natan gurfinkiel: château michnique

natan sepia2015-02-23.
jak już sam tytuł wskazuje,  chciałbym w moim  dzisiejszym przesłaniu do czytelników powiedzieć kilka słów o winie.

mam na myśli napitek, a nie dyskomfort psychiczny, jaki ogarnia co wrażliwszego osobnika płci chłopięcej po  zabiciu żony, niesłusznie posądzanej  o zdradę.

szlachetny ten napitek jest siedliskiem prawdy, którą sam bardzo lubię zgłębiać, osobliwie  tę, co to jest mis en bouteille au château, gdy zamek ma dobrą renomę i rocznik jest odpowiedni.

ale nie sam tylko okręg bordeaux  w słodkiej francji bywa źródłem naszego ukontentowania. latorośl winna kultywowana jest w rozmaitych zakątkach świata, często nawet tam, gdzie najmniej  możnaby się czegoś takiego spodziewać. przekonałem się  o tym kiedyś w asuanie, gdy rozsiadłem się w knajpce na platformie zakotwiczonej u brzegu  i mialem widok na elephant island, wioske nubijska i majaczący w oddali hotel “old cataract”, gdzie przecież  kiedyś  agatha christie, gdzie królfaruk, milionerzy i niebieskie ptaki z całego świata, gdzie kurwy pozowały na damy,  a damy  marzyły  o  tym żeby się skurwić…

kiedy tak kontemplowalem ten widok, przeżywając niepowtarzalny zachód słońca nad nilem, zamarzyłem o łyku wina i dostrzegłem w jadłospisie jakąs nazwę, opatrzoną wyjaśnieniem: egyptian wine.
po pierwszym łyku opróżniłem dyskretnie zawartość kieliszka do rzeki…
podobne emocje miałem kilka lat przed tym w izraelu, kiedy mój wujek poprosił mnie o zrobienie zakupów na śniadanie. w miejscowym sklepiku zafascynowała mnie etykietka na butelce z winem. kupiłem je z nie dajcej się  opanować ciekawości,  bo napój  nazywal się “masada”. wystarczył jeden łyk. bym zrozumial dlaczego obrońcy płaskowyża popełnili zbiorowe samobójstwo…
te podróżniczo-gastronomiczne epizody sprzed lat zajaśniały  mi jak żywe w pamięci,  gdy w niedzielę wieczorem  otworzylem  portal “gazeta.pl“.
nadziałem się w nim na wideo uczące dorosłych prawidłowo wymawiać skomplikowane dla mieszkańca nadwiślańskich stron nazwy na etykietkach  butelek ze szlachetnym trunkiem.
ujrzałem dwóch  komicznie (najłagodniej mówiąc) wygląjących   panów czytających obcojęzyczne napisy – na przyklad chardonnnay. ten z lewej czyta czardonnaj, a ten po prawej z wyrozumiałym uśmieszkiem na twarzy poprawia wymowȩ na szardoné. albo sangiovese… i znów powtarza się szablon, słyszymy więc: sangjowese i sandżjoweze i tak  z kilkunastoma innymi nazwami.
pomyślałem sobie, że inicjatywa kolegów z “gazety.pl” jest najniebotyczniej słuszna, bo nareszcie nie będziemy  pić wina pod błędną i wypaczoną nazwą.
a jeżeli już kogoś stać będzie  na château margaux z rewelacyjnego rocznika  1995, to niech też potrafi uniknąć wywichnięcia dolnej szczęki przy próbie  wyartykułowania nazwy szato margo.
martwi mnie tylko, że ten sposób edukowania społeczeństwa nie ma przed sobą dużych szans na sukces. ludzie, którzy byliby podatni na przyswajanie sobie tej wiedzy (albo  wrȩcz nie muszą  się czegoś takiego uczyć) są przeważnie dumnymi pobieraczmi hojnych świadczeń emerytalnych. więc i tak nie będą mogli zrobić użytku ze swej wiedzy na podorędziu.
kochana pani ministro kluzik-rostkowka, czy nie lepiej byłoby umieszczać etykietki na winie w fonetycznym brzmieniu? czy więc nie wniosłaby pani pod obrady sejmu odpowiedniej poprawki do  ustawy o języku polskim, tak ażeby  jurny narybek narodowy mógł przynajmniej raz do roku przeczytać ze zrozumieniem. że bożole nuwo et ariwe?
a póki co – DUDLA POLOǸ!
natan gurfinkiel
Print Friendly, PDF & Email

11 komentarzy

  1. Alina Kwapisz-Kulinska 2015-02-23
  2. j.Luk 2015-02-23
  3. otoosh 2015-02-24
    • A. Goryński 2015-02-24
  4. Andrzej Gorynski 2015-02-24
  5. j.Luk 2015-02-25
  6. gurnatko 2015-02-25
  7. A. Goryński 2015-02-25
  8. gurnatko 2015-02-25
    • A. Goryński 2015-02-25
  9. m_e_h 2015-02-26
WP Twitter Auto Publish Powered By : XYZScripts.com