roku został papieżem
To właśnie ze względu na brak tego polskiego kontekstu dziennikarz „Avvenire” Luciano Moia zwrócił przede wszystkim uwagę na próby zaostrzenia i tak rygorystycznej encykliki Pawła VI „Humanae vitae”, która dla większości katolików na Zachodzie Europy i w USA była źródłem wielu konfliktów sumienia, często kończących się odejściem z Kościoła.
Jednak dla kardynała Wojtyły i jego krakowskich doradców należało nie tylko bezwzględnie egzekwować wierność wyłożonej tam doktrynie, ale nawet uznać ją za nieomylną. Akurat tym zakusom sprzeciwił się ówczesny papież dając Wojtyle do zrozumienia, że jego naciski nie są na miejscu, i że z równą uwagą należy się wsłuchać w głosy krytykujące feralną encyklikę. Faktem jest bowiem, że Paweł VI po tym dokumencie już więcej do tematu nie wracał, być może licząc że z czasem zostaną zaproponowane nowe interpretacje, co się w istocie w tej chwili dzieje.
Jak mi się wydaje, to właśnie te polskie konteksty sprawiają, że niektórzy z prawicowych polityków (np. Jarosław Gowin) słyszą krzyki zarodków, a księża i biskupi, których sprawa regulacji poczęć z natury obowiązującego ich celibatu nie dotyczy mają na ten temat wyjątkowo wiele do powiedzenia. Być może nowy sposób podejścia zarówno do tradycyjnego rozumienia ludzkiej seksualności jak i podejścia do rozwodów (nie jest absolutną przeszkodą w przyjmowaniu sakramentów), jaki proponuje papież Franciszek przyczyni się do zmiany stanowiska również polskiego Kościoła.
Jednak nie jest to wcale przesądzone zważywszy na jego fundamentalizację i dominującą mentalność sekciarską i rygorystyczne podejście do prawa (zwłaszcza jeśli chodzi o świeckich).
Muszę przyznać, że dla mnie zderzenie tych dwóch światów (spotkanie ze studentami księdza Sangalli i książki Gałuszki), to przykład zderzenia dwóch sposobów patrzenia na chrześcijaństwo. Ten pierwszy ma twarz papieża Franciszka otwartego na świat i gotowego uczyć się od każdego, a ten drugi przypomina mi sektę donatystów, którzy nie znajdywali miejsca w Kościele dla ludzi słabych i grzesznych. Uważali, że tylko oni stanowią prawdziwy i święty Kościół, a innych należy wykluczyć.
Przedłużeniem tego konfliktu były też kontakty z rzymskimi jezuitami, a zwłaszcza z redakcją dwutygodnika „La Civilta Cattolica”, która od początku pontyfikatu Franciszka wspiera papieża w jego ekumenicznych inicjatywach, w tym również w zbliżeniu do zsekularyzowanego świata. Oprócz najnowszych numerów pisma (publikowanego zresztą w wielu językach, ale nie polskim) zostałem obdarowany wieloma książkami.
Jedną z nich, przygotowaną przez redaktora naczelnego Antonio Spadaro, zdążyłem już przeczytać. To znakomite wprowadzenie w świat obecnego papieża i jej tytuł dobrze oddaje treść: Nowy świat Franciszka. Oprócz solidnego wprowadzenia Spadaro zawiera ponad dwadzieścia esejów watykanistów i publicystów zajmujących się obecnością religii w przestrzeni publicznej. Inna książka o podobnej strukturze dotyczy Chin. Jej lektura musi poczekać.
Z tym większym zdumieniem dowiedziałem się, że w Polsce znany teolog krakowski Edward Staniek zanosił gorące modły o rychłą śmierć Franciszka, by jak najszybciej ustało jego błędne nauczanie. Jedynym tłumaczeniem jest jego głębokie przejęcie się wspomnianą doktryną donatystów, którą Staniek, jako ekspert od teologii pierwszych wieków doskonale zna i być może to właśnie ta rygorystyczna (choć odrzucona przez Kościół jako heretycka) wykładnia jest mu bliższa niż nauczanie obecnego papieża Franciszka.
