Janusz J. Tomidajewicz: „Obcy” są nam potrzebni!6 min czytania

()

Lewy sierpowy

24.02.2023

„Czy polski polityk, który zaproponuje zapełnianie powiększającej się luki demograficznej napływem kilkuset tysięcy imigrantów rocznie, także czy głównie śniadolicych i skośnookich, ma szanse wygrać wybory?”

Kilka tygodni temu na łamach Gazety Wyborczej Janusz Majcherek w polemice z M. Beylinem przekonuje, „że ogłoszenie (przez opozycję) programu uwzględniającego najważniejsze potrzeby państwa i społeczeństwa nie spodoba się wyborcom i ich głosów nie przysporzy”. Jako na pierwszą taką programową rafę wskazuje on na politykę migracyjną i retorycznie pyta: „Czy polski polityk, który zaproponuje zapełnianie powiększającej się luki demograficznej napływem kilkuset tysięcy imigrantów rocznie, także czy głównie śniadolicych i skośnookich, ma szanse wygrać wybory?” .

Problem na który zwraca uwagę J. Majcherek rzeczywiście istnieje. Nie byłbym jednak takim pesymistą w kwestii jego rozwiązania. Co prawda obserwowany jeszcze 15 lat temu życzliwy stosunek naszego społeczeństwa do (także kolorowych) migrantów radykalnie zmienił się po dewastacyjnej propagandzie PiS i niestety to się chyba tak szybko „ne vrati”. Świadczy to jednak o tym, że wrogość do „obcych” wcale nie jest „naturalną” i „wieczną” cechą naszego społeczeństwa a wprost przeciwnie może ona ulegać ewolucji. Nawet dzisiaj wcale nam aż tak bardzo nie przeszkadzają prowadzone przez Turków kebaby czy tanie sklepy z chińska tandetą. Sądzę, że przyszłości dla przeciętnego Polaka najważniejsze będzie z jednej strony dostrzeżenie pożytków z obecności imigrantów w naszej gospodarce, zaś z drugiej naoczne przekonanie się, że nie stanowią oni zagrożenia, ani dla naszych interesów ekonomicznych, ani dla naszej tożsamości kulturowej i narodowej.

Z ekonomiczno-społecznego punktu widzenia przyjęcie w Polsce znacznych ilości uchodźców i migrantów ekonomicznych (skądinąd będące chyba jedyną drogą do powstrzymania postępującego spadku ludnościowego potencjału Polski) może być odczuwane jako zagrożenie dla przeciętnego obywatela, wtedy gdy spowoduje to: albo wzrost bezrobocia i trudności ze zdobyciem dobrze płatnej pracy przez rdzennych Polaków, albo wtedy gdy „obce” grupy etniczne lub narodowościowe zdominują pewne zawody, lub sektory gospodarki i zaczną wykorzystywać w nich swą pozycję monopolistyczną. W naszej sytuacji demograficznej pierwsze z tych zagrożeń jest względnie niewielkie a płacowa konkurencja ze strony imigrantów może być poważnie ograniczona przez konsekwentną walkę z zatrudnianiem ich w szarej strefie i dbałość o zapewnienie im równych warunków pracy i płacy. Natomiast aby uniknąć drugiego zagrożenia, przede wszystkim należy tworzyć warunki dla ich włączania się w aktywność gospodarczą w możliwie najszerszej gamie branż i zawodów, tak by rozproszyć ich w polskiej gospodarce i nie dopuścić do powstania swoistych imigranckich gett ekonomicznych.

