17.07.2022
1.
Kilka wersów agencji prasowej, by oznajmić światu, że Carlo „Carlin” Petrini nie będzie już prezesem. Nie wiesz, Czytelniku, kim jest Carlin Petrini i czego jest prezesem? To wprawia D.O.w smutek. Bo to naprawdę ważny ktoś.
Ten ktoś, 9 grudnia 1989 r. założył Międzynarodowy Ruch Slow Food. W roku, w którym swą kulminację osiągnęły protesty przeciwko otwarciu McDonald’sa w Rzymie, a potem innych miastach włoskich. Śmieciowemu fast-foodowi należało przeciwstawić odwieczną, nieco sybarycką, etyczną kulturę jedzenia powoli, jedzenia z rozkoszowaniem się tym, co się wkłada do ust, jedzenia wśród przyjaciół, którzy dzielą z tobą swą pasję do jedzenia, wyrosłego z tysiącletniej tradycji nieustannego doskonalenia kolejnych potraw.

Carlin jest synem ogrodniczki i kolejarza, skończył socjologię w Turynie. Z przyjaciółmi lubił jeździć po Piemoncie, głównie okolicach Asti i rodzinnego Bra (gdzie urodził się w 1949 r.). Znajomi pytali jego i jego kompanów, w której restauracji i trattorii jada się dobrze; pytali tak często, że zaczął to zapisywać.
Zaczął działać w stowarzyszeniach, zajmujących się sektorem, który w żargonie dziennikarskim nazywa się „food and wine” – jedzenie i wino. Zaczął pisywać pierwsze artykuły.
Potem zaczął się zastanawiać, dlaczego raz jedzenie jest smaczne, a raz mniej: od czego to zależy. Potem założył „Libera e Benemerita Associazione degli Amici del Barolo” – „Wolne i Zasłużone Stowarzyszenie Przyjaciół Barolo”. A Barolo to bodaj najbardziej cenione włoskie wino, produkowane ze specyficznie usytuowanych winnic ze szczepem nebbiolo.
Aż wreszcie – jajko Kolumba!
Kiedy je D.O. tu poniżej napisze, wyda wam się tak oczywiste, że aż trywialne. Ale w zachodnim świecie to było trzęsienie ziemi, proste, oczywiste sformułowanie na miarę odkrycia Ameryki.
Oto ono: „By uzyskać smaczne i zdrowe danie należy mieć dobre, zdrowe składniki”.
Oczywistość?
No nie w Polsce. Ale o tym za chwilę.
Wtedy Carlin Petrini założył Slow Food. D.O. miał szczęście, bo przyjaciele – dziennikarze zarazili go pasją kulinarną i enologiczną. I olivocolturą. A stamtąd krok do Slow Foodu, do którego D.O. przystał z entuzjazmem, na tyle, że był w kilku okazjach jurorem Slow Foodu i miał zaszczyt osobiście wręczać medale laureatom Międzynarodowej Nagrody tej organizacji. Zgłoszenia z placówek na całym świecie, przesiew, analiza, kolejne etapy, aż wreszcie finał, w którym jurorzy głosują komu przyznać nagrody w poszczególnych kategoriach.
Raz D.O. wręczał nagrodę Rosjance, wieloletniej dyrektorce petersburskiego Instytutu Wawiłowa, który od 200 prawie lat zbiera nasiona wszystkich możliwych roślin. W czasie 900-dniowego oblężenia Leningradu ludzie masowo umierali z głodu, pracownicy Instytutu Wawiłowa też. I choć siedzieli na workach pełnych ziaren, to ich nie ruszyli, nie uratowali sobie życia.
A genialny genetyk, Nikołaj Wawiłow, laureat leninowskiej nagrody w r. 1926, został aresztowany, bo sprzeciwił się antydarwinowskim i antygenetycznym teoriom Łysenki, w którym zakochał się Stalin, główny popularyzator jego idiotyzmów. 6 lipca 1941 skazany na śmierć pod zarzutem udziału w szpiegowskiej organizacji i zwalczania łysenkizmu. Wyrok zamieniono mu na 20 lat łagru, ale go nie odsiedział, bo najpierw przez wiele dni trzymano go na mrozie bez odpowiedniego ubrania, a później kazano u stać w skrajnie zatłoczonej celi. Kiedy zmarł, nawet nie mógł upaść i stał dalej. Rosja, Rosja.
