10.03.2022

Mówienie o Ukrainie jest powinnością żurnalisty. Lecz mówienie w dawkach mniej nachalnych i nie w kółko tak samo o tym samym. Tonem ściszonym, a nie paplającym. Nie obwieszczającym wrogowi własnych zamiarów. Nie uprzedzającym go, czym nasze wojsko dysponuje. A zwłaszcza, czego się obawia.
Zostawmy działania wojenne wojskowym, chciałoby się rzec. Ale rzec tak nie możemy, gdyż ostatnimi czasy co drugi cywil uważa się za wybitnego eksperta od militarnych pierepałek. Chętnie też wyskakuje z dobrymi radami. Błyszczy elokwencją, tryska znawstwem, roznosi go swada. Poucza generałów, jak należy postąpić w sytuacjach zaliczanych do bezwyjściowych.
Kociokwik
Epatowanie klęskami weszło w dziennikarską krew i powiedzenie Twaina o człowieku pogryzionym przez psa, jest jak najbardziej usprawiedliwione. Bowiem odnoszę wkurzające wrażenie, iż klęska jest formą reklamy gazety, radiowej czy telewizyjnej stacji.
Moda na szokowanie widza słuchacza i czytelnika plugawi się coraz mocniej. Wiadomości pozytywne, łagodne w treści, budzące wiarę w ludzi, podnoszące na duchu i wlewające w serca nadzieję, są nieatrakcyjne z medialnego punktu widzenia. Wmawia się zatem statystycznemu słuchaczowi, czytelnikowi, czy widzowi, że kocha się bać i uwielbia, jak jest straszony.
Krwawe wieści o rannych i zamordowanych, o strumieniach uchodźców i rozwalonych szpitalach, pokazywanie smętnej lub rozradowanej twarzy Putina, rozwlekłe i jałowe roztrząsania na temat długości jego stołu, jawne zamiast tajnego udzielanie zbrojnego wyposażenia Ukrainie, są to wieści mile widziane.
*
Męczący natłok jednakowych sprawozdań, w kółko te same płacze i sceny, w krótkim czasie staną się spowszedniałe. Ulegną wyparciu z pamięci. Po niewielu miesiącach mało kto będzie w stanie przypomnieć sobie jakiś konkret; pojawi się mglisty zarys wydarzenia, a pytanie o to, kto był pierwszym sprawcą rzezi, Tutsi, czy Hutu – pozostanie bez właściwej odpowiedzi.
W Rwandzie, od kwietnia do lipca 1994 roku zabito około miliona ludzi, ale po Rwandzie następuje nowa zbrodnia i przez jakiś czas przebywa w masowej świadomości. Absorbuje publikę i jest afektowaną metodą prowadzenia ożywionych rozmów. A po nowej przychodzi nowsza. A po nowszej, najświeższa. A jak temat wojny wybrzmi znudzeniem do cna, zmyślny dostawca wrażeń, powróci do spraw związanych z przebrzydłym wirusem. Albo na tapetę wejdą zmiany pogody lub pegasusowe afery.
*
Następuje nieuchronny proces usunięcia traumy z potocznej świadomości. Profilaktyczna obrona organizmu przed opuchlizną mózgu. Tak było z atakiem na wieże Word Center, tak z rejteradą armii i exodusem cywilów z Afganistanu, tak jest teraz z relacjonowaniem wojennych tragedii Ukrainy.
*
Policjant, któremu przydarzyło się nieszczęście i zabił człowieka i nie potrafi sobie poradzić z wyrzutami sumienia, dostaje rozkaz udania się do psychologa. Dokąd jednak udać się ma przeciętny konsument mediów, skoro już teraz mamy tych klęsk od groma i jest się czym martwić, bo jak nie pandemia, to PiS, drożyzna lub klimakterium Ziemi?

Marek Jastrząb
Pisarz
Debiutował w 1971 roku na łamach „Faktów i Myśli”. Drukował także w wielu innych czasopismach swoje opowiadania, felietony, eseje, recenzje teatralne i oceny książek. Jego prozatorskie miniatury były wielokrotnie emitowane w Polskim Radiu w Bydgoszczy.
źródła obrazu
- jastrzab: BM
