19.09.2026
Mam nieodparte wrażenie, że nasz świat i nasze życie są na krawędzi. Życie na krawędzi może być ciekawe pod warunkiem, że decyzję o byciu na krawędzi podejmujemy my, że to nasza decyzja, to nasze życie.
To, co dzieje się obecnie na świecie wykracza zdecydowanie poza standard, następuje, a właściwie już nastąpiło całkowite oderwanie ludzi władzy od suwerena, który ich wybrał na określone funkcje oczekując, że wybrani będą działać na rzecz dobra wspólnego. Prezydent Trump na wielkim wiecu w Dallas obiecał, że jeśli jego Partia Republikanów, partia Trumpa, wygra najbliższe wybory połówkowe i tym samym zostanie utrzymana większość dająca prezydentowi komfort władzy, to każdy dorosły Amerykanin dostanie 5 tysięcy dolarów z jednym tylko warunkiem – trzeba będzie wydać je w Stanach.
Prezydent Stanów mówi jak właściciel państwa, a nie jego prezydent, prezydent Stanów publicznie obiecuje łapówkę, gdy w nadchodzących wyborach większość zagłosuje tak jak chce prezydent.
Kupowanie głosów wyborców to znane zjawisko, zawsze gdy wyjdzie na jaw wkraczają odpowiednie służby i zaczyna się postępowanie prokuratorskie zmierzające do postawienia zarzutów i postawienia winnych przed sądem. Co takiego stało się w Stanach Zjednoczonych, że prezydent, na wiecu, publicznie składa taką propozycję wszystkim obywatelom i nie robi z tego tajemnicy, a nawet przeciwnie – dba, by jego propozycja była słyszalna wszędzie, w całym kraju, a nawet na całym świecie.
Donald Trump prowadzi obecnie wojnę z Iranem, wojnę która wywołała globalny kryzys na rynku paliw i której końca nie widać, zajmując się głównie budową sali balowej budowanej w miejsce wyburzonego skrzydła Białego Domu. To kolejny dowód na jego niezrównoważenie psychiczne, a nawet poważną chorobę – widzi to świat, ale czy widzą to Amerykanie. Odpowiedź na to pytanie zawarta będzie w wyniku wyborów połówkowych, które już za kilka tygodni.
Jeżeli tak się dzieje w Stanach Zjednoczonych, kraju będącym kolebka demokracji i ważnym ogniwem wszystkich struktur demokratycznego świata, to co sobie pomyślą inni liderzy, którzy nie mając demokratycznej legitymacji, rządzą terrorem i korupcją. Przykład idący z Ameryki to wiatr w żagle dla Putina, który właśnie rozpoczyna przygotowania do wyborów do Dumy i zamierza dokonać wymiany obecnych posłów na nowych, jeszcze bardziej wiernych wodzowi.
Donald Trump od początku swojej drugiej kadencji wielokrotnie mówił i robił rzeczy wskazujące na jego niedyspozycje psychiczne, a nawet chorobę. Dwukrotnie zespół najlepszych lekarzy stawiał diagnozę o stanie jego zdrowia, dwukrotnie Trump i jego administracja to ignorowały.
Pytam – jak długo jeszcze szaleniec będzie rządził tak dużym i ważnym z punktu bezpieczeństwa międzynarodowego krajem, jakim są Stany Zjednoczone AP ?
Co musi się stać aby Amerykanie się przebudzili ?
Stany Zjednoczone są daleko, Rosja jest tuż za naszą granicą. Rosją rządzi dyktator, jego legitymacją do władzy jest terror i strach. Szansa na jego odejście jest tylko biologiczna, ale i to może jeszcze potrwać, zwłaszcza gdy i Putin i Xi planują żyć wiecznie, poza ludzkie standardy. Jeżeli jest tak, że tacy ludzie, mający taką władzę, planują przedłużyć swoją władzę przedłużając swoje życie, to jesteśmy w nowej rzeczywistości. Jeżeli tak wiele, a właściwie wszystko, zależy od jednego człowieka, od tego jak widzi on swoją rolę w wielkiej polityce od której zależą losy miliardów, to mamy powrót do przeszłości, kiedy władza króla – pomazańca bożego była niezależna od ludu i to królowie i cesarze decydowali o pokoju czy wojnie. Teraz władza jednostek pochodzi z wyboru, albo jest dyktaturą narzuconą siłą, dyktator nie ma legitymacji do sprawowania władzy, ma aparat ucisku i przemocy terroryzujący ludzi żyjących w dyktaturze.
Wniosek jest jeden – władza w rękach jednego człowieka, bez względu na to czy uzyskana w wyborach, czy zdobyta siłą to zagrożenie dla świata. To musi się zmienić albo świat zginie a my z nim.
To przykłady ze świata, a co w naszym kraju, co w Polsce?
W Polsce nadal działa duopol, rządzi albo Tusk albo Kaczyński w różnych koalicjach. Słabnąca pozycja Kaczyńskiego związana jest również z jego kondycją zdrowotną będącą funkcją wieku. Patrząc na jego sylwetkę, na to co i jak mówi prezes, trudno sobie wyobrazić kolejne cztery lata jego rządów – zdrowie mu na to nie pozwoli.
Może to dobry moment by wpisać w ordynację wyborczą, w której mamy zapisy mówiące o tym ile trzeba mieć lat, by kandydować na posła czy prezydenta również zapisy mówiące o górnej granicy wieku. Mamy w ordynacji wyborczej określoną dolną granicę wieku, i bardzo słusznie, nie chciałbym żyć w kraju, w którym prezydentem byłby 18 latek.