Drugą nagrodę D.O. wręczał w portugalskim Porto południowokoreańskiemu rybakowi, który łowił wyjątkowe małże z Morza Żółtego metodą tradycyjną, nurkując głęboko z nożem i specjalnym koszem z bambusa. Nie niszcząc dna morskiego ani jego ekosystemu. Był – biedak – ogromnie przejęty. Przyjechał na prośbę organizatorów w tradycyjnym stroju: długiej, ciemnej szacie do ziemi i ogromnym, czarnym kapeluszu z wodorostowej siatki. Nie mówił w żadnym innym języku, ale cóż to była za przyjemność patrzeć na jego minę: zetknięcie z UFO nie wywołałoby zapewne u niego tylu emocji, co tamten wieczór w Porto.
I wreszcie miał D.O. jeszcze jeden zaszczyt. W Stowarzyszeniu Prasy Zagranicznej funkcjonuje od kilku dekad „Grupa smaku” – skupiająca dziennikarzy piszących o żywności, napojach i, ogólnie rzecz biorąc ekologii w kontekście produkcji żywności. Ta grupa raz do roku przyznaje nagrody za szczególne osiągnięcia. Ta nagroda stała się naprawdę prestiżowa, towarzyszy jej ogromne zainteresowanie mediów włoskich, a i sami zainteresowani stają na głowie, żeby znaleźć się wśród nagrodzonych. D.O. wysunął kandydaturę Carlina Petriniego, a potem mu ją wręczał.
A sumą pasji Petriniego była jego książka „Buono, Pulito e Giusto. Principi di una nuova gastronomia”, czyli „Dobre, Czyste i Sprawiedliwe. Zasady nowej gastronomii”.
Bo przecież, żeby było Dobre, musi być Czyste. A jeśli Dobre i Czyste powstaje dzięki wyzyskowi jednostek lub społeczności, to już nie będzie ani naprawdę Dobre, ani naprawdę Czyste.
Nie da się porównać znaczenia jedzenia we Włoszech i w Polsce. Tu rewolucja zaczęła się już wiele dekad temu i junk-food, jedzenie śmieciowe, jakie króluje w polskich supermarketach, tu by nie znalazło nabywców. Tu jakość jest wymuszana przez konsumentów, ale nie tylko: D.O. odwiedził ze Slow Foodem i Grupą Smaku dziesiątki producentów w różnych regionach Włoch i wie, ponad wszelką wątpliwość, że to nie jest dla nich wyłącznie kwestia finansów: to jest autentyczna kwestia honoru. Gdyby robił inaczej, sprzeniewierzyłby się pamięci swoich ojców i dziadów.
Carlin Petrini właśnie ogłosił na zjeździe Slow Foodu, że odchodzi ze stanowiska prezesa. Nowym szefem ten fantastycznej organizacji, dbającej o nasze zdrowie i nasze kubki smakowe, ale przede wszystkim o bioróżnorodność (w 1900 r. było 300 gatunków kukurydzy, teraz są 3) został 36-letni Edward Mukiibi, Ugandyjczyk, urodzony w 1986 r., roku pierwszych protestów przeciw fast-foodom we Włoszech.

Mukiibi urodził się w rejonie Kisoga, około czterdziestu kilometrów od stolicy Ugandy, Kampali, okolicy niegdyś wiejskiej i poświęconej rolnictwu ze względu na żyzne gleby, a która stała się w ostatnich dziesięcioleciach ważnym centrum handlowym. Jego rodzina zawsze zarządzała farmą, a Mukiibi chciał kontynuować interes rodziców od najmłodszych lat.
