29.05.2025

Zdanie odrębne
Felieton to gatunek ulotny – jak liść, albo kartka papieru… Jego aktualność to dzień, może tydzień; jeszcze mniejsza moc sprawcza. Ot, notatka na kawiarnianej serwetce, którą można (a nawet trzeba) wrzucić do kosza! Mimo zwiewności formy czasem potrafi wpłynąć na rzeczywistość; zwykle pozostaje żywym zapisem wydarzeń. Po latach mówi więcej niż niejedno opracowanie naukowe (szczególnie z IPN). Wszak felieton to ‘obserwacja uczestnicząca’, a ta bierze się z potrzeby chwili, czy dania świadectwa i na ogół jest wiarygodna…
*
Rzecz dzieje się w jednym z większych miast na Podkarpaciu – w mateczniku Boga, ojczyzny i partii PiS. Do zatłoczonego autobusu miejskiego wsiada młoda kobieta w zaawansowanej ciąży, za nią starszy mężczyzna. Miejsca siedzące zajęły nastolatki zapatrzone w smartfony; nie zwracają uwagi na otoczenie, starsi podróżują na stojąco… Wiekowy pan zwraca się do chłopca, by ustąpił miejsca ciężarnej. Na co ten głośno – „A czy ja ją grał?”. Kobieta pąsowieje, pasażer zaniemówił, młodzież rechoce, reszta milczy… W regionie ‘głębokiej wiary’ i podobnej moralności sceny takie są na porządku dziennym; ludzie się z tym godzą…
Kiedy się to dzieje, polski episkopat wystosował kolejny list do minister edukacji, oprotestowujący przedmiot ‘edukacja zdrowotna’, jako niezgodny z wartościami chrześcijańskim! Tymczasem jest tam mowa o ciąży i macierzyństwie, warunkujących nowe życie…
Większość wizerunków Bożej matki (obrazy, rzeźby), na które patrzy Polak – od dziecka po starca – przedstawia ją brzemienną, czyli z brzuchem. I nastolatek, który pewnie jeszcze ‘nie grał’ kobiety, widział ją nie raz. Niedawno przystępował do pierwszej komunii, czyli przyjmował ‘mistyczne ciało’ człowieka urodzonego z kobiety. Może wtedy przyszła mu do głowy myśl o ‘graniu’?
*
W innym podkarpackim mieście, w kościele farnym niedzielna msza z kazaniem, w którym padają słowa: „Chrześcijaństwo to nie moralność ani doskonałość – to osobista relacja z Chrystusem”, albo: „Co wybierzemy ducha prawdy, czy kompromisu?” i dalej: „Serce ludzkie to świątynia Trójcy świętej”, albo: „W każdej sprawie potrzebna jest konsultacja z Duchem świętym” itd., itp. Jest to prawdopodobnie ‘gotowiec’ rozsyłany z kurii, albo z centrali, bo ksiądz je czyta, nie patrząc na wiernych. Ludzie słuchają, ale jakby nie słyszeli; nie wiedzą, o co chodzi – przyszli tu, bo jest niedziela i ‘chodzi się’ do kościoła…
Ławki i krzesła zajęte; młoda matka z trójką małych dzieci nie ma gdzie usiąść, a każde chce na ręce. Wolno stojące krzesło zajął wygolony dwudziestolatek. Udaje, że słucha religijnego bełkotu; pochylił głowę, by nie widzieć kobiety z dziećmi. Młody ojciec dzieci nie ośmieli się prosić wyrostka, by ustąpił miejsca jego żonie; na zmianę biorą je na ręce. Tydzień wcześniej miejscowy proboszcz cytował słowa neokatechumena Vanca, atakującego zdeprawowaną, chrześcijańską Europę.
