ECHA WYDARZEŃ: Zdarzyło się w piątek, 13…
W tych sprawach tradycyjnie bywam przesądny. Z czarnym kotem – też. Nie solo. Pamiętam noc „stanu”, gdy wracałem z drukarni (maszyna rotacyjna ruszała ok. trzeciej), jezdnię przebiegł kot. Bardzo czarny. Zatrzymałem „malucha”. Po jakimś czasie obok zaparkował gazik, w nim oficer, który mnie wylegitymował. Gdy stwierdził, że zarządzenie nie zostało naruszone, zadał pytanie: „To dlaczego pan nie jedzie”? Bo kot przebiegł przez jezdnię… „Czarny”? Jak noc… „To…”, tu padło znane nie tylko w koszarach określenie. Staliśmy „w dwa auta”, chyba z godzinę, aż kolejny gazik przejechał… –
Biathlonistki miały czarny piątek w mistrzostwach świata. Gdy sztafetą biegły jakby po medal – bo wcześniej dwa indywidualnie, a sensacyjnie zdobyła już pani Nowakowska-Ziemniak, wdrapując się na podium sprintu (srebro) i biegu pościgowego (brąz) – przyszedł czas próby kryzysowej. Biegaczko-strzelczyni niby najbardziej doświadczona w ekipie poniosła takie straty, że podium zostało we śnie… I nikt nie wie skąd kryzys, jak to się stało. W każdym razie – my nie wiemy, i być może zawodniczki – także.
Bywają przecież poza mądrymi kalkulacjami wydarzenia nie do wyjaśnienia. Jak kiedy olimpijska sztafeta sprinterek (Meksyk 1968); Polki miały obowiązek doścignąć podium, a w pewnej chwili pałeczka zamiast płynnie przejść z ręki do ręki – upadła, i szansę wejścia do finału diabli wzięli. Faza dziesiątkami razy ćwiczona i sprawdzona, a jednak… Nie ciągnę opisu z tamtych dni, jako ze niektóre reperkusje były idiotyczne, a dla największej gwiazdy bolesne. Chodzi „tylko” o przypomnienie, że nawet faworyt miewa wpadkę „nie do racjonalnego wytłumaczenia”, i przed złym losem trzeba czasem schylić głowę… A w ogóle dwa medale w biathlonie to już jest więcej niż coś…
– Zacytuję coś z MMA, czyli sportu, którego nie znam, ani się nim nie pasjonuję, ale gdy tylu fachowców zachłystnęło się tą wiadomością, przyjmuję, że trzeba oklaskać:
„Joanna Jędrzejczyk (n/z) osiągnęła największy sukces w historii polskiego MMA. Polka pokonała przez nokaut Carlę Esparzę i zdobyła pas mistrzyni UFC w wadze słomkowej. Zawodniczka Arrachionu Olsztyn otrzymała dodatkowe 50 tysięcy dolarów (ok. 200 tys. zł.).”
Działo się to za Wielką Wodą i widzę, że jest mocno komentowane…
– Jeszcze jeden cytat, co nam napisała panczenistka, pani Luiza Złotkowska:
„Ostatni trening na warszawskich Stegnach w tym sezonie, jutro rozmrażają lodowisko. Ale każdy, kto dziś jeździł ma nadzieje, że to był ostatni trening, kiedy deszcz pada na głowę… Bo wszyscy zapewniają, że budowa krytego lodowiska rusza w 2015! Mam nadzieję, że dzisiejszy trening był więc pożegnaniem odkrytych Stegien!” A cytuję, żeby tym, którzy obiecali dach przypomnieć, co obiecali. I że słowa trzeba dotrzymywać.
Odskok do nart. Też „inwestycyjny”. Pani Justyna głośno dopomina się o porządne trasy i o prawdziwy program rozwoju narciarstwa biegowego. Prezes PZN odpowiada, że też jest za, że związek „lobbuje” i mądrymi projektami wspiera, ale tylko to może robić – bo nie jego ziemia, nie jego pieniądze… Przerzucam więc sprawę do ministerstwa sportu, które włada przecież COS-ami, a one są gospodarzami terenów i kasy…
– Reprezentacja naszych futbolistów znów awansowała w rankingu FIFA. Jest na 34 miejscu. Awans o 6 lokat, więc jest się czym radować. Tyle, że to awans bez gry, z klucza statystycznego. Teraz przyjdzie to potwierdzać na boiskach. I wtedy zobaczymy, ile ten ranking jest wart…
Czyli – dopiero czekamy, na co jest solą oraz pieprzem, na wydarzenia boiskowe. Ale wyż „za autem” już mamy. Bo oto pan trener Nawałka nie widzi pana Jakuba Błaszczykowskiego w zespole, który wkrótce zagra o punkty. Jest dyskurs głośniejszy niż te, czy był „spalony”, czy też sędzia przegiął.