Pozwolę sobie przypomnieć, że w poprzednim wpisie twierdziłem, co następuje: „Nie przesadzę, jeśli napiszę, że większość polskiego kleru (to oznacza również większość biskupów) czeka na koniec tego pontyfikatu. Również wszyscy prawicowi publicyści oczekują z utęsknieniem, kiedy wreszcie odejdzie do Pana”. Wszystko wskazuje na to, że nie przesadziłem.
Na szczęście jest w Polsce wystarczająco dużo ludzi myślących ewangelicznie i modlących się by obecny papież żył jak najdłużej, by możliwie najbliżej zaprowadzić wierzących katolików w okolice nauczania Jezusa z Nazaretu. Tylko dla przypomnienia dodam, że jego centrum jest miłość i wyrozumiałość dla ludzkich słabości, a nie bezlitosne prawo, które należy egzekwować choćby cały świat się walił.
Może to zbieżność przypadkowa, ale takim jest też nauczanie Ostada Elahi, o którym wspomniałem przy okazji Athaeneum.
Stanisław Obirek

Ach ci oo Jezuici..
http://wolnosc24.pl/2017/01/07/korwin-mikke-papiez-to-wcielenie-lucyfera-episkopat-nie-obrazajmy-modlmy-sie-za-papieza-franciszka/
Andrzej Koraszewski mi wypomina, że pytam nie na temat, ale nawet jak tak pytam, to jest na temat, co się okazuje dopiero później w dyskusji.
Moje pytanie na początek dotyczy Starego Testamentu. Czy jest to Księga święta? (Tak/Nie/Nie wiem). Czy jest to tylko ciekawostka historyczna? (Tak/Nie/Nie wiem).
To dla mnie, człowieka z innej zupełnie bajki, bardzo krzepiące poczytać o takich inicjatywach wewnątrz kościoła katolickiego, szkoda tylko, ze odbywających się całkowicie na zewnątrz tego kościoła co w Polsce, tez podobno katolickiego.
Bardzo dziękuje też za przywołanie mojego profesora Zygmunta Baumana – dobrze, że gdzieś i ktoś o nim pamięta, bo w Polsce 2018 to już chyba nikt.
A tak, by the way, kto jest założycielem Athaenum i z jakich środków się utrzymuje, czy to państwo włoskie, czy Watykan…
to tak dla zaspokojenia ciekawości obserwatora polskiej ale nie tylko sceny politycznej. Przesłanką do tego pytania jest przywołany Ostad Elahi, dla mnie całkowicie nieznana postać.
Raz jeszcze wielkie dzięki za relacje z innego świata…
Zareaguję od razu na trzy komentarze, choć wpis Korwina-Mikkego na reakcję nie zasługuje wyraża jednak opinie wielu polskich katolików i w tym sensie jest typowe dla ludzi pozbawionych elementarnego doświadczenia religijnego. Co do Biblii Hebrajskiej zwanej przez chrześcijan Starym Testamentem jest ona jak najbardziej świętą księgą zarówno dla wyznawców judaizmu jak i chrześcijan, a nawet muzułmanie uważają ją za Księgę natchnioną. A co do Athaeneum jest to stowarzyszenie, tak jak napisałem świeckie i oparte na działalności społecznej członków, nikt za nim nie stoi. Swoją drogą szkoda, że takich u nas nie ma.
Ok, więc dlaczego nauczany jest Dekalog w wersji nie biblijnej, tylko jak sobie ktoś wymyślił wiele lat później? Biblijny zakaz jedzenia krewetek to głupstwo, ale Dekalog to coś w religii absolutnie najważniejsze. Ktoś, kto go zmienił, postawił się ponad Bogiem (jeżeli uznajemy Biblię za świętą księgę). Rozważania, czy wersja katolicyzmu watykańska, czy toruńska, jest lepsza, są bez sensu, podczas gdy obie strony używają wersji świętokradczej Dekalogu. Dlatego może najwyższy czas Biblię uznać za bajeczkę i zająć się czymś pożytecznym.
