Dla kogo to putinowskie ”… największe nieszczęście xx wieku”
”…samobójstwo doradcy prezydenta ZSRR (czyli Gorbaczowa – e.s.), który powiesił się w swoim gabinecie, a przedtem napisał: ”Nie potrafię żyć, kiedy ginie moja Ojczyzna i niszczone jest wszystko co uważałem za sens życia.”, czy weterana, obrońcy twierdzy w Brześciu, który rzucił się pod pociąg, oskarżając rząd o zdradę Wielkiego Zwycięstwa. Ale także historia emeryta, który podpalił się na grządce ogórków, czy samobójstwo 14 – latka, któremu w szkole powiedziano, żeby zapomniał o wszystkim, czego się do tej pory nauczył.„ – to z tekstu białoruskiej – teraz – pisarki, Swietłany Alieksijewicz (autorki ”Wojna nie ma w sobie nic z kobiety”), która pisała również o nagłym szoku jakim był rozpad ZSRR.
Zachód, z NATO, ze względów taktycznych, nie dawał Związkowi Sowieckiemu odczuć, że ma nad nim kolosalną i rosnąca przewagę cywilizacyjną, a także, de facto, wojskową. Kierownictwo sowieckie mogło to wiedzieć, ale masy, nawet czując i widząc, że w kraju jest coraz marniej, mogły tkwić w przekonaniu, że ich kraj jest co najmniej równowartym partnerem USA. Żadne obce czołgi nie zadudniły po Placu Czerwonym. A widać nie docierało do ludzi to, że gdy w 1987 roku wylądował na nim awionetką osiemnastoletni Mathias Rust to nie był to zabawny incydent, ale dowód na fatalny stan państwa sowieckiego i jego obronności.
Dlaczego więc rozpadło się takie wspaniałe mocarstwo? Rosjanie ciągle są sfrustrowani tym, że rozpadł się ”niewzruszony Związek (który) zespoliła na wieki wielka Ruś” (początek hymnu ZSRR) Przecież 17 marca 1991 roku – przypominają – w referendum w Związku Radzieckim (bez Armenii, Gruzji, Mołdawii, Litwy, Łotwy, Estonii, gdzie nie głosowano) 70 procent głosujących wypowiedziało się za jego zachowaniem, a pod koniec tego roku trzech spiskowców inspirowanych przez prezydenta Busha miało się zebrać się w Puszczy Białowieskiej i rozwiązać ten cały biznes. Już się pomija, że wkrótce potem na Ukrainie, 91 procent głosujących – więc z Rosjanami – w lokalnym referendum opowiedziało się za jej niepodległością.
Dla wielu, w tym dla mojego przyjaciela, Wołodii, likwidacja ZSRR to skutek zmowy Jelcyna, Krawczuka i Szuszkiewicza z Bushem. Tak jakby trzech facetów w czasie jednej kolacji w leśniczówce było w stanie skutecznie rozwiązać nadające się do życia, silne i zespolone państwo.
Składało się ono z piętnastu republik związkowych, te zaś miewały na swym terenie autonomiczne narodowe republiki i obwody, a nawet rejony. Wszystkie republiki związkowe stały się niepodległymi państwami. Awansowały. Rosja, można powiedzieć, też. Straciła nad sobą czapę postaci władz ogólnozwiązkowych. Ale ona była i czuła się centralną i dominującą siłą Związku i nagle okazało się, że jako Federacja Rosyjska już nikogo poza swoimi granicami nie jednoczy i nad nikim nie dominuje. Rosjanie, tak przywiązani do wielkości i mocy swojej ojczyzny, którą był dla nich ZSRR, nagle skonstatowali, że mają kraj mniejszy i słabszy. Do tego momentu nie czuli się obywatelami Rosyjskiej Radzieckiej Federacyjnej Socjalistycznej Republiki lecz Związku Socjalistycznych Republik Radzieckich, który im zniknął. Nie mają więc – inaczej niż Ukraińcy, Uzbecy, Litwini i inni – świadomości, że ich kraj uzyskał niepodległość, ale że został okrojony, osłabiony, mniej ważny, bo mniej się go boją. I niewiadomo dlaczego jeśli żadnej wojny nie przegrał.
