09.01.2021
Zaraz po barbarzyńskim ataku zwolenników Donalda Trumpa na Kapitol przywołałem szereg potępiających głosów hierarchów katolickich. Celowo pomijałem polskie reakcje czekając aż się wykrystalizują. Niestety takiej krystalizacji nie ma. Nawet w Gazecie Wyborczej pojawił się zdumiewający głos porównujący szturm na Kapitol z… katastrofą smoleńską. Widać, że nie możemy się obejść bez porównań „słoń a sprawa polska”.

Jednak warto odnotować jeszcze bardziej oderwane od rzeczywistości komentarze naszych rządzących polityków. Opozycja nie może wyjść ze wspomnianej logiki „słoń a sprawa polska”. Tymczasem, moim zdaniem sprawa jest fundamentalna i przekracza odniesienie do bieżącej polityki.
Polski rząd i polski prezydent stracili kontakt z podstawami naszej cywilizacji. Dotyczy to zarówno tych odwołujących się do religii, jak i obywających się bez odwołań do transcendencji. To, do czego sprowokował (i nadal prowokuje) swoich zwolenników Donald Trump jest zaprzeczeniem nie tylko wartości zagwarantowanych przez Konstytucję USA — jak prawo do szczęścia każdej osoby i prawo do wolności słowa — to również kpina z dziedzictwa, do jakiego odwołuje się porządek prawny demokracji zachodnich.
Tego nie rozumieją ani prezydent Andrzej Duda, ani minister spraw zagranicznych Zbigniew Rau, ani wielu prominentnych polityków PiS, którzy jak mantrę powtarzają stwierdzenie Dudy, że to wewnętrzna sprawa USA. Otóż nie jest. To sprawa nas wszystkich i naszej przyszłości jako demokratycznego państwa. Jeśli ktoś tego nie widzi, to znaczy, że nie widzi niczego.
Jednak najbardziej bulwersujące jest zachowanie TVP i podległych Jackowi Kurskiemu agend medialnych. Mimo że opłacane przez polskiego podatnika (i to bardzoo suto) — stały się medium szerzącym mowę nienawiści i prymitywną dezinformację. Tego, co wyprawiają reżimowi dziennikarze nie można nawet nazwać propagandą, to jest systemowe zakłamywanie rzeczywistości. Świat cywilizacji zachodniej zastanawia się jak odwrócić proces barbaryzacji, w jaki weszliśmy przez media społecznościowe, a polski rząd i polski prezydent ten proces jedynie pogłębiają.
Tym sposobem rządzący utracili ostatecznie legitymizację do sprawowania władzy. Pozostaje mieć nadzieję, że zrozumie to również polski wyborca i wyciągnie właściwie wnioski z obecnej sytuacji.


Tego nie rozumieją ani prezydent Andrzej Duda, ani minister spraw zagranicznych Zbigniew Rau, ani wielu prominentnych polityków PiS, którzy jak mantrę powtarzają stwierdzenie Dudy, że to wewnętrzna sprawa USA. Otóż nie jest. To sprawa nas wszystkich i naszej przyszłości jako demokratycznego państwa. Jeśli ktoś tego nie widzi, to znaczy, że nie widzi niczego.
Zgoda, może być to sprawa nas wszystkich, o tyle, o ile sprawą nas wszystkich są np. głód w Afryce, degradacja środowiska czy matactwa Kościoła. To wyłącznie moje subiektywne, podyktowane postępującą ślepotą zdanie, ale jakoś zastanawia dysproporcja w krajowych reakcjach na tradycyjne amerykańskie uliczne nawalanki, a permanentne łamanie przez USA wszelkich zasad do jakich rzekomo odwołuje się porządek prawny demokracji zachodnich.
Panie Profesorze, jeśli z takim pietyzmem odtwarzamy strzelaninę na Kapitolu i drobiazgowo przesiewamy reperkusje, to policzmy ofiary polityki zagranicznej USA, dla prostszego rachunku ograniczając się wyłącznie do tego wieku.
Gdyby Ameryka obłąkańczo nie nakręcała wyścigu zbrojeń i za pomocą wszczynania kolejnych wojen nie odsuwała od siebie wizji polityczno-ekonomicznego spadku do końcówki drugiej ligi, to pewnie miałaby środki i energię do wiecznie odkładanych reform wewnętrznych. Jeżeli przyjmiemy, że zimna wojna to rozdział zamknięty trzydzieści lat temu (to oczywiście również sprawa dyskusyjna), to chyba czas najwyższy pozwolić się staczać Ameryce samodzielnie. Zbierają, co posiali.