Pytał Pan jak Biblia jest traktowana przez wierzących. Pański komentarz natomiast odnosi się do Biblii jako dzieła literackiego, które może być interpretowane i analizowane jak każe inne dzieło z przeszłości. Są to dwie różne sprawy i nie należy ich ani łączyć, ani mieszać. Oba podejścia mają swoją długą tradycję i każdy ma prawo do własnego wyboru. Nie sądzę by narzucanie własnego zdania wszystkim było twórcze. Wręcz przeciwnie.
@ Autor
Apeluję o komentarze do napisanych uwag, ale może nie były zrozumiałe. Więc jeszcze raz. Czytam: „Tak czy inaczej dobrze jest czasem choć na kilka dni wyjechać z Polski, by zdać sobie sprawę, że nadwiślański katolicyzm jest jednak odosobniony w swym sekciarskim zacietrzewieniu.”. Otóż napisałem, że i nadwiślański, i inny, katolicyzm opiera się na świętej księdze (Biblii), a jednocześnie zmienia jej najważniejszą rzecz, czyli Dekalog. Wobec występującej sprzeczności, „sekciarskie zacietrzewienie” nie ma żadnego znaczenia wobec występującej nielogiczności. Walczymy z idiotyzmami Komisji Smoleńskiej, walczmy z idiotyzmami występującymi w religii, a nie zajmujemy się mało istotnymi różnicami w różnych odłamach Kościoła.
@Hazelhard – Tekst o którym mówimy (dekalog) znaczy cokolwiek dzięki temu, że miliony ludzi uważają że tak trzeba. Ale również, że miliony ludzi czują się bezpieczne, współżyjąc z innymi, co deklarują wspólnotę w tej wierze. Mimo błędów w tłumaczeniu, dotyczących morderstwa i cudzołóstwa, w sumie oddziałuje pozytywnie. Co przyznaję, mimo oczywistego nieistnienia pana B. Co do nadwiślańskiego zacietrzewienia: mój nieobecny przyjaciel, Robert Stiller, uważał, że cechą narodową Polaków jest nadmierna agresywność, w połączeniu z tchórzostwem. Obserwacja wpisów internetowych zdaje się potwierdzać tę tezę. Ale dla dokładniejszej analizy trzeba by rozdłubać pojęcie odwagi, bo są różne jej kategorie. (Np. tak generalnie, to moje doświadczenie życiowe skłania mnie do twierdzenia że kobiety są odważniejsze od mężczyzn.)
Wracając do wiary: mój inny, również nieobecny przyjaciel, Jacek Olędzki, był świadkiem, jak jeden Polak katował w autobusie drugiego Polaka, waląc go bezlitośnie po mordzie i gdzie popadło. Zainterweniował, wrzeszcząc na tamtego : Czy wierzysz w Boga? Odpowiedź była : W nic nie wierzę ! Przypuszczam że był to Polak nietypowy. Prawidłowa odpowiedź powinna być, że uniesiony słusznym gniewem wali w imię Boga.
@HAZELHARD:
Każde prawo się interpretuje. Jeśli chodzi o dekalog, to mamy rozwinięcie-interpretację w Katechizmie Kościoła Katolickiego*, mamy też uproszczoną wersję nauczaną w szkołach (swoją drogą, czy jest coś, czego w szkołach nie uczy się na skróty?). No i dwie wersje w Starym Testamencie.
