Po raz kolejny biskupi ostrzegają: „Nie akceptujcie projektu ustawy o in vitro, bo ‘może to oznaczać wykluczenie się ze wspólnoty Kościoła’. Biskupom nie podoba się, że w myśl projektu in vitro będzie dozwolone nie tylko dla par małżeńskich”. Gdyby tak to ostrzeżenie odwrócić, a raczej dookreślić w duchu odpowiedzialności obywatelskiej: „Jeśli nie zaakceptujecie projektu in vitro zostaniecie wykluczeni ze wspólnoty obywatelskiej i stracicie prawo do reprezentowania społeczeństwa”.
Kolejna groźba biskupów pod adresem polityków to próba religijnego i politycznego szantażu, ale też okazja by się zastanowić nad jego skutecznością i zasadnością. Skuteczność, już wiemy jest ograniczona, a zasadność wątpliwa.
Gdyby iść tropem katolickich hierarchów to można się zastanawiać czy ich prawo do wyrokowania kto może przystąpić do Komunii, a kto nie jest w istocie bezdyskusyjne. Wprawdzie w katolicyzmie obowiązuje zasada ex opere operato, tzn. niezależnie od grzeszności księdza sprawującego sakramenty ich ważność nie podlega dyskusji, to jednak być może należałoby ją zrewidować.
Skoro listę grzechów głównych otwiera grzech pychy, to może szafarz sakramentów, który akurat temu grzechowi w sposób notoryczny ulega powinien być zlustrowany? Oczywiście nie przez hierarchię, bo ona sama nie ustrzegła się przed tym grzechem, tylko przez wspólnotę wiernych?
Ten pomysł przyszedł mi do głowy po kolejnej rozmowie na temat „miłości bliźniego praktykowanej przez polskie katolickie rodziny”. Może kontekst wielkanocny to dobra okazja by te rozmowy przypomnieć.
Chodzi o dramatyczne przemiany jakie zachodzą w naszym społeczeństwie, ale rozważane nie w skali globalnej, ale w wymiarze mikro, w samych rodzinach. Oto rodzice, przeważnie matki, bo ojcowie są mniej wrażliwi na te zmiany, zaczynają dostrzegać, że dzieci zaczynają myśleć po swojemu, a następnie, o zgrozo, zgodnie z tym myśleniem żyją i wychowują własne dzieci. Matki i babcie nie mają argumentów, ale mają inne sposoby by o swoim „tradycyjnym” myśleniu przypomnieć. Zaczynają grozić. Najpierw delikatnie, przypominając, że są matkami, i że to one określają, co jest prawdą, a co fałszem, a gdy to przestaje być skuteczne – zaczynają grozić: wymyślają, złorzeczą, przeklinają i stwierdzają bez ogródek, że postępowanie wyrodnej córki czy syna wpędzi ich do grobu. Gdy i to nie skutkuje, grożą, że zabiorą za sobą do grobu ukochanego wnuka, który wskutek złego wychowania (na przykład jest źle przygotowywany do Pierwszej Komunii Świętej, albo wręcz nie jest do niej przygotowywany) i tak pójdzie na zatracenie.
Rozpacz córki i rosnąca dezorientacja dziecka nic nie znaczy. Babcia swoje wie. A co gorsza, dla swojej wiedzy znajduje potwierdzenie w coniedzielnych kazaniach księdza proboszcza i na lekcjach religii. Tam również rodzice po swojemu myślący są wykluczani, stygmatyzowani i wyklinani ze wspólnoty. Już nie tylko kościelnej, ale i ludzkiej.
Tak oto mowa nienawiści rodząca się w Prezydium Episkopatu znajduje swoje przedłużenie w rodzinach i na lekcjach religii. Czy to ma jakikolwiek związek z chrześcijaństwem? Jestem przekonany, że żadnego.
Może więc nadszedł czas by to nie Prezydium Episkopatu, ale samodzielnie myślący katolicy zaczynali stanowić standardy miłości chrześcijańskiej. Jestem przekonany, że to oni znajdą potwierdzenie czytając Nowy Testament, a nie Prezydium Episkopatu i wychowywani przez niego do praktycznej nienawiści bliźniego katecheci i idące im w sukurs oszalałe z nienawiści babcie.
