Motto:
Grunt to siła przekonania
(limeryk z pewności siebie wyrazem)
Pan Górnik z samego Brzeszcza
swą wyższość robolom obwieszcza –
tak postępuje, gdyż wierzy
że jemu się więcej należy –
sam Gierek Go przecież rozpieszczał
E.K.
W kontekście ostatnich – zwanych dla elegancji strajkami – awantur górniczych na Śląsku, w przypływie bezradności pomieszanej ze wściekłością postanowiłam przeprowadzić wywiad z zaprzyjaźnionym byłym górnikiem dołowym. Mój rozmówca to „element napływowy”, bo pochodzący z tej części Polski, co to tak trochę na północ i ździebko na zachód od Warszawy. Przepracował na dole w kopalni 12 lat. Po tym tuzinie latek miał dosyć i, w odróżnieniu od tłumów swoich kopalnianych kamratów. Zdecydował się zmienić zarobkowe zajęcie.
Jako człowiek z zewnątrz ma na temat tych, z którymi dawniej pracował, bardzo ciekawe spostrzeżenia. Zgodził się nimi podzielić w tej rozmowie. Zastrzegł jednak, że Jego dane osobowe są tylko do wiadomości redakcji. Zapewne domyślacie się Państwo czemu?…
- Ewa Karbowska: Jak Pan patrzy na protesty górników w kontekście ostatnich wydarzeń na Śląsku? Czy jako były górnik, a więc człowiek doskonale znający uciążliwości pracy na dole, nie sądzi Pan, że roszczenia „ górniczego stanu” są rodem z czasów minionych, które wielu Polaków nazywa minionymi słusznie?
Były Górnik: Zważywszy specyfikę pracy oraz ryzyko z nią związane, na pewno każdy górnik powie , że ta praca powinna mieć specjalne przywileje i słusznie, ale dla czego całe społeczeństwo ma za to płacić. Przecież kolejne już oddłużanie kopalń jest pokrywane ze społecznych pieniędzy.
- E.K.: A karta górnicza? Nie wydaje się Panu reliktem epoki, rozpieszczającego górników, niegdysiejszego pierwszego sekretarza Komitetu Centralnego Polskiej Zjednoczonej Partii Robotniczej, Edwarda Gierka? Czy są jakieś zapisy tego dokumentu, które uważa Pan za przesadzone szczególnie?
B.G.: Od czasu kiedy ja byłem górnikiem KARTĘ GÓRNIKA modyfikowano wielokrotnie. Przyznam, że aktualnych zapisów karty już nie znam. Jedynym dyskusyjnym przywilejem jest czternasta i każda kolejna pensja. Ale te wypłaty otrzymują tylko pracownicy kopalń będących w najlepszej kondycji. Np. Jastrzębskiej Spółki Węglowej.
- E.K.:Czy to „genetyczna” pamięć przewodniczącego SOLIDARNOŚCI, Piotra Dudy, pozwoliły mu, Pańskim zdaniem, na – ocierającą się o groźby karalne – bezczelność pod adresem śląskich posłów Rzeczypospolitej? Mam naturalnie na myśli, słynne już niestety, słowa o tym, że ZNAMY WASZE NAZWISKA, IMIONA I ADRES, IMMUNITET WAM NIE POMOŻE…
B.G.: Taka wypowiedź to, naturalnie populizm i skandal. Mówiłem już jednak, że górnicy to ludzie prości, którymi łatwo manipulować. Szczególnie, gdy płaci im się udział w „ pojechaniu na strajk”.
- E.K.:Znamy się nie od dziś. Pamiętam pewną Pańską opowieść sprzed lat. Wtedy, jako jeszcze młody górnik, opowiadał Pan z przejęciem o tym jak, Pańscy koledzy traktują swoje miejsca i narzędzia pracy. Chodziło o to, że – w Pana ówczesnym odbiorze – tzw „przeciętny górnik”, w chwili gdy na przykład śruba nie wkręca się tam gdzie powinna, zamiast zastanowić się dlaczego tak jest, wali w ww. śrubę młotkiem lub w nią kopie. Chciałabym, aby odniósł się Pan do tej obserwacji dziś i powiedział, czy uważa ją za nadal aktualną?
B.G.: Nikt nie uczył tych ludzi dbałości o warsztat pracy. Stąd też taki ich stosunek do powierzonego mienia. Górnik potrafi dbać, ale – ewentualnie – o swoje w domu. Mam jednak nadzieję, że ta tendencja się zmienia. Wydaje mi się, czy raczej mam nadzieję, że młodzi zaczynają myśleć inaczej.
