Z góry uprzedzałem, że to humbug i kiedyś skończy się to katastrofą. Przez te prawie dwadzieścia lat od moich ostrzeżeń obyło się bez większej katastrofy i nawet pokpiwano ze mnie, że jakoś nie przyszła. Jednakże ustrój SKOK-ów, klasyczny przykład nadużyć hochsztaplerów, musiał prowadzić do takich następstw, jakie obserwujemy – malwersacji i złodziejstwa. I do strat bankowego funduszu gwarancyjnego, który już do tej pory zapłacił nabranym członkom kas podobno trzy miliardy złotych, a wedle obecnych zasad odpowiedzialności finansowej zapłaci więcej. I tak niewiele jeszcze, prawie nic w porównaniu z miliardami dolarów, które dopłaciły amerykańskie władze federalne do nie kontrolowanej spółdzielczości kredytowej budownictwa. Od tej pory rząd federalny swoim nadzorem niczego nie kontroluje równie wnikliwie jak gospodarki finansowej unii kredytowych, czyli spółdzielni kredytowych, organizowanych na zasadach europejskich. Sam fakt, że chroniono SKOK-i przed takim nadzorem, powinien był budzić podejrzenia. Nawet ze strony tych, którzy taką ochronę chronili.
Pisałem wiele razy o tych spółdzielniach kredytowych dla drobnych przedsiębiorców i ludzi wolnych zawodów, na tyle zamożnych, by prowadzić działalność dla zysków. Obmyślił je Sas, Hermann Schulze, sędzia z Delitsch. Pisałem i o kasach, które zakładał jego wzorem, nieco zmodyfikowanym, Wilhelm Raiffeisen dla rolników, potrzebujących przede wszystkim kredytu średnioterminowego, takiego do spłaty po zbiorach. Ten wzór z kolei przejął w Galicji Franciszek Stefczyk, przed wszystkim dla wsi, a po jego śmierci nazwano je „kasami Stefczyka” (SKOK-i nie miały z nimi nic wspólnego, Bierecki nazwiska Stefczyka oszukańczo nadużył). Wielkopolska opracowała dla swoich „spółek zarobkowych” dostosowaną do jej warunków wersję zasad obu pionierów – i dla miast, i dla wsi. Kiedyś Jerzy Sztwiertnia nakręcił dość pono atrakcyjny serial „Najdłuższa wojna nowoczesnej Europy” z moimi scenariuszami. Nie wznawia się go ze względów dziś trochę bardziej zrozumiałych. Być może wytłumaczy to dzisiejszy prezes telewizji, Juliusz Braun… Jednym z głównych „bohaterów” naszego serialu były w jakimś sensie właśnie te wielkopolskie spółki zarobkowe. Popularyzowałem ich doświadczenia jak potrafiłem. Tak samo – dorobek komunalnych kas oszczędności.
Podam tu dość proste, podstawowe wiadomości o zasadach organizacyjnych „spółek zarobkowych”, odpowiadających zresztą zasadom Schulzego i Raiffeisena
Spółka zarobkowa, czyli prawdziwa kasa oszczędnościowo-kredytowa, była spółdzielnią kredytową, a nie żadnym para-bankiem, do którego można było przyjść zapisać się jednego dnia i następnego wziąć w „kredycie” wcale niemałe pieniądze (fakty znane z praktyki SKOK-ów). Nie była też kasą oszczędności (mieliśmy przed drugą wojną światową komunalne kasy oszczędności, takie KKO z pieniędzmi uboższych obywateli gromadzą w Niemczech połowę ogółu kapitałów własnych Niemiec). Spółka zarobkowa to była swoista instytucja finansowej pomocy wzajemnej. Udzielała kredytów, krótko- i średnioterminowych, do roku, tylko członkom, którzy uprzednio swoimi wkładami zbudowali kapitał spółdzielni, kredytowała tylko rozwój, z wykluczeniem kredytu konsumpcyjnego. Przyjmowano tylko ludzi wiarygodnych finansowo i solidnych moralnie, wykluczano z kręgu potencjalnych członków – ludzi mających za duży pociąg do alkoholu, ludzi rozrzutnych i lekkomyślnych. Kandydat musiał budzić zaufanie. Ludzie grający na giełdzie takiego zaufania nie budzili, podobnie ci, którzy kiedyś zaufanie zawiedli. Słowem, nie przyjmowano każdego, kto chciał, nawet z dużymi pieniędzmi. Dzięki temu spółki te nie zaznały złych kredytów jak SKOK-i , z których podobno paręset stoi na granicy bankructwa. Sama spółka nie mogła dorabiać sobie grą na giełdzie. Wykluczone były za to oszukańcze kredyty dla ludzi dosłownie z ulicy, z których ściągano w SKOKach z oprocentowaniem równym 100 procentom użyczonej sumy (np. 500 zł minus 20 zł podatku od 500 zł sumy dłużnej; mam dokumenty w ręku, uzyskał tę „pożyczkę” nieszczęsny alkoholik).