Skoro mamy dolną granicę, to pytam dlaczego nie ma górnej, dlaczego nie zapisaliśmy na przykład tego, że po przekroczeniu 75 lat nie można startować w wyborach do Parlamentu, czy wyborach na urząd prezydenta. Taki zapis uniemożliwiający start w wyborach nie oznacza tego, że seniorzy nie mogliby być powoływani do różnych organów doradczych w całym systemie władzy państwowej.
Funkcje doradcze – tak, władza – nie.
To, co powyżej, dotyczy zapisów prawa. Bieżąca chwila dostarcza wielu jeszcze innych przykładów świadczących o naszym życiu na krawędzi, krawędzi pokoju lub wojny. Od kilku lat trwa gorąca, okrutna wojna, którą Putin zgotował Ukrainie. W planach Putina wojna miała się skończyć po kilku dniach, prezydent Zełenski miał zginąć lub uciec z kraju, a Putin wtedy zainstalowałby „swojego człowieka” jako prezydenta i Ukraina byłaby jak Białoruś Łukaszenki albo jeszcze lepiej.
Tak się nie stało, prezydent Zełenski nie uciekł, Ukraina się nie poddała a Rosja nie zdobyła Ukrainy. W piątym roku wojny sytuacja jest nadal niejasna, Ukraina wspierana przez wszystkie kraje europejskie walczy, jej armia stała się najsilniejszą armią w Europie, Ukraina jest liderem nowych technologii w produkcji dronów, linia frontu nie pokazuje tego, że Rosja zwycięża. Wojna stała się wojną totalną, wojną na wyniszczenie – to dlatego Putin przed zbliżającą się zimą konsekwentnie niszczy wszystkie elektrownie, a nawet stacje benzynowe. Ta zima, a zimy na Ukrainie potrafią być srogie, ma zmienić życie Ukraińców w taki koszmar, by ludzie powiedzieli – to niech już będą Rosjanie byle było ciepło…
Polska, jako kraj przygraniczny coraz częściej doświadcza ataków rosyjskich dronów i rakiet. Formalnie nie jesteśmy w stanie wojny, ale mieszkańcy województw wschodnich coraz częściej otrzymują powiadomienia o niebezpieczeństwie i słyszą syreny alarmowe. Nie ma wojny, ale jest wojna, wojna hybrydowa. To jest życie na krawędzi, na krawędzi pokoju i wojny.
Czy jesteśmy na to przygotowani jako państwo i jako jego obywatele ?
Obawiam się, że chyba jednak nie i powtórzą się znane z historii obrazki chaosu i bałaganu, który zawsze towarzyszy ludziom w takich chwilach.
To tylko kilka przykładów, które mogą świadczyć, ze żyjemy na krawędzi. Życie na krawędzi oznacza, że wzrasta niepewność, niepewność co do przyszłości, niepewności która wpływa na nasze decyzje. Życie w niepewności musi skutkować i skutkuje rosnącym chaosem, następują zmiany w hierarchiach ważności, które wpływają na nasze decyzje. Coraz bardziej powszechne staje się przekonanie, że to nie my kształtujemy swoje życie, to jakie ono jest i będzie zależy od innych, od innych ludzi i struktur i instytucji, na które nasz wpływ jest praktycznie żaden.
Kolejnym przykładem tego procesu, alienacji struktur państwa i jego instytucji jest rosnąca rola algorytmów i narzędzi które wytworzyła AI, praktycznie wszędzie możemy obserwować nowe zjawiska i procesy w których ludzie są tylko tłem dla tego świata algorytmów. A to, że są one nadal narzędziem w rękach tych kilkunastu najbogatszych, dysponujących niewyobrażalnymi kwotami, takimi pieniędzmi za które można kupić każdego i wszystko, stwarza jeszcze większe zagrożenie dla świata.
Rozwój AI jest nie do zatrzymania, wizja katastrofy globalnej jaką mają właściciele tych największych firm tworzących coraz to nowe narzędzia i algorytmy przejmujące władzę nad ludźmi wyraża się choćby w tym, jakie mają plany ewakuacji dla siebie i swoich najbliższych tworząc gdzieś tam, na obrzeżach świata swoje rezydencje budowane jak twierdze. To jest wizja zagłady świata, jaki znamy i otwarcie nowego rozdziału, dla Elona Maska to jest nawet plan wyjścia poza Ziemię, na jedną z planet naszego układu słonecznego.
I to jest przekroczenie ziemskiej krawędzi, inwestycje planowane dla jednostek, gdy cała reszta, te prawie dziewięć miliardów ludzi, ma zostać unicestwiona.
Takie są nasze perspektywy, a właściwie ich brak. Jesteśmy na krawędzi i musi nastąpić przebudzenie, musi powstać ruch społeczny przekraczający wszystkie bariery kulturowe, językowe i polityczne w którym ludzie, w trosce o własne przetrwanie dokonają wielkiej zmiany, zmiany wszystkiego.

Zbigniew Szczypiński
Polski socjolog i polityk. Założyciel i wieloletni prezes Stowarzyszenia Strażników Pamięci Stoczni Gdańskiej.

Pan Szczypiński dotyka kilku realnych problemów, ale potem tak bardzo chce udowodnić, że świat stoi nad przepaścią, iż zaczyna podstawiać pod tezę wszystko, co akurat znajdzie pod ręką. W efekcie dostajemy nie analizę, lecz strumień katastroficznych skojarzeń.
Widzi kilka prawdziwych problemów. Tyle że zamiast je rozebrać na części, wiąże je razem sznurkiem, dopisuje „KONIEC ŚWIATA” i nazywa diagnozą.