Jesienią 1853 r. konfrontacja zbrojna była już pewna. Po jednej stronie okopała się Rosja, po drugiej Francja, Anglia i Turcja, krajom tym sprzyjała również Austria. Tak więc po raz pierwszy od Kongresu Wiedeńskiego 1815 r. zachwiał się sojusz mocarstw, który przez prawie 40 lat utrzymywał w Europie przyjazną polityczną równowagę między wielkimi tego świata. Kongres „uprawomocnił” rozbiory, potwierdził los Polaków jako narodu bez własnego państwa. Napomknijmy, że nie tak dawno Putin podzielił się swoimi pragnieniami powrotu do ustaleń mocarstw z 1815 r. i do Jałty 1945 r. Wówczas – jego zdaniem – Europa pozbyłaby się dziś wszelkich kłopotów.
Gdy pojawiły się pęknięcia wśród rządzących Europą, polscy politycy dostrzegli w tym szansę, przewodził im twórca słynnego Hôtelu Lambert, książę Adam Czartoryski, wówczas już 83-letni starzec. Wysłał do Turcji weterana powstania listopadowego i Wiosny Ludów Michała Czajkowskiego, aby utworzył tam polski legion. Wyjątkowo aktywna była grupa demokratów z paryskiego Koła Polskiego, finansowana przez Ksawerego Branickiego. Jednak jakiekolwiek plany nie można było zrealizować bez ożywienia serc i umysłów Polaków. Do tego zaś nikt lepiej się nie nadawał od Adama Mickiewicza. Jemu zatem należało powierzyć duchowe dowództwo nad legionami. Jego błogosławieństwa potrzebowano. Nie znał się na wojaczce. Ale znał polskie serca.
Najpierw, z niewielkim skutkiem, Wieszcz przystąpił do godzenia zwaśnionych stron w gronie emigracji. Wołał do kłócących się rodaków: Nie ma czasu na kłótnie, jeno każdy róbmy, co umie. Choć sam sprzyjał przede wszystkim demokratom i krytykował zarówno Adama Czartoryskiego, jak i zwaśnionego z sędziwym księciem Władysława Zamoyskiego, szukał wspólnej linii działania. Gdy demokraci w sporach o przywództwo przegrali, poeta został pośrednikiem księcia Adama. Uznał, że przy jego boku będzie mógł najskuteczniej służyć idei odrodzenia Polski. I tak doszło do decyzji wyjazdu na Krym.
Poprzedziły ją dyskusje w gronie emigracji. Nie brakło głosów (Tytus Działyński z zaboru pruskiego), aby w nadchodzącej wojnie krymskiej poprzeć Rosję, być może – twierdził – łatwiej Polakom będzie dogadać się z Rosjanami, wszak to Słowianie, aniżeli służyć Anglikom i Francuzom, którzy nie raz dawali wyraz obojętności dla polskich spraw. Mickiewicz nie miał złudzeń. Z Rosją – wykładał swoją koncepcję – można z pewnością wspólnie ruszyć na wrogie Niemcy, ale pod jednym warunkiem. Sojusz z nią musiałby się opierać na przyznaniu Polakom prawa do jestestwa, bycia, życia narodowego polskiego.
Decyzja wyjazdu na Krym zapadła, aczkolwiek Francuzi sprawę traktowali co najmniej z przymrużeniem oka, zwlekali z przyznaniem poecie wizy. A czas naglił. Wszak miał zostać ojcem chrzestnym polskich legionów na Krymie. Które ruszą przeciwko Moskalom. Które u boku wojsk sprzymierzonych utorują im drogę do kraju. Zapał Mickiewicza do działania był tak głośny, że w końcu sam cesarz Napoleon III zajął się sprawą. Z przyczyn dyplomatycznych – Mickiewicz nie miał francuskiego obywatelstwa – nie można było ujawnić celu wyjazdu poety.
