kiedy przed laty łamańce ojczystej historii wyrzuciły mnie z PRL, która bardzo już uwierała w biodrach i robiła odciski na mózgu, znalazłem się w świecie, o którym miałem mizerne pojęcie. niemal od początku zauważyłem, że nikt nie wymagał od nikogo patriotycznych deklaracji, więc zwłaszcza ludzie w moim wieku i młodszym ode mnie wieku używali sobie ile wlezie z nieograniczonej niemal wolności słowa i zgromadzeń. według powszechnej niemal opinii, zwłaszcza w środowiskach opiniotwórczych, a więc w literaturze i sztuce, w mediach, na uniwersytetach, a nawet w liceach znalazłem się nie w demokracji, jak głupio przypuszczałem. gdy już poznałem miejscowe narzecze na tyle, bym mógł czytać, zobaczyłem w gazecie artykuł jednego z najpoczytniejszych wówczas pisarzy duńskich klausa rifbjerga.
świetny prozaik, posługujący się bardzo wyrafinowanymi figurami stylistycznymi napisal, że dania jest wasalem stanów zjednoczonych. jeżeli któryś z ludzi na świeczniku nie deklarował się jako marksista, przylepiano mu etykietkę obskuranta, a w najlepszym przypadku buraka, nie rozumiejącego, że w danii (i innych krajach NATO) nie ma żadnej demokracji, a tylko perfidna represyjna tolerancja. okrutna demokratura pozwała na wszystko, po to tylko, by zamydlić ludziom oczy i jeszcze bardziej ich zniewolić. bo przecież widoczne było gołym okiem, że w koreańskiej rzeczpospolitej ludowo-ludowładczej robotnicy masowo uczęszczają do teatru, a w danii nie mogą nawet o tym zamarzyć, bo wystarczy spojrzeć na ceny biletów. książki też są kilkakrotnie droższe niż w albanii. te właśnie dwa kraje były wówczas ideałem, do którego należało równać.
opowiadanie się za demokratycznym państwem było niewybaczalną ślepotą i buractwem. walka z (chytrze zakamuflowanymi) ekscesami tolerancyjnego państwa budowała wspólnotę i nadawała sens życiu. ci którzy w niej nie uczestniczyli, zdychali z nudów…
wyedukowany w ten sposób, słucham z pewnym pobłażaniem bełkotu „niepokornych”, zwolenników teorii zamachu smoleńskiego i fałszowania wyborów. nie dziwię się twierdzeniom, że kościół katolicki jest prześladowany…
kiedy moja córka miała trzy lata, mówiła często: spierz mnie po dupie, uduś mnie, wyrzuć mnie przez okno. gdy to wspominam, widzę przed oczyma polskich cierpiętników demokracji. prezes kaczyński, choć trudno powiedzieć o nim, że jest mądry, ma w sobie sporo sprytu politycznego i znakomicie wyczuwa znudzenie demokracją i potrzebę wspólnego cierpiętnictwa. wyposażony w antenę, która odbiera te nastroje, może udrapować swą chęć wzięcia ludzi za mordę w szaty bojownika o demokrację.
nie rozumiem tylko utyskiwań na to, że podzielił polaków. dlaczego mamy wszyscy być jednakowi, skoro wśród innych nacji jest tyle podziałów i nikt na to nie narzeka? to właśnie taki ton debaty publicznej napędza mu zwolenników.
natan gurfinkiel



Szacunek dla czytelnikow!
A giftiga Jid! – Gurfinkiel w najlepszym gatunku.
*
A poważnie i nudno: Wydaje mi się, że wiele z tego, co nasze zdumione patrzałki rejestrują naokoło wynika ze swoistego, wielokrotnego time slide’u. Co powoduje, że większe lub mniejsze grupy ludzi żyją na tym samym globie, kontynencie, czy nawet w tym samym kraju i mieście w różnych strefach czasowych.
Afryka żyje niewątpliwie gdzieś w czasach europejskich królów Merowingów, Polska cofa się stopniowo do stanu Włoch z lat 50-tych Ubiegłego. Myślę, że powinniśmy wygłówkować jakąś naukową, albo przynajmniej naukawą metodę badania tych napięć granicznych źle zintegrowanych grup w naszych miastach. Arabowie i Turcy w Europie, to oczywistość. Ale te konflikty ostatnio coraz częściej kierują swój rozwścieczony ryj w tę samą stronę. Kilka lat temu Turkom udało się dorwać szefa Komunistycznej Partii Kurdystanu, Oecalana. Następnego dnia Kurdy wdarły się w Berlinie do ambasady… Izraela.