23.10.2018

Siedzimy po przekątnej. Ja przy długim stole wzdłuż okien werandy z witrażami, które pani Irena zamówiła u sopockiego artysty, tak żeby naśladowały secesję. Ona, ukryta w półcieniu przy ścianie dębowego baru, który też miał udawać secesję, ale stolarzowi wyszedł ciężki dębowy mebel. W tle amerykański jazz lat 50. Nat King Cole śpiewa “Mona Lisa”.
Zanim usiadła przy stole, Ulrika przeszła przez pustą jadalnię (Polacy przychodzą później), podeszła do rozstrojonego piana i zagrała kilka nut Mozarta, po czym nucąc te melodie, wstała od pianina i przeszła koło mojego stołu, cała na czarno (raz to była sukienka, dziś coś dwuczęściowego), włosy ufarbowane na rudą czerwień, ślady liftingu na twarzy, i po raz czwarty w ciągu tego tygodnia zapytała:
– So, where are you going now?
– To Warsaw.
Urodzona w Wolnym Mieście Gdańsk w roku 1941, w rodzinie niemieckiego prawnika. Mieszkali na dzisiejszej ulicy Wybickiego w Sopocie, kilka ulic stąd. Do pensjonatu IRENA przyjeżdża z Paryża na miesiąc, dwa razy w roku: w kwietniu i październiku, przed i po sezonie, gdy pokoje są najtańsze.
– Do you know WHO is singing? – pytam Ulrikę.
– No.
– Nat King Cole. American Negro.
– Oh! – odpowiada Ulrika, która wczoraj na moją prowokację, że inny Murzyn, Obama, był moim ulubionym prezydentem, odpowiedziała:
– Horrible!
W restauracji „Karczma”, która jest w piwnicach IRENY, raz albo dwa razy dziennie spotykamy się przy posiłkach, często dosiadam się do jej stolika:
Ja: – Trump is horrible!
Ona: – Best president you ever had. I love Putin.
Ja: – Why?
Ona: – Because both are patriots.
Ja: – Kaczyński?
Ona: – Patriot.
Ja: – Angela Merkel?
Ona: –Traitor of Germany.
Ja: – I like Muslim refugees.
Ona: – Horrible!
Ja: – I am a Jew.
Ona: – I have only one problem with it. Why the Jews are saying that you are the only one WHO suffered during the war? In 1945 Bolsheviks in Danzig were kicking us with bayonets (bagnety), we have only one week to pack and run. We suffered too.
Potem spotykam Ulrikę gdy w swoich czerniach snuje się po ulicach Sopotu, głównie ulicą Wybickiego, gdzie spędziła pierwsze 4 lata swojego życia. O cierpieniach dowiedziała się później.
