06.11.2026
Lewy sierpowy
O wyborczym zwycięstwie obozu demokratycznego zadecyduje to, czy uda się skłonić potencjalnych zwolenników lewicy do udziału w wyborach i do głosowania na nią.
Nie tak dawno CBOS opublikował raport Jana Kujawskiego zatytułowany „O zainteresowaniu kobiet polityką”. Obok tego co stanowi tytułowy temat tego raportu, znalazłem w nim także szersze dane o sympatiach politycznych, które zainspirowały mnie do zastanowienia się nad miejscem lewicy na polskiej scenie politycznej i nad rolą jaką może (powinna !) ona odegrać w zbliżających się wyborach.
Jeśli bowiem porównać deklarowane przez Polaków przekonania polityczne (w podziale na trzy grupy : prawicowe – 34% , centrowe- 26% i lewicowe – 24%) z wynikającymi z badań opinii publicznej intencjami głosowania na partie polityczne, to okazuje się, że dość znaczna część wyborców zamierza głosować niezgodnie ze swoimi przekonaniami .
Okazuje się więc, że w sumie na partie prawicowe (do których zaliczyliśmy PiS, Rozwój + i obie Konfederacje) według październikowych badań CBOS zamierza głosować ponad 42% wyborców. Oznacza to, że uzyskują one poparcie wyborcze o ponad 8% większe niżby wynikało to z deklarowanych przekonań politycznych. Jeszcze wyraźniejsze jest to odniesieniu do partii zaliczonych tu do Centrum. W tym przypadku z badań CBOS wynika, że na partie te zamierza głosować ponad 38 % wyborców, wobec jedynie 26% deklarujących centrowe przekonania. Daje to ponad 12 procentową nadwyżkę poparcia wyborczego. Natomiast najgorzej w zestawieniu tym wypadają partie lewicowe (zaliczymy do nich Nową Lewicę i Razem). Okazuje się bowiem,. że przy ok. 24 % Polaków deklarujących poglądy lewicowe, na partie lewicy zamierza głosować nieco mniej niż 8% wyborców. Oznacza to lewicowy deficyt wyborczy wynoszący aż ponad 18%. Nawet uwzględniając, że w badaniach CBOS wyborczy wynik lewicy jest z reguły zaniżany w porównaniu z wynikami podawanymi przez inne pracownie sondażowe, nie ma wątpliwości, że lewica nie osiąga poparcia wyborczego choćby zbliżonego do poparcia deklarowanego dla poglądów lewicowych.
Gdyby na chwilę przyjąć tu, tylko teoretyczną możliwość, że wszyscy wyborcy zagłosują w najbliższych wyborach zgodnie ze swoimi przekonaniami ideowymi, to blok demokratyczny, składający się z centrum i lewicy, powinien w nich uzyskać 50% głosów, wobec 34 % poparcia dla bloku prawicowego. (Pominąłem tu głosy niezdecydowanych. Jeśli jednak przyjąć, że rozłożą się one podobnie jak zdeklarowanych ideowo, to układ sił w przyszłym parlamencie powinien zapewniać zdecydowaną (prawdopodobnie nawet konstytucyjną) przewagę partiom bloku demokratycznego.)
Aby rozważyć czy w praktyce można choćby częściowo zbliżyć się do tej wyidealizowanej sytuacji należy najpierw zastanowić się z czego wynikają obecne nadwyżki i deficyty wyborcze. i jak można je zmniejszyć. Przy tym kluczowe znaczenie dla wyniku przyszłych wyborów ma tu uzyskanie odpowiedzi, dlaczego właśnie lewica notuje tak znaczący deficyt wyborczy i czy istnieją jakieś możliwości jego znaczącej likwidacji ? Znane mi badania nastrojów społecznych nie pozwalają określić, jaka część wyborców o poglądach lewicowych decyduje się swoje intencje głosowania przenieść na prawicę, jaka na centrum a jaka zasila grupę niezdecydowanych lub wycofuje się z udziału w wyborach. Z punktu widzenia zwycięstwa bloku demokratycznego przeciągnięcie na stronę lewicy tych wyborców, których „kradnie” jej centrum, ma mniejsze znaczenie, bo nie zmieni to podziału sił między dwa podstawowe obozy. .Nie ma natomiast wątpliwości, że o wyborczym zwycięstwie obozu demokratycznego może zadecydować to czy lewicy uda się skłonić do wzięcia udziału w wyborach (i istotnego ograniczenia wyborczego deficytu lewicy) tych swoich potencjalnych zwolenników, którzy dziś są skłonni głosować na prawicę albo ciągle są niezdecydowani lub nie zamierzają brać udziału w wyborach.
Rewersem pytania o źródła i sposoby zmniejszenia deficytu lewicy jest pytanie o źródła i możliwości ograniczenia nadwyżki wyborczej prawicy. Jak się wydaje wyborcza nadwyżka bloku prawicowego może częściowo wynikać z tego, że dla prosocjalnie nastawionych wyborców o poglądach lewicowych osiągnięcia rządów PiS w kwestiach socjalnych okazują się znacznie bardziej przekonujące niż to, co w tych kwestiach uzyskała lewica w ramach demokratycznej koalicji. Wpływa na to zapewne to, że socjalne „zdobycze” PiS miały w większości powszechny lub szeroki zakres (program rodzina 500+ (później 800+); trzynasta i czternasta emerytura, obniżenie wieku emerytalnego, wzrost płacy minimalnej oraz minimalnej stawki godzinowej, wsparcie finansowe dla uczniów na wyprawkę szkolną,. bezpłatne leki dla seniorów (65+) oraz dzieci i młodzieży).