Akurat w dzień jego wyjazdu z Paryża, po krwawych walkach, toczonych przez okrągły rok, wojska francuskie i angielskie zdobyły Sewastopol. Dziewięć dni trwającą podróż – najpierw trakcją kolejową z Paryża do Lyonu, następnie powozem do Marsylii, wreszcie okrętem przez Morze Śródziemne do Stambułu – zniósł wyśmienicie. Zaskoczyła go uprzejmość tubylców i zachowanie handlarzy, którzy nie byli natrętni i dlatego – jak pisał w jednym z listów – po raz pierwszy w życiu miałem ochotę czynić zakupy. Nie miał jednak wiele czasu na zwiedzanie ani Stambułu, ani Konstantynopola. Odwiedzali go tłumnie nie tylko rodacy, zabiegali o jego względy przede wszystkim dyplomaci brytyjscy, rozmowy z nimi skwitował krótko: Anglia nie chce nic uczynić i nie uczyni niczego dla Polski. Wszak przyjechał na Krym po to, aby za udział legionów polskich w wojnie z Moskwą, uzyskać zapewnienie pomocy w odrodzeniu Polski. Swoim zwyczajem Zachód niczego nie chciał nawet obiecać.
Półwysep krymski w swojej wielowiekowej historii podbijali i zamieszkiwali Scytowie, Kimerowie, Sarmaci, Ostrogoci, plemiona tureckie, w czasach starożytnych docierali tu Rzymianie i Grecy, nawet dziś u mieszkających na półwyspie Tatarów krymskich widać na twarzach greckie rysy. Bogata, różnorodna jest mozaika kulturowa tej ziemi. Wyróżnia ją jedno. Rosjanie występowali w roli agresora.
Nie jest wcale tak, jak mało dowcipnie starał się zabłyszczeć na jednej z konferencji prasowych szef rosyjskiej dyplomacji Ławrow, stwierdzając, że Rosji jest bliżej do Krymu, niż Wielkiej Brytanii do Falklandów. Jeśli miał na myśli mile czy kilometry, to miał rację. Pod każdym innym względem Kreml wobec Krymu występował zawsze w roli napastnika. Bynajmniej nie znaczy to, że z Krymu nie ruszały na Rosję hordy tatarskie. Przełomowy był rok 1453, gdy Turcy osmańscy zdobyli Konstantynopol. Moskwa znalazła się w klinczu, gdy Turcy zawarli sojusz z naszym królem Kazimierzem Jagiellończykiem. Rosjanie stracili bowiem dostęp do morza.
Sytuację zmieniły ataki Rosji w 1686 i 1687 r. Kilka lat później car Piotr I zbudował pierwszy port rosyjski. Dzieła podboju dokonała caryca Katarzyna II. Wkroczyła na Krym i go zaanektowała mniej więcej w tym samym czasie, gdy doprowadziła do rozbioru Rzeczpospolitej. Jej manewr w odniesieniu do półwyspu niejako powielił Putin. Namiestnik carycy Potiomkin wymordował 30 tysięcy Tatarów. Co stanie się z Tatarami krymskimi, którzy solidarnie zbojkotowali putinowskie referendum?
W 1920 r. czekiści wymordowali prawie 70 tysięcy Tatarów. W ramach stalinowskiej czystki z rąk NKWD zginęło 280 tys. Tatarów. Obecnie na Krymie żyje 12 tys. Tatarów, nie brak wśród nich noszących polskie nazwiska. To być może dawni potomkowie Polaków branych w jasyr.
Po sukcesach militarnych cara Piotra I i Katarzyny II przyszła klęska. Wojna krymska (1853-1856) obnażyła słabość Rosji. Po przegranej wojnie musiała odstąpić południową część Besarabii Turcji, która utrzymała protektorat nad Mołdawią, Wołoszczyzną i Serbią. Morze Czarne ogłoszone zostało jako neutralne, czyli otwarte dla wszystkich flot, a ponadto mocarstwa zachodnie przejęły opiekę nad całą ludnością chrześcijańską w imperium tureckim. Mickiewiczowskie legiony zapisały się w historii jako bohaterski udział Polaków w zwycięstwie, jednak bez osiągnięcia upragnionego celu. Ani na krok nie zbliżyliśmy się do odzyskania niepodległości.