O udzieleniu kredytu decydowała wybieralna komisja kredytowa. Liczyła się wiarygodność kredytowa potencjalnego kredytobiorcy. Jeśli napotkał on potem trudności w realizacji swego przedsięwzięcia, inni członkowie na ogół doradzali mu, jak sobie z nim poradzić… Część zysków szła na dywidendy dla członków, sporą część odkładano na fundusz rezerwowy. Mówiąc nawiasem, członkowie nieraz rezygnowali ze swej dywidendy!
Nie było żadnej centrali, której spółka musiałaby się opłacać już od podjęcia swej działalności – ta współczesna „centrala” też od początku budziła moje podejrzenia. Prawdziwe spółki zarobkowe miały swego „patrona”, który przeprowadzał rewizje ksiąg, nie pobierając żadnego wynagrodzenia, albo same spółki zlecały je odpłatnie innym fachowcom. Kolejni „patroni” wielkopolskich spółek zarobkowych, Szamarzewski, Wawrzyniak i Stanisław Adamski (przyszły biskup), księża, utrzymywani przez swoje parafie, pracowali dla spółek zarobkowych i kierowali nimi, ucząc, radząc, kontrolując, darmo. Związek spółek nie prowadził samodzielnych interesów, nie był samoistnym podmiotem finansowym, o którym decydowałby zarząd związku. Kiedy dowiedziałem się, że analogiczny podmiot prawny, czyli władze związku SKOK-ów, jako centrala gromadzą pieniądze z przymusowych wpłat od kas i same robią interesy, pisałem, że to perspektywa nadużyć. Duże pieniądze bez kontroli same prowokują malwersacje. Tutaj centrala jak bank udzielała pożyczek, w tym Grzegorzowi Biereckiemu. Już samo to było skandalem.
Malwersacje, które zidentyfikowała Komisja Nadzoru Finansowego, imponują swoją pokrętnością, mogły zmylić tak zręcznych ludzi jak bracia Kaczyńscy. Biereccy i Jedliński nadużyli także ich nazwisk. Mówmy wprost – nabrali ich. Kaczyńscy nie byli tak naiwni, jak wyglądają w świetle tych rewelacji, ani tak szaleni lub skłonni do tak skrajnego ryzyka, by angażować się w podobne operacje. Na pewno, jak sądzę, nie wiedzieli o takich operacjach, jak „prywatyzacja” środków z wpłat od SKOK-ów czy też lokowanie pieniędzy, już „sprywatyzowanych”, zagranicą, by je zrobić niedosiężnymi. Ba, mogli nawet nie wiedzieć o mechanizmach tej „prywatyzacji”. Brali pieniądze ze SKOK-ów dla swojej partii i jej adherentów, zwłaszcza dla gazet, zadowoleni, że mają takie szerokie oparcie finansowe. Zapewniali centrali ochronę przed nadzorem państwowym, Leszek zasiadał w jednej z władz centrali, ale nawet obaj nie brali pod uwagę, że jest w tym coś dwuznacznego, co może się zakończyć skandalem. Czy sami Biereccy i ten trzeci nie zdawali sobie sprawy, że ich interesy mogą się zakończyć więzieniem? Prawdopodobnie jak wszyscy przestępcy liczyli, że to „nie wyjdzie na wierzch”. Straszą skargami do sądu. Ich szczęście, jeśli prokuratorzy nie wsadzą ich zaraz po otwarciu śledztwa – w obawie przed matactwem.