A do tego 22 miliony Rosjan znalazło się nagle zagranicą, choć nigdy nie emigrowali. Mieszkają gdzie mieszkali, przekonaniu, że mieszkają u siebie, bo nawet jeśli to była egzotyczna republika jak Tadżykistan i czy niechętna Rosjanom, n.p. Łotwa, to oni, jako obywatele ZSRR czuli się większością w ZSRR, w swoim państwie. Teraz już w dawnych republikach Związku są mniejszością, a najwięcej ich, 8.3 mln – na Ukrainie. Przy czym granice Rosyjskiej Federacji rozdzielają rodziny. Nie jest to wielkim problemem, dopóki są otwarte. Granica Rosji z Ukrainą, do niedawna otwarta, już teraz nie łączy, lecz dzieli. A odrębne państwo ukraińskie to dla Rosjan chyba najdotkliwszy spadek po ZSRR i zrobili wiele by stał się jeszcze znacznie bardziej bolesny.
W dawnym ZSRR nieraz słyszałem od Rosjan, że czują się poniżeni, bo inne narodowości hołubi się jakoś ich kosztem. Przypuszczam, że to stąd, iż Rosjanin czuł się równiejszy, primus inter pares. Ale Słowianin, czyli Ukrainiec i Białorus był prawie jak Rosjanin. Tępy Rosjanin – mawiano – jedzie robić karierę w Kijowie, a sprytny Ukrainiec – w Moskwie. Już w zeszłym roku, kiedy zaogniał się konflikt z Ukrainą około dwóch trzecich mieszkańców Federacji nie sądziło, że Rosjanie i Ukraińcy to odrębne narody.
W Rosjaninie trudno jest więc wzbudzić nienawiść do Ukraińca, na co zwróciła uwagę wysokiej klasy dziennikarka rosyjska, Julia Łatynina z ”Nowoj Gaziety’’ i co przytaczałem w SO. W związku z tym rosyjska propaganda mówi o banderowcach i faszystach. To, że ich ekspozytury: Prawy Sektor i partia Swoboda zdobyły łącznie około dwóch procent poparcia w wyborach prezydenckich 25 maja, że w pół roku później okazały się marginesem w wyborach parlamentarnych w niczym tej propagandzie nie przeszkadza.
W trójkącie: Rosja, Ukraina, Białoruś bywały animozje, pojawiały się konflikty. Jak to w rodzinie. Ale poczucie wspólnoty dominowało. Aż do teraz. Putinowi udało się nie tylko uświadomić Ukraińcom, że są odrębnym narodem, lecz wykopać przepaść między dwoma bliskimi krajami, z czego Rosjanie, obałamuceni ”banderowcami i faszystami” mającymi gnębić ten kraj, mogą sobie jeszcze nie zdawać sprawy. Chociaż już w ich języku pojawiają się pogardliwe ”ukry”. Nie zmienia to jednak postaci rzeczy w postaci szkód poniesionych przez obie strony.
Szkoda Putina polega też na tym, że chyba trwale przepadły pomysły zwasalizowania Ukrainy i szanse jego polityki ’’zbierania ziemi ruskiej”, którą zapoczątkowali książęta moskiewscy. Do tego uczestnictwo w zorganizowanej i zdominowanej przez Rosję unii celnej stało się o wiele mniej atrakcyjne dla Białorusi i Kazachstanu. Potencjalnie niebezpieczne, bo jeśli Putin utratę Ukrainy zechciałby sobie zrekompensować, przygarniając bliżej te dwa kraje, to mniejszości rosyjskie w obu są bez porównania większe proporcjonalnie niż na Ukrainie. Na zdrowy rozum powinien tego nie robić, ale czy powinien był to robić z Ukrainą?
Historia Polski pokazuje, że rozstawanie się z Ukrainą bywa bolesne. Jeszcze w początkach XX wieku dogorywało przeświadczenie, że prawomocne są jedynie nasze przedrozbiorowe granice z 1772 roku, więc należałoby je przywrócić i układać się z braćmi Rusinami co dalej. A wyobraźmy sobie, że od Polski oddziela się jej kolebka, Wielkopolska z Gnieznem i katedrą, czy Małopolska z Krakowem i Wawelem. Tak jak my się czujemy kontynuacją państwa Polan Mieszka, Rosja czuje się kontynuacją Rusi Kijowskiej świętego Włodzimierza, chrzciciela – Piękne Słoneczko. Co oczywiście, nie może przekreślić wciąż jeszcze trwającego procesu wyodrębniania się z tego pnia trzech narodów; Rosjan, Ukraińców i Białorusinów. Zaczął on się może w XIV wieku, kiedy Litwa odwojowała od Tatarów obszary dzisiejszej Ukrainy i Białorusi.
