2015-01-21. (Od naszych kanadyjskich przyjaciół z „Gazety„).
Wolność jest przywilejem, skarbem wielkim. Niektórzy walczyli o nią narażając swoje życie. Inni kibicowali. Dzisiaj wolność wydaje się nam czymś oczywistym, bo ją mamy i na co dzień jej doświadczamy.
Ostatnio świat o wolności mówi bardzo dużo. O wolności słowa i prawie do wyrażania własnych poglądów. W jej imię zginęło 17 osób w stolicy kraju, który ma długie tradycje swobodnego wypowiadania swoich sądów i myśli. Francja może mieć wiele wad, ale na pewno stoi w czołówce świata jeśli chodzi o swobodę wypowiedzi.
Ostatnie tragiczne wydarzenia, kiedy uzbrojeni po uszy terroryści zastrzelili członków redakcji satyrycznego pisma Charlie Hebdo, a przy okazji wymierzyli broń w ochraniających gmach policjantów, pojmali i zabili zakładników w paryskim sklepie, to tragedia, która poruszyła cały świat. Na wszystkich kontynentach ludzie różnych kolorów skóry, narodowości i wyznań solidarnie powiedzieli “nie” terroryzmowi, zabijaniu w imię religii. Nie może być zgody na załatwianie konfliktów, różnicy poglądów i światopoglądów w taki sposób.
W proteście przeciwko publikowanych przez francuski magazyn rysunków, reakcją adekwatną byłaby demonstracja przed budynkiem redakcji, pod osłoną nocy namalowanie obraźliwych graffiti na ścianach, ostre ataki w innej prasie. Ale na pewno nie mord.
Paryski atak oznacza, że nie możemy już czuć się bezpieczni, bo obłąkani fundamentaliści potrafią wykonywać swoje wyroki wszędzie. Ważne jest, aby pamiętać, że wykonawcami tej zbrodni nie byli muzułmanie tacy, jacy mieszkają wokoło nas, pracują z nami, jakich widzimy codziennie na ulicach, w urzędach czy sklepach. To nie oni – to fanatycy, którzy z tej samej religii uczynili bezwzględne oręże. Dla nich śmierć nie tylko nie jest niczym tragicznym, ale przeciwnie – jest największą nagrodą, gdyż ginąc jako męczennicy za swoją wiarę – tak to widzą – dostąpią największych łask i nagród po śmierci.
Nie ma żadnych, nawet najbardziej obraźliwych słów czy rysunków, które mogą usprawiedliwić takie reakcje, ale niestety, w dzisiejszym świecie możemy oczekiwać ich coraz więcej.
Czy jesteśmy Charlie? Powinniśmy być, w obronie nie tyle tego, co tworzyli zabici z zimną krwią satyrycy – z tym możemy się nie zgadzać, ale w obronie prawa do wolności wypowiedzi, za którą nikt nie ma prawa “karać” śmiercią. Zabijać nie wolno, chyba że w obronie życia swego lub innego człowieka. Takie powinny być reguły cywilizowanego świata i w bezwzględnej obronie takich właśnie zasad powinniśmy się jednoznacznie wypowiadać.
Nie publikowaliśmy rysunków z Charlie Hebdo. Dlaczego? Z szacunku dla tych, których uczucia one ranią. Jest różnica między ukazywaniem w krzywym zwierciadle ludzi, w tym księży, rabinów, imamów – czemu nie? Satyra ma swoje prawa i pełni rolę obnażania ludzkich wad. Bywa ostra, ma prawo przekraczać granice dobrego smaku. Może szokować i prowokować – taka jej rola. Ale karykatury ludzi są czymś innym niż wulgarne rysunki ukazujące Mahometa, Jezusa czy inną postać czczoną w którejkolwiek z wyznawanych przez ludzi religii. Tak samo nie chciałabym aby w wulgarnych karykaturach pokazywano hinduistycznego boga Wisznu czy boginię Dewi. Takie rysunki obrażają uczucia naszych sąsiadów, kolegów czy członków rodzin. Znamy ich nie tylko z telewizyjnych newsów pokazujących zamieszki w gettach czy z internetowych wpisów sfrustrowanych Europejczyków. Mają twarze, imiona, z ich dziećmi chodzą do szkoły nasze dzieci. Są ich nauczycielami. Naszymi posłami, lekarzami, spikerami w telewizji czy radio. Żyjemy w kraju wielu kultur, a ludzie innych wyznań to nasi rodacy, Kanadyjczycy.