Czy dla samych kas jest jakiś ratunek? Oczywiście, jest. Komisaryczny zarządca związku (może ktoś z Komisji Nadzoru Finansowego, kto badał gospodarkę „centrali” SKOK-ów?) zleci rewizję ksiąg we wszystkich kasach, by ustalić m.in., jakie urosły zobowiązania – jeśli urosły, oraz jakie obciążenia mogą spaść na bankowy fundusz gwarancyjny czy na Skarb Państwa. Swoją drogą, nie widzę powodu, by straty poniesione przez członków kas miał ktokolwiek wyrównywać, skoro oni pozwalali na nieprawidłowe funkcjonowanie swojej kasy. Nikt poza nimi samymi nie zawinił ich lekkomyślności – podobnie jak nikt nie zawinił, to na podobnym marginesie, cwaniactwa „frankowiczów”. Ci chcieli mniej płacić, pewni trwałej wartości franka; i my, podatnicy, mamy za to płacić. Demonstracje przed budynkami rządowymi w tym przypadku to bezczelność ignorantów – trzeba było porozumieć się ze sobą i przystąpić w imieniu tych tysięcy „frankowiczów” do rokowań z bankami, nie do awantur. Tysiące owe, ludzie z reguły zamożni, mogliby, zorganizowani jak wypada w kraju cywilizowanym w epoce internetu, zagrozić wycofaniem wkładów z tych banków… Bez chamstwa. Tyle na tym marginesie.
Po rewizji ksiąg w danej kasie wypada przedstawić jej wyniki zebraniu członków, by zdecydowali, co dalej zrobić – zrezygnować z pewnych należności, ew. dopłacić wspólnie, by uratować kasę przed bankructwem, lub podjąć inne możliwe środki, których tu już nie będę wymieniał. Usunąć członków, którzy zrobili z kasy intratny dla siebie, „lewy” interes, lub wyciągali z niej kredyty wcale nie na rozwój. Dany zaś, upadający SKOK, jeśli wykaże się wiarygodnością i swoim programem naprawczym przed jakimś bankiem, może uzyskać od niego jakiś kredyt na dalszą działalność. W trybie naturalnym dla nowoczesnej cywilizacji, a nie feudalnych żądań od władcy, aż po jego zgilotynowanie, gdy odmówi.
Komisaryczny zarządca oby czym prędzej przygotował ustawę o spółdzielczości kredytowej, opartą na sprawdzonych wzorach Niemiec i USA (w USA lokalne banki kredytowe obroniły się przed konkurencją ze strony spółdzielczości kredytowej i załatwiły sobie ograniczenie unii kredytowych do kredytu jedynie konsumpcyjnego; zasady podstawowe pozostały jednak te same co w Europie). Spółdzielczość kredytowa jest dobrym wynalazkiem gospodarki rynkowej, czyni z drobnych przedsiębiorców pełnego partnera w stosunkach z większym kapitałem, uniezależnia ich od wielkich korporacji (Japonia z rozmysłem chroni odpowiednią polityką lokalizacyjną np. drobny handel przed konkurencją wielkich sieci handlowych; niedawno zresztą i wielkie korporacje odkryły, że starsi ludzie robią w niewielkich sklepach, bez kilometrowych spacerów po halach, niewielkie zakupy z uwagi na ich wagę, a większych zakupów u nas nie mają gdzie chować w małych lodówkach w małych mieszkaniach, samotnym zaś, starszym ludziom większa porcja żywności nawet w dużej lodówce zestarzeje się przed spożyciem).
Byłbym rad, gdyby ew. ustawę dano mi wcześniej do przeczytania…
Stefan Bratkowski



Dlaczego nie chce pan przyjąć do wiadomości, że i tak wszystkiemu winien jest p. Komorowski? Wiarygodne źródło, jakim jest p. Jacek Kurski głosi to dzień i noc. Tak wielu już przekonał, a pan ciągle swoje.
A tak z innej beczki, to wydaje mi się , że w Polsce wciąż jest za mało ludzi z tzw. średnim kapitałem, by propozycje kas w dawnym stylu mogły wzbudzić odpowiednio szerokie zainteresowanie. Takim projektem może być zainteresowana jedynie stabilna klasa średnia. Na razie mamy podział na duży kapitał, który takich kas nie potrzebuje i ludzi potrzebujących wsparcia w postaci pożyczki konsumpcyjnej, skądkolwiek by się ona nie brała.
