13.10.2023
- W procesie upolityczniania literatury znajdujemy nazwiska nie byle hetek-pętelek: Honoriusz Balzak, Viktor Hugo, Emil Zola, Marcel Proust, Thomas Mann, Erich Maria Remarque, George Orwell, Aldous Huxley, Aleksander Sołżenicyn, a u nas Maria Dąbrowska, Zofia Nałkowska, Gustaw Herling Grudziński, Tadeusz Borowski, Jerzy Andrzejewski, Witold Gombrowicz, Sławomir Mrożek oraz wielu innych.
- Powieść Victora Hugo (Człowiek śmiechu), najlepsze dzieło (obok Nędzników) potępia społeczne dysproporcje pomiędzy szlachtą, arystokracją, nieuzasadnioną wielkopańskością, a plebsem, motłochem, szarakami pozbawionymi błękitnej krwi, to tylko jeden z przykładów na obecność polityki w literaturze.
- A gdzie umieścić pacyfistów, Lwa Tołstoja czy Bertranda Russella? Albo, co począć z kłopotliwym naturalistą — Emilem Zolą i jego namiętną obroną Dreyfusa (Oskarżam!)? Co zrobić z Proustem poświęcającym Dreyfusowi niejedną stronicę swoich powieści? Jak zaklasyfikować i docenić ponadczasową wymowę utworów Remarque’a (np. Na zachodzie bez zmian czy Łuk tryumfalny?). Lub jak poddać krytycznoliterackiej analizie prozatorski dorobek T. Manna odnoszący się do I Wojny Światowej?
- Czarodziejska góra dzieje się przecież w określonym czasie, dotyczy mentalnościowych zmian bohaterów i jest namiętnym oskarżeniem niemieckiej, ekspansywnej psychiki. Autor i główne postaci tej powieści mówią o polityce bardzo często; Castorp, Naptha, Settembrini, trzej towarzysze gruźliczej niedoli toczą nieustanne sprzeczki i akademickie dysputy na jej temat.
- Powieści Stefana Kisielewskiego, kryminały i romanse, stanowią swoiste dokumenty opisywanych czasów, były istotnymi elementami politycznymi: osadzone w konkretnym otoczeniu, ilustrowały przemijającą rzeczywistość.
- Gdzie miejsce dla naszych literackich dysydentów publikujących poza cenzurą? Na zapleczu oficjalnej Historii? W jakiej przegródce ulokować Ernesta Hemingwaya, korespondenta wojennego, uczestnika walk w Hiszpanii oraz dwóch wojen światowych i jego, Komu bije dzwon? A do jakiej szuflady da się wtłoczyć Ryszarda Kapuścińskiego z mało znanym utworem Rwący nurt historii, czy Jerzego Pilcha z powieścią Marsz Polonia? No i pytanie zasadnicze, co to jest POLITYKA KULTURALNA?
- Warto przy tej okazji przypomnieć o działalności paryskiej „Kultury”, o pisarstwie politycznym Cata Mackiewicza, Jerzego Giedrojcia, Ferdynanda Ossendowskiego, lub publicysty z prawdziwego zdarzenia: Daniela Passenta. Nie odmawiajmy im prawa do zabierania głosu. Nie zawężajmy spraw poruszanych przez literaturę do opisów przyrody i miłosnych rozterek. Tak postrzegana twórczość byłaby czymś połowicznym, kadłubkowym, okrojonym o istotny obszar ludzkiego myślenia. Zamiast sprowadzonym do stanu, który sprawia, że rysuje się przed naszymi oczami pełen obraz człowieka. Nie wycinek, tylko jego całość.
*

Mam dosyć hipokryzji. Grania komedii, że nic zdrożnego nie dzieje się w moim kraju. Niestety, kiedy otwieram gazetę, radio lub telewizor, atakowany jestem furiacką dawką złych wiadomości; z byle przekaźnika wylewa się na mnie potok obłudnych słów. Słów mających dzielić, skłócać, jątrzyć. Wprowadzać niezdrową atmosferę wzajemnych podejrzeń, oskarżeń i insynuacji.