Stanisław Obirek



To prawda, ale jeśli bedziemy konsekwentni to nie hierarchia koscielna, ale wierni oraz ich czytanie Biblii powinno decydować o istocie religii. I tak doszlismy do reformacji Husa i Lutra. Tymczasem upłyneło kilkaset lat i zmiany w stylu reformacji to już grubo za mało aby zatrzymac wiernych w KRK. Instytucja biurokratyczna jako pomysł na biznes hierarchów i trzymanie wiernych w parterze przegrywa ze współczesnością. I nie ma szans aby sama sie zmieniła. Nie zdąży nawet gdyby bardzo szybko sie przekształcała i bardzo chciała zmienić. A ona wcale nie chce zbyt dużych zmian. Oznaczato, że musi upaść tzn. stracić wiernych. Amen.
Obserwuję w moim malutkim miasteczku bunt wiernych i sądziłem,że będą głosowali nogami. Po części tak jest, wielu młodych przestaje chodzić do kościoła.
Większość chodzi dalej, ale głosują inaczej, ignorując coraz więcej. Środki antykoncepcyjne, stosunek do in vitro, współżycie przedmałżeńskie, to sprawy w których ludzie mają swoje zdanie i zupełnie otwarcie ignorują kazania księży. Z tymi babciami też jest ciekawie, godzą się z losem (opiniami i zachowaniem wnuków) znacznie częściej niż bym się spodziewał. Osobna sprawa to katecheza gimnazjalna i licealna. Księża są regularnie wyśmiewani przez młodzież (czasem w sposób,który budzi mój protest, ale mówiąc to co mówią trochę powinni się tego spodziewać).
To bodaj mój ostatni komentarz na tym forum jak i na każdym innym, bo jak napisałam w notce, zamykam się w swoim świecie i klucz wyrzucam. Szkoda, ze Pan Profesor w imię miłości bliźniego i każdej innej skazał na ostracyzm babcie „…oszalałe z nienawiści…”. Co Szanowny Pan Profesor zaprezentował? Nie napisał Pan, że to NIEKTÓRE babcie, Pan skazał je wszystkie. Nic nie jest – ZAWSZE i nic nie jest – WSZYSCY. Takie pojęcia nie istnieją. Nie odniosę się do groźby Episkopatu, bo jestem pewna, że posłowie się ugną przed tą siłą, ale to mnie już nie dotyczy. To nie mój świat. Bardzo to smutne. Dlaczego, Panie Profesorze, dlaczego wszystkie babcie…?
Droga Pani Cheroneo. Proszę nie spełniać groźby, ufam, że to tymczasowo „zamyka się w swoim świecie i klucz wyrzuca”. A co do babć, to je wyraźnie dookreśliłem. Wyraźnie napisałem, że to chodzi o te „…oszalałe z nienawiści…”, a tych jest mało, to jest margines i tylko te wykluczam ze społeczności miłosiernych i miłujących. A przykład z życia wzięty, stąd moja nieprzejednania pasja i napiętnowanie takich postaw. Jak może Pani wnioskować, że ja „wszystkie babcie” mogłem mieć na myśli. Obraziłbym pamięć moich trzech (dwie babcie i jednak prababcia), które opromieniły moje dzieciństwo. Więc dziękuję za komentarz i możliwość dopowiedzenia „co miałem naprawdę na myśli”.
Podobnie jak @cheronea i p. Koraszewski nie zauważyłem w praktyce tego „wszyscy”, ale widzę też pewna logikę w postępowaniu Episkopatu. Szantaż polityczny uprawiany wobec rządzących z powodzeniem zastępuje pełne kościoły, których nie sposób zapełnić takim nauczaniem pasterzy, z jakim mamy do czynienia. A ponieważ najwyraźniej jedynym celem E. jest wpływ na państwo, nie widzi on potrzeby jakiejkolwiek zmiany w swoim postępowaniu. Sęk w tym, kiedy nasi posłowie przestaną się bać, kiedy oni zauważą te pustoszejące kościoły?
Na co dzień mam do czynienia z seniorami, w tym babciami. Zapewniam pana profesora, że jeszcze nie zdarzyło mi się, by jakaś słuchaczka zaprzestała chodzenia na moje wykłady, choć zdarza mi się, jeśli temat tego wymaga, opisywać faktyczny stan naszego Episkopatu, przeszłego i obecnego.
Szczerze mówiąc, bywam nawet zaskoczony poziomem antyklerykalizmu u moich słuchaczy, czasem muszę nawet lać oliwę na wzburzone fale ich umysłów 🙂
Panie profesorze, proszę wybaczyć, przeczytałem jeszcze raz i nie widzę tego „wyróżnienia”. Rozumiem, co miał pan na myśli, ale w tekście tego nie ma. Ot, czasem zdarzy się brak precyzji 🙂 Dzięki za wyjaśnienie.