Poza wojskiem legionowym Mickiewicza, na stworzenie którego wyraził zgodę sułtan, oddziały kozaków osmańskich utworzył Michał Czajkowski (Sadyk Pasza), zaś Władysław Zamoyski – polską Dywizję Kozaków Sułtańskich. W 1855 r. zgłosiła się do służby Józefa Rostkowska. Została podlekarzem przy sztabie Dywizji Kozaków Sułtańskich.
Mickiewicz najlepiej czuł się w towarzystwie Michała Czajkowskiego. Były tego dwa powody. Podległy Czajkowskiemu pułk kozaków nieregularnych odmówił poddaniu się dowódcom brytyjskim. Wieszcza rozrzewniła szlachetność, rycerskość pułku. Nie chcieli bowiem – jak to ujął poeta – zostać najemnikami angielskimi. Drugi powód był poważniejszy. Otóż pod Czajkowskim służyło 200 ochotników żydowskich, przeważnie dezerterów z armii rosyjskiej. Mickiewicz wpadł na pomysł, aby niezależnie od legionu polskiego, stworzyć legion żydowski. Obudził się w nim, w poecie – pisze w znakomitej, wydanej niedawno, liczącej 700 stronic biografii Mickiewicza, amerykański uczony polskiego pochodzenia Roman Koropeckyj – a może i Żyd, dla którego emancypacja polskich Żydów była czymś najważniejszym, który głosił, że bez wyzwolenia Żydów i rozwoju ducha Polska powstać nie może. Michał Czajkowski, teraz już przyjaciel Wieszcza, zareagował na jego pomysł, pisząc w liście do żony, nieco humorystycznie: to będzie dziwoląg niesłychany widzieć Żydów zbrojnych w parze z kozakami pod komendą szlachcica polskiego.
Mickiewicz czas spędzał wśród żołnierzy, w obozie wojskowym w Burgas. Jednak dla poety (lat 57) warunki obozowe stawały się coraz trudniejsze do wytrzymania. Prażące słońce, codziennie wiele godzin jazdy na koniu, wilgotne noce, na obiad bezustannie kapusta z sarniną – wszystko to zaczęło się odbijać na zdrowiu. Był jednak uniesiony sytuacją. Porywała go myśl walki o Polskę z Rosją na Krymie. Sił jednak coraz bardziej zaczęło mu brakować.
Po przyjeździe do Stambułu poczuł się jeszcze gorzej. Jedzenie było marne. Chleb byle jaki. Woda brudna. Kiepskie, kwaśnie wino, a przecież pił go od lat, każdego dnia co najmniej pół butelki. Ale to było w Paryżu. Jednocześnie odpisywał na licznie listy, nadal słał petycje o powołanie do życia legionu żydowskiego, każdego dnia przychodzono do niego z różnymi sprawami do załatwienia, wysyłał raporty do Paryża o przebiegu działań, no i wdała się dezynteria. I o dziwo! Oto absurdalny, wydawać się mogło, pomysł utworzenia legionu żydowskiego zaczynał nabierać rumieńców. Przekonał się do pomysłu Czajkowski oraz tureckie ministerstwo wojny.
Nagle pogoda w Stambule zrobiła się brzydka. Ostatnie dni listopada roku 1855. Najchętniej czas spędzał z Emilem Bednarczykiem – weteranem powstania listopadowego. Wieszcz widział go jako dowódcę legionu żydowskiego. Ten nie odchodził od łóżka poety. Koropeckyj w biografii Mickiewicza pisze: poeta umarł z powodu infekcji wywołanej przez bakterie obecne w wodzie lub pożywieni…. odszedł jak jego ulubiony Byron. Wieszcz nie dożył do klęski Rosji w wojnie krymskiej. Sprawa polska nie stanęła na forum powojennego traktatu pokojowego na kongresie w Paryżu w1856 r. W marcu 2014 r. Krym został zaanektowany przez Kreml Putina.



