Andrzej Lewandowski: Piątek, trzynastego…5 min czytania

()

joanna-jedrzejczyk-gadelha-waga22015-03-15.

ECHA WYDARZEŃ: Zdarzyło się w piątek, 13…

W tych sprawach tradycyjnie bywam przesądny. Z czarnym kotem – też. Nie solo. Pamiętam noc „stanu”, gdy wracałem z drukarni (maszyna rotacyjna ruszała ok. trzeciej), jezdnię przebiegł kot. Bardzo czarny. Zatrzymałem „malucha”. Po jakimś czasie obok zaparkował gazik, w nim oficer, który mnie wylegitymował. Gdy stwierdził, że zarządzenie nie zostało naruszone, zadał pytanie: „To dlaczego pan nie jedzie”? Bo kot przebiegł przez jezdnię… „Czarny”? Jak noc… „To…”, tu padło znane nie tylko w koszarach określenie. Staliśmy „w dwa auta”, chyba z godzinę, aż kolejny gazik przejechał…

Biathlonistki miały czarny piątek w mistrzostwach świata. Gdy sztafetą biegły jakby po medal – bo wcześniej dwa indywidualnie, a sensacyjnie zdobyła już pani Nowakowska-Ziemniak, wdrapując się na podium sprintu (srebro) i biegu pościgowego (brąz) – przyszedł czas próby kryzysowej. Biegaczko-strzelczyni niby najbardziej doświadczona w ekipie poniosła takie straty, że podium zostało we śnie… I nikt nie wie skąd kryzys, jak to się stało. W każdym razie – my nie wiemy, i być może zawodniczki – także.

Bywają przecież poza mądrymi kalkulacjami wydarzenia nie do wyjaśnienia. Jak kiedy olimpijska sztafeta sprinterek (Meksyk 1968); Polki miały obowiązek doścignąć podium, a w pewnej chwili pałeczka zamiast płynnie przejść z ręki do ręki – upadła, i szansę wejścia do finału diabli wzięli. Faza dziesiątkami razy ćwiczona i sprawdzona, a jednak… Nie ciągnę opisu z tamtych dni, jako ze niektóre reperkusje były idiotyczne, a dla największej gwiazdy bolesne. Chodzi „tylko” o przypomnienie, że nawet faworyt miewa wpadkę „nie do racjonalnego wytłumaczenia”, i przed złym losem trzeba czasem schylić głowę… A w ogóle dwa medale w biathlonie to już jest więcej niż coś…

 – Zacytuję coś z MMA, czyli sportu, którego nie znam, ani się nim nie pasjonuję, ale gdy tylu fachowców zachłystnęło się tą wiadomością, przyjmuję, że trzeba oklaskać:

„Joanna Jędrzejczyk (n/z) osiągnęła największy sukces w historii polskiego MMA. Polka pokonała przez nokaut Carlę Esparzę i zdobyła pas mistrzyni UFC w wadze słomkowej. Zawodniczka Arrachionu Olsztyn otrzymała dodatkowe 50 tysięcy dolarów (ok. 200 tys. zł.).”

Działo się to za Wielką Wodą i widzę, że jest mocno komentowane…

– Jeszcze jeden cytat, co nam napisała panczenistka, pani Luiza Złotkowska:

„Ostatni trening na warszawskich Stegnach w tym sezonie, jutro rozmrażają lodowisko. Ale każdy, kto dziś jeździł ma nadzieje, że to był ostatni trening, kiedy deszcz pada na głowę… Bo wszyscy zapewniają, że budowa krytego lodowiska rusza w 2015! Mam nadzieję, że dzisiejszy trening był więc pożegnaniem odkrytych Stegien!” A cytuję, żeby tym, którzy obiecali dach przypomnieć, co obiecali. I że słowa trzeba dotrzymywać.

Odskok do nart. Też „inwestycyjny”. Pani Justyna głośno dopomina się o porządne trasy i o prawdziwy program rozwoju narciarstwa biegowego. Prezes PZN odpowiada, że też jest za, że związek „lobbuje” i mądrymi projektami wspiera, ale tylko to może robić – bo nie jego ziemia, nie jego pieniądze… Przerzucam więc sprawę do ministerstwa sportu, które włada przecież COS-ami, a one są gospodarzami terenów i kasy…

– Reprezentacja naszych futbolistów znów awansowała w rankingu FIFA. Jest na 34 miejscu. Awans o 6 lokat, więc jest się czym radować. Tyle, że to awans bez gry, z klucza statystycznego. Teraz przyjdzie to potwierdzać na boiskach. I wtedy zobaczymy, ile ten ranking jest wart…

Czyli – dopiero czekamy, na co jest solą oraz pieprzem, na wydarzenia boiskowe. Ale wyż „za autem” już mamy. Bo oto pan trener Nawałka nie widzi pana Jakuba Błaszczykowskiego w zespole, który wkrótce zagra o punkty. Jest dyskurs głośniejszy niż te, czy był „spalony”, czy też sędzia przegiął.

Niezawodny pan Janek T, zagrzmiał nawet, że reprezentacja to własność narodowa, więc naród musi być informowany – nie tylko, „że”, ale także „dlaczego”… „Mamy prawo wiedzieć, co się wydarzyło i jaka jest przyczyna decyzji selekcjonera. Na razie wszystko widzą, że jest tak jak w tym dowcipie o związku prostytutki z orkiestrą: coś tu k**** nie gra. Tylko nie wiadomo jeszcze, kto fałszuje…”

Cieszę się, że niepodległości do dyskursu pan Jan nie wprowadził … I poszło. Że to sprawa opaski kapitana, którą pan Kuba musiał oddać panu Robertowi, że ktoś się z kimś lubi, a z innym nie znosi itd. To już nie może być normalnie? Ten, kto dobiera – ponosi ryzyko i odpowiedzialność.

Powszechny plebiscyt zostawmy na inne okazje. Choćby na niżej przypomnianą. Z prasowego rynku przeszłości. Może znajdzie się naśladowca dawnej tradycji „Expressu Wieczornego”(w ramach przebudowy tę żyłę złota udało się politykom zniszczyć), który patronował meczowi: drużyna wybrana przez selekcjonera kontra zespół wybrany przez czytelników. Taki bardziej praktyczny dyskurs kibiców ze światem władającym piłką. A że chyba właśnie w takim meczu Jackowi Gmochowi złamano nogę. Gdzie drwa rąbią….

A tak zupełnie na marginesie, to powiem, że się dziwuję, iż w czasach samorządności kapitan drużyny sportowej nie jest wybierany przez kolegów, z którymi gra, lecz nominowany przez „siłę wyższą”. Rozumiem sugestie, podpowiedzi ze strony „bardziej dorosłych”: na adres „tylko dorosłych”, nie rozumiem sensu stosowanej zasady nominacji. Za „moich czasów” to nawet gospodarza klasy wybierała klasa, nie dyrektor szkoły…

Andrzej Lewandowski

How useful was this post?

Click on a star to rate it!

Average rating / 5. Vote count:

No votes so far! Be the first to rate this post.

One Response

  1. Mr E 17.03.2015