- E.K.: Nikomu, co oczywiste, nie życzę bezrobocia. Czy jednak nie jest przesadą, trwający od wielu lat, taki stan faktyczny, a wielu momentach także prawny, w którym każdy człowiek w Polsce może stracić pracę, ale nie górnik? Ten zajmuje w naszej rzeczywistości pozycję członka jakiej nietykalnej kasty, kogoś w rodzaju ojczystej Świętej Krowy.
B.G.: Co do Świętych Krów ma Pani oczywiście rację. Nie tylko ludzi w reszcie Polski, ale także ludzi na Śląsku, tych którzy nie są górnikami i ich rodzinami to irytuje. A górnik doskonale zdaje sobie sprawę ze swojej pozycji w robotniczej „elicie” i ze swego znaczenia dla przemysłu. Nieważne, że w jakiejś mierze jest to znaczenie minione. I wykorzystuje to bez skrupułów. Nie tylko w roku wyborczym, ale w nim zwłaszcza. Oczywiste przecież jest, że rozróba w Warszawie, mało, że płatna, to w dodatku mniej ryzykowna od zjazdu na dół.
- E.K.: A przecież także znaleźli się tacy górnicy, którzy postanowili na własną rękę zaradzić grożącemu Im bezrobociu. Chodzi mi o byłą kopalnię SILESIA, dziś prywatne Przedsiębiorstwo Górnicze SILESIA. Tam, jak wiadomo, w obliczu likwidacji zakładu pracy, kilkoro pracowników zawiązało spółkę. Następnie znaleziono inwestora strategicznego i uczyniono z upadłej kopalni rentowną kopalnię. Dlaczego, według Pana, pracownicy zagrożonych obecnie likwidacją kopalń nie myślą nawet o takim rozwiązaniu?
B.G.: To nie pracownicy nie myślą o takim rozwiązaniu tylko kadra która zarabia wielokrotność tego co górnik dołowy a po przejęciu kopalni przez spółkę zarobki trzeba by urealnić, więc robi się różne czarne scenariusze żeby wystraszyć pracowników, którzy tak naprawdę nie wiedzą o co chodzi.
- E.K.: Co Pan sądzi, szczególnie wobec kryzysowej sytuacji ekonomicznej nie tylko w Polsce, ale w całej Europie, o starej górniczej tradycji, że żonie górnika pracować „nie honor”? Nie mówię tu oczywiście o tych, którym naprawdę nie pozwala na to sytuacja rodzinna, zdrowotna, albo wiek. Nie mam także na myśli tych, które pracy znaleźć nie mogą. Myślę jednak o całej pozostałej większości górniczych małżonek.
B.G.: Te czasy minęły bezpowrotnie, teraz jeżeli jest taka okazja to żony górników bardzo chętnie podejmują pracę zarobkową, tego wymaga dziś ekonomia i tradycja choć jest na śląsku dalej kultywowana to z ekonomią przegrywa.
- E.K.:A z drugiej strony wiem, że Pan sam, który przepracował pod Ziemią 12 lat, w chwili zawierania umowy o pracę, miał, o ile się nie mylę(?), pierwotnie gwarantowane, że wszystkie lata przepracowane w kopalni będą się Panu liczyć podwójnie do stażu pracy. Później od tego rozwiązania odstąpiono, zachowując ów emerytalny przywilej tylko dla osób pracujących w górnictwie aż do momentu przejścia na emeryturę. Czy według Pana jest to słuszne?
B.G.: Słusznym jest na pewno liczenie stażu pracy jednego roku za półtora, tego nie zrozumie na pewno nikt kto nie był na dole, co do tego czy należy się ten przywilej byłym górnikom to jest już zupełnie inna kwestia, na pewno wszyscy którzy kiedyś pracowali na dole chcieli by aby ten przywilej pozostał ale….
- E.K.: Ciekawam też, jak odniesie się Pan do okoliczności, w której, we wrażliwości górniczych przywódców związkowych, rządowe „NIE PAJACUJMY”- skierowane do nich – było chamstwem, a górnicze okrzyki „ZŁODZIEJE!!” należało, naturalnie traktować jako przejaw elegancji?
B.G.: Górnicy to w większości prości ludzie i co za tym idzie łatwi do manipulacji. Wszystkie te hasła w momencie zdenerwowania robią wrażenie, ale tak naprawdę to nie wszyscy oni wiedzą o co tak naprawdę w tym wszystkim chodzi, jeżeli przewodniczący coś mówi to jest uznawane za „świętość”. Przytoczę przykład, zatelefonowałem do znajomego z pytaniem gdzie jest, w odpowiedzi usłyszałem, że jadą na strajk ale nie wie gdzie, myśli że na „Warszawę”, rano okazało się, że pojechali do Braniewa blokować rosyjskie pociągi z tanim węglem, lecz jemu było wszystko jedno bo najważniejsze że płacą po 100zł. Za każdy dzień strajku ze związkowej kasy. Tak właśnie wygląda świadomość dzisiejszego prostego górnika.