Można chyba zaryzykować twierdzenie, że obszary, które przez pewien historyczny okres znajdowały się w zasięgu Rzeczpospolitej, jakoś przyswajały zasady i nawyki obywatelskości i wolności, niechby graniczącej z anarchią. Szczególnie Ukraina, przejmując tradycje kozackiej Siczy. Moskwa, Wielkie Księstwo Moskiewskie, Rosja, Imperium Rosyjskie, ZSRR – te podmioty przekształcały się kolejno głównie na terenach, które znacznie później wyzwalały się spod tatarskiego panowania, spod jego obyczajów i nawyków. Stad – uważa się – w dużym stopniu bierze się kult siły i jej przewaga nad prawem, to że ludzie tam bardziej czują się poddanymi niż obywatelami.
Ci, którzy tam rządzą, od Ruryka do Putina, nie hołdują więc wizji szczęścia według Diogenesa, który uważał, że największym jest rządzeni wolnymi ludźmi. Takie rządy wolnymi ludźmi w do niedawna ”bratnich krajach obozu socjalizmu i pokoju” to przykre zjawisko, lecz do zniesienia. Gorzej jest ze znoszeniem demokracji w dawnych republikach ZSRR, a już największym wyzwaniem stała się możliwość – po Majdanie tylko możliwość – prawdziwej demokracji na Ukrainie. Mogłaby to być przede wszystkim zachęta do naśladownictwa dla Rosjan. Ale też dla takich obiektów wasalizacji jak Kazachstan i pozostałe republiki Azji Środkowej, dla Białorusi i Armenii, a nawet dla takich przybudówek jak Abchazja, Południowa Osetia, Nadniestrze.
Być może prezydent Putin uznał, że udany blitzkrieg usunie takie niebezpieczeństwo. Ale wojna często ma to do siebie, że się ją łatwo zaczyna…
Zgodnie z definicją Napoleona, że w przeciwieństwie do europejskich monarchów z bożej łaski, którzy nimi pozostają pomimo klęsk, on jest cesarzem dopóki zwycięża, Mikołaj II mógł był przegrać wojnę z Japonią i pozostawać na tronie. Putin czuje – słusznie, niesłusznie? – że nie może sobie na to pozwolić. Rozbudził w narodzie imperialne nadzieje i mogą go przelicytować jeszcze więksi od niego patrioci., a poddani słuchają go dlatego, że pokazuje swą siłę, a nie ma legitymacji pomazańca. Dlatego, wygląda na to, że nie ma takich kłopotów takiej biedy, której by nie sprowadził na swój kraj i na innych, byle nie wyjść na przegranego.
Biorą to pod uwagę zachodni przywódcy, którzy jak Merkel czy Obama, doskonale zdają sobie sprawę kim jest Putin i czym jest jego polityka. I na pewno chcą go skutecznie powściągnąć. Mają przy tym na celu ułatwienie mu zachowania twarzy Putina – Zdobywcy przed jego własnym narodem. Skoro chcemy zachować jedność z Europa i USA, trzeba to brać pod uwagę, choć bardzo by się chciało go publicznie pognębić. Ale nie jest to tylko problem Putina, lecz owej narodowej dumy Wielkorusów. Trzeba ją też brać pod uwagę, jeśli się chce doprowadzić do jakiegoś załagodzenia obecnego konfliktu.
Po klęskach w Wojnie Krymskiej i wojnie z Japonią ta duma nakazała elitom – daleko nie całym – zabrać się za naprawę imperium. Jego modernizację. Naród się podporządkował. Lecz pełzająca wojna hybrydowa, bez wypowiedzenia i zamykania ambasad, może się skończyć tak jak się zaczęła. Via facti. Bez aktu kapitulacji, traktatu pokojowego i całego tego ceremoniału. Nie wiadomo jakby naród rosyjski zareagował na świadomość klęski i lepiej tego nie sprawdzać.
