13.02.2019

ECHA WYDARZEŃ: Moi koledzy, komentując wydarzenia ze świata sportu, często nadużywają przymiotnika „legendarny”, albo rzeczowników „człowiek – legenda”. Tym razem określenie jest bez reszty uzasadnione. Tyle że związane jest nie ze współzawodnictwem, a z kroniką żałobną. Zgoła serial…
- Matti Nykaenen. Fiński skoczek narciarski. Ledwie 55 lat.
Sportowe CV nadzwyczajne:
Od 1981 do 1991 roku zdobył pięć medali olimpijskich, w tym cztery złote, dziewięć medali mistrzostw świata i łącznie 22 medale mistrzostw Finlandii. Nykaenen stał się narodowym bohaterem Finlandii i został wybrany sportowcem roku w tym kraju w 1985 i 1988 roku.
Cztery razy w karierze sięgnął po Kryształową Kulę za triumf w klasyfikacji generalnej Pucharu Świata. Dwukrotnie wygrał prestiżowy Turniej Czterech Skoczni. 46 razy wygrywał zawody PŚ, co w klasyfikacji wszech czasów daje mu drugie miejsce za Austriakiem Gregorem Schlierenzauerem …
Po zakończeniu sportowej kariery próbował sił w różnych dziedzinach życia. Był politykiem, prowadził program kulinarny, wydał nawet książkę kucharską, a na początku kat 90. rozpoczął karierę jako piosenkarz. Jego pierwszy album, wydany w 1992 roku, okazał się dużym sukcesem.
Droga życiowa jednak nie tylko była usłana sukcesami. Alkohol, ostro spożywany – wraz z nim – skłonność do awantur, rozprawy, wyroki… Niewątpliwie tryb życia jakoś przyczynił się do stanu zdrowia. W diagnozach cukrzyca, kuracja insulinowa, podobno samodyscyplina – wreszcie – w czasie terapii. Wydawało się, że wraz z piątym małżeństwem pojawił się czas powrotu do równowagi, a aktywność idzie dobrą drogą… Los chciał inaczej.
- Kolarz Zbigniew Szczepkowski. 67 lat. Kolarz – torowy i szosowy, olimpijczyk, udział w mistrzostwach świata; Wyścig Pokoju… Waleczny na trasie, dobry duch peletonu czołówki naszych rowerzystów w złotym czasie kolarstwa. Pamiętam, jak pomagał Langowi w pracy nad przeistoczeniem zasłużonego, ale jednak trochę drugoplanowego Tour de Pologne w imprezę o błysku światowym… Też odszedł nagle…
- Zbigniew Czajkowski. Lekarz w „pierwszego wykształcenia”, wybitny szermierz, trener, propagator szermierki, badacz, pedagog. Pokolenia florecistów oraz trenerów wyszły „ spod ręki” Mistrza Zbigniewa. 80 lat.
98 lat, ukończył trzy dni przed pożegnaniem świata… Piękny wiek, bilans wspaniały.
Poprosiłem Pana Egona Franke – drogą facebookową – o kilka słów komentarza. Odpisał po prostu: „Panie Andrzeju, to bardzo smutno, jak odchodzi taki wielki MAESTRO. Moje największe osiągnięcia sportowe zawdzięczam Jemu. No, smutno…”
Egon Franke – florecista, pierwszy rodak – mistrz olimpijski w szermierce (Tokio 1964), jeszcze posiadacz olimpijskiego srebra, także brązu… Potem i chyba nadal trener włoskiej elity – też z sukcesami Dzięki Panie Egonie. Maestro odszedł – wdzięczność i dobra pamięć zostały…
Już kopią piłkę na ligowych boiskach. Wyznam, że średnio mnie to interesuje, bo wciąż czuję się w stanie czekania, że ligę będziemy mieli taką… jaka to sportowa norma obowiązuje u innych. Że polskie kluby staną się dojrzewalnią talentów rodzimej młodzieży i TU będzie się kształtowała wartość sportowa (oraz kasowa – Boniek ma rację), a nie dopiero wtedy, gdy młody as z Polski z roślinki przekształci się w kwiat – w klubie zagranicznym.
Wciąż w pamięci wraca pytanie – dlaczego kiedyś Pana Roberta bardzo szczerze to nasze kluby nie chciały, a teraz tylu dopisuje się do jego osiągnięć w wielkim świecie…? Uwagę proszę przyjąć jako hasło problemu, nie czepianie się…
W tej ligowej fazie patrzę uważnie na Wisłę oraz na pana Kubę Błaszczykowskiego. Na klub – bo długo pod Wawelem zamykano na problemy, aż doszło do tego, że egzystencja drużyny – symbolu o wymowie historycznej stanie pod znakiem zapytania.
Jest lepiej – formalnie. Terapia daje pierwsze skutki, lecz wciąż widzę metodę kroplówki, która dopiero może ukształtować podstawę trwałej odnowy. Łatwo nie będzie, a jakaż szkoda, że oczy w Krakowie otworzyły się tak późno…
Pan Kuba mi zaimponował, Już, niezależne od tego, co będzie jutro i pojutrze. Stał się jakby kamertonem podającym ton nie taki, jaki zwykliśmy wiązać z piłką jako biznesem. Że zawód, więc trzeba zarabiać, ile się da, a jakieś tam sentymenty – przywiązanie do barw klubowych, spłacanie długów kiedyś niby zaciągniętych, to dobre do opowiadań, do muzeum sportu, a nie do realu…
Pan Kuba zagrał inaczej. Gdy zauważył, że klub, któremu coś ważnego zawdzięcza i w nim chciałby odbyć finiszową część błyszczącej przecież kariery – jest w kłopocie, postanowił pomóc. SOBĄ – grając oraz kapitanując, swoimi zasobami finansowymi.