*
Rozmawiam ze starym księdzem, dożywającym dni w domu księży-emerytów; rzecz dotyczy wyborów. „Proszę pana, zastanawiam się nad kandydatem obywatelskim i widzę, że on nie przestrzega większości z dziesięciu przykazań. Grzeszy przeciw Bogu i ludziom, i to są naruszenia drastyczne”. Wiekowy kapłan jest przygnębiony sposobem tłumaczenia się kandydata – „Na poważne zarzuty odpowiada pobłażliwym uśmiechem i miedzianym czołem”[1]. Rzeczywiście, twarz Nawrockiego błyszcząca, uśmiechnięta, jakby wypolerowana… Nasza rozmowa zbiega z wypowiedzią innego duchownego (w Internecie), który udział ‘kandydata’ w kibolskich ustawkach nazywa grzechem i wykroczeniem. A co powiedzieć o stręczycielstwie?
Wyższy kler i episkopat[2] milczą, tak jak milczeli amerykańscy biskupi przed i po wyborze Trumpa. Odważyła się kobieta – biskupka kościoła luterańskiego, którą ten zrugał za wypowiedź o podstawowych wartościach. On, strażnik tradycji i chrześcijańskich zasad – gwałciciel, oszust, wiarołomca; człowiek z zarzutami i wyrokami. W Kościele polskim obowiązują te same zasady co w polityce! Nie chodzi o to, by ludzi prowadzić do Boga, nakłaniając do przestrzegania przykazań, ale by ich wprowadzić w zamęt emocjonalny i umysłowy, w którym sacrum miesza się z profanum, a słowa tracą dotychczasowe znaczenie. Przeszacowaniu ulegają określane przez nie wartości; ich znak dodatni zmienia się w ujemny, w końcu znikają, by ustąpić miejsca antywartościom.
*
Wśród komentatorów politycznych młodego pokolenia coraz częściej słychać opinię o degradacji urzędu prezydenta… Najgorzej wypada Andrzej Duda; nawet gen. Wojciech Jaruzelski, pełniący ten urząd najkrócej, miał swoją klasę. Duda wymyka się ocenom – jest ‘pozaklasowy’, jak się kiedyś mawiało w pewnej dziedzinie gospodarki rolnej.
Druga tura wyborów to gra o polskie państwo – bez względu na to, jaką mu przypiszemy cyfrę oraz kwalifikację ustrojową. Zachowując odpowiednie proporcje, można je porównać do wyborów amerykańskich, które demontują dotychczasowy, światowy ład. Polskie wybory przesądzą o losach Europy, szczególnie w naszej części. Mają tego świadomość mniejsi sąsiedzi, członkowie NATO – Czesi, Litwa, Łotwa, Estonia… Odczuje to Ukraina, której losy zależą od szaleństw narcystycznego republikanina oraz jego sympatii do rosyjskiego autokraty. Po wygranej Nawrockiego wraz ze Słowacją i Węgrami staniemy się czarną dziurą – niepotrzebną reszcie Europy, za to do wzięcia przez Putina.
*
Na ostatniej prostej przyjechała do Rzeszowa (27.05) Kristi Noem sekretarka ds. bezpieczeństwa krajowego Stanów Zjednoczonych. Jest znana z tego, że w przeszłości zabiła 14-miesięczną suczkę, „bo ta była zbyt agresywna i rujnowała jej polowania na bażanty”. Reprezentowała administrację Trumpa na zlocie konserwatystów CPAC. Otoczyli ją: prezydent Duda, kandydat Nawrocki, były premier Morawiecki… Z satysfakcja słuchali, kiedy mówiła: „Widziałam u władzy socjalistów, takich, jak (…) prezydent Warszawy, który jest wytresowany na lidera, będzie rządził poprzez strach, będzie używał strachu, by promować anty wolnościowy program”.
Szantażowała: „Jeżeli wybierzecie lidera, który będzie współpracował z Donaldem Trumpem, zyskacie potężnego sojusznika, który zapewni, że będziecie mogli walczyć z każdym wrogiem, który nie podziela waszych wartości (…). Będziecie cieszyć się militarną, amerykańską obecnością, będziecie mieli sprzęt”.