Ze złej sytuacji nie ma dobrego wyjścia. Są bardzo względnie dobre. Może być wymuszony, w miarę honorowy kompromis z Putinem. Może być sytuacyjny kompromis obecnej wierchuszki i jakichś przedstawicieli elit bez Putina. Nie wiadomo czy i jak do tego dojdzie, a tym bardziej; co będzie dalej. Jak już nie będzie wojny i bezpośredniej groźby jej wznowienia to będzie dobrze. Może Rosji się uda wznowić współpracę ze stale chętnym Zachodem, może – powtarzam; może – spróbuje wracać na opuszczoną drogę w kierunku demokracji i uczciwszej – bez przesady – gospodarki.
Już się raz, na ostatnim przełomie wieków, zanosiło na coś takiego. Zwyciężyły odwieczne rosyjskie przesłanki strachu i agresji. Wykształcały się w określonych warunkach historycznych, które mogą stopniowo się zmieniać. Od zarania dziejów do połowy XX wieku tego typu warunki dominowały światowej polityce. Wygląda na to, że pod koniec zeszłego wieku, po dwóch ”wielkich wojnach białych ludzi” (Arnold Zweig o I WŚ), nasza cywilizacja eliminuje to narzędzie, przynajmniej w obrębie szeroko rozumianego Zachodu. A rok, z niewielkim okładem, temu okazało się, że wbrew przypuszczeniom, Rosja jeszcze nie dopasowała się do tych standardów i jej polityka tkwi mentalnie nawet w XIX wieku.
Te złowrogie przesłanki przejawiają się gdy uruchamia je władza, mająca w tym swój interes. Nie wykluczone, że w obrębie tej władzy rodzi się zrozumienia, że przegrywa, że jej interesy lepiej się dają realizować w cywilizowanych standardach XXI wieku. Ale to także tylko przesłanka.

Ernest Skalski

Zgadzam się z pogladami Pana Redaktora. Artykuł wszechstronnie omawia rosyjską pułapkę jaką jest iluzja mocarstwowości. Upadek ZSRR był dla wielu Rosjan w ich pojęciu oraz pojęciu Putina nieszczęściem, bo nikt im nie uświadomił, że alternatywą byłaby przegrana nieuchronnie wojna. Cała historia Rosji doprowadziła zarówno rządzących jak i poddanych w ślepy zaułek. „Duma Wielkorusów” jest w swojej istocie „iluzją niewolników”. Złodzieje na Kremlu i w okolicach (rządzący, oligarchowie, generalicja, klasa przedsiębiorców, etc.) przejadali kapitał z wysokich cen węglowodorów przez 15 lat rządów Putina. Nie wykorzystano dobrej koniunktury na rzecz reform i w rezultacie Rosja jest dzisiaj słabym, upadającym gospodarczo karłem politycznym z szowinistycznym, pijanym narodem (ludnością) oczekującym dalszych podbojów terytorialnych. Pomysł Rosji, że inni będą pracować i się rozwijać a Rosja będzie ich podbijać i okradać jest spóźniony o ponad 100 lat. Nie widać chętnych za to widać coraz wyraźniej koalicję na rzecz powstrzymania Rosji. Albo szybka zmiana władzy i radykalne reformy albo retoryka mocarstwowa i ścieżka podobna do Korei Północnej. W aplikacji standardów cywilizacyjnych XXI wieku istnieje dla Rosji cień nadziei na przetrwanie. W standardach a la Korea Północna Rosja będzie zmierzać do katastrofy.
Panie Sławku, ale pan mówi o kierunku, w jakim idą władze Rosji, a problemem cywilizacyjnym jest mentalność samych Rosjan. Pamięta pan Sołżenicyna? Po ’89 roku wydawany w Polsce masowo, niemal noszony na rękach, a co potem? Zdziwienie, zaskoczenie, niedowierzanie.
Moja siostra w ’80 roku próbowała dyskusji z Rosjanami w Orle na uniwersytecie. Twierdzili, że to oni nas utrzymują. Pokazała im więc w sklepie słoik dżemu, na którym było napisane, że „wyprodukowano w Polsce”.
Odpowiedzieli, że to „nieprawda, to tylko taka nalepka”. I co by pan na to rzekł?
Przyjeżdżał do mnie kilka lat a rzędu kolega, mieszkał u mnie, bo taniej, a przyjeżdżał na handel. Antykomunista, że hej!
Ale jak się ZSRR rozleciał i tłumaczyłem mu co to jest samostanowienie narodów, to nie rozumiał. Naprawdę nie rozumiał, choć się starał. Ja nie żartuję, widziałem w jego oczach prawdziwy wysiłek umysłowy. A jednak nie dał rady, nie pojął.
