03.05.2021

To tytuł najnowszej książki Richarda Butterwicka, która została jednocześnie po polsku i po angielsku przez Muzeum Historii Polski. Richard Butterwick to brytyjski historyk, który od lat pisze na tematy związane z polskim Oświeceniem, a zwłaszcza z relacjami Oświecenia z religią. Dwa lata temu pisałem w SO o innej jego książce Polska rewolucja a Kościół katolicki 1788–1792, zresztą ściśle związanej z Konstytucją 3 Maja, bo traktującej o stosunku Kościoła katolickiego do Sejmu Czteroletniego. Nie bez powodu zwanego Wielkim. Tam przypomniałem też opinię Anny Grześkowiak-Krwawicz, że książka powinna „stać się obowiązkową lekturą wszystkich, którzy chcą zajmować się historią Polski w XVIII wieku, a także historią Kościoła w Europie doby rewolucji”.
Niezależnie od światopoglądu badaczy zajmujących się oświeceniem, należy stwierdzić, że w przypadku Kościoła katolickiego – z papiestwem włącznie – był to stosunek złożony. Jednak nie będziemy dalecy od prawdy, jeśli stwierdzimy, że w zdecydowanej większości był to stosunek wrogi. To samo dotyczy również stosunku tej instytucji do dokumentu wieńczącego obrady sejmowe, czyli właśnie do Konstytucji 3 Maja. Znamienne, że właśnie ten dzień Kościół katolicki wybrał jako uroczystość Najświętszej Marii Panny Królowej Polski.
Przypomnijmy. Po odzyskaniu przez Polskę niepodległości biskupi polscy zaproponowali papieżowi ustanowienie święta Maryi Królowej Polski 3 maja, tak aby podkreślić związek tego święta z pierwszą polską konstytucją uchwaloną właśnie 3 maja 1791 przez Sejm Czteroletni. Jak przekonywali, Konstytucja wypełniła w swoich założeniach część ślubowań Jana Kazimierza – król zobowiązywał się uroczyście wziąć pod opiekę lud polski i zaprowadzić sprawiedliwość. Na wniosek biskupów polskich Święta Kongregacja Obrzędów przeniosła w 1924 obchody tego święta na 3 maja. W 1925 roku rozciągnięto je na wszystkie polskie diecezje, tym samym połączono świętowanie rocznicy uchwalenia Konstytucji 3 Maja oraz święta Królowej Korony Polskiej.
To posunięcie było niezwykle sprytne, gdyż umożliwiło zawłaszczenie przez katolicyzm polski dokumentu, który zarówno jeśli chodzi o genezę powstania jak i swoją treść z ówczesnym katolicyzmem miał niewiele wspólnego. Owszem – wielu księży, a nawet biskupów było blisko kręgu ostatniego króla i głównego pomysłodawcy Konstytucji 3 Maja. Jednak znacznie więcej należało do przeciwników Konstytucji i zwolenników Konfederacji Targowickiej.
Wśród tych pierwszych wymieńmy byłych jezuitów (Marcin Poczobutt-Odlanicki [1728-1810], Adam Naruszewicz [1733-1796], Grzegorz Piramowicz [1735-1801] i wielu innych), a ks. Hugo Kołłątaj (1750-1812) należał do głównych doradców króla i był jednym z jej głównych architektów. Lista tych drugich jest znacznie dłuższa. Niektórzy zawiśli na szubienicach.
Jak wiadomo Konfederacja Targowicka powstała w porozumieniu z carycą Katarzyną II pod hasłami obrony zagrożonej wolności a przeciwko reformom Sejmu Czteroletniego i Konstytucji 3 maja, uznanym za symbol zdrady narodowej. Do tej tradycji Kościół katolicki się nie przyznaje. A przecież sam król przystąpił do Targowicy, bo naciski na niego wywierał też nuncjusz papieski. Wśród targowiczan byli prymas Michał Jerzy Poniatowski, biskup inflancki Józef Kazimierz Kossakowski, biskup przemyski Michał Sierakowski, biskup chełmski Wojciech Józef Skarszewski, biskup żmudzki Jan Stefan Giedroyć, biskup poznański Antoni Onufry Okęcki, biskup łucki Adam Tadeusz Naruszewicz i biskup wileński Ignacy Jakub Massalski. A co najważniejsze, to fakt, że papież Pius VI wystosował specjalne błogosławieństwo dla dzieła konfederacji targowickiej.
To sprawy doskonale znane i przypominam je tylko z kronikarskiego obowiązku. Nie jest bowiem wykluczone, że jak co roku usłyszymy z ust prominentnych przedstawicieli Kościoła katolickiego jak bardzo są dumni z wkładu swojej instytucji w dzieło Konstytucji 3 Maja. Ale przede wszystkim dlatego by pokazać, jak potrzebną jest wspomniana na początku książka Richarda Butterwicka, Konstytucja 3 Maja. Testament Rzeczypospolitej Obojga Narodów. Przede wszystkim jest studium historycznym osadzonym zarówno w historii (stąd w podtytule testament, niejako ostatnia wola chylącej się ku upadkowi Pierwszej Rzeczpospolitej), jak i w niezwykle skrupulatnie odtwarzającym kontekst, w jakim tak nowoczesny dokument mógł się pojawić.
Butterwick pokazał też odmienność Konstytucji 3 Maja wobec podobnych dokumentów powstałych wówczas w Anglii, Stanach Zjednoczonych, Szwecji i Francji. Jego zdaniem oryginalność polskiego ujęcia polegała na wpisaniu propozycji reform w polską tradycję tolerancji i jednocześnie czerpanie z tego, co najlepsze ze wzorców brytyjskich. Można dodać, że było to swoiste spłacenie długu, jaki John Lock zaciągnął u braci polskich, gdy pisał swój słynny List o tolerancji.
Istotnym dopełnieniem historycznej rekonstrukcji tła i omówienia treści samej Konstytucji 3 Maja jest krótkie omówienie jej recepcji, co stanowi oddzielny temat. W każdym razie na pewno Richard Butterwick ma rację, gdy pisze, że krótki, bo trwający zaledwie 15 miesięcy żywot tego dokumentu w niczym nie osłabia jego siły i oryginalnego wkładu w dorobek europejskiej myśli politycznej. Przypomina też rozpoczętą już w PRL znakomite studia historyczne polskich historyków jak Emanuel Rostworowski (1923-1989), Józef Gierowski (1922-2003) i Jerzy Michalski (1924-2007), którzy przywrócili tradycji oświeceniowej należne jej w historii Polski miejsce.
Te tradycje są zresztą nadal kontynuowane przez takie uczone jak Teresa Kostkiewiczowa i Anna Grześkowiak-Krwawicz.