Znowu zaczynamy dreptać w stronę przeszłości: wciąż są równi i równiejsi, kwitnie dyletanctwo, nepotyzm i chałupnicze metody naprawy kultury, nauki, służby zdrowia. Dalej pleni się pogarda dla człowieka, szerzy łapówkarstwo, rośnie arogancja i pączkowanie administracji. Załganie, przemoc i fałsz są zjawiskami coraz częstszymi, wzrasta społeczna frustracja; bieda ściga się z nędzą.
Nikt na tak masową skalę, anonimowo lub oficjalnie i w majestacie bezprawia, nie deptał cudzej inteligencji. Nie usiłował błyszczeć umysłową tandetą. Nie chlubił się cudzymi sukcesami, nie całował po swoim posągowym ego i nie wmawiał wszystkim, naokoło, że białe to czarne. Owszem, też zdarzały się wariackie wypowiedzi, ale na ogół nie wychodziły poza szpitalne mury.

Dzisiaj, kiedy byle łach z cenzusem żula może zabierać odważny głos na temat prawa, sprawiedliwości i demokracji, mówić o rzeczach i procesach, o których nie ma bladego pojęcia, na przykład wypowiadać się o problemach medycznych, genetycznych, prenatalnych i okołoporodowych, zwykła przyzwoitość nakazuje, by zignorować jego zdanie i włożyć je między bajki.
Nie czuję się niegodziwcem i samolubem plującym na operetkowy system: na państwo skazujące mnie na bycie niedojdą. Odwrotnie: to państwo traktuje mnie jak wroga. Niby jestem u siebie, w swoim niepodległym kraju, ale w rzeczywistości pętam się po fabryce psychicznych sortów, po zakładzie utylizacji logiki, po miejscu, w którym niedobitki mądrych ludzi chodzą w kaftanach bezpieczeństwa, a pieczę nad nimi sprawują Obywatele Kanciarze.
To oni sprawili, że tkwię w roli przygłupa, bałwana o nierentownych poglądach, któremu sprzedaje się Kolumnę Zygmunta i który nie wyje z wdzięczności, że zrobiono go w konia.

Moje teksty coraz częściej przypominają zażarte rozmowy dziada z obrazem; nie spełniają warunków dzisiejszego dyskutowania, ponieważ słowa ich adresowane są do PRZEKONANYCH. A nieprzekonani czytają jak dzieci, które gdy nie chcą słuchać połajanek, zatykają uszy.
Przegrywam kolejną walkę; jakich bym użył argumentów, zawsze wychodzę na awanturnika. Zaś tam na awanturnika! To określenie jest wielce łagodne. Raczej na pieniacza, sobka i zapiekłego wroga polskości.
Ponoszę klęskę, gdyż zniesmaczonych obecnym stanem państwa jest niewielu, a wniebowziętych z powodu jego upadku, co najmniej legion. Lecz jeśli prawdą jest, że kropla drąży skałę, to nadal będę protestował, bo a nuż jakiś decydent tego szpitala wariatów pójdzie po rozum do głowy, szarpnie się na refleksję i w końcu pojmie, o co biega. A jak już pojmie, to może zrozumie, że, zanim zostanie wygwizdany, powinien zejść z politycznej estrady.
Fakt, że mam dosyć obecnej polityki, że czuję się jak zmęczony własną bezradnością frajer w papilotach, nie zawiera w sobie niczego niezwykłego; większość moich znajomych też przerzuca się z aktywności na tumiwisizm. Też woli odsunąć się od akademickich rozważań politycznych, zająć się życiem bez babrania się w politycznych fekaliach, ot, poświęcić czas na zwiedzanie świata istniejącego obok, na przebywanie w krainach atrakcyjnych, nieznanych, a wartych poznania, w otoczeniu przyrody, malarstwa, czegokolwiek odległego od absurdu, czegokolwiek zbliżonego do braku granic i normalności, wśród życzliwych sąsiadów i krewniaków otwartych na inność; wbrew zielonym ludzikom.