O prawach człowieka czas rozpocząć dyskusję nie tylko w takich przybytkach demokracji, jak Guantanamo, ale i np. sieci prywatnych więzień na terenie USA, świadczących usługi w ramach kontraktów stanowych i federalnych. Tam co roku giną tysiące ludzi, a mówiąc giną, mam na myśli to, że literalnie znikają, bo miejsc odsiadki przybywa zbyt wolno, a kasa musi się zgadzać. Scenariusz m.in. filmu Więzień Brubaker nie wziął się znikąd. Ameryka to jest agresywne państwo policyjne, ze wszystkimi tego konsekwencjami. Zatem jeśli USA zgłaszają ambicję dalszego pełnienia funkcji światowego i jaśnie oświeconego żandarma demokracji, to niechaj dadzą szlachetny przykład i przestaną porywać, torturować, bombardować i okładać sankcjami. Skoro od lat mordują się wzajem, bo bez giwery, jak bez prawicy, to chyba lubią ten sport. Istotnie NASZ problem w tym, że wciąż palą się do rywalizacji międzynarodowej, również w Europie, a to już ciut ponad ich aktualne możliwości.
upps, chyba jednak nie pomoże panu zastrzeżenie o postępującej ślepocie …
Zgadzam się z Panem, że USA ma do odrobienia sporo lekcji. Pamiętam jak moi współbracia (wtedy studiowałem jako jezuita w Rzymie) z Ameryki Łacińskiej uczulali mnie na kolonialne praktyki właśnie tych Stanów, które wśród wielu Polaków budziły nabożne uczucia. We mnie nigdy nie budziły i nie budzą.
To, co Ameryka musi i/lub powinna zmieniać u siebie, to jedno i całkowicie poza naszym zasięgiem. Druga, i w mojej opinii o wiele istotniejsza z polskiej perspektywy sprawa, to budowa tyleż skromnie skrojonej, co racjonalnej polityki zagranicznej, skupionej na stosunkach dobrosąsiedzkich. Weźmy za przykład sprawę Nord Stream 2. Gdybyśmy chcieli i potrafili rozmawiać z Rosją, to być może moglibyśmy zarabiać na opłatach tranzytowych, zamiast teraz bezskutecznie torpedować projekt gotowy w ponad 94 proc. Budowa tego gazociągu zostanie ukończona, a my nie będziemy z tego mieli nic. Dobrym przykładem jest Izrael i właśnie Niemcy (RFN), zdolne do zawarcia porozumienia już w roku 1952, czyli w niespełna cztery lata po proklamowaniu przez Izrael niepodległości. Ameryka nam nie pomoże ogarnąć własnego podwórka, słabo radzi sobie na własnym.
Coś tylko na mieście mówili, że się pomylili i przy Szczecinie za płytko rurę włożyli. Ale to pewnie drobiazg, chociaż ja sobie myślę, że może zależy dla kogo. Tylko niech Pan już panie Tadeuszu nie strzela. Teraz, za Bidena, u nas co krok będzie bohater, a i niech Pan sobie tylko imaginuje że i ja jeszcze żyję, piękna katastrofa po prostu.
Obecni politycy polscy boją się pokazać te powizania. Ale naprawa demokracji wymaga ustalenia przez państwa Zachodniej cywilizacji na czym polega demokracja i co ją niszczy. Np. rola lobbystów i Big Tech, którzy jawnie niszczą demokrację i jeszcze na tym zarabiają. Dlaczego przez 30 lat nie krytykuje się polskiej demokracji w kontekście zachodniej demokracji. Ponieważ bardzo różnia sie. Poseł nie odpowiada przez wyborcami tylko przed szefem partii, który go „zatrudnia”., poseł może być ministrem (zaciemnienie podziału władzy) a partia nie musi się starać o jej jakość i członków ponieważ jest finansowana przez państwo. Tylko obecna jest krytyka tzw. mediów państwowych. W Polsce teraz jest pseudo-demokracja, podobnie jak była pseudo-demokracja (ludowa) w PRL oparta na nowo-mowie.