I to jest prawdziwy problem. Dla nas.
j.Luk pisze:
2015/03/17 o 00:04
Ma Pan rację, tyle że to problem możliwy do rozwiązania wewnątrz Rosji. To problem władz i elit Rosji. Mentalność pijanych niewolników, szowinistycznych nacjonalistów, imperialnej dumy z podbijania innych nacji, etc. jest produktem kilkuset lat tradycji Rosji, wzmacnianej propagandą państwową. Jedynym sposobem aby ten rodzaj czy może te różne rodzaje mentalności zmienić jest program reform i zmiana polityki Rosji. Ten program i zmiana to elementarny warunek przetrwania aby Rosja się nie rozpadła. Ponieważ ludność i tak nigdy nie miała tam nic do powiedzenia, to mentalność tejże jest wtórna w relacji do decyzji elit i władzy. Celowo to podkreślam – elit i władzy, bo bez reform i zmiany ani elity ani władze nie zrealizują własnych interesów. Mentalność ludzi zmienia sie w praktyce pod wpływem rzeczywistości. Jeśli Pan pamięta pijaną Polskę Gomułki i Gierka jako pokłosie zaborów, okupacji i komunizmu to najlepsza ilustracja jak bardzo zmieniły to warunki ekonomiczne przez 26 niepodległości i gospodarki rynkowej. Alkoholizm oczywiście nie zniknął ale jego skala jest wielokrotnie mniejsza niż 26 lat temu. A przecież to zaledwie jedno pokolenie.
Jeżeli mogły sie zmienić i wciąż zmieniaja Chiny, z dużo bardziej skomplikowanymi problemami mentalności w relacji do XXI standardów cywilizacyjnych, to proces taki możliwy jest tym bardziej w Rosji.
Przy dzisiejszej demografii świat nie będzie mógł sobie pozwolić aby prawie 1/4 obszaru możliwego do zamieszkania była w rękach pijanych złodziei, wykazujących się wyjatkową nieudolnością i marnotrawstwem a dodatkowo zagrażających innym. Raczej prędzej niż później potencjał nuklearny Rosji zostanie zneutralizowany i państwo to w obecnym kształcie zniknie z powierzchni ziemi. Elity i władze Rosji jeszcze dziś mają wybór – jutro już mogą go nie mieć. A jeśli Rosjanie nie wierzyli, że jedzą żywność wyprodukowaną na zachodzie to teraz po wprowadzeniu embarga przekonuja się na własnej skórze. Edukacja kosztuje – czasami nawet głód.
Nie ma tu wiele do dodania. Wałkujemy problem Rosji intensywnie przez ponad rok. Echa okupacji tatarskiej w rosyjskiej duszy i podejściu do rozwiązań politycznych to dobre spostrzeżenie. Potrzebne tu określenie, czy dzisiejsza Rosja uwalnia się z własnych okowów bezwzględnego podporządkowania władzy. Tekst autora tego nie potwierdza. A podobno trzeba siedmiu pokoleń, aby z niewolnika zrobić wolnego człowieka… Czyli może być lepiej ale nie za szybko.
Dobry tekst redaktora E.Skalskiego Zmusza do przemyśleń.
Jak się okazuje, nasza nacja jest tak tępa że nie jest w stanie pojąć, iż Rosja i jej mieszkańcy to inna planeta.
Oni chcieli uszczęśliwić nas i świat a teraz my chcemy uszczęśliwić Rosję aby nam było wygodnie? Najbardziej mnie bawi ta rozpacz nad tępotą inteligencji rosyjskiej, już wyjaśnione, raby..
Tyle spraw do wyczyszczenia we własnym grajdołku a tu płacze nad Rosją. Bóg z nimi!
U nas afera SKOKowa, Jarosław Polskę zbaw milknie, a jego sługusy wiją się jak piskorze. Afery w UW były? były. Telegraf z kaczorami i Bagsikiem był? był.
Szwindle cały czas były czynione. I co? Nic, przedawnione!
Proszę ciszej użalać się nad oligarchami rosyjskimi czy ukraińskimi. Naszych przekrętów wystarczy.
Mamy co robić..
Mentalność przeciętnego Rosjanina to „sziroka strana moja rodnaja”.
Póki ta strana jest wielka i boją się jej inni to Rosjanin zniesie każdą biedę.