Naciskała: „Potrzebujemy, byście wybrali właściwego lidera, to wy będziecie liderami, którzy odbiją Europę dla wartości konserwatywnych (…) Przywództwo ma znaczenie. Potrzebujecie silnego przywódcy, by prowadził wasz kraj. Ameryka chce być waszym sojusznikiem, by chronić waszą wolność i dobrobyt, chronić was przed zagrożeniami dla waszych rodzin. Będziecie błogosławieni tą przyjaźnią”
Miało się wrażenie, że – w Jasionce, hubie militarnym, przez który płynie światowa pomoc dla Ukrainy, chce nam zaproponować Trampa na polską miarę, Trumpika… Zlot był polityczny, ale podtekst militarny, jak w październiku 1956 roku.
Jak dziś Waszyngton, wtedy Moskwa z niepokojem obserwowała rozwój sytuacji w Polsce. Wydano rozkaz, by wojska pancerne stacjonujące w Legnicy i Bornym Sulinowie wyruszyły w stronę Warszawy; zatrzymały się 150 km od stolicy. 19 października wizytę złożył w Polsce Chruszczow i ścisłe kierownictwo Kremla: Mołotow, Kaganowicz, Mikojan; dowódcy, w tym głównodowodzący Układu Warszawskiego Koniew. Chruszczow chciał wymusić na polskich komunistach rezygnację z wyboru Władysława Gomułki na I sekretarza Polskiej Zjednoczonej Partii Robotniczej. Był wściekły, bo delegacji radzieckiej nie zaproszono na obrady plenum, odrzucono też propozycję składu Biura Politycznego z członkami wskazanymi przez Kreml. Chruszczow uważał, że polscy towarzysze „właściwie im w twarz napluli, bo nie zgodzili się przyjąć delegacji przed plenum”. Według Gomułki miał grozić polskiej ekipie: „Ten numer wam się nie uda, jesteśmy gotowi do aktywnej interwencji”[3].
Po wielogodzinnych obradach Gomułce udało się jednak uspokoić I sekretarza bratniej partii i przyznać, że on sam jest zdolny do kierowania PZPR. Zanim rankiem, 20 października Chruszczow opuścił Warszawę, nakazał wstrzymanie ruchu czerwonoarmistów w kierunku polskiej stolicy. Edward Ochab wspominał po latach: „Interwencja. My jej uniknęliśmy. Uniknęliśmy najgorszego (…). Nie potrafili uniknąć tego Węgrzy – wtedy, Czesi – później”.
*
Wtedy chodziło o interwencję zewnętrzną… Czy zachowując miarę czasu (moment historyczny), miejsca (Jasionka) oraz wszelkie proporcje osobowe (Chruszczow, Noem), uda się nam teraz uniknąć interwencji wewnętrznej? Każda taka sytuacja zależy od ludzi – wtedy rozgrywających konflikt polityczny, dziś idących na wybory… Wszak polityka to gra emocji i sił.