Moim zdaniem, minimalna definicja demokracji mogłaby brzmieć jakoś tak: „metoda periodycznej zmiany władzy bez uciekania się do dekapitacji albo defenestracji”. Tak rozumiana demokracja jest w interesie zarówno wyborców (regularna wymiana elit władzy, zanim zdążą przyrosnąć do stołków), oraz samej władzy (unikanie innych metod, które szkodzą zdrowiu). Niestety, w praktyce społeczeństwo dość łatwo się godzi z tym, ze idiota przyrośnięty do stołka w zasadzie nie przeszkadza. Zas politycy uważają, ze defenestracja im nie grozi. Dlatego przydałoby się od czasu do czasu dokonać jakiegoś pokazu tych alternatyw. Jednakże tak zwane „demo” musi być przekonujące. Nie wystarczy rzucić i trafić śmierdzącym jajkiem. Śmierdzący polityk sobie samemu nie przeszkadza, a nawet uważa swój własny smród za dowód zasług. Dla skuteczności trzeba jednak rzucić czymś ciężkim i do tego celnie. Najlepszym pociskiem jest jakiś wyrok, możliwie długoletni i do tego wykonany. Kandydaci do trafienia są w nadmiarze. Niestety, nie ma kandydatów na miotaczy.
I dlatego oczy Polaków powinny być zwrócone na USA. Moze jednak uda się Trumpa wsadzić. Gdyby to się udało, to trzeba pilnie pracować nad transferem tej technologii.
Po trzykroć TAK!
Z przyjemnością przeczytałem to zgrabne podsumowanie. Jednak już niektóre komentarze uświadomiły mi, że nie przestaje mnie zadziwiać konsekwencja funkcjonalnej konstrukcji ludzkiego mózgu – obrazowanie rzeczywistości z obrazu rzeczywistości, z obrazu rzeczywistości itd.. Przekładając to na język polski oznacza to opisywanie rzeczywistości, w tym przypadku Stanów Zjednoczonych, na podstawie hollywoodzkich filmów, reportaży i artykułów prasowych. Poruszamy się w takim przypadku w sferze gier wideo – wirtualizacji wirtualnej rzeczywistości.
System polityczno-społeczno-gospodarczy USA ma poważne wady ale na tle reszty świata wykazał swoją skuteczność w rozmaitych aspektach rozwoju cywilizacyjnego. Pan Tadeusz Kwiatkowski upaja się krytyką USA ale może mógłby uprzejmie wskazać jego ideał państwa, które sam podziwia? Ameryka dzisiaj zmaga się z koniecznością modernizacji wielu archaicznych już rozwiązań ale jej fundament wciąż pozostaje zdrowy. To ten fundament stał się inspiracją dla krajów Zachodniej Europy, które dzisiaj, już jako jądro UE są organizmami nowocześniejszymi od USA. Welfare state, koncepcja wdrożona w USA przez prezydenta Roosevelta została twórczo rozwinięta w Niemczech w postać państwa rynkowej gospodarki społecznej. Nie znaczy to, że państwa Europy Zachodniej są doskonałe. Nie są. Wciąż jest mnóstwo do zrobienia wraz z postępem technologicznym.
Dajmy Ameryce trochę więcej czasu. Szok kadencji Trumpa spowodował wielki nacisk na modernizację kraju. Kontrreformacja, w przeciwieństwie do Polski (w wykonaniu PiS), nie udała się w USA. Polska może liczyć na pomocną dłoń Unii Europejskiej ale USA mogą liczyć tylko na siebie. Jest już nowa koncepcja rooseveltowskiego New Deal. Dlatego należy uważnie przyglądać się rozwojowi wypadków, bo oglądamy wykuwanie się przyszłości dla całego świata. Polscy obserwatorzy powinni być bardzo zainteresowani sposobem, w jaki w najbliższych latach spacyfikuje się białych supremacjonistów spod sztandaru Konfederacji, czyli odpowiedników polskich „prawdziwych patriotów”.
Gry wideo – urocze. Pan Szanowny to jakiś ekspert od polityki USA? To na jakiej to podstawie wyciąga wnioski? Wszędzie był, wszystko widział i rozumie? Równie dobrze mógłbym wywodzić, że upaja się Pan krytyką mojej krytyki, za podstawę przyjmując jedynie własne wyobrażenia na mój temat. Taki ślimak już tu regularnie wyłazi ze skorupki, a Pan mu serem różki smaruje. Szkoda mi na to… czasu właśnie.
