2018-06-08.
ECHA WYDARZEŃ: Dziś przedfinałowa lekcja – gra z Chile. Rywal nie posyła na boisko kompletu asów, ale i tak groźny. Jeśli będzie się starał grę szkolną wykonać na 60 – 70 procent możliwości. Nie musi, ale może…
Balon nadmuchiwany i nadmuchiwany. Nawet środowisko futbolowe „osobiście” wpisuje się w ten medialny trend – coraz to zabierając głos i pozwalając, by z normalności treningowej robiła się… anormalność. Uczenie się na błędach przychodzi z trudem…
Wdzięczny jestem Bogdanowi, przyjacielowi, mistrzowi w paru specjalnościach. Za odwagę oraz przekorę. Wpisami na Facebooku postanowił wykazać, że:
- Piłka jest bliżej domu obłąkanych niż rzeczywistego pępka świata;
- Dał znać, że jego mało obchodzi, kto z czego wyjdzie, albo nie wyjdzie; a cienia miarki racji stanu nie myśli do tego przykładać;
- W ogóle oświadczył, że przestał bardzo lubić sport, gdy ten zaczął uczestniczyć w „Panem et circenses)”. Wielbił ten zgrzebny, dawny, naturalny, dostępny, jako szansa „samokształcenia”, a nie jako scenę wielkiego teatru z drogimi biletami. Gdy jeździło się osobowym, albo autobusem; a podczas zgrupowań trener kontrolował walizki, by zobaczyć, czy tabliczka czekolady została zjedzona, czy też schowana by zawieść do domu, jako superluksus…
- Raduje się, że w dniach meczów ulice opustoszeją, a może piwiarnie zwielokrotnią obrót, bo… będzie miał miejsce siedzące w środkach komunikacji…
Oczywiście bogdanowe słowa biorę za intelektualną prowokację, bo wiem, że piszący włączy, co trzeba, będzie się emocjonował i moje wpisy o finałach zamieści w „Studiu Opinii” A portalowi dyrektoruje, więc w ramach „protestu” mógłby słowa zignorować…
A że jestem wdzięczny za polanie zimnej wody? Jestem, bo jeśli z jednej strony jest taka przesada, taki umowny lakier na wymodelowanych fryzurach, to jest też prawo do przesady „w drugą stronę”. Żeby „wyszła” równowaga, Wiadomo, będzie chwiejna, bo marzenia Kopciuszka o księciu z bajki oraz sen o złotej rybce i tak wezmą górę.
Tacy jesteśmy, tacy będziemy i taki obiektywnie stał się wielki świat sportu z wielkimi pieniędzmi i kurtyną ze złota. Puste będą ulice i parki, pełne za to emocji rodaków rozmowy… Zraniony bark długo będzie sprawą szerzej analizowaną niż bolące kolano… Nawet to ważne… Ordery lub przygany – zależnie od biegu spraw…
Przepraszam, że dałem się wciągnąć w dyskurs też przecież uproszczony, ale dobrze jednak wiedzieć, że wciąż nie wszyscy patrzą na świat i sport tak samo, a adoracja nie jest wpisana w konstytucję…
Zza umownej linii autowej – na boisko. Też jeszcze umowne.
- Ma kłopot trener – fakt. Jeśli się robi dziura w obronie i taktyczne ustawienie też się zaburza – trzeba od nowa brać byka za rogi. A zastępowanie bywa trudne, bo jednak wciąż asów mamy mniej niż większość innych stających do finałów. Proszę zerknąć w listę klubowych przynależności – w wielkiej przewadze ci, który do klasowego grania dojrzeli w klubach zagranicznych, ligowy „przedpokój” niezmiennie wąziutki. Stadiony piękniejsze od owoców…Chętnie wziąłby trener prezesa – jeśli ten dziś – przy tej metryce i też po jakiejś operacji kolana potrafi, siedząc na krześle bez skuchy pół setki razy podbić piłkę, a rywalizujący kandydat na bohatera Mundialu równa się z prezesem w drugim podejściu do próby…
- Tematem „kontuzja – a sprawa polska” proponuję się nie obezwładniać.
Trzeba było uważać wcześniej, może teraz by się nie biadoliło. Pamiętam jedną z analiz przygotowań olimpijskich do „Sydney 2000”. Stefan Paszczyk, wówczas szef „sportu” zmuszał trenerów do opowieści „godzina po godzinie”. I kiedy doszło do zapaśników, którym zaplanowano treningową koszykówkę na dwa dni przed startem, zawołał mniej więcej tak: „ Skreślić, już lepiej by zagrali w tysiąca”… Bał się kontuzji w ostatniej fazie BPS, a wiedział jak kontuzjogenna bywa koszykówka w starciach ludzi tak silnych, walecznych oraz pełnych fantazji…
I jeszcze „drobiazg z przeszłości”. Bywa, że tego rodzaju pech nie osłabia, lecz dopinguje. Pamiętam sławne Wembley. Stawali bez pana Włodka Lubańskiego – asa przecież nad asami. Przyjechał z nogą w gipsie, tak go Anglik w pierwszym meczu po chamsku załatwił. I co? Odprawili remisem już bardzo wtedy pewnych siebie wyspiarzy z finałów mistrzostw świata!
Andrzej Lewandowski

Byłbym wdzięczny za przekazanie p.Bogdanowi moich podziękowań za trzeźwy ogląd sytuacji. Nie mogę tego zrobić osobiście,bo nie mam konta na fb.Słyszałem o kontuzji p.Glika.Myślę,że zdarzyła się w odpowiednim momencie. Teraz wszystkie niepowodzenia będą usprawiedliwione,bo „gdyby nie kontuzja..”. Pozdrawiam.