Nie odkrywam tu Ameryki,pisze o tym Pan Autor,wie o tym każdy jako tako znający Rosję i Rosjan.
Znany fakt ale jak dotąd nikt na tę niewolniczą /a może nacjonalistyczną?/ dolegliwość rosyjskiej duszy nie wymyślił żadnego panaceum.
Czy takie panaceum istnieje?…
Panie Autorze,
polecam Panu /i wszystkim znającym j.rosyjski/ ten oto artykuł.
http://www.mk.ru/politics/2015/03/15/patriotizm-s-petley-na-shee.html
Ślepa wiara Rosjan w wielką Rosję oparta jest na przekonaniu o sile swojego kraju. Jednakże Rosji przegrywa spektakularnie ekonomicznie. Recesja już się zaczyna, za kilka miesięcy zaczną się masowe bankructwa firm, ludzie zaczną tracić pracę. Albo Kreml coś wymyśli (wojnę? Terror wewnętrzny? Kapitulację?), albo Rosja pogrąży się w chaosie. Oni mają najwyżej rok lub dwa. Dlatego własnie wchodzimy w niebezpieczne czasy.
W przeszłości fanatyzm w tym kraju wpierany był powszechną biedą. Dziś to czas minionych kilku lat dużej poprawy jakości życia Rosjan dzięki drogiej ropie (błyskotliwa teoria, iż średnia płaca w Rosji nie zmieniła się od czasów Breżniewa i wynosi 10 baryłek ropy). Rosjanie mogą w imię fanatyzmu pogodzić się z jakimś pogorszeniem jakości życia, ale nie z popadnięciem w biedę i utratę pracy. Możliwe, że Kreml także nie wie co z tym począć, sami wpakowali się w to bagno.
Dobry tekst autora i ciekawa dyskusja w komentarzach. Pozdrawiam.
@MaSZ: zdecydowanie, nieznajomość zasad ekonomii doprowadziła Putina do jakiejś umysłowej kołowacizny. Zamiast zabrać się za ratowanie gospodarki, on ruszył na Ukrainę. Nie ma to żadnego sensu, bo skłócił do reszty potencjalnie największego sojusznika z samym sobą. I to na dobre. To chyba obraz paniki lidera, który nie wiedząc, jak wyjść z własnej nieopłacalnej już głupiej polityki eksploatacji paru kopalin, wywołuje bezsensowną wojnę. Tylko czekać, jak kolejne majdany powstaną w wielkich rosyjskich miastach. Jeśli to się nie wydarzy, to zapewne mamy perspektywę kolejnej Korei Północnej, szczerzącej szczerbate kły na cały wrogi świat. Chyba jednak Rosjanie nie są tak głupi jak Putin i niedługo będziemy świadkami jego spektakularnego końca.
Czytam, czytam, drapię się w głowę i zastanawiam się o co tak właściwie sie rozchodzi. A może rozchodzi sie o tzw. patriotyzm?
A może sie rozchodzi o brak tegoż?
W Polsce ponoć patriotyzm zdycha, zastępuje go konsumpcjonizm, ucieczka od Boga, zanikanie rodzinnych związków i brak chęci oddania życia za Ojczyznę w interesie tejże co jest oczywistą oczywistością. Naród polski ginie i ginie jego kultura oparta na pięknej mowie polskiej prezentowanej przez zbawców Ojczyzny co jak dojdą do władzy to wszystko zmienią! Zmienią wszystko, za wyjątkiem położenia Polski, co jak wiemy jest niesprawiedliwością dziejową i trzeba to zmienić!
Amerykanie (ci z usowa) muszą zostać naszymi sąsiadami. Cena nieistotna, przeniesiemy amerykańskich braci na naszą wschodnia rubież.. a zrobimy to sprytnie, zaatakujemy Rosję! Sojusze są święte co doskonale znamy z autopsji. Bracia nas obronią!!
Problem mamy obecnie z demokracją kapitalistyczną, którą przyjęliśmy niczym chrzest za Mieszka. Ponoć konkurencja jest podstawą zdrowych stosunków gospodarczych i międzypaństwowych, tako rzecze dumna cywilizacja zachodnia. Też tak sądzę, bo kapitalizmu zakosztowałem, kiedy był w sferze snów.
