25.06.2025
Armenia dokonuje zwrotu ku Zachodowi, wobec którego Ormianie nie maja powodu do kompleksu. Byli mieszkańcami wielkiego i kulturalnego państwa Urartu, które datuje się od IX wieku do n.e. Czym wtedy była Europa? Później Armenia też bywała wielkim mocarstwem, ale dzisiaj Europa, Unia Europejska, znajduje się w czołówce rozwiniętych krajów Zachodu. A dla Ormian Zachód, ten najbliższy, którego się nie da ominąć, to Turcja, zajmująca kawał ormiańskiej ziemi i to ze świętą górą Ararat, doskonale widoczną z Erywania.
W latach pierwszej wojny światowej, rząd młodoturków zarządził mordowanie Ormian. Zginęło ich do półtora miliona. Turcja, wówczas sojusznik Niemiec i Austrii odreagowywała niepowodzenia, walcząc na Zakaukaziu z Rosją, państwem Ententy. A kiedy w Rosji wybuchła rewolucja do rzezi Ormian przystąpili Azerowie („Przedwiośnie” Żeromskiego), złączeni niezliczonymi więziami z Turkami. Zabili „wszystkiego” do 40 tysięcy.
Już niedawno, w latach 1984 – 2023 miały miejsce trzy zacięte i okrutne wojny większego i bogatego (ropa naftowa), zbrojonego przez Turcję Azerbejdżanu z biedną Armenią. Trzecia zakończyła się klęską Ormian. Trwają trudne rokowania, mające doprowadzić do traktatu pokojowego.
Rosja, która po upadku ZSRR, uważała się za protektora już niepodległych, byłych sowieckich republik, doprowadziła do przerwania dwóch pierwszych wojen. W roku 2023 była już zajęta Ukrainą i nie ochroniła Armenii. Natomiast przypomniała jej, że nieszczęścia Ukrainy zaczęły się gdy ta rozpoczęła zbliżenie z Zachodem.
Każdy przyjeżdzający do Erywania; turysta, polityk z oficjalną misją musi odwiedzić historyczny cmentarz, poświęcony męczeństwu Ormian. Ból jaki przeżywa Armenia liczy sobie sto dwanaście lat i trwa. Ostatnie ofiary to rok 2023 i nie ma jeszcze pewności, że nie będzie kolejnych. I w obliczu takiej narodowej traumy demokratycznie wybierany w latach 2018 – 2026 premier Nikol Paszynian decyduje się na generalną reorientację polityki, czego nie można zrobić bez społecznego poparcia. Nazywa się to „Realna Armenia”. Czyli taka, która nie buduje się na bagażu historii, lecz na tym co teraz i co z tego może dla niej wyniknąć.
To obliczony na kilka lat proces stopniowego pozbywania się moskiewskiej hegemonii, normalizowania stosunków z Ankarą i Baku i wzmacniania więzi z UE. Armenia wybrała Europę, a Europa wybiera Armenię.
Polska, wydaje się, obiera przeciwny kierunek. Polski ból z powodu Wołynia sprzed osiemdziesięciu lat, o czym tak pięknie mówił Karol Nawrocki, to w porównaniu z ormiańskim, ból fantomowy. A ból Ukrainy, gdzie giną rzesze żołnierzy i cywilów, zaś wojna obraca ich kraj w ruinę?
O sytuacji wewnętrznej Ukrainy i sytuacji jej prezydenta wiemy już wiele. Zełenski codziennie musi podejmować wiele decyzji, by państwo trwało i nie przegrywało wojny, w której zresztą nie idzie mu źle. Pomaga w tym kult UPA, Bandery, Melnyka, Szuchewycza, wszystko co pamiętamy jako „Wołyń”, o którym przecież prezydent wie.
Wiedział też o tym dyrektor IPN. Karol Nawrocki, mówiąc, że każdy kraj ma prawo sam decydować o swych bohaterach, więc i Ukraina, choć nie bez poważnych zastrzeżeń z polskiego punktu widzenia. A już prezydent Karol Nawrocki brutalnie odmawia jej tego prawa. Do agresji wykorzystał kolejne, rutynowe posunięcie prezydenta Wołodymyra Zełenskiego. Przypadek?
Dla Nawrockiego podstawowy życiowy cel to bycie zauważonym i uznawanym za ważnego. Ostatnio mu szło nie najlepiej. Wetuje i wetuje, a nic o żadnym jego dokonaniu nie wiadomo. Do tego, żenująca minuta z sekundami – rozmowy z Trumpem. A teraz proszę, zmienia politykę zagraniczną państwa, przesterowuje nastroje społeczne. I robi to na przekór rządowi, MSZ, większości sejmowej i senackiej. Więc jest silniejszy i ważniejszy.
O fatalnych skutkach dla Polski wszyscy, którzy chcą wiedzieć, wiedzą.
W europejskim imaginarium mocno tkwi cierpienie Ormian, a nie ma w nim rzezi wołyńskiej. To, że najbliższy sąsiad i sojusznik Ukrainy, z powodu jakiegoś tam nieznanego wydarzenia sprzed osiemdziesięciu lat nagle gwałtownie się od niej dystansuje, przedstawia nas jako państwo niepoważne, nie bardzo pasujące do Europy. Zaraz będzie odwetowa reakcja w patriotycznej społeczności. Zrobiony został kolejny krok do polexitu i przecież o to właśnie chodziło.

Ernest Kajetan Skalski
Ur. 18 stycznia 1935 w Warszawie) – dziennikarz i publicysta,
z wykształcenia historyk.
