22.12.2023
Iwona ma sześćdziesiąt osiem lat, jest kaleką od kilkunastu lat poruszającą się na wózku. Ma okrągłą, szczerą twarz, zmarszczki wokół oczu i ust, siwe włosy. Dawniej była w miarę samodzielna, ukończyła studia bibliotekoznawcze, pracowała kilkanaście lat w kilku bibliotekach w Warszawie. Lubiana przez koleżanki, skromna, wstydząca się swojej fizycznej ułomności. Nie trafiła jej się w życiu wielka miłość, o której skrycie marzyła, za to spotkała mężczyznę, który na wieść, że jest z nim w ciąży, ulotnił się, nie czekając urodzin dziecka. Iwona go nie szukała, postanowiła sama wychować syna. Trochę pomagali jej rodzice, razem z dzieckiem wprowadziła się do ich mieszkania.
Syn rósł rozpieszczany przez matkę i dziadków, którzy tolerowali jego wybryki, usprawiedliwiali nieobecności, pokrywali drobne kradzieże. Jacek, tak go nazwę, skończył tylko szkołę podstawową, kilka razy powtarzając klasy. Dalej o nauce nie było mowy. Koledzy, alkohol, narkotyki, awantury w domu. W końcu dziadkowie nie wytrzymali, kupili córce i wnukowi małe mieszkanie i kazali się wyprowadzić.
I wtedy zaczyna się gehenna Iwony. Agresywny syn wymusza od niej pieniądze, pije, nie pracuje, zdarza się mu uderzyć matkę. Najpierw raz w miesiącu, potem częściej, wreszcie codziennie. Stan zdrowia Iwony się pogarsza, ale jeszcze może poruszać się o kulach. Już nie pracuje, przechodzi na rentę, póżniej na emeryturę. Nikt ich nie odwiedza oprócz kolegów syna. Odwiedziny te zawsze kończą się tak samo – wielkim pijaństwem i awanturą. Sąsiedzi boją się interweniować, boją się tych młodych, agresywnych ludzi. Matka boi się wzywać policję, po kilku takich interwencjach syn urządził jej piekło.
Kiedy zmuszona jest przesiąść się na wózek inwalidzki, w mieszkaniu pojawia się dziewczyna syna. I teraz już w duecie dręczą nieszczęsną kobietę. Nie pracują oboje, piją, biorą narkotyki. Pieniądze zabierają matce, która nie może się bronić, prosi tylko, by dali jej spokój. Czasami, w przypływie dobrego humoru młodych, zjedzą wspólny obiad, obejrzą film w telewizji. Rzadko pojawia się lekarz, by wypisać środki przeciwbólowe Iwonie, których i tak nie ma kto wykupić. Iwona płaci za usługę, nawet za przyniesienie korespondencji ze skrzynki. Z mieszkania zaczynają ginąć co cenniejsze rzeczy.
I tak to trwa ..
15 listopada Jacek umiera z przedawkowania i z przepicia. Umiera w szpitalu po jednodniowym pobycie.
Iwona płacze. Zbiera pieniądze na porządny nagrobek, taki z czarnego kamienia ze złotymi literami.
Już się nie boi, że nagle w nocy otworzą się drzwi do jej pokoju i w progu stanie wściekły syn żądając pieniędzy, które za chwilę i tak sobie zabierze ze skromnej portmonetki matki trzymanej pod poduszką .Już się nie boi wyzwisk, szarpania za włosy, zepchnięcia z wózka. Sińce na rękach i nogach powoli znikają.
Iwona płacze i pisze wiersz do syna :
Byłeś największą miłością
Stałeś się bólem i żalem...
Płacze, trzymając w ręce jego zdjęcie.
Za chwilę będą święta. Spędzi je samotnie. Kolejny człowiek obok nas – obcy.
Helena Kapri

Wzruszająca historia. To opowiadanie warto zadedykować wszystkim, którzy mając normalne, dostatnie i ustabilizowane życie narzekającna swój los…
Przejmujący reportaż społeczny; dobrze napisany. Słowo 'obcy’ zrobiło w ciągu ostatnich ośmiu lat zawrotną karierę Choć, czy tylko ostatnio?
Oczywiście nie od dzisiaj. Bo mamy to już, wybite osobnym słowem w piosence Bułata Okudżawy. Tam u Ruskich brzmi dla mnie nawet straszniej : – „Czużoj”