Natomiast obawy przed zagrożeniem stwarzanym przez imigrantów dla naszej tożsamości kulturowej i narodowej mogą być zniwelowane poprzez sensowną politykę ich integracji w polskim społeczeństwie. Doświadczenia Francji i innych krajów Europy Zachodniej pokazują wprawdzie, że nie jest to łatwe, jednak można z nich także nauczyć się jakich błędów nie powinno się tu popełniać. Na pewno nie wolno więc dopuścić do powstania mieszkaniowych i zawodowych gett, zamkniętych na kontakty i wymianę kulturową z Polakami. Wymaga to jednak otwarcia i gotowości do współpracy z obu stron. Oczywiście szczególnie istotna jest tu rola polskich gospodarzy. To na władzach (głównie samorządowych) i polskich organizacjach obywatelskich musi koncentrować się wysiłek tworzenia instytucjonalnych ram dla włączenia imigrantów w polskie życie społeczne i polską kulturę. Przy tym nie może to polegać na integracji na siłę, poprzez próby oderwania imigrantów od ich korzeni, lecz powinno opierać się o szacunek dla wartości wnoszonych przez ich tradycje i kulturę, mogące wzbogacić także nasz dorobek kulturowy. Przecież nazwę i kształt narodowego stroju polskiego, jakim był kontusz, zawdzięczamy Turkom a dziś powszechnie nosimy amerykańskie dżinsy i jemy włoską pizzę.

Innym, popełnionym na Zachodzie błędem, którego należy uniknąć jest zamknięcie przed imigrantami (szczególnie w drugim i kolejnych pokoleniach) dróg awansu społecznego. Wprawdzie zawsze można wskazać pojedyncze przykłady spektakularnych imigranckich awansów takich jak: w Anglii funkcja burmistrza Londynu pełniona przez Sadiq Khana a ostatnio Rishi Sunak w roli premiera, czy w Polsce trzykrotny wybór na posła pochodzącego z Zambii Killiona Munyamy, jednak dla integracji migrantów ważniejsze jest by jako zbiorowość nie natrafiali oni na ekonomiczne i społeczne bariery zajmowanej pozycji.

Wszystko to pokazuje, że niezbędne dla utrzymania demograficznej pozycji Polski sięgnięcie do napływu imigrantów wcale nie musi wiązać się z tworzeniem pola dla nowych konfliktów społecznych. Warunkiem tego jest jednak opracowanie i wdrożenie sensownej i konsekwentnej polityki migracyjnej i integracyjnej. Oczywiście nie można się tego spodziewać po rządach PiS, które raczej podsycają strach przed obcymi, widząc w tym narzędzie konsolidacji własnych zwolenników. Można jednak oczekiwać, że taki kompleksowy program promigracyjny zostanie opracowany przez opozycję. Jako człowiek związany z lewicą najwięcej oczekiwałbym w tej kwestii właśnie od lewicy, ale sądzę, że w wielu kwestiach szczegółowych można by do niego przekonać także pozostałe siły demokratycznej opozycji. Ważne, by w łonie opozycji dostrzec ten problem i podjąć próbę jego rozwiązania.

Pozostaje jednak pytanie zadane przez J. Malcherka: czy proponując rozwiązanie polskich problemów demograficznych przez migrację można wygrać wybory?

Oczywiście w programach wyborczych nie sposób, a nawet nie trzeba, wchodzić we wszystkie wskazane poprzednio problemy. Na ogół wystarcza wskazanie, że problemy te zostaną rozwiązane i że wiemy, jak to zrobić. W końcu do większości wyborców dociera tylko kilka najważniejszych haseł programowych. Myślę, że w poruszanej tu kwestii mogłoby ono brzmieć:

Jeśli chcesz byśmy zapewnili Polsce politykę integracji imigrantów pozwalającą na wzrost gospodarczego i ludnościowego potencjału Polski, to głosuj na zjednoczoną lewicę (opozycję) i pomóż nam odsunąć od władzy PiS, który także i tego problemu nie potrafi rozwiązać !

Janusz J. Tomidajewicz

Em. profesor ekonomii na UEP i w Uniwersytecie Zielonogórskim.
Założyciel Unii Pracy i wieloletni członek jej władz krajowych i regionalnych.

How useful was this post?

Click on a star to rate it!

Average rating / 5. Vote count:

No votes so far! Be the first to rate this post.