Chrześcijaninem nie będąc, muszę wierzyć, że Hoser, Oko, Dydycz, Terlikowski, Dziwisz, Cejrowski, Michalik, Kaja Godek, Rydzyk, Duda to chrześcijanie – bo tak deklarują. Podobnie wierzę, że bandyci z ISIS, Boko Haram to muzułmanie – bo tak oni siebie nazywają. To beznadziejna dyskusja, kto jest prawdziwym, a kto nie, chrześcijaninem.
Niektórzy komentatorzy piszą o zaobserwowanych w swym otoczeniu postawach młodych ludzi. Też coś dorzucę. Ja w pracy obserwuję ludzi tak, mniej więcej, 5-10-15 lat po studiach. To w większości chrześcijanie Hoserowscy, niestety.
@wejszyc, ano właśnie. Młodzi ludzie. To się pokrywa choćby z „chrześcijanami internetowymi” i ich wpisami na temat rozmaitych konfliktów na temat człowiek – Kościół.
A kto jest prawdziwym chrześcijaninem? Wbrew pozorom można to choćby trochę sprawdzić. „… nie można służyć Bogu i mamonie…” jak powiada Pismo.
No jak to – nie można?! 🙂 🙂
@j.Luk A za cholerę nie można. Kiedyś sprawdzali się za pomocą wyrzynania (jak dziś muzułmanie) i nawet to nie wyszło. Bogu i mamonie… Dzisiaj wysłuchałem, jak każdego ranka, „Słowa na dzień” w radiowej Dwójce. Było o Judaszu, czyli o mamonie w postaci wiadomych srebrników. Ksiądz głoszący słowo na dzień rozróżnił mamonę służącą złym celom od tej służącej dobrym celom. I tyle.
@wejszyc, psia kostka, to jednak są lepsi, niż myślałem 🙂
@j.Luk No właśnie, na tym polega ich geniusz, he, he. „Inne kwiatki św. Franciszka” Brandstaettera czytałem ze 30 lat temu, więc mogę coś przekręcić. Tam też jest motyw mamony w postaci bogatego księdza. Wytłumaczenie bogactwa jest takie, że ów ksiądz jest gotów zrezygnować z bogactwa. Jest gotów, ale na razie musi, nie ma takiego powodu, ale ważna jest gotowość. Więc może służyć mamonie, bo jest gotów z niej zrezygnować. Wiemy, że ta chwila rezygnacji nigdy nie nadejdzie.
Dobry wieczór Państwu. Mam trudna sytuację rodzinną. W związku z tym, iż nie planuję dla mojego syna Komunii Św.
jestem zastraszana przez mamę (a babcię synka) na wszelkie opisane przez Pana Prof.Obirka sposoby.
Takie postępowanie najbliższej osoby budzi mój sprzeciw i konieczność obrony. Nie zgadzam się na złorzeczenia, przeklinania i daleko posunięte zastraszania mnie. Nie jestem ani diabłem, ani czarownicą, tylko dlatego, że mam przekonania odbiegające od większości otaczających mnie ludzi. Ciekawa jestem jak Państwo odnaleźlibyście się w podobnej sytuacji?
oj tam oj tam..
Dajcie naszym Pasterzom dożyć w spokoju swoich dni.
Tak pięknie potrafią mówić o miłości wszelkiej maści.
Wiedzą co zadowoli Pana i co Go rozjuszy mimo że jest Czystą Dobrocią!
Mnożą swoje owieczki pasterze na wszelkie sposoby nie uciekając osobiście od tych miłych Panu czynności.
Dzieci uczą miłości bożej, pokazując że bojaźń boża też jest Panu miła. I czynią wszystko, bo wiedzą jak, aby ten na niebiesiech był uradowany i nagradzał wiernych szczodrze po śmierci.
Starają się jak mogą, edukują, tworzą kulturę miłą Panu.
Budują nowe obiekty do okazania miłości Panu, nie dla siebie przecie jeno dla Pana i wiernych.
Piękne, jasne, o odpowiedniej kubaturze z zapleczem gospodarczym i pomieszczeniami hotelowymi.
To jest myślenie dalekowzroczne! Pan to lubi.
Jak zabraknie tacy i nie daj Bóg! dotacji publicznych, będzie można je wydzierżawić na różne cele! Obok mnie powstaje kaplica. Idealnie będzie nadawać się w przyszłości na magazyn! Lub salę sportową z wygodnym zapleczem. Jak uda sie akustyka