Ps. Córka sąsiadki, zdolna naukowczyni wróciła z konferencji – w Austrii, czy Szwajcarii… Opowiada matce, że Amerykanie przepraszali europejskich kolegów za swego prezydenta. Sąsiadka powiedziała o tym mnie, a ja mówię Czytelnikom…
- Dla niezorientowanych – dawniej tak mówiono o człowieku bezczelnym, bezwstydnym, nikczemnym, cynicznym, bez ambicji, honoru i wstydu. Wyrażenie miedziane czoło – stosowano zamiennie z wytartym czołem; co oznaczało brak twarzy. ↑
- Zabawna rzecz, kiedy zapytałem SI o zasadę funkcjonowania ‘epidiaskopu’ – wyświetliła mi ‘episkopat’. Okazuje się, że oba te urządzenia posługują się „światłem odbitym lub przechodzącym”. Same z siebie nie świecą… ↑
- Więcej:https://historia.interia.pl/kartka-z-kalendarza/news-20-pazdziernika-1956-r-nikita-chruszczow-wylatuje-z-warszawy,nId,1906111#utm_source=paste&utm_medium=paste&utm_campaign=firefox
https://pazdziernik56.pl/dramatyczna-rozmowa-gomulka-chruszczow-19-pazdziernika-1956/
↑
JS

To trafne spostrzeżenie, felieton jest zapisem obserwacji uczestniczącej gdyż felietonista dzieli się tym czym żyje. Niemcy maja ładne wyrażenie Zeitgeist, my mówimy duch czasu, łacinnicy (bo przecież nie tylko Rzymianie) mówią signum temporis, a wiec znak czasu. O znakach czasu lubił mówił dobry papież Jan XXIII. Dzisiaj znakiem czasu stali się ludzie o miedzianych czołach, czyli zatartych konturach twarzy. Można powiedzieć za Musilem, ludzie bez właściwości, którzy powiedzą i podpiszą wszystko, co gawiedź do podpisu podsunie, jak Mentzen Nawrockiemu. Dobrze się o tym czyta, strasznie się z takimi ludźmi żyje.
Dzisiejszy felieton JS jest niezwykły, i to nie z powodu zbliżającego się kresu wyborczego show. Obserwacje z życia JS są porażające w kontekście wychowania młodych pokoleń, które prędzej czy później zasiądą w poselskich ławach. Zgadzam się, że nie ma mocy sprawczej felieton. Jest jednak zapisem wydarzających się chwil, których przy odrobinie szczęścia i zapobiegliwości, będzie mógł być czytany kilka pokoleń później, pokazując jacy byli dziadkowie (młodzież) czytających je młodszych pokoleń.
Za komentowanie treści dalszej części nie biorę się, jako, że już tak wiele napisano o zachowaniu „najlepszego” kandydata na głowę naszego nieszczęsnego państwa, że ani moja uwaga, ani też smutna konstatacja wiekowego duchownego nic tu nie zmieni. Polaryzacja opinii społecznych jest jaka jest i już nikt, ani nic tego nie zmieni. Szkoda na to więc czasu.
Życzmy sobie jednak, aby obserwacja JS, i jego kunszt felietonisty nigdy nie stygł. On zawsze będzie miał zdanie odmienne, za co go niezmiernie szanuję.
JS z właściwą sobie lekkością i swadą przekazuje nam smutny obraz świata, w którym wartości zastępowane są systematycznie antywartościami. Jak bowiem nazwać odrzucenie podstawowych norm moralnych i zastępowanie ich interesami, głównie materialnymi ? W stosunkach międzynarodowych wartości wypierane są przez wartość kapitału – kto da więcej ! Nasz dotychczas najwiekszy sojusznik przeżywa coś w rodzaju rewolucji kulturalnej – najlepsze uczelnie, masowo kształcące noblistów i decydujące o amerykańskiej soft-power pozbawiane są rządowych grantów a ostatnio przebąkuje sie coraz częściej o usuwaniu z nich studentów zagranicznych. Część naszej klasy politycznej (pisowska i konfederacka prawica) przyklaskuje tej destrukcyjnej fali zapominając, że sprowadza ona na Polskę zagrożenie utratą niepodległości uzyskanej w 1989 r. Mało tego – ta patoprawica o narodowosocjalistycznym obliczu zwalcza Unię Europejską, której jesteśmy częścią na zasadzie dobrowolnego akcesu i której zawdzięczamy najwspanialszy w naszych dziejach okres gospodarczego i cywilizacyjnego prosperity.