Kaczyńscy […] mogli nawet nie wiedzieć o mechanizmach tej „prywatyzacji”.
.
Pan Redaktor to wie, czy Pan tak przypuszcza? Pan naprawdę uwaza, ze Jarosław, ktory paranoję i podejrzliwosc uczynił głowną osią swojej działalnosci, byl naiwny jak dziecko i dał się wykorzystac? Car byl dobry, tylko jego urzędnicy byli zli? Pan tak na powaznie?
narciarz2:
Chciałem napisać podobny komentaż jak Pan. Można powiedzieć wyjął mi Pan to z ust, tylko bardziej dowcipnie.
Pozdrawiam
Jak taki tuz dziennikarstwa jak pan redaktor Bratkowski, nie moze znac podstawowych faktow w tej sprawie. 3.5 mld strat to wynik dzialanosci dwoch SKOKow Wolomin i Wspolnota. Prawie calosc tych strat powstalo, juz po przejeciu nadzoru i pod parasolem ochronnym KNF. O razacych nieprawidlowosciach w tych dwoch SKOKach donoszono KNF natychmiast gdy przejela ona kontrole. SKOKi objeto ochrona gwarantowanego funduszu bankowego decyzja PO, wbrew projektom PISu. Chciano uniknac efektu Amber Gold, gdzie gniew tysiecy oszukanych skierowal sie na rzadzaca PO. Teraz zaplacimy my wszyscy podatnicy, a pozwalajaca na to zlodziejstwo PO, bedzie mogla sie ubierac w szaty obroncow oszczedzajacych.
Autor w swym obiektywizmie nie napisał że SKOK-i istnieją na podstawie ustawy sejmowej- Ustawa z dnia 5 listopada 2009 r. o spółdzielczych kasach oszczędnościowo-kredytowych. Dz. U. z 2012 r. Nr 0, poz. 855.
Oraz że opisane nadużycia były możliwe jedynie przy „bierności władzy”która nie podejmując nakazanych prawem działań tolerowała istniejący stan rzeczy.
Jak już jesteśmy tacy obiektywni, to może jednak podajmy całą prawdę, a nie tę część, która nam odpowiada?
na stronie SKOK jest data rozpoczęcia działalności.
http://www.skok.pl/o-skok/co-to-jest-skok
PIS jest łatwym celem w tej awanturze o SKOKi. Istotnie partia Kaczyńskiego broniła SKOKi przed włączenie do procesu kontroli przez KNF. Problem jednak w tym, że Kasy istnieją od przeszło 20 lat, zaś Kaczyński przez ten czas rządził jedynie 2 lata. Zapewne niektóre SKOKi pomagały całej „klasie” politycznej, a SKOK Wołomin akurat Kaczyńskiemu w najmniejszym stopniu. Możliwe, że dalsze „nawalanie” SKOKami będzie miało podobne konsekwencje do żenady z wyłudzaniem kilometrówek: szybko okazało się, że ten proceder dotyczył posłów wszystkich głównych partii.
PIS może być uderzony przez afery SKOKów, zaś PO za problemy „frankowiczów”. W obu przypadkach akurat za to te partie ponoszą ograniczoną odpowiedzialność.
” Zapewne niektóre SKOKi pomagały całej „klasie” politycznej,”
Proszę wybaczyć, ale zwykła przyzwoitość wymagałaby powstrzymywać się od insynuacji. Bo to są insynuacje. Chyba, że ma pan dowody, w takim razie proszę je przedstawić.
Jeśli przyzwoitość dla pana cokolwiek znaczy.
Mam na myśli to, że SKOKi mogły pomagać różnym partiom politycznym, a nie każdemu politykowi. Jeśli to Twierdzenie uważa Pan za insynuajcę, proszę o przykład partii która wg. Pana wiedzy napewno jest w tej sprawie czysta.
TO PAN powinien wskazać partie, które z takiego wsparcia korzystały, ale tego pan nie robi. Dlatego są to kolejne insynuacje.
Nie mam więcej pytań.