Ktoś powie – milionowa pożyczka to normalna inwestycja. Prawda, lecz w sytuacji kryzysowej ryzyko jest chyba większe od zasady zarabiania wedle powiedzenia, że „pieniądz robi pieniądz” … Jeśli do tego dodać, że sławny zawodowiec wyznacza sobie gażę 500-złotową, z góry jeszcze przeznaczając ją na bilety dla młodzieży – widać, że dzieje się coś poza i ponad standardami…
Panna Natalia Maliszewska, ksywa „Kurczak” jest nie tylko mistrzynią Europy na 500 metrów, ale jeszcze ma Puchar Świata. 23 lata, 7 lat startowania w Pucharze Świata…
Sukces i nadzieja olimpijska… Już! Najważniejsi dostojnicy pospieszyli z publicznymi gratulacjami. Co – będę ciut złośliwy – bardziej pasuje mi do ceremonialnego grzania się przy kominku każdego osiągnięcia (cudze jak własne) niż do reakcji typowego fana sportu. Jak choćby moja skromna osoba. Widzieli kiedyś na własne oczy short track?
Nawiasem, gratulacje. I w ogóle radość wyprzedziły… fakty, Ktoś w ekipie, albo w związku sportowym nie był łaskaw pobrać w porę pełnej wiedzy o regulaminie imprezy i… byliśmy u szczytu szczęścia, gdy jeszcze zawody trwały, a konkurentka z Holandii cień szansy zachowała. Na szczęście obie panie w finiszowej próbie wypadły jednakowo średnio i gratulacje się nie znieświeżyły, Ale naukę warto zapamiętać… W ekipach sportowych i w sekretariatach dbających by szefowie „dobrze wypadali w oczach suwerena”…
Skoczkowie wciąż w maratonie. Albo skaczą, albo w podróży, Kto w szczycie dyspozycji i świeżości dotrwa do mistrzostw świata? Przecież to ludzie, nie maszyny… Pan Kamil ostatnio skakał jak natchniony. Rywalom dał popalić, a sprawozdawcom TVP prawie dech odebrał. A tacy zapamiętali w gaworzeniu i ględzeniu…
Zanim głos wyłączyłem – przypomniałem sobie własne doświadczenie „telewizyjne”. Dawno temu, gdy TAM bywałem (a czasem wybrzydzałem), spróbowano mnie – na wizji – poddać „reedukacji”. Żebym zobaczył, jaka to ciężka robota. Puszczono film z finiszu kolarskiego i poproszono, żebym zdawał sprawę. Kto atakuje, kto broni, kto rozprowadza i tak dalej…
Chyba instynkt mi podpowiedział, że jedyną formą obrony przed autokompromitacją jest coś w rodzaju szczerości. Powiedziałem, więc telewidzom, że nie będę im przeszkadzał oglądać – widzą, wiedzą, przeżywają, Możemy pogadać za metą…
Tak jakoś mi się przypomniało… A ciężka to robota, z tym sitkiem i kamerą – fakt… Nie przeczę.
PS
WYŻEJ — pisałem o ludziach — legendach sportu, które pożegnały nasz świat. W noc po publikacji okazało się, że Kronika Żałobna wymaga uzupełnienia.
Odszedł bokser-olimpijczyk LUCJAN TRELA (ur.25 czerwca 1942 w Turbi, zm.12 lutego 2019 w Stalowej Woli), wielki sportowiec. Wojownik. Symbol tezy, że jeśli jest wielka wola walki, to nawet gdy konkurent to faworyt — można i trzeba walczyć o zwycięstwo.
Ledwie 172 cm wzrostu, waga niespełna 90 kg, co w kategorii ciężkiej wydaje się antyatutem. Ale to serce do walki! Pan Lucjan – wolą, sztuką i chytrością ringową zwycięsko toczył wiele pojedynków, w których przewaga fizyczna rywali była ogromna.
Koronnym dowodem olimpijska porażka ( sędziowie głosowali 1:4) z Amerykaninem Foremanem. Jedyne w meksykańskim turnieju (1968) punktowe zwycięstwo przyszłego zawodowego mistrza świata!!! Foreman — wzrost- 192 cm waga 100-116 kg.
GIGANT, a Pan Lucjan dzielnie walczył, żeby wygrać, nie „przegrać honorowo”…
Lucjan Trela w latach 1966–1974 szesnaście razy wystąpił w reprezentacji Polski; wygrał 11 pojedynków i 5 przegrał. Stoczył 275 walk, z czego 220 wygrał, 11 zremisował i 44 przegrał. Po zakończeniu kariery został trenerem. Pięciokrotnie zdobył mistrzostwo Polski. LEGENDA!
Tak to wyglądało na igrzyskach… „Dawid z Goliatem”…
Poniżej — Trela w walce z Foremanem


Andrzej Lewandowski
Senior polskiego dziennikarstwa sportowego, b. szef działu sportowego „Trybuny Ludu”.
Więcej w Wikipedii