*) Swoją drogą, za największą herezję polskiego kościoła, OK, za drugą największą herezję po donatyzmie, uznałbym przymknięcie oczu na naukę o „wojnie sprawiedliwej” z Katechizmu, bo jak inaczej uznać, że Kościół nie dostrzega sprzeczności w wynoszeniu na pomniki ludzi, którzy sięgali po broń niezgodnie z nauczaniem Kościoła, czyli powinni zostać uznani za morderców? (Ja wiem, rozumiem, to dotyczyłoby nie tylko niektórych żołnierzy wyklętych, ale i szerszej polemiki z tradycją powstań narodowych. Niemniej trudno uznać za poważne roszczenia do absolutnej prawowierności w jednym punkcie, gdy na drugi się zamyka oczy…)
Tak samo jak dekalog porządkuje i cywilizuje stosunki ludzkie, tak samo KRK na świecie, nie tylko w Polsce jest instytucją nastawioną na zysk w zamian za usługi religijne. Polska odmiana sekty KRK głosi rygoryzm moralny odwrotnie proporcjonalnie do rozwiązłego życia kleru i hierarchii. Rygoryzm i hipokryzja to jedne z wyróżników polskiego odłamu KRK. Innymi wyróżnikami polskiej sekty są nienawiść zamiast miłosci, wykluczenie zamiast wspólnoty, cywilizacja śmierci zamiast cywilizacji życia. Tak, tak – prawny zakaz aborcji jest głosowaniem za brakiem badań prenatalnych, śmiercią uszkodzonych płodów, śmiercią matek, które nie będa mogły usuwać płodów zagrażającyh ich życiu. Katolicka wersja dekalogu odbiega od tej zawartej w Torze, ale współcześnie dokonała twórczej interpretacji szeregu swoich twierdzeń. Np. znaczna część księży katolickich łączy twórczo różne przykazania. Egzemplifikacją tego jest połączenie w stylu: nie pożądaj żony bliźniego swego nadaremno! Naturalnie taki kreatywny dekalog obowiązuje wyłącznie ksieży i hierarchów, a nie barany, przepraszam – owieczki!
Dogmat o nieomylności papieża został w polskim KRK zastąpiony dogmatem o nieomylności Rydzyka i/lub Terlikowskiego ewentualnie Wojciech Cejrowskiego.
Co do nadmiernego i oszukańczego rygoryzmu moralnego kleru, uważam go za nieznośny choć potrzebny. Potrzebny bo znamionuje przyspieszoną sekularyzację polskiego społeczeńctwa. A walki z KRK nie wygra żadna idea ani propaganda – wygrają ją wierni głosując nogami.
Na koniec perełka ks. profesora E. Stańka, określanego przez Autora jako ” znany teolog krakowski”, modlącego się o rychłą śmierć papieża. Perełka wzbogacona głosem jego szefa, niejakiego Jędraszewskiego, który zapowiedział, że ze Stańkiem porozmawia. Czy może być bardziej dobitny przykład sekciarstwa i sprzeniewierzenia sie elementarnym dogmatom religijnym – dogmatowi nieomylnosci głowy KRK, dogmatowi życia i opowiedzenia się za cywilizacją smierci? Tym dwóm i wielu innym hierarchom potrzebny jest psychiatra, najlepiej jeszcze żeby miał przeszkolenie egzorcysty. A gdyby istniał ten pan na B. którym wycierają sobie nieustannie gęby ci dwaj i inni księża, to by ich kopnął w 4 litery tak, że umarliby w locie z głodu – na chwałę Pana! Amen – przepraszam – enter.
Przyznam, że wydawało mi się, że ten fragment mego wpisu zainteresuje komentatorów: „Dodam jeszcze, że w czasie moich studiów teologicznych w Rzymie moim profesorem był jezuita Joseph Fuchs, który był członkiem tzw. komisji większościowej, która przygotowywała dla Pawła VI materiały i jednoznacznie wskazała na konieczność zmian etyki seksualnej w Kościele. Fuchs po ogłoszeniu „Humanae vitae” miał zakaz publikowania przez 10 lat, więc pisał do szuflady, ale w wykładach nie krył, co myśli zarówno o samej encyklice, jak i o jej wykładni proponowanej przez polskiego kardynała Karola Wojtyłę, który w 1978 roku został papieżem”.
Wybieram się na dzisiejszy protest i może po nim dopiszę coś więcej w formie komentarza do „czarnego piątku. Myślę, że za szybko skreśliliśmy KK z listy instytucji, które potrafią się zmieniać.