Zastrzeżenia w stylu: System polityczno-społeczno-gospodarczy USA ma poważne wady ale na tle reszty świata wykazał swoją skuteczność w rozmaitych aspektach rozwoju cywilizacyjnego, mnie nie przekonują, krytyka Ameryki owszem, zwłaszcza z pozycji interesów mocno sponiewieranego na własne życzenie kraju, w którym żyję i w którym wedle wszelkiego prawdopodobieństwa będą żyć również moje dzieci.
Uprzejmie mógłbym, ale Pan już dawno skończył z uprzejmościami. To i ja się nie będę nadmiernie wysilał.
Dajmy Ameryce trochę więcej czasu. Serio? Tyle Pan wykombinował? Ameryka już miała swój czas, tak jak Polska, a teraz już go nie ma, bo czas, Drogi Panie, to jest właśnie czynnik kluczowy, którym nie sposób kupczyć, jak hasłami wolności, praw człowieka i demokracji. Więc o jakim czasie mowa? Kto ma dać czas Ameryce i właściwie po co? Ja, Pan, my i pani Jadzia także. Pan tak poważnie, a przecież zawsze w żartach.
Panie Głuszek, kto się lubi, ten się czubi. Only love.
https://www.youtube.com/watch?v=Hx58c3XXIbI
Pod koniec mojej podstawówki 1966-1967 opowiadano w Polsce taką anegdotkę. W Moskwie uruchomiono publicznie dostępny komputer (a były to początki procesu komputeryzacji) któremu każdy mógł zadać pytanie. Zaciekawiony turysta amerykański zapytał: ile par butów przypada na jednego mieszkańca ZSRR? Komputer zachrobotał, zazgrzytał, poleciał mały dymek i po dłuższej chwili udzielił odpowiedzi: a u was murzynów biją!
*
Minęło od tej pory ponad 50 lat i ponad 30 lat od upadku komunizmu na terenie ZSRR i jego satelitów. Dodajmy – upadku na własne życzenie, bo komunizm rosyjski, inaczej niż w Chinach Ludowych, nie umiał i nie chciał się reformować. U nas od czasu do czasu powracają argumenty w stylu tamtej odpowiedzi komputerowej. Cokolwiek pozytywnego czy negatywnego wydarzy się w USA, to u nich i tak murzynów biją. Zadziwiające jest przy tym także i to, że pytanie o buty w ZSRR nie wraca już wcale, mimo iż z roku na rok jest coraz bardziej aktualne. Asymetria i spread (rozwierające sie nożyce) między antyamerykanizmem i rusofilią są coraz większe i bardziej zastanawiające, przy czym nie wspominam tutaj o pisowskich agentach wpływu, ale o ludziach zdawałoby się światłych i otwartych na świat.
*
Kluczowa teza artykułu profesora Obirka: „Tego nie rozumieją ani prezydent Andrzej Duda, ani minister spraw zagranicznych Zbigniew Rau, ani wielu prominentnych polityków PiS, którzy jak mantrę powtarzają stwierdzenie Dudy, że to wewnętrzna sprawa USA. Otóż nie jest. To sprawa nas wszystkich i naszej przyszłości jako demokratycznego państwa. Jeśli ktoś tego nie widzi, to znaczy, że nie widzi niczego.” powinna zostać uzupełniona, o stwierdzenie, że nie rozumieją, bo nie chcą zrozumieć i nie chcą przyjać do wiadomości. Nie chcą przyjać, bo w imię zdobycia i utrzymania władzy są gotowi podeptać wszelkie zdobycze demokracji, praworządności i społeczeństwa obywatelskiego.
*
Z ludźmi na pozór światłymi i otwartymi jest podobny problem jak z częścią elit intelektualnych w społeczeństwach zachodniej Europy, także i w Polsce. Wiadomo, że USA były i nadal pozostają największym mocarstwem militarnym i politycznym na świecie, choć supremację ekonomiczną (przynajmniej ilościowo) staciły już na rzecz CHRL. Wiadomo także, iż USA jak każde państwo mają wiele rozmaitych problemów wewnętrznych. Co wiecej zarówno w samych USA jak i w przestrzeni międzynarodowej problemy te są szczegółowo omawiane i dyskutowane. Mimo tego niektórzy ludzie światli, w Polsce i na Zachodzie, mają do Amerykanów pretensje o wszystko. Przede wszystkim zaś o to, że są dalecy od doskonałości, bo przecież ci „pretensjonariusze” od nich tego oczekują! Do Rosji i do Chin nie mają, bo tamci niczego nie publikują i nie dyskutują publicznie, wiec problemów „nie ma”. A przecież i Rosja i CHRL pretendują do roli żandarmów światowych i chętnie by USA zastąpili.