Polecam pamiętniki Władysława Mickiewicza, syna Adama. Większość życia spędził w Paryżu, ale raz wybrał się na teren zaboru rosyjskiego. Te rozdziały są znakomite, prawdziwie reporterskie relacje. Szokujące jak obserwacje Rosji sprzed 150 lat są aktualne do dziś. Z tą różnicą, że wówczas Rosja była rządzona przez może arogancką ale nieźle wykształconą arystokrację, a dziś przez cwanych prymitywów wychowanych przez KGB. 75 lat komunizmu w ZSRR to była straszna choroba społeczna, w jej konsekwencji zamiast przejść z komunizmu do demokracji nastąpiła droga z komunizmu do faszyzmu z pełnym spektrum agresywnej , nacjonalistycznej histerii.
Pozdrawiam
MaSZ
MaSZ: wtedy rozpoznawana jeszcze jako „arogancja”, dziś nazywana prozaiczniej. Chociaż chodzi o dokładnie to samo.
.
Ale ta megalomania wielu głośnych, bo pewnie wiecznie podpitych Rosjan ich kiedyś zabije – ustali oni bowiem w nauce czegokolwiek, uważając, że posiadając dźwignię atomową – nic nie muszą, wszystko im się należy, bo są po prostu Wielcy, a zawsze też się inni znajdą, którzy z nimi razem pociągną. Bo Anglicy po cichu pociągnęli (Radek Story), a Francuzi pod Hollandem się cały czas wahają.
.
Autoekspansywna, samoostrząca się w konfliktach mutacja świętej Rosji cierpiącej niezwykłe zagrożenia, ucisk i nędzę – stara socjologia w wydaniu putinskoj neokomuno-doktryny uwalniającej pod spodziewanymi sankcjami Zachodu desperackie zrywy komunardów z tym histerycznie nacjonalistycznym, mocno faszyzującym drenażem mózgów – nastawiona jest w całej objętości koniecznie powstających po jej zastosowaniu skutków – wyłącznie na ekspansję nazewnętrzną, wylew.
.
Wzbudzenie zbiorowej woli oporu, gdy „naród ginie”, można tresurą medialną wyłaskotać faktycznie na dowolną chwilę: tak ogłupieni, oszukani i zdesperowani – pójdą przez każdy ogień. No, i tu się doradcy WWP bardzo mylą w ocenie szans powodzenia.
.
Utrzymywanie pro-wojennego klimatu medialnego sprzyjającego takiej „nowej hodowli prawdziwych rosyjskich neokomunistów – bohaterów” dla czasów pokojowych byłoby zupełnie zbędne.
.
Że też tym naiwnym Amerykanom nie ma kto o tym powiedzieć.
@de morski
Obawiam się, że myli się Pan sądząc, że jest realna alternatywa wobec nowej zimnej wojny. Rosja wkroczyła już w spiralę totalitaryzmu (moim zdaniem putinizm to klasyczny system faszystowski w wydaniu rosyjskim), która może prowadzić do coraz drastyczniejszych decyzji. Nie ma innego wyjścia jak zatrzymanie tej destrukcji. Teraz. Ta świadomość rośnie na Zachodzie, choć naturalnie daleko do jednomyślności.
Pozdrawiam
MaSZ
MaSZ: Aaaa, rzadkie podwójne nieporozumienie: skąd, u licha Pańskie przekonanie o bipolarnym – zaledwie – wyborze opcji u mnie, i że ja sądzę, że da się zimnej wojny uniknąć na rzecz czegoś bardziej łagodnego??!.
.