*
Aluzje do podległości wielkiemu bratu ZSRR są aż nadto czytelne, jeżeli chodzi o pisowskiego kandydata na prezydenta. Również ewentualność dołączenia Polski do Słowacji i Węgier po zwycięstwie wyborczym alfonsa obywatelskiego, którego działaność sutenerska znalazła w ubiegłym tygodniu potwierdzenie medialne, została celnie ujęta jako „czarna dziura” we współczesnej Europie. Prawicowa eksterema straszy Polaków Niemcami, pomijając fakt że to NIemcom w ramach UE zawdzięczamy najszybszy w naszych dziejach skok cywiizacyjny. ZAsługa jest nasza, ale danie nam szansy i stworzenie możliwości leży po stronie starej UE, w tym Niemiec. Głupota i szkodnictwo pisoprawicy, a w ślad za nią Konfy (przynajmniej jej nacjonalistycznego skrzydła) jest symptomatyczna. Nie widzą tego najmłodsi wyborcy zniechęceni brakiem dotrzymywania obietnic wyborczych Tuska i zbyt powolnym tempem naprawiania państwa zniszczonego przez PiS.
*
JS badając puls współczesności przezd II-gą turą wyraźnie wskazuje swoje preferencje polityczne. One są oczywiste dla inteligentnego czytelnika. A jaki czytelnik chciałby uchodzić za osobę nieiteligentną ?
Wydaje się że pisowski beton już zaakceptował opuszczenie przez PL UE i jej powrót do ruskiego miru. Gdzie nie będzie nazizmu z Brukseli…Ale to jest max 25% głosujących . Dlaczego pozostałe 25 chcących Nawrockiego prezydentem nie chce zdać sobie z tego sprawy czym grozi powrót PIS do władzy..?? Dlaczego w pańskiej analizie ani słowa o haniebnej roli Kościoła o jego wieloletniej promocji PIS i teraz Nawrockiego..? Wydaje się że tenże Kościół zawarł deal z Putinem w 2012 , za zachowanie swych wpływów i kasy poprze zamianę UE na ruski mir. W 20212 polski KRK podpisał porozumienie z przedstawicielem Putina Cyrylem I .
Właściwie czegoś takiego jak wystąpienie Kristi Noem należało się spodziewać. Ale bezczelność pani sekretarz, prymitywizm argumentów jednak zaskakują. Zdumiewające jest to, że nasi prawicowcy, tak czuli ponoć na punkcie polskiej suwerenności, ciągle węszący jakieś jej zagrożenia z Brukseli, jakoś nie poczuli się urażeni traktowaniem Polski jak wasala, który grzecznie, „ruki pa szwam”, ma czekać na rozkazy z Waszyngtonu. Przerażające, do czego doszły Stany Zjednoczone, przerażające, do czego możemy dojść my, jeśli wybory wygra Nawrocki.
Ale… Nie ma tego złego… Wystąpienie Noem może się okazać doskonale wręcz przeciwskuteczne. W Polsce, zwłaszcza wśród starszego pokolenia, wciąż żywe jest wspomnienie Wielkiego Brata i jego zalęknionych polskich namiestników, wciąż niespokojnych o to, „co powiedzą towarzysze radzieccy”. I żywe jest poczucie upokorzenia wywołane tą butą z jednej i służalczością z drugiej strony.
W niedzielę mamy okazję pokazać „towarzyszom amerykańskim”, że Polska może być lojalnym sojusznikiem USA, ale nigdy nie da się sprowadzić do roli amerykańskiego wasala, do której chcieliby ją sprowadzić Kaczyński i jego „decyzja”: Karol Nawrocki.