Obrzydliwość.
@MaSZ
„PiS jest łatwym celem (…) Możliwe, że dalsze nawalanie SKOKami… proceder dotyczył posłów wszystkich głównych partii.”
.
MASZ, to zabrzmiało, jakby sugerował Pan powstrzymanie się od wyjaśniania (dogłębnego) afery SKOKowej bo może inne partie rykoszetem oberwą.
Póki PiS jest atakowane SKOKami to dobrze, ale lepiej się nie zgłębiać, bo i innym partiom to może zaszkodzić?
.
Mówię o wydźwięku, nie o intencjach.
.
Swoją drogą – „korzystanie z pomocy SKOKów” – to by trzeba zdefiniować. Samo w sobie korzystanie ze SKOKów nie jest przestępstwem! Milion ludzi zkładało konta – stawało się udziałowcami SKOKów. Raczej, jak pisał Stefan Bratkowski, byli ofiarami niż winnymi! Winnymi co najwyżej naiwności.
.
Tu uwaga do j.Luk – nie trzeba udowadniać winy korzystania ze SKOKów – bo to nie jest przestępstwo ani nawet nic moralnie nagannego! Winy nie ma. Statystyka wskazuje na to, że wśród członków różnych partii, posłów, radnych różnego szczebla itd ktoś prawdopodobnie był związany z jednym czy innym SKOKiem (miał konto, wziął kredyt itd.). To nie jest insynuacja. (insynuację rozumiem, jako przypisywanie nagannych/niezgodnych z prawem czynów – fałszywe oskarżenie)
.
Natomiast znamy wszyscy polski mechanizm medialny – za chwilę pewnie wszystko zostanie kompletnie pomieszane i każdy, kto się w jakiś sposób ze SKOKami zetknął, a jest akurat politykiem, będzie nagle współoskarżonym.
LK był (znów za Bratkowskim) we władzach nadzorczych – cóż z tego: proszę ilu posłów/radnych było członkami SKOKów! I tak, rykoszetem, oberwą zapewne niewinni.
@Mr E, ma pan całkowitą rację. Z tym, że interlokutor właśnie zasugerował to jako coś nagannego i to w sposób wyjątkowo nierzetelny. Dlatego nazwałem to insynuacją. Poproszony o konkrety odparł ” to niech pan udowodni, że nie jest pan złodziejem”. Przecież ma pan to czarno na białym.
Proszę porównać sposób wypowiedzenia się na ten sam temat p. Bratkowskiego i tego pana. Zauważa pan różnicę?
Co do PiS to też inaczej to czytam. „PiS jest winny? A u was Murzynów biją”
Tak to zostało ujęte.
Co do mechanizmów medialnych zgadzam się z panem całkowicie. To już się zaczęło.
Kaczynski nie wiedzial???
.
„Już od 2004 r. POLITYKA, w długiej serii artykułów, opisywała faktyczną prywatyzację systemu SKOK przez rodzinę i znajomych Grzegorza Biereckiego oraz postępującą degenerację idei kas pożyczkowych. Oto fragment wielostronicowego raportu Bianki Mikołajewskiej, zamieszczonego w POLITYCE 47 z 20 listopada 2004 r.”
Caly artykul:
http://www.polityka.pl/tygodnikpolityka/kraj/1612649,1,kto-odpowie-za-afere-skok.read
@Mr E
Oczywiście nie sugeruję zakopania sprawy SKOKów, istotnie mój komentarz był nieścisły. KNF wydaje się być odpowiedzialną instytucją, bardziej obawiam się o kompetencje prokuratury w skomplikowanych kwestiach dotyczących sektora finansowego. Ma Pan rację twierdząc, że politycznie zapewne zostanie to rozwodnione i nastąpi poszukiwanie polityków, którzy mieli w jakikolwiek sposób do czynienia z Kasami. PIS już to robi, demagogicznie ale medialnie dość skutecznie. Zaś prezydent Komorowski powinien uważać w swoich wypowiedziach nt. WSI, bowiem chyba pomógł PISowi swoim niedawnym komentarzem.