*
Ci sami światli ludzie potępiaja USA za interwencje na Bałkanach w latach 90-tych XX wieku, w zatoce Perskiej w 1991, w Afganistanie, w Iraku, w Libii, w Syrii, etc. To były nie tylko trudne decyzje ale także czasami paskudne konsekwencje interwencji, nierzadko zbrodnie czy jawne niesprawiedliwości. Jednakże ci sami „pretensjonariusze” nie zastanawiaja się jakby wygladał świat współczesny gdyby tych amerykańskich interwencji nie było. Nie zastanawiają się jak wygladałby porządek międzynarodowy i ład światowy gdyby USA dobrowolnie zrezygnowały z roli żandarma światowego.
*
Tym wszystkim ludziom światłym i otwartym warto zasugerować przemyślenie jak ryzykowne i nieprzewidywalne konsekwencje dla ładu międzynarodowego, handlu światowego i sytuacji geopolitycznej na świecie miałaby reelekcja Trumpa. Wystarczyła jedna kadencja aby te wszystkie ryzyka i konsekwencje pojawiły sie bądż jako fakty, bądź jako możliwości. Reasumujac – jeżeli wymagamy od USA aby były niemal idealne, to zastanówmy sie nad sobą – czy my sami mamy cokolwiek wspólnego z ideałami? Choćby tylko własnymi…
Ciekawy komentarz pojawił się w mojej ulubionej gazecie National Catholic reporter na temat koniecznego rachunku sumienia jaki powinni zrobić katolicy popierający Trumpa, którzy sa współodpowiedzialni za ten barbardzyński atak na Kapitol, to m.in mianowana przez Trumpa sędzina Amy Coney Barrett, która z wdzięcznością tę nominację przyjęła i kardynał Nowego Yorku Timothy Dolan , który od lat obnosi się ze swoją przyjaznią do Trumpa. To tylko dwa pierwsze z brzegu przykłady. Zastanawiam się kiedy ruszą wezwania do rachnku sumienia naszych hierarchów i przykladnych katolikow (wśród nich wielu „wybitnych intelektualistów) bez których PiS nie mógłby z taką swadą niszczyć naszą rachityczną demokrację.
Panie Profesorze, rachunek? Jaki rachunek? Przecież napisałem powyżej: „Śmierdzący polityk sobie samemu nie przeszkadza, a nawet uważa swój własny smród za dowód zasług.” Powinienem dodać „oraz kościelny hierarcha”. Po tym poznajemy łajdaka, ze nie ma sobie nic do zarzucenia.
Chociaż nie byłam nominacją Amy Coney Barret zachwycona, to muszę ją teraz bronić przed zaliczeniem do „współodpowiedzialn[ych] za ten barbardzyński atak na Kapitol”.
Jako sędzia („sędzina” to żona sędziego) zachowała się nie tylko odpowiedzialnie, głosując za oddaleniem powyborczych skarg Trumpa, ale udowodniła też, że – wbrew oficjalnie wyrażonym przez niego oczekiwaniom ( https://www.washingtonpost.com/politics/2020/12/14/most-remarkable-rebukes-trumps-legal-case-judges-he-hand-picked/ ) – nie zamierza mu się odwdzięczać kwestionowaniem legalności wyborów i obowiązujacych w USA demokratycznych procedur. To z pewnością osoba o konserwatywno-religijnych poglądach (których nie podzielam), ale to nie znaczy, że już przez to samo współwinna ataków na demokrację.
Z tą sędziną to się zagalopowałem, ma Pani rację to żona sędziego, no więc pani sędzia Amy Coney Barrett owszem zachowała sie odpowiedzialnie, niemniej jednak przyjęcie stanowiska od Trumpa, wbrew nadziejom jej poprzedniczki na tym urzędzie, że nominował będzie następcę/nastęczynię nowwowybrany prezydent jakoś ją obciąża. Zobaczymy jak będzie się dalej zachowywać. Tak więc zawieszam mój negatywny osąd i czekam na rozwój wypadków…
Też bym wolala, jak p. Profesor, żeby życzenie zmarłej sędzi, Ruth Bader Ginsburg, zostało uszanowane. Ale nie jest to wymóg, który by obowiązywał prezydenta i zatwierdzający jego nominację Senat. Nieprzyjęcie nominacji przez osobę nominowaną mogłoby zostać odczytane nie tyle jako nielojalność, co jako podważanie obowiązujących regul. Takie trochę, mówiąc żargonem młodych, „strzelenie focha”.