Ale problem na tym polega, że choć na krótko może by się udało zrezygnować z błotnych kąpieli, to na dłuższą metę – nigdy. W żadnym wypadku, boby się człek udusił. Nie da się, gdyż cokolwiek robimy, czymkolwiek się zajmujemy, łączy się z polityką. Trzeba zgodzić się z tym, że skoro żyjemy i odczuwamy, to wszyscy, mały, duży, średni, jesteśmy w nią zaangażowani. Zwłaszcza literaci. Wszyscy, bo jak świat światem, literatura zawsze szła z polityką pod pachę.
Jednakże od nas zależy jej kształt i to my mamy nie obrazkową, lecz słowną moc dokonania jej zmian. Perswazją, wyjaśnianiem, przybliżaniem, tłumaczeniem, co jest, co. W czasach prehistorycznych (PRL..) krążyły po telewizyjnych ramówkach edukacyjne programy. Jednym z nich była audycja oswajająca z muzyką poważną i audycja ta nosiła znamienny tytuł: „Nie taki diabeł straszny”. Dziennikarze stricte niezależni winni zająć się oswajaniem z pojęciami używanymi w polityce. A powinni po to przynajmniej, by nie ględzić o niedorzecznościach, ale wypowiadać się z sensem na tematy realne.
źródła obrazu
- jastrzab: BM

„życie to śmierć, świat to burdel, a ludzie to aferzyści”. (Arje Lejb, na murze cmentarza w Odessie).
Ale pamiętam też, że można przecież żyć w Paryżu i oddychać świeżym, górskim powietrzem, wśród samych Francuzów. (Lejzorek Rojtszwaniec)
Z radiowych audycji muzycznych pamiętam(y, jeszcze, znakomite „Alikwoty” Alika Wieczorkowskiego.
Pasjonujące są obserwacje anonimów. Jest tu taki jeden czytelnik, który korzystając z anonimowości stawia oceny negatywne tekstom jak leci. Nie ważne czy sa mądre, czy przeciętne, czy np. wyłącznie informacyjne lub uzupełniające komentowany tekst. Pasjonujące są obserwacje bezinteresownego negowania wszystkiego jak leci. Ciekaw jestem czy i ewentualnie dlaczego ktoś taki w ogóle czyta to co kwestionuje ? Czy może negowanie traktuje jako działaność hobbystyczną ? Niezależnie od powodów działaność takiej osoby jest negatywnie altruistyczna – bezinteresowna negacja. Darz bóbr !
Ten głęboko prawdziwy i dosadny tekst odzwierciedla poglądy i odczucia wielu z nas. Rzeczywistość z domonującym udziałem chamów, prostaków, kłamców i szubrawców, popierana przez wielką rzesze nieudaczników i do nieudaczników adresowana ma wszakże swoje ograniczenia. Ludzi ją odrzucających jest więcej niż afirmujących. Kłopot w tym, że politycy w swojej arogancji nie potrafili się zjednoczyć w dziele naprawy Rzeczypospolitej i podjęli (niektórzy z nich) nadmierne ryzyko. Mimo wszystko i tak okaże się, że mądrzejszych jest więcej. A oto proroczy rysunek.
@SłAWEK, Mam, oczywiście dobrą flachę, na okazję przegranej tych Daemmerlingów. Moją nadzieję jednak bardzo osłabia „wina Tuska”. Bo dla mnie jedynym krokiem, który mógł dać PO plus wyborczy w wys. nawet 10% było oddanie pod wewnątrzpartyjne wybory stanowiska prezesa, aby dowieść, że PO nie jest partią „wodzowską”. Więc będzie dalej w opozycji. (może tego chce?) Nie chcę tego widzieć, ale mózg nie ma powiek.. Więc odgonię troski jednym głębszym i spróbuję pospać
Pewnie PO/KO bez Tuska mogłaby być silniejsza gdyby :
– Trzaskowski był gotowy na przejęcie partii,
– wcześniej nie wycięto wielu wartościowych działaczy,
– PO/KO zrobiła uczciwy rachunek sumienia z zaniechań i błędów okresu 2007-2015, ale także okresu 2015-2023,
Właśnie gra poszła o to „gdyby”.
