Adam Szejnfeld: Polskie miejsce przy stole

szejnfeld2015-02-16.

Ważą się losy Ukrainy. Trzeba jak najszybciej zatrzymać rozlew krwi u naszego wschodniego sąsiada. Nikt nie ma wątpliwości, że porozumienie wynegocjowane w Mińsku jest bardzo kruche. Ale co z tego! Dla niektórych polityków w Polsce dramatyczna sytuacja na Ukrainie to nic innego,  jak tylko kolejny temat, który należy wykorzystać do zaatakowania rządu własnego państwa i zbicia politycznego kapitału! 

Grzmi więc opozycja, że to skandal, że przedstawiciel Polski nie zasiadał przy stole rozmów w Mińsku! Gdzie jest Komorowski?! Gdzie jest Kopacz?! Gdzie jest Tusk?! Nikt z nami się nie liczy! Wszyscy mają w nosie nasze stanowisko!… – słyszymy. Hym… z tego „machania szabelką” wnioskować by można, że to Polska jest supermocarstwem i to Warszawa powinna dyktować Putinowi i Poroszence, gdzie, kiedy i z kim mają się spotykać.

W negocjacjach w Mińsku wzięli udział „tylko” prezydenci Rosji Władimir Putin, Ukrainy Petro Poroszenko, Francji Francoise Hollande oraz kanclerz Niemiec Angela Merkel. Spotkania w ramach „formatu normandzkiego” (nazwa nawiązuje do pierwszego spotkania przywódców w dniu 6 czerwca ub. r. w Normandii, przy okazji uroczystości upamiętniających lądowanie aliantów we Francji w 1944 roku) stworzyły realną szansę choćby na odbudowanie kanałów komunikacji między Kijowem a Moskwą. Czas pokaże, czy rzeczywiście doprowadzą do trwałego zawieszenia broni, zaprzestania rozlewu krwi i zwrotu Ukrainie zagarniętych ziem. Osobiście mam poważne wątpliwości, ale na razie nic nie wskazuje na to, żeby jakikolwiek inny format spotkań mógł być bardziej skuteczny.

Skład mińskich spotkań oczywiście nie jest dowodem nieliczenia się Paryża, czy Berlina z naszym zdaniem. Trzeba bowiem jednocześnie pamiętać, że to także Putin decyduje z kim usiądzie do stołu rozmów. Widzimisię niektórych naszych polityków z opozycji jest tu doprawdy nie na miejscu. Chyba, że wyznawcy tej teorii uważają, iż jeśli Polski przy stole ktoś nie chciał, to Niemcy i Francuzi solidarnie powinni od stołu odejść. A niech tysiące ludzi ginie na wschodzie Ukrainy! A niech agresor szerzy żniwo śmierci! A co nas to obchodzi! Najważniejsze jest miejsce przy stole!

Jeszcze większym absurdem jest oskarżanie polskiej dyplomacji o bezczynność. Warszawa bowiem od początku konfliktu jest aktywna na rzecz jego zakończenia. Niektórzy twierdzą nawet, że zbyt aktywna i dlatego teraz nasi przewoźnicy tracą wschodnie rynki, a rolnicy nie mają gdzie wysyłać swoich płodów. Dość przypomnieć, że polski eksport do Rosji spadł o 14%, a do Ukrainy aż o 27%. Polska jednak popierała i popiera realizację porozumienia na rzecz pokoju. Nasi przywódcy rozmawiają i uzgadniają wspólne stanowisko wolnego świata wobec rosyjskiej agresji na Ukrainę.  Dlatego nasz wschodni sąsiad wie, że może na nas liczyć. Nie możemy jednak zapominać, że nie jesteśmy mocarstwem światowym, które byłoby w stanie wywierać podobną presję na Władimira Putina, jak czynią to USA, Niemcy czy Francja. Skończmy więc wreszcie z tą naszą straszną megalomanią!

Wydaje mi się, że niektórym naprawdę pomyliły się epoki i zapomnieli, że nie jesteśmy już w XVI w., kiedy Rzeczpospolita Obojga Narodów rozciągała się od Morza Bałtyckiego do Morza Czarnego i niewiele istotnych spraw mogło się wydarzyć bez głosu znad Wisły. Czas może, aby otrzeźwić rozgrzane głowy ludzi opozycji i przypomnieć „drobne” różnice na przykład w potencjale, jaki dzieli Polskę i niektóre mocarstwa! Wystarczy popatrzeć na dane i statystyki. Na przykład PKB Polski (517 mld $) jest wielokrotnie niższy niż Wielkiej Brytanii (2.522 mld $), Francji (2.735 $), czy Niemiec (3.635), o Stanach Zjednoczonych nie wspominając (16.800 mld $). Nasze wydatki natomiast na armię to „zaledwie” 9 mld $, tymczasem Francja wydaje – 43 mld $, Niemcy 45 mld $,  Wielka Brytania- 53 mld $, a USA aż 640 mld $. I tak można by dane mnożyć oraz porównywać i inne wskaźniki. Tylko po co? Przecież każdy zdrowo myślący człowiek, pozbawiony kompleksów, musi wiedzieć, że nie ma tu kogo z kim porównywać?!

Stan taki nie oznacza jednak, że jesteśmy zepchnięci na margines. Polska aktywnie uczestniczy w dyskusjach na temat sposobów rozwiązania konfliktu na wschodzie, i to nie tylko na najwyższym, politycznym poziomie. Jest ważnym graczem w Unii Europejskiej także na szczeblu eksperckim, o czym świadczy choćby silna pozycja polskich konsultantów w zakresie  Ukrainy w Brukseli. Współpraca w ramach Unii Europejskiej nie polega bowiem na tym, że przy stole rozmów w Mińsku muszą zasiadać przedstawiciele wszystkich państw. Czy na przykład to, że brytyjski premier David Cameron nie prowadził rozmów w stolicy Białorusi oznacza, że Wielka Brytania jest odsunięta od wpływania na ważne sprawy Wspólnoty?

Robienie przez PiS, i pozostałą część opozycji, szumu wokół braku obecności przedstawicieli Polski przy stole negocjacyjnym w Mińsku ma tylko jeden cel: zdyskredytować polski rząd w roku wyborczym. Brak długofalowego myślenia ze strony niektórych polityków jest więc nie tylko smutny, ale i niebezpieczny. W sprawach zagranicznych bowiem powinno mówić się jednym głosem, a już na pewno, gdy wchodzi w grę bezpieczeństwo narodowe. Tego jednak nasi krewscy politycy zrozumieć nie potrafią. Szkodzą więc, i nam, i interesowi utrzymania pokoju na naszym kontynencie. Rosja bowiem to państwo z arsenałem jądrowym. Ukraińskiego konfliktu nie rozwiąże się więc szybko i łatwo, a już na pewno nie szabelkami. Dzisiaj najważniejsze jest więc zaprzestanie przelewu krwi, a nie to, którzy politycy będą mieli okazję pokazać się w przed kamerami w towarzystwie prezydenta Łukaszenki!

Adam Szejnfeld

Poseł do Parlamentu Europejskiego

Print Friendly, PDF & Email

6 komentarzy

  1. MaSZ 2015-02-16
  2. kuba 2015-02-16
  3. W. Bujak 2015-02-17
  4. bogda35 2015-02-18
  5. slawek 2015-02-18
  6. W. Bujak 2015-02-18
WP Twitter Auto Publish Powered By : XYZScripts.com