Niezawodny pan Janek T, zagrzmiał nawet, że reprezentacja to własność narodowa, więc naród musi być informowany – nie tylko, „że”, ale także „dlaczego”… „Mamy prawo wiedzieć, co się wydarzyło i jaka jest przyczyna decyzji selekcjonera. Na razie wszystko widzą, że jest tak jak w tym dowcipie o związku prostytutki z orkiestrą: coś tu k**** nie gra. Tylko nie wiadomo jeszcze, kto fałszuje…”
Cieszę się, że niepodległości do dyskursu pan Jan nie wprowadził … I poszło. Że to sprawa opaski kapitana, którą pan Kuba musiał oddać panu Robertowi, że ktoś się z kimś lubi, a z innym nie znosi itd. To już nie może być normalnie? Ten, kto dobiera – ponosi ryzyko i odpowiedzialność.
Powszechny plebiscyt zostawmy na inne okazje. Choćby na niżej przypomnianą. Z prasowego rynku przeszłości. Może znajdzie się naśladowca dawnej tradycji „Expressu Wieczornego”(w ramach przebudowy tę żyłę złota udało się politykom zniszczyć), który patronował meczowi: drużyna wybrana przez selekcjonera kontra zespół wybrany przez czytelników. Taki bardziej praktyczny dyskurs kibiców ze światem władającym piłką. A że chyba właśnie w takim meczu Jackowi Gmochowi złamano nogę. Gdzie drwa rąbią….
A tak zupełnie na marginesie, to powiem, że się dziwuję, iż w czasach samorządności kapitan drużyny sportowej nie jest wybierany przez kolegów, z którymi gra, lecz nominowany przez „siłę wyższą”. Rozumiem sugestie, podpowiedzi ze strony „bardziej dorosłych”: na adres „tylko dorosłych”, nie rozumiem sensu stosowanej zasady nominacji. Za „moich czasów” to nawet gospodarza klasy wybierała klasa, nie dyrektor szkoły…
Andrzej Lewandowski


Biatlonistki – cóż, wielka szkoda tego strzelania Magdy Gwizdoń. Pogubiły się Czeszki. Słabsze były Białorusinki. Szansa medalowa była.
Jednak od kiedy pamiętam, to Magda Gwizdoń była na strzelnicy conajmniej niepewna. Im większa presja, tym słabiej się spisywała. Najlepiej zawsze sobie radziła w biegach sprinterskich, gdzie pudło na strzelnicy waży najmniej (i mniejsza presja na celne strzelanie).
Brakuje tej czwartej do sztafety. Parę lat temu była nią dwa lata od Weroniki starsza Agnieszka Cyl (Grzybek). Ale się z biatlonu wycofała.
Młode zawodniczki (np. Kinga Mitoraj) jeszcze od poziomu Pucharu Świata mocno odstają. Za dwa lata może?
.
Tak czy owak gratulacje – grono polskich biatlonowych medalistów MŚ powiększyło się. Do Tomasza Sikory, Krysi Guzik i Moniki Hojnisz doszlusowała Weronika Nowakowska.
.
Kolarstwo.
Zakończył się właśnie kolarski „wyścig ku słońcu”, Paryż – Nicea.
Zwyciężył Australijczyk Richie Porte. Na drugim miejscu uplasował się aktualny Mistrz Świata – Michał Kwiatkowski. Co ciekawe – z tym samym czasem, co Simon Szpilak oraz poprzedni MŚ – Rui Costa. Dobry początek kolarskiej wiosny dla Kwiatkowskiego.
Teraz pora na serię bardzo prestiżowych wyścigów jednodniowych rozpoczynających się od najdłuższego z nich: Mediolan – San Remo.
Kwiatkowski, jak przed rokiem, raczej błyszczeć będzie pod koniec sezonu wiosennych klasyków, kiedy te będą odbywać się w Ardenach.