Pisowcom nie przeszkadza własna głupota. Kiedy Georgette Mosbacher jako trumpowska ambasador USA w Polsce rugała ich publicznie jak sztubaków, cieszyli sie jakby ktos im w kieszeń narobił.. Ich nie ruszają własne małości. Oni małość widzą wszędzie poza sobą. Dlatego wystąpienie tej pani sekretarz (sic!) odebrali z wdzięcznoscią bo popiera ich alfonsa obywatelskiego. Kali kochać – kali uciąć…
Wydawać by się mogło, że wszystko już widzieliśmy, że wystarczy nam obecny mistrz pantomimy (wersja komiczna), tragifarsy i kołtuństwa. O przestrzeganie prawa prosili go nawet profesorowie jego uczelni… Teraz jednakże czarnoksiężnik z Żoliborza (wróg kompetencji i uczciwości) poszedł jeszcze dalej. Dlatego wołajmy głośno:” Wszystko tylko nie Trumpik – wielbiciel cudzych mieszkań, typów spod ciemnej gwiazdy, apartamentów miłości, kiboli klubu Chelsea (= Abramowicza = kolegi Putina) oraz czułego opiekuna panienek.!!! Ostatnio bracia Rumuni pokazali, że zło można pokonać; u nich zwyciężył mer ich stolicy, demokrata. My życząc dobrze Ojczyźnie, walczymy o wygraną prezydenta Warszawy!!!
Nazwanie JK czarnoksiężnikiem z Żolibora a zarazem wrogiem kompetencji i uczciwości jest bodaj najlepszym rodzajem syntetycznej opinii o tym człowieku. Polityk, który jest reprezentantem czystego zła – w tym nienawiści, arogancji, złej woli, osobistego nieuctwa i wynikającej z tego niekompetencji, intryganctwa, małoduszności, pieniactwa i konfliktowości jest zdeterminowany aby jak najbardziej Polsce zaszkodzić. NIespecjalnie ukrywając wymienione cechy pod maską patriotyzmu i wstecznictwa, jako cech wykluczających inaczej myślacych ze wspólnoty, zdołał w ciągu swojej kariery politycznej popsuć co tylko sie dało. W ciągu ostatnich 10 lat zniszczył wiele instytucji demokratycznego państwa polskiego, z trudem i wysiłkiem budowanych od 1989 r. NIe umrze spokojnie dopóki nie dokończy dzieła zniszczenia. Ma w tym wielu aspirujących współpracowników, ścigających się w szkodnictwie. Ostatnim jego „odkryciem” jest alfons obywatelski, postać której udział w życiu publicznym jest wyjątkową złośliwością pod adresem Polaków. Już ustępująca Duda była wystarczająco szkodliwa i kompromitująca, a obecny delegat impoeratora na namiestnika w pałacu prezydenckim przebija tamtego szkodnika we wszystkich wymiarach. Jest ilustracją przekonania, że słowo najgorszy nie istnieje w słowniku konusa – może być jeszcze gorzej.
To nie są marginalia ani listki na wietrze. To nie szybko przemijające bolączki, ale rany , które wpisały /wryły/ się tak mocno w codzienność, że stały się prawie niedostrzegalne, a tym samym akceptowane „z automatu”
PS Pierwszy raz słyszę zwrot”grać ją”, dodam go do słowniczka wyrazów intymnych.
„Grać ją” to nie wyrażenie intymne, tylko akt kopulacji na widoku; byk gra krowę, a ogier klacz. W domu 'tato gra mamę’; tak się mówi u nas na Podkarpaciu.
Dziękuję, Soniu, za cenne informacje. Zostawiam jednak 'granie’ krowom.
Podkarpacie kryje niejedną tajemnicę..
W dobrym felietonie każdy znajdzie coś dla siebie – panowie politykę, panie seks…
Już po drugiej turze… „Czarnoksiężnik z Żoliborza’ i 'alfons obywatelski’ posprzątali nam demokrację. I pomyśleć, że niedawno (2007) obchodzono rok Wyspiańskiego, który mówi o złotym rogu. Polski pan/cham miał go w ręce przez półtora roku i bał się zatrąbić/zadąć… Więc 'ostał mu sie ino sznur’, albo więzienie, albo Norymberga… – jak zapowiadał prezes.