Z drugiej strony PiS zrobił od 2015 roku wiele aby oszukać wyborców, zakłamać rzeczywistość, obrzydzić PO/KO odmawiając im wszelkich przymiotów i praw obywatelskich, etc.etc., etc.
*
Reasumując – traktuję powrót Tuska i jego katorżniczą pracę wyborczą od ponad roku jako rehabilitację za okres w którym zlekceważył PiS – 2011-2014, zablokował odpowiedzialność karną pisowskich politykierów za okres 2005-2007, osłabił kadrowo przywództwo PO, tolerował fatalne zjawiska nepotyzmu i tłustych kotów w okresie kiedy rządził, lekceważył opinie publiczną, nie chciał korzystać z olbrzymiego zasobu intelektualnego polskich jajogłowych, etc.,etc. Obecny TUSK to inny człowiek niż w 2014 roku – dużo bardziej dojrzały i sprawny polityk. Moim zdaniem ma duże szanse wygrać obecne wybory – nie dla siebie, ale dla Polski, kolejnych pokoleń i dla nas, abyśmy odetchnęli świeżym powietrzem. Sam TUSK po naprawie elementarnych mechanizmów zniszczonych przeaz PiS będzie mógł udać sie na zasłużony odpoczynek.
@SŁAWEK , plusy, minusy, też mi to nie pasuje.
Możliwość komentowania za pomocą ideogramów to kolejne potwierdzenie, że (My Naród) źle stosujemy dostępne narzędzia. Czy ja to źle rozumiem? Plus czy ideogram paluszka do góry, to akceptacja którą można, ale nie trzeba uzasadniać. Krytyka? sprzeciw? odmiennie. Wymaga uzasadnienia jako że negatywna argumentacja może być czasami słuszna(?). Negacja bez uzasadnienia, to; „nie, bo nie” – to ślepa furia, to wandalizm. To wszechobecny przejaw aroganckiej tępej siły nad siłą argumentu. „Oczywistą oczywistością” jest, że nasz ustrój cierpi na tę samą przypadłość. Od wyborów po stanowienie prawa obowiązuje demograficzna przemoc a nie przewaga intelektu. Jako że nie jestem uprawniony do wnioskowania, nieśmiało przypominam zapomnianą możliwość do stosowania; ile ugrupowań tylu elitarnych reprezentantów w równej liczbie dla każdej politycznej opcji, w każdej komisji, każdej wymagającej głosowania sytuacji. Elitarna reprezentacja to minimum jeden polityk lub wielokrotność z obsługującym go prawnikiem-specjalistą, od których roi się Sejm, Senat, Urząd Prezydenta i ich kancelarie.
Naszą, skądinąd ciekawą i ważną wymiane poglądów, spuentowali wyborcy 15 października 2023. To rozstrzygnięcie będzie teraz skutkowało wieloma zmianami i naprawą tego, co zniszczyli pisowscy najeźdzcy w okresie 20154 -2023. My w sposób właściwy dla SO będziemy o tym pisać, rozmawiać oraz protestować kiedy i gdzie to będzie konieczne.
Obawiam się, że opozycyjna mądrość jest krótkodystansowa, a nie obliczona na maraton. W tej chwili potrzebujemy wytrwałości, a nie kolejnego słomianego zapału. Kontynuacji obiecanych zamierzeń, a nie ich asekuranckiego modyfikowania. Jak się szło do wyborów pod jednym hasłem, to w dzień po wyborach nie można się z niego wycofywać, ponieważ takie postępowanie skutecznie odstręcza od głosowania i niszczy ledwo co obudzoną obywatelską energię.