- E.K.: Dziękując za rozmowę zapytam jeszcze o jedno. Czy oboje powierzymy Pani Premier Ewie Kopacz rolę rodzimej Margaret Thatcher?… Na początek tylko w kwestii problemów polskiego górnictwa węgla kamiennego…
B.G.: I ja dziękuję za życzliwe wysłuchanie. A co do tej roli… No, chyba powierzymy. Nie bardzo przecież mamy inne wyjście.
Postscriptum od autorki
Mam pełną świadomość, że wszystkie z postawionych powyżej pytań, a nawet przytłaczająca większość udzielonych na nie odpowiedzi, brzmią jak pytania i odpowiedzi ze z góry postawioną tezą. Ani ja, ani mój rozmówca, nie mamy zamiaru udawać, że tak nie jest. Jednak owa, powierzona domyślności czytającego, teza z czegoś wynika. Bierze się bowiem z obserwacji, doświadczeń i z dobrem, być może zbyt dobrej, pamięci.
Na zakończenie naszej rozmowy warto może zrelacjonować, wprawdzie tylko przeze mnie zasłyszaną, ale za to, niestety, całkowicie prawdziwą i sprawdzoną historię. Fragment z rozmowy telefonicznej dwóch sąsiadów, gdzieś na Śląsku. Jeden z nich informuje drugiego, że nie może się spotkać z tym drugim, bo właśnie jedzie na strajk. Na pytanie dokąd jedzie odpowiada, że „NIE WIEM”. Trudno chyba o bardziej wymowny komentarz. Oto najdobitniejsza ilustracja tego ile, wbrew pozorom i deklaracjom, jest zwykłej pogardy i manipulacji w traktowaniu zwykłych górników przez, zajmujących ciepłe posadki, działaczy związkowych.
A tak już zupełnie na puentę pomysł… dla Pani Premier Ewy Kopacz. Też nie mój, ale powtarzam za kimś mądrze myślącym. Zdaje się, że mogłoby się opłacić, wszystkim, wydanie broszurki. W niej trzeba by, dokładnie i prostym językiem, opisać założenia proponowanej przez rząd restrukturyzacji kopalń w naszym kraju. To wydawnictwo należałoby następnie dostarczyć pod domowe adresy wszystkich pracujących górników i ich rodzin. Tak, aby zainteresowani mogli zaznajomić się z jego treścią na spokojnie. Bez pośrednictwa… związkowców.
Da Bóg, los, czy to tam kto chce, a może zdarzyć się może , o czym tu już nadmieniałam, tak, że Ewa Kopacz – przynajmniej w sprawie górniczej – stanie się polską Margaret Thatcher?…
Ewa Karbowska



Pracowalem na dole w kopalni. Moja pierwsza praca po szkole, osiem lat. Mialem takich pracownikow jak ten udzielajacy wywiadu, i Slazakow z dziada pradziada. Hajerzy i gorole.
A nie pomyślał Pan, że taki, a nie inny, Jego stosunek do Hajerów ma jednak swoje podstawy? Z tonu Pańskiego komentarza wnoszę, że jednak nie. Cóż, bezkrytyczny zachwyt nad sobą zawsze poprawia samopoczucie.
@ W. Bujak
Plusika mogę dać jednego ale gwiazdek pięć.
Dałem…
Odbieram ten plusik jako akceptację faktu różnorodności poglądów:-).
Autorka sugeruje niemalże naruszenie prawa w umowach o pracę dla górników, jeśli jest naruszenie prawa to pewnie stąd „przywileje” jeśli nie – przestrzeganie prawa jest „przywilejem”.
Akurat naruszenia prawa nie sugerowałam. Najwyżej jego (prawa) 'pobłażliwość nieuzasadnioną”.
no i zdechł pies- nie ma naszej pani „żelaznej damy”.
Jest normalka – wracamy do Państwa robotników i chłopów ( ewentualnie kolejarzy – którzy nie sa ani robotnikami ani chłopami ale im sie tez nalezy}.Trzymam kciuki za niesmiała inteligencję pzacująca która skromnie przypomina że tez może zastrajkować jak sie nauczy obsługiwac kilofy i miotać śruby.I żałuje że sie nie przykładała na WF.
A wystarczyloby napisac, ile kopalniom placa za tone wegla, a za ile jest ona sprzedawana.