Do tej pory tygodniowy dodatek do Rzepy Plus Minus opisywał rzeczywistość polskiego katolicyzmu. Od tego tygodnia (weekend 28-29 02. 2015) powziął ambitny zamysł prorokowania o jego przyszłości. Piórem nieocenionego redaktora Dominika Zdorta wieszczy (choć wieszczenie opatrzone ostrożnym znakiem zapytania) – „Schizma zacznie się w Polsce?”. Skoro nadziei papież Franciszek nie spełnia – pewnikiem doprowadzi do otwartego buntu nad Wisłą i schizma jak nic.
Obawiam się, że to tęsknoty płonne. Nawet jeśli znaków mało, to jednak zdyscyplinowane szeregi katolickiego kleru podporządkują się nowym wytycznym płynącym z Watykanu. I nic na to nie poradzą utyskiwania „katolickich” dziennikarzy skupionych w coraz bardziej radykalizujących się środowisk prawicowych.
W istocie nie mamy do czynienia z kolejną odsłoną konfliktu katolicyzmu otwartego i zamkniętego, tylko z coraz bardziej bezradnym rozglądaniem się za sojusznikiem. Może Bractwo Piusa X?
Tak, to jest dobry kierunek. Podpowiadam zupełnie serio. Ta sekta, która pojawiła się po Soborze Watykańskim II w łonie Kościoła katolickiego zdaje się najpełniej spełniać tęsknoty różnych Terlikowskich, Zdortów i Krzyżaków. Panowie: szkoda czasu na przepowiednie, warto dołączyć do już istniejącej schizmy. Po co wieszczyć nową, skoro mamy już sprawdzoną?
Tam wszelkie obawy zostaną rozwiane, nadzieje spełnione, świat przestanie zagrażać, bo się go tam po prostu nie widzi. No i nerwów człowiek sobie zaoszczędzi. Nie mówiąc już o Czytelnikach Plusa-Minusa, którzy przynajmniej będą wiedzieli z kim mają do czynienia.
W chwili obecnej może bowiem czuć się zdezorientowany. Bo redaktor naczelny Bogusław Chrabota jednak zachęca by Franciszkowi wierzyć, a i nieocenieni księża – jak uśmiechnięty i pogodny jak zawsze ks. Kazimierz Sowa uspokajają, że to tylko nowe formy tego samego, a o. Maciej Zięba pociesza, że przecież nie każdy papież musi się znać na teologii, wystarczy by budził entuzjazm…
Nie mogę sobie odmówić przyjemności przywołania zgrabnej formuły dominikanina, w której skrywa się wszystko, za czym tęskni polski Kościół. Pewność, że Jan Paweł II stworzył solidne podstawy, Benedykt XVI je wzmocnił, a Franciszek je upowszechni, oto sekret papiestwa.
„To jest istota posługi apostolskiej. Dzięki Janowi Pawłowi II i jego wizji filozoficznej, antropologicznej, a także Benedyktowi XVI i jego wielkiej wizji chrystologicznej, teologicznej – mamy zapas przemyśleń i wielkich tekstów na wiele lat. Dziś mniej więc potrzeba nam doktrynalnego nauczania, a bardziej duszpasterza na trudne czasy, który będzie wcielał w życie słowa Chrystusa: „Idźcie i nauczajcie wszystkie narody”, ukaże piękno przemieniającej mocy Dobrej Nowiny. Ten impuls jest ważny, byśmy nie grzęźli w biurokracji, szablonach i nawykach lub z nostalgią nie myśleli o dawnych czasach. Defetyzm i syndrom oblężonej twierdzy niewiele mają wspólnego z Ewangelią”.
A co się stanie jeśli Franciszek będzie szedł własną drogą, również doktrynalną? Jeśli wizja filozoficzna i antropologiczna polskiego papieża okaże się nieaktualna, a teologiczne przemyślenia niemieckiego papieża zostaną odesłane do lamusa historii? Czy w istocie grozi nam schizma?
Nie sądzę. Faktem jest bowiem, że to, co dzieje się w Watykanie ma coraz mniejsze znaczenie dla tego, co się dzieje w Polsce. W tym sensie dziennikarze Plusa-Minusa dobrze oddają nastroje społeczne i religijne swoich współrodaków. To jednak wcale nie zwiększa wartości ich diagnoz.
To myślenie życzeniowe, a więc całkowicie oderwane od religijnego wymiaru katolicyzmu, który rzeczywistość kształtuje i zmienia. Nigdy natomiast jej nie opłakuje. Gdy to robi – traci swój religijny potencjał.