Ukończył rolnictwo i gospodarkę gruntami na uniwersytecie Makerere w Kampali, uzyskał tytuł magistra gastronomii na Uniwersytecie Nauk Gastronomicznych w Pollenzo na przedmieściach Bra w Piemoncie. Jest edukatorem w zakresie żywności i rolnictwa i jest zaangażowany w rozpowszechnianie i promocję wielu projektów społecznych, takich, jak ogólnoafrykańska akcja „10 tysięcy ogrodów”. Mukiibi otrzymał kilka prestiżowych nagród: między innymi d Dillard University of New Orleans nagrodę „Ray Charles Black hand in the pot” o oraz wyróżnienie od rady miasta Detroit. Edward Mukiibi znalazł się również w kategorii edukatorzy listy 50 Next magazynu Forbes, która wyłoniła osoby poniżej 35 roku życia, kształtujące przyszłość gastronomii.
Good luck Edward!
Carlo Petrini: „Dość tych głupców z telewizji, którzy ograniczają gastronomię do rozrywki! Gastronomia to etyka, polityka, nauka, ekonomia, ekologia. Jeśli gastronom nie jest ekologiem, to jest idiotą, bo nigdy się nie dowie, co kładzie na talerze swoich klientów”.
Wszelkie analogie z Polską są bardziej niż uzasadnione.
2.
„Pszczoły są naprawdę bardzo inteligentne”: testy IQ owadów wywołują bzykanie wśród naukowców – pisze The Guardian (https://www.theguardian.com/…/bees-are-really-highly…)
Wszyscy wiemy, że te pracowite owady są dobre dla upraw i bioróżnorodności, ale pojawia się dowód, że są również inteligentnymi, świadomymi i wyjątkowymi istotami”.

Były czczone przez starożytnych Egipcjan, wychwalane przez Szekspira, bały się Kubusia Puchatka, a ostatnio walczył z nimi Rowan Atkinson w nowym hicie Netflix Man vs Bee.
„Mamy teraz sugestywne dowody na to, że pszczoły mają pewien poziom świadomej inteligencji – że mają wrażliwość, że mają stany podobne do emocji” – mówi Lars Chittka, profesor ekologii sensorycznej i behawioralnej na Queen Mary University of London.
Chittka zajmuje się badaniem pszczół od 30 lat i jest uważany za jednego z czołowych światowych ekspertów w dziedzinie systemów sensorycznych i poznawczych pszczół.
W swojej najnowszej książce The Mind of a Bee opublikowanej 19 lipca przekonuje, że pszczoły potrzebują naszej ochrony, nie tylko dlatego, że są przydatne do zapylania upraw i bioróżnorodności, ale dlatego, że mogą być istotami rozumnymi – a ludzie mają etyczny obowiązek zapewnienia im przetrwania.
„Nasza praca i praca innych laboratoriów pokazały, że pszczoły są naprawdę bardzo inteligentnymi istotami. Mogą liczyć, rozpoznawać obrazy ludzkich twarzy i uczyć się używania prostych narzędzi i abstrakcyjnych pojęć”.
Chittika uważa, że pszczoły mają emocje, potrafią planować i wyobrażać sobie rzeczy oraz rozpoznawać siebie jako unikatowe byty, różniące się od innych pszczół. Te wnioski wyciąga z eksperymentów w swoim laboratorium na pszczołach robotnicach. „Kiedy pszczoła coś zrobi dobrze, otrzymuje nagrodę w postaci cukru. W ten sposób uczymy je, na przykład, rozpoznawania ludzkich twarzy”. W tym eksperymencie pszczołom pokazano kilka monochromatycznych obrazów ludzkich twarzy i wiedzą się, że jedna z nich jest powiązana z nagrodą cukrową. „Następnie dajemy im do wyboru różne twarze i żadnych nagród, i pytamy: którą teraz wybierasz? I potrafią znaleźć właściwą spośród wielu różnych twarzy”.
Wystarczy im od kilkunastu do dwóch tuzinów sesji treningowych, aby stać się „biegłymi w rozpoznawaniu twarzy”.