Jesteś głupi to zdychaj.. albo czyń wszystko aby twoja głupota stalą się źródłem dostatniego życia. Zapisz się do partii a jak ci będzie niewygodnie to ją zmień na właściwą! bo tylko krowa…
A tu kłopot, ten związany z rodzimym patriotyzmem! Rosja staje się wzorem postawy obywatelskiej, sami patrioci! No.. 85% ..
Czy cholera prawdziwego Polaka nie ciepnie kiedy czyta, że kacapy są bardziej patriotyczni?
A co czytam o matuszce Rosji?
Wiara w Boga umacnia się, kultury swojej ruscy nie chcą zmieniać, nawet tej pijackiej. Nie dają też pogrześć mowy i gotowi są oddać życie za swój kraj!! I straszą! a mają czym..
Od najgłupszego do najmądrzejszego popierają bandytę z Kremla!
A ci światli, nieliczni, o mentalności ludzi z zachodu, (ponoć opozycja) sprytni jak cholera, kombinują jak za cudzą kasę i cudze życie dorwać się do prawie nienaruszonego ruskiego koryta skrytego pod ziemią!
Uff… ulżyło mi..
@@ Andrzej,MaSZ.
Rosja swoje wewnętrzne problemy zawsze usiłowała rozwiązywać i rozwiązywała-niestety-po za granicami kraju.To taka niechlubna tradycja,która oby nie powtórzyła się.
*
Jedynym wyjściem na powstrzymanie kremlowskich awantur jest twarde i zwarte stanowisko wolnego świata. Dzisiaj z tego jednolitego frontu próbują zdezerterować Węgry,Słowacja, Austria,Hiszpania,Cypr i-a jakże-Grecja. Są to pŁotki wśród 28 państw UE ale mogą one narobić smrodu.
Jutrzejszy dzień w Bruxeli będzie bardzo ważny dla jedności UE i dla przyszłości Ukrainy,no i Rosji.
Niewiadomą jest stan zdrowia Putina.Osobiście nie jestem przekonany czy to był Putin czy jego dubler.
Jeśli to był Putin to jego stan zdrowia a może i sytuacji w jakiej znajduje się normalny nie jest.
Po krótkim ukazaniu się przed kamerami nie wyszedł do dziennikarzy co zawsze robił.
Czy jest tak chory,że po tej inscenizacji pod tytułem „Putin żyw” zabrano go karetką medyczną do szpitala czy jest tak ubezwłasnowolniony,że zabrano go więźniarką do miejsca odosobnienia?
Kluczem do rozwiązania zagadki zniknięcia Putina na całe 10 dni jest odpowiedź na pytanie: co musiało się wydarzyć, że nie można go było publicznie pokazać przez tak długi czas? I to mimo ewidentnej paniki służb prasowych Kremla, nieudolnie próbujących stworzyć nieistniejące spotkania wodza.
Obstawiam problemu zdrowotne, może niekoniecznie fizyczne? Może facet ma ataki depresji?
Tekst Leonida Parfionowa opisuje los mediów w obecnej rzeczywistośc, a także stan dusz i umysłów obywateli. W jakimś stopniu koresponduje z przemyśleniami Ernesta Skalskiego.
Pomidory, ogórki i jak najwięcej śmietany…
http://media-w-rosji.blogspot.com/2015/ … etany.html
Po piętnastu latach rządów Władimira Putina ludzie rosyjskich mediów wspominają z nostalgią zainicjowaną przez Michaiła Gorbaczowa politykę „głasnosti”. Przez kilka lat media cieszyły się niebywałą popularnością, telewizję oglądało wielomilionowe audytorium, nakłady prasy drukowanej biły rekordy. Jednak dzisiejsza rzeczywistość w rosyjskich mediach może być wyłącznie przedmiotem troski. Ogólnokrajowe stacje telewizyjne poddane są surowej cenzurze, stały się też głównym instrumentem propagandy. Prasa drukowana znalazła się na marginesie. Media niezależne walczą o przetrwanie. W społeczeństwie zanikła potrzeba korzystania z mediów – alarmuje Leonid Parfionow, jeden z najbardziej szanowanych rosyjskich dziennikarzy. Media straciły swoje audytorium. Ludziom wystarczy kanapa, piwo, pilot do przełączania między stacjami. Dziennikarze i publicyści piszą dla siebie, sami też siebie czytają.
Blog „Media-W-Rosji”: http://media-w-rosji.blogspot.com/
Strona na Facebooku: https://www.facebook.com/mediawrosji
Twitter: https://twitter.com/mediawrosji