Stanisław Obirek



Świetny pomysł z Bractwem Piusa X! Dobrze byłoby, żeby ci, dla których papież Franciszek jest zbyt liberalny, jednoznacznie się określili i znaleźli dla siebie niszę. Ale oni tego nie zrobią, bo poza instytucjonalnym Kościołem nie chcą i nie mogliby funkcjonować. Zapewne pamiętają przysłowie „dłużej klasztora, niż przeora” i czekają na powrót do „normalności”. A czy papież naprawdę zreformuje Kościół? Po jego ostatniej wypowiedzi na temat tzw. ideologii gender moja wiara w to znacząco się zmniejszyła.
Jedna wielka nisza -srednioweczna jest caly polski KRK….. !!!!!
Przyznam się, że jako zewnętrzny obserwator KRK, mam odczucie, że następuje wewnętrzna erozja obowiązujących doktryn. Pytania mam, na przykład, takie:
– Co to jest piekło według obecnej doktryny KRK?
– Co to jest czyściec?
– Czy anioły i diabły istnieją?
Cisza na te tematy może świadczyć, że KRK przygotowuje nas na jakąś rozpaczliwą (ostatnią?) próbę ulogicznienia swoich nauk.
Dominik Zdort to dziennikarz, którego teksty są wyjatkowo miałkie i słabe intelektualnie, nawet na tle takich „tuzów” katotalibanu jak Terlikowski, Cejrowski czy Ziemkiewicz. Niemniej produkowanie kolejnych szczytów ekstremizmu i nonsensologii warto odnotować. A znane powiedzenie prazzytaczane przez Autora należy odczytać jako „…dłużej klasztora niż sierot po ekstremistycznym KRK.
Problem polega na tym, że o Kościele i katolicyzmie piszą teologiczni analfabeci. Tyg.Pow., Znak i Więź, kiedyś źródło informacji o katolicyzmie stały się niszowe i właściwie nieobecne w przestrzeni medialnej. Jeden o. Ludwik Wiśniewski OP, który zabiera głos jest powszechnie kwestionowany przez „prawdziwych katolików”. Hierarchowie wyczekują, księża się boją, no więc mamy co mamy. A co do pytań hazelharda, to polecam bardzo dobrą książkę wydaną prze WAM kard. Waltera Kaspera, „Kościół katolicki. Istota, rzeczywistość, posłannictwo”. Tam wszystko jest i podjęta przez niego „próbę ulogicznienia swoich nauk” wcale nie jest „rozpaczliwa”. To rzetelna teologia, której prorocy schizmy nie czytają, bo i tak swoje wiedzą.
@O
Dzięki za odnośnik. Przeczytam.
@O
A jednak brak odpowiedzi na proste pytania:
– Co to jest piekło według obecnej doktryny KRK?
– Co to jest czyściec?
– Czy anioły i diabły istnieją?
uważam za nieczysty wykręt. To tak, jakby ktoś mnie spytał, co to jest elektron, a ja bym powiedział, że trzeba książki Feymanna przeczytać.
Nie wiem, czy to ortodoksyjne, ale spróbuję:
piekło – doświadczenie przemożnego bólu w chwili uświadomienia sobie, co straciłem nie kochając Boga (nie jest jasne, czy to jest stan ostateczny, według np. Orygenesa i dzisiaj ks. Wacława Hryniewicza, raczej przejściowy)
czyściec – proces oczyszczenie z tego wszystkiego, co nei pozwala w pełni kochać.
co do aniołów i diabłów – sprawa jest nader złożona, ale jeśli już się przyjęło wiarę w Boga to i te bytu pośrednie (pomagające w zbliżeniu lub oddaleniu od niego) nie powinny sprawiać większego problemu. Większość wierzących doświadcza na różne sposoby ich istnienia.
Źródłem tej wiedzy są studia teologiczne z lat 80-tych, w oparciu o książki m.in. Rahnera i Ratzingera.
Dzięki. Skopiowałem sobie.
Mam jeszcze pytanie, co to znaczy „kochać Boga”? „Kochanie Żony, Dzieci, a nawet Sąsiadów” łatwo mi zdefiniować poprzez maksymalizację ilości mojego materiału genetycznego. „Kochania Boga” nie potrafię.
Wiedziałem, że na tym się skończy, więc z tym „kochaniem Boga” wyjechałem prowokacyjnie. Tego właśnie nie da się zdefiniować. Tzn. jest jedna wskazówka: Mt 25, 31-41, tam jest dwa razy powtórzone to samo (raz pozytywnie): „Wszystko, co uczyniliście jednemu z tych braci moich najmniejszych, Mnieście uczynili”. I raz negatywnie: „Wszystko, czego nie uczyniliście jednemu z tych najmniejszych, tegoście i Mnie nie uczynili”. Najciekawsze w tym wszystkim, że zarówno zbawieni jak i potępieni są zaskoczeni.
Tu moje mądrości się kończą… No może dodałbym, że nauka dobra dla wierzącego i niewierzącego w równym stopniu.