W eksperymencie liczenia pszczoły zostały wyszkolone, aby przelecieć obok trzech identycznych punktów orientacyjnych do źródła pożywienia. „Po tym, jak niezawodnie tam dolatywały albo zwiększaliśmy liczbę punktów orientacyjnych na tej samej odległości, albo ją zmniejszaliśmy”. Kiedy punkty orientacyjne były rozmieszczone bliżej siebie, pszczoły miały tendencję do lądowania wcześniej niż poprzednio i odwrotnie, gdy punkty orientacyjne były umieszczone dalej od siebie – lądowały dalej. „To oznacza, że wykorzystywały liczbę punktów orientacyjnych, aby powiedzieć: ach ha, poleciałam wystarczająco daleko, to właściwe miejsce do lądowania”.
„Ponieważ punkty orientacyjne były identyczne, mogły znaleźć rozwiązanie tylko licząc punkty orientacyjne”.
Pszczoły były również zdolne do wyobrażania sobie, jak rzeczy mogą wyglądać: na przykład mogły wizualnie zidentyfikować sferę, którą wcześniej przebywały tylko w ciemności – i odwrotnie: wyobrażały sobie w ciemności, przestrzeń poznawaną przy świetle. I mogły zrozumieć abstrakcyjne pojęcia, takie jak „taki sam” lub „różny”.
Zaczął zdawać sobie sprawę, że niektóre pszczoły są bardziej ciekawskie i pewne siebie niż inne. „Znajdujesz też dziwną genialną pszczołę, która robi coś lepiej niż wszystkie inne osobniki w kolonii, a nawet wszystkie inne pszczoły, które testowaliśmy”.
Odkrył, że pszczoły uczą się najlepiej, obserwując, jak inne pszczoły z powodzeniem wykonują zadanie, więc „kiedy wyszkolisz jednego osobnika w kolonii, umiejętność szybko rozprzestrzenia się na wszystkie pszczoły”.
Ale kiedy Chittka celowo wytrenował „pszczołę demonstracyjną”, aby wykonała zadanie w nieoptymalny sposób, „pszczoła-obserwatorka” nie tylko małpowała demonstranta i naśladowała akcję, którą widziała, ale spontanicznie poprawiała jej technikę rozwiązując problemy.
Ujawnia to nie tylko, że pszczoła ma „intencjonalność” lub świadomość tego, jaki jest pożądany rezultat jej działań, ale że w głowie pszczoły istnieje „forma myśli”. „Jest to jej wewnętrzne modelowanie »Jak osiągnę pożądany rezultat?«”.
Zaczął się zastanawiać, czy takie inteligentne stworzenia mają uczucia. W jednym z eksperymentów pszczoły doznały symulowanego ataku pająków krabowych, gdy wylądowały na kwiatku. Potem „cała ich postawa uległa zmianie. Ogólnie rzecz biorąc, bardzo niechętnie lądowały na kwiatach i dokładnie sprawdziły każdy z nich, zanim postanowiły na nim wylądować”.
Pszczoły nadal wykazywały to niespokojne zachowanie kilka dni po tym, jak zostały zaatakowane, a czasami nawet zachowywały się „tak jakby widziały duchy. Oznacza to, że zbadały kwiat i odrzuciły go, nawet jeśli zobaczyły, że nie ma pająka.
Zachowywały się tak, jakby miały coś w rodzaju zespołu stresu pourazowego. „Wydawały się bardziej zdenerwowani i wykazywały te dziwaczne psychologiczne skutki odrzucenia doskonale dobrych kwiatów bez zagrożenia drapieżnictwem. Po obejrzeniu kwiatów odlatywały. To wskazywało nam na negatywny stan podobny do emocji”.
… Chittka jest „całkowicie przekonany”, że pszczoły to istoty czujące. „Wystawiamy je na wyzwania, z którymi żadna pszczoła nigdy nie spotkała się w swojej ewolucyjnej historii. A one je rozwiązują”.



Jacek Pałasiński
„Drugi obieg” jest publikowany przez Autora na Facebooku. „Studio” udostępnia te teksty Czytelnikom – niekiedy z niewielkimi skrótami w stosunku do oryginału.