Natomiast prosocjalne osiągnięcia lewicy skierowane były przede wszystkim do wąskich (niszowych) grup społecznych. (Przykładowo: renta wdowia, podwyższenie zasiłku pogrzebowego, podwyżki dla pracowników socjalnych, świadczenia honorowe dla stulatków czy urlopy dla rodziców wcześniaków). Na dodatek prosocjalne inicjatywy lewicy o szerszym lub powszechnym charakterze zostały przez centrowych partnerów demokratycznej koalicji albo osłabione (reforma PIP i zwalczanie zatrudnienia śmieciowego), albo propagandowo przejęte przez inne partie (lewicowe projekty zmian w polityce mieszkaniowej), albo całkowicie zablokowane i pozbawione najważniejszych składników (reforma systemu finansowania opieki zdrowotnej i zmiany w sposobach naliczania składek zdrowotnych).
Oznacz to, że próba ograniczenia przedwyborczej nadwyżki prawicy po pierwsze powinna zostać skierowana do tej części jej wyborców, którzy tak naprawdę mają poglądy lewicowe. Aby skłonić ich do zmiany preferencji wyborczych należy jednak przekonać ich zarówno o tym, że w ramach koalicji demokratycznej lewica jest zdolna do realizacji prospołecznego programu socjalnego, jak i o tym, że dawne działania prawicy były źle ukierunkowane i nieskuteczne w rozwiązywaniu problemów społecznych oraz, że w przyszłości, wobec znaczenia na prawicy partii nacjonalistycznych i skrajnie ideologicznych, kwestie socjalne zejdą na dalszy plan i tak naprawdę palące problemy społeczeństwa nie zostaną rozwiązane. Przy tym, o ile drugi ze wskazanych tu kierunków oddziaływania znajduje przynajmniej deklaratywne poparcie całego obozu demokratycznego, o tyle pozytywny, prospołeczny program lewicy jest przez KO spychany na daleki plan a przez samą lewicę osłabiany i łagodzony pod presją przekonania, że lepiej zrealizować choćby małą część własnych postulatów (Nowa Lewica) niż w walce o własne postulaty wyłączyć się lub szantażować koalicję rządową (Razem). W rezultacie szanse lewicy na przejęcie głosów prawicowych wyborców o lewicowych poglądach są w obecnym stanie rzeczy minimalne.
Prowadzi to do wniosku, że aby lewica mogła stać się kołem ratunkowym demokratycznej koalicji, w najbliższej kampanii wyborczej należy:
- Wzmocnić i zradykalizować społeczny program lewicy skierowany do możliwie szerokich grup społecznych. Jak się wydaje powinien on zostać skierowany przede wszystkim na systemowe rozwiązanie problemów opieki zdrowotnej, walkę z wykluczeniem komunikacyjnym prowincji, wprowadzenie sprawiedliwego (faktycznie progresywnego) systemu podatków i obciążeń na rzecz państwa, rozszerzenie i pogłębienie prospołeczej polityki mieszkaniowej oraz stworzenie spójnego i wewnętrznie skoordynowanego systemu walki z ubóstwem i wykluczeniem społecznym.
- Przekonać wyborców o sprawczej roli lewicy w ramach demokratycznej koalicji. Wstępnym warunkiem jest tutaj skonsolidowanie całej lewicy w ramach jednej listy wyborczej, co wymaga bardziej partnerskiego traktowania partii Razem przez Nową Lewicę. Jednak kluczowe znaczenie będzie tu miał stosunek KO do postulatów i roli lewicy. Przed ostatnimi wyborami D. Tusk zdobył się w ostatniej fazie kampanii na wezwanie do głosowanie także na mniejszych koalicjantów. Także w najbliższych wyborach wsparcie ich prze D. Tuska i KO może istotnie przyczynić do zwycięstwa obozu demokratycznego. Poparcie takie nie może jednak ograniczyć się do ogólnych deklaracji, lecz powinno wskazywać na wartość dodaną jaką demokratycznej koalicji przyniosło uczestnictwo w niej Lewicy, PSL-u i Polski 2050. W miejsce zapisywania postulatów mniejszych koalicjantów na własny rachunek należałoby raczej podkreślać, że ich udział w rządzie umożliwił poszerzenie i wzbogacenie jego osiągnięć oraz stał się źródłem jego lepszego dostosowania do potrzeb społecznych.
W przedstawionych tu rozważaniach pominąłem inne źródła wyborczej nadwyżki prawicy a w szczególności przyciągnięcie przez Konfederację potencjalnie centrowych wyborców, dla których szczególnie atrakcyjne okazują się jej hasła dotyczące obniżenia obciążeń podatkowych i zwiększenia swobody w działaniu małych i średnich przedsiębiorstw. To, czy i pod jakimi warunkami koalicja demokratyczna może przyciągnąć także tych wyborców wymaga jednak odrębnej analizy. Być może w kolejnym tekście.
Janusz J. Tomidajewicz
Em. profesor ekonomii na UEP i w Uniwersytecie Zielonogórskim.
Założyciel Unii Pracy i wieloletni członek jej władz krajowych i regionalnych.