Coś takiego. Nie da się. Ja myślę, że jedziemy w gorsze i że zimnej wojny nie starczy, że konflikty na obecnym stadium są już pogrupowane na zimno-, tajnomilitarnie-, tajnoekonomicznie aktywujące różne grupy działania i oddziaływania, przygotowujące pole do różnie gorących faz ewentualnie eskalacyjnych. Pociąg ruszył.
.
Nieudany reset USA wynikał z innych, nagłych przesłanek które na SO opisywałem jako kontynentalną zdradę stanu.
Ciekawa historia. I szkoda wieszcza. Polska musiała jeszcze czekać ponad 60 lat na odzyskanie niepodległości. A w międzyczasie germanizacja i rusyfikacja narodu, powstanie i zsyłki. No cóż, nie wiele się jak widać zmieniło. Kto ma pięści, ten się może rozpychać nadal. A co do Krymu, to pewnie na razie stracony. Nie ma tam nikogo, kto by mógł go bronić dla Ukrainy. Ukraińcy ewentualnie mogą go odzyskać z czasem po dobroci, jeśli koła fortuny się odmienią. Bo i na to zapewne niezadługo przyjdzie pora.
Rasistowska polityka Rosji przesiedlania swoich ludzi na cudze tereny odgrywa tu właśnie swoją rolę. Spore mniejszości są w byłych przybałtyckich republikach, Litwie, Łotwie i Estonii. Ciekawe czy i im zechce się wracać do obskurnej macierzy. Rosjanie zgarneli i zdewastowali szmat Finlandii… A teraz wschodnia Ukraina i Zadniestrze na celowniku…
@MaSZ , popełnia pan błąd pychy i uproszczeń. Królestwo Polskie nie było rządzone przez rosyjska arystokrację, tylko przez urzędników gorszego sortu, którzy traktowali przyjazd do Warszawy jako zsyłkę. Poza pierwszymi z czasów Katarzyny II.
A jeśli „cwane prymitywy z KGB” są w stanie ograć jak smarkacza świetnie wykształconego Obamę, to może jednak wykształcenie niewiele daje w polityce?
Napoleon mówił, że nie wolno nie doceniać przeciwnika.
No, a przecież północnokoreańscy dyktatorzy kształcili się w Szwajcarii. Tak źle tam kształcą?
Do Autora: Tatarzy noszący „polskobrzmiące” (cokolwiek to znaczy) nazwiska nie są potomkami Polaków wziętych w jasyr.
Jerzy Klechta:
Nie wykluczam, że Tatarzy krymscy nie brali w jasyr Polaków. Dlatego zastrzegłem się, że być może niektórzy z dzisiejszych Tatarów krymskich z polsko brzmiącymi nazwiskami, jako mieszkańcy Rzeczpospolitej przed laty zostali wzięci w jasyr. Moje przypuszczenie nie jest wzięte z sufitu. Ordy docierały na tereny polskie trzema szlakami, które ustalały się od powstania Chanatu Krymskiego do XVII wieku.1 – Szlak wołoski. Tatarzy krymscy przekraczali Dniestr poniżej Tehinii i z Budziaku podążali pomiędzy Prutem i Dniestrem przez Mołdawię (Besarabię), koło Śniatynia wkraczali na Pokucie i dalej poprzez ziemię halicką kierowali się w stronę Lwowa i Buczacza. 2 – Szlak czarny. Biegł z Krymu przez Tawań między dorzeczem Dniepru i Bohu od górnego Ingułu na północ przez Wyżynę Naddnieprzańską, na wysokości Korsunia rozdzielał się w stronę Kijowa oraz poprzez północną Bracławszczyznę na wołyński Zbaraż. 3 -Szlak kuczmański. Odłączał się od szlaku czarnego u tak zwanych Martwych Wód , biegł pomiędzy Bohem i Dniestrem przez województwo bracławskie do rzeki Rów (gdzie znajdowało się uroczysko Kuczmań), a dalej na Podole w stronę Baru, gdzie skręcał na północny zachód i łączył się znowu ze szlakiem czarnym w okolicach Zbaraża. Zatem więc być może podczas tak bogatych wypraw zdarzyło się wzięcie tego i owego naszego rodaka w jasyr, być może. Najważniejsze jest co innego. To, że Tatarzy krymscy zachowali tak dzielną postawę podczas agresji Putina na Krym. Pewnie za to boleśnie zapłacą. A już całkiem na marginesie napomknę, że wśród Polaków znajdujemy wyśmienite postaci z rodowodem tatarskim. Między innymi rzeźbiarkę – Magdalenę Abakanowicz, autora Trylogii i „Krzyżaków”- Henryka Sienkiewicza. Wielu innych. JK
Pisałem o Rosji rządzonej przez arystokratów, czym innym są naturalnie urzędnicy średniego szczebla na terenie KP.