Francja to inny kraj, o zupełnie innym kontekście kulturowym. Poza wizytą w Paryżu, nie znam go bo tam nie mieszkałam przez długie lata, a bez tego nie da się wyrażać ocen.
My nie uważamy rysunków Charlie Hebdo za godne rozpowszechniania. Nie oznacza to jednak, że sądzimy, iż ich tworzenie może być uzasadnieniem bestialstwa, mordu, terroryzmu. Pod tym względem jesteśmy Charlie.
Małgorzata P. Bonikowska
Od redakcji „Studia Opinii”: jak nasi Czytelnicy zapewne spostrzegli, my również niektórych rysunków z „CH” nie reprodukowaliśmy. Nie dlatego, byśmy się obawiali reakcji terrorystów, ani dlatego, byśmy je w jakikolwiek sposób oceniali negatywnie; dlatego wyłącznie, że Czytelnicy „Studia” zapewne tego rodzaju satyry by się tu nie spodziewali (chociaż, prawdę mówiąc, Mirek Malcharek też potrafi doładować po bandzie – no, ale on jest z nami od zawsze i zawsze z nami będzie…) . Nasze stanowisko jest takie: jednoznacznie jesteśmy za absolutną swobodą wypowiedzi i nic nas nie nie jest w tym względzie w stanie zgorszyć. Chodzi tylko o to, by nikogo do niczego nie zmuszać; nie tylko satyryków do „bycia grzecznymi”, ale również Czytelników do oglądania czegoś, czego oglądać nie chcą. Zatem – niechaj będą na rynku obrazoburcze, bezczelne i agresywne pisma, także te złe i głupie; kto ma ochotę – niech je kupi i czyta. Zakazywać takich pism lub je cenzurować jednakże – nie wolno. Naturalnie, nie wolno również reagować na nie agresją fizyczną. Trochę to jest tak, jak z antykoncepcją: jak jej nie chcesz, to jej nie używaj – ale nie zakazuj innym ani nie reaguj na nią agresją…

Nie miałbym nic przeciwko jakimkokolwiek rysunkom w SO. Jeśli są tacy, którzy „tego rodzaju satyry by się tu nie spodziewali”, wystarczyłoby może, żeby obrazki takie zignorowali i ich nie oglądali…
Korzystam z okazji żeby pogratulować pani Alinie Boguszewicz jej znakomitych dowcipnych rysunków (niestety, nie ma możliwości wyrazić swojej oceny przy rysunku tak jak przy artykułach).
@jotbe_x, kwestia gustu.
No i pewnej konsekwencji. Jeśli stanie pan, za przeproszeniem, z opuszczonymi spodniami na rynku, to pana policja zwinie. A za co? Przecież można nie patrzeć, prawda?
Jeśli wchodzi pan tu to pan omija wzrokiem jakieś elementy? Udaje się to panu? No to gratuluję 🙂
@ Jerzy Łukaszewski
Owszem, omijam, ściślej – nie poświęcam im, nieinteresującym mnie elementom, uwagi, pomijam je, dokonuję wyboru. Ale to nie znaczy, że miałbym zgłaszać pretensje, że je napotkałem.
W przestrzeni miejskiej zaś staram się na ogół nie ryzykować i nie odbiegać od tego, co uważane jest za tzw. normę. Policja na argumenty zwykle głucha…
@jotbe_x, proszę się nie gniewać, to był oczywiście żart 🙂
Tyle, że nie zawsze udaje się coś ominąć, szczególnie przy obecnym dość agresywnym marketingu. W saloniku prasowym ma pan wszystko na wierzchu, czy pan chce czy nie chce, bilboardy walą po oczach aż boli, niespodziewana reklama na stronach internetowych czyha itd. Sam jestem dość twardoskóry, ale rozumiem ludzi, którzy mogą odczuwać dyskomfort.