Muszę przyznać, że dla mnie Oświecenie ciągle pozostaje najciekawszą epoką naszej historii. O jej żywotności świadczy zresztą świetna książka Nowe oświecenie Stevena Pinkera wydana również po polsku.
Ponawiam też apel o przetłumaczenie książki Ulricha L. Lehnera Katolickie Oświecenie. Zapomniana historia globalnego ruchu. Jeśli już polscy biskupi zachęcają do pamięci o Oświeceniu to mogliby coś zrobić, by własne tradycje przypominać, a nie zawłaszczać dorobku tych, którzy z katolickim obskurantyzmem się zmagali i zmagają do dzisiaj.


Dla tych co nie oglądali :
https://www.youtube.com/watch?v=u8RkEizDLVE&t=70s
„A co najważniejsze, to fakt, że papież Pius VI wystosował specjalne błogosławieństwo dla dzieła konfederacji targowickiej. To sprawy doskonale znane i przypominam je tylko z kronikarskiego obowiązku.”
Znane komu? Gdyby Pan Profesor przeprowadził sondaż wśród wiernych wychodzących po Mszy z kościołów odnośnie świadomości tego o czym Pan pisze, to jakie byłyby odpowiedzi?
Polecam książkę, Otton Beiersdorf, Papiestwo wobec sprawy polskiej w latach 1772-1864. Wybór źródeł, Wrocław : Zakład Narodowy im. Ossolińskich. Wydaw., 1960.
Takie książki czytają jednostki, mnie chodziło o świadomość większości, stąd pytanie dotyczyło o świadomość wiernych wychodzących z kościołów, ich kształtuje kazanie, ewentualnie „twórczość apologetów. Ze względu na trwający obecnie tygodniowy odpust kultu Św Stanisława w Szczepanowie, ze swej strony też mogę polecić zapomnianego historyka Tadeusza Grudzińskiego i jego naukową analizę, choć dotyczącą innego okresu historycznego: „Polityka papieża Grzegorza VII wobec państw Europy Środkowej i Wschodniej 1073–1080” w tym Polski lub drugą jego pracę ściśle związaną z w/w mianowicie: „Bolesław Śmiały-Szczodry i biskup Stanisław. Dzieje konfliktu”. Niestety kościół na „twórczości” historyków apologetów jak kronikarz Kadłubek zbudował potężną polityczno-kultowo-dochodową fortecę nie do zniszczenia. Kadłubek około 130 lat po śmierci biskupa Stanisława stworzył jego cudowną biografię potrzebną do wyświęcenia na męczennika i stworzenia jego kultu jako patrona Polski. A biskup Stanisław jak każdy biskup w tym czasie był możnym właścicielem ziemskich posiadłości i politykiem na dworze króla, sprawy duchowe były na marginesie dla zachowania Status quo.
Problem manipulowania historią czy nawet jej fałszowania nie jest specjalizacją kościoła katolickiego. Tak robiła propaganda bolszewicka i PRL-owska. Tzw. politykę historyczną uprawiają wszyscy, łącznie z PiS-em, który z niej zrobił wręcz propagandowe narzędzie niszczenia przeciwnikow politycznych wprzągając w to tzw. media narodowe. Na to nie ma rady. Jedyne, co można zrobić to pracować wytrwale nad kształtowaniem w miarę obiektywnego obrazu przeszłości. W przypadku katolicyzmu oznacza to zwracanie uwagi na ciemną stronę jego historii. Akurat w tej chwili jest to zadanie przypominające wysiłki Syzyfa, ale to wcale nie oznacza, że nie ma ono przyszłości. W PRL-u też się wydawało, że nigdy nie nastąpi zmiana. A nastąpiła. Nie widzę więc powodu by i obecny stan nie miał się zmienić.
„Tzw. politykę historyczną uprawiają wszyscy”. Zgadza się. Ale kościół kłamie i jednocześnie potępia fałszywe świadectwa nauczając w imię Jezusa, że tak się nie robi.