Poza tym jej (i dwóch pozostałych sędziów) zagłosowanie przeciwko uznaniu roszczeń prezydenta, który ich (w tym celu, jak się okazało) nominował, miało tym większą wagę dla skonfudowanej (przez liczne, w tym kościelne, autorytety) opinii publicznej.
Leonard Pitts Jr., Miami Herald: But for all the other things that riot was, it was also an expression of fear — the panic of those who find themselves outnumbered. One cannot overemphasize a simple fact: In only one of the eight presidential elections since 1993 — Bush v. Kerry in 2004 — has the Republican Party won the popular vote. Seven times, the majority of voters have sided with the Democrats. GOP leaders — and the resentful white voters who are their core constituency — understand what this means. They know they’ve lost the debate over LGBTQ rights, immigration, race and all the other issues marking the line between left and right. They realize the nation’s population of angry white people is dwarfed by its rainbow coalition of white, Black, Asian, Hispanic, Islamic, Jewish, LGBTQ and others who demand, in the words of the pledge we learned as children, liberty and justice for all.
https://www.yahoo.com/news/might-not-looked-riot-capitol-213315746.html
Jak to dobrze, ze Amerykanie nie czytują komentarzy w Studio Opinii. Nie znają polskiego. Gdyby znali, to by się zapłakali. A skoro nie znają i nie maja czasu się nauczyć (szkoda), to będą wdrażać zmiany. Jestem bardzo ciekaw, czy nowa administracja przyjmie postawę Tuska wobec Kaczyńskiego, czy jednak spróbuje wyrwać ten bolący ząb. To w zasadzie tylko kwestia decyzji, bo Trump robi wszystko, aby dostarczyć motywacji do wyrwania. Poza tym, pan z rogami bardzo w tym pomaga. Pokazuje, jak może wyglądać następny prezydent. Więcej takich by się przydało.
W Polsce Macierewicz nie wystarczył jako ostrzeżenie, bo nie nosił rogów. A szkoda. Większość Polaków nie zrozumiała, z kim miała do czynienia.
przetłumaczą sobie googlem
Chciałbym tylko zauważyć gorzko że wymaganie refleksji na temat podstaw cywilizacji od naszych miłościwie panujących mimo że słuszne to chybione. W kontekście dyskusji o wpływie mediów społecznościowych należy się zapytać z kim w Polsce powinno się prowadzić taką dyskusję. Warto przypomnieć o aktywności prezydenta Dudy na tweeterze a ściślej mówiąc o większości obserwowanych przez niego tłiterowiczów. O sprawie donosiły media, łatwo wygooglować, niektórych nicków z którymi tweetował nasz prezydent przez przyzwoitość nie ma co przywoływać.
Jest raczej tak że ta druga strona reprezentuje to co pokazał Vega w filmie o politykach. Obecnie kiedy procesowana jest ustawa uchylająca prawo do odmowy przyjęcia mandatów to właściwie zamyka dyskusję. Do dialogu potrzeba dobrej woli trzeba jednak czekać na zmianę władzy.
Co do biskupów to zadziwiające że z jednej strony cały czas dyskontują dziedzictwo kiedy kościół w Polsce był schronieniem przed represyjną władzą. Z drugiej strony obecnie przytulili się do władzy która łamie prawa człowieka i obywatela.
Z obecną władzą i biskupami nie da się rozmawiać o podstawach cywilizacji to nie są partnerzy do rozmowy. To jest dyskusja akademicka i przede wszystkim obywatelska miejmy nadzieję spoglądając na kolejne wybory do Sejmu.
Pełna zgoda, choć dostrzegam pewne załamanie wśród świeckich katolików, polecam dramatyczne głos Janusza Poniewierskiego w Znaku: https://www.miesiecznik.znak.com.pl/janusz-poniewierski-halo-pasterze-tu-owca/ wiem, jedna jaskółka wiosny nie czyni, ale warto ją odnotować…