Polityka zagraniczna Obamy to generalnie pasmo niepowodzeń. Dotyczy to nie tylko resetu z Rosją, lecz także prób pogodzenia się z Iranem.szkolne błędy w Syrii itd. W polityce zagranicznej Obama to jeden z najsłabszych prezydentów USA od 100 lat. Nie sądzę jednak, że to jakaś szczególna inteligencja pomogła Rosji, raczej proste i aroganckie chwyty. W awanturze krymskiej nie ma niczego subtelnego w opanowaniu obszaru granicznego, zamieszkiwanego głównie przez Rosjan oraz ze stacjonującymi wojskami rosyjskimi. Prawdziwą sztuką polityki zagranicznej byłoby trzymanie w szachu całej Ukrainy bez organizowania kosztownej wojenki i płacenia za to wysokiej ceny. Prawdziwa sztuka politykinzagranicznej to budowanie skomplikowanych sojuszy, inteligentnych kompromisów, złożonych systemów wspólnych korzyści. To nie jest polityka Rosji.
Zgadzam się, że wykształcenie nie koniecznie jest przepustka do kreowania skutecznej polityki, istotnie Obama jest tego dobrym przykładem.
Pozdrawiam
MaSZ
Jerzy Łukaszewski: popieram Pańskie zdanie w całej rozciągłości. Nasz MaSZ widzi w WWP wcale nie z rozbawionym politowaniem uśmiechniętego przywódcę, w pełni zdolnego i chętnego do funkcjonowania na naszych dojrzale cywilizowanych prawach traktatowych. Jazda WWP na widoczność z czterodniowym okresem decyzyjnym dziś jeszcze nie mieści się w Jego wyobrażeniach.
.
Względność naszej dojrzałości cywilizacyjnej – też nie.
Bednarczyk był dla Mickiwicza w zasadzie „obcą osobą”. Może warto wspomnieć postaci Andre Levy i Hanryka Służalskiego.
@Jerzy Klechta, wszystko możliwe, że tak było. Polacy wzięci w jasyr nie zachowywali nazwisk i nie zakładali raczej rodzin, którym by je przekazywali. Optuję raczej za ta drugą możliwością, która Pan wspomina.
Tatarzy polscy, którzy żeniąc się przybierali polskie nazwiska (bo taki był wymóg od Sobieskiego) znaleźli się później na Krymie. Też wątpię, czy jako jeńcy, gdyż islam zabrania trzymania niewolnika muzułmanina, ale dobrowolnie mogli tam jechać jak najbardziej.
Mizary pełne polskich nazwisk i jednocześnie tatarskich imion mamy w Kryszynianach i pod Sokółką.
Zgadza się, że we współczesnej Polsce mamy potomków Tatarów i nie tylko. Także Karaimów, Ormian (bodaj reż. Kawalerowicz), ale także starowierców z Rosji. Taka już uroda naszej historii.
@MaSZ m no ale Mickiewicz nie wybrał się do Rosji, tylko jak sam pan pisze „na teren zaboru rosyjskiego”, a to nie Rosja. Stąd moja uwaga.
Pamiętniki W. Mickiewicza też czytałem. To powinna być lektura obowiązkowa na wydz. historii i politologii.