@J.Luk
Trudno jest mi odpowiedzieć na pańskie pytanie natury osobistej czy przyzwoitość cokolwiek dla mnie znaczy. Aby nie być sędzią we własnej sprawie, zadałem to pytanie osobie mądrzejszej ode mnie: mojej żonie. Odpowiedziała, że nie jest tak całkowicie pewna, ale sądzi, że chyba jednak tak.
Ponadto także ja widzę różnicę pomiędzy wypowiedzią Redaktora i moją. Także pańska i Redaktora.
Jak widzę nie jestem jedyną, która w niewiedzę, czy naiwność Jarosława Kaczyńskiego może tu uwierzyć.
Mnie nurtuje pytanie – kto jest faktycznym dysponentem tego wyprowadzonego majątku przez Biereckiego?
Kaczyński nie bez powodu podkreślał, że on to konta nie ma, te konta jego partii mieli zawsze inni – ci z Telegrafu lub ze SKOKów. Car będzie miał zawsze czyste łapki.
Dyskusja z ludzką twarzą?
On niewinien ona winna bo zachodzić nie powinna…
Kto winien?
Historia, czyli wszyscy co na stolcach siedzieli i nadal siedzą.
Mój ukochany zwrot to.. była sobie rewolucyjka..
Dyskretnym hasłem Wielkiej Rewolucji Październikowej było powiedzenie Lenina „grabcie zagrabione” jakże aktualne do dzisiaj na całym świecie. Ludowi też się coś należy, choćby demolka.
Rewolucja Solidarności też miała swoje hasełko, „dozwolone wszystko co nie jest zabronione prawem”
Najtęższe łby prawnicze i biznesowe zaczęły zakładać różne przedsięwzięcia, spółeczki, fundacyjki, biznesiki które rosły aż dokonały swego i szybko dzieliły się na siostrzyczki które po wyrośnięciu też dzieliły się na mniejsze.
Tak jak partie polityczne. Ciekawe sa roszady polityków, oj ciekawe..
Konia z rzędem temu kto na przykład opisze gałązki drzewa zwanego Telegraf. Korzonki gdzieś zniknęły, tylko ogrodnicy mają się całkiem całkiem.
Mało tego powstawało nowe prawo, przedawniające afery z początków transformacji. Kto dziś wspomina falandyzację? Teraz można im nafiukać, co było do wzięcia zostało zagrabione, PRL nie była dziadówą.. jeszcze jest coś do wzięcia, nie łatwo, ale jest.
SKOKi to byl wypadek przy pracy, z założenia uczciwe przedsięwzięcie trwało i trwało, zbyt długo! Lody tam też były do wzięcia, kto mógł to lizał więcej do momentu aż… no i mamy to co mamy.
Takich „afer” w innych miejscach na świecie były tysiące.
Więc? Przyjmując że ilość energii na ziemi jest stała, każdy co ma jej więcej, zwyczajnie zabiera innym.
I tak to wygląda od piaskownicy do imperiów.
Idealistom zwyczajnie to sie nie podoba więc w czasie pokoju zawzięcie dyskutują. A jak nastaje wojna to wszyscy grabią co się da z uzasadnieniem swoich praw go grabieży.
Lenin mądrym człowiekiem był…
Redaktor Bratkowski, jako ekspert, p[asjonati niestrudzony propagator spółdzielczości zarobkowej, dotknął sedna problemu – profesjonalizm i społeczna, wewnątrzspółdzielcza kontrola nad członkowstwem, polityką kredytową i zarządzaniem ryzykiem w SKOKu to podstawa jego zdrowia i sukcesu. Związki rewizyjne mają statutowe funkcje i kropka. Z taką oszukańczą „centralą” jak Biereckich przy wsparciu PiSu to kolejna afera finansowa. NIezależnie od tego czy Kaczyńscy wiedzieli czy nie wiedzieli o naużyciach Biereckiego, jego rodziny i kolegów czas najwyższy SKOKi oderwać od możliwości wpływów politycznych, a winnych malwersacji powinna osądzić Temida. Warto SKOKI oczyścić, kosztem samych spółdzielców a nie BFG a ich ideę i praktykę rozwijac tym razem trzymając polityków jak najdalej od pieniędzy spółdzieców. Szkoda, aby tak ważne instytucje padły ofiarą skądinąd słusznej nagonki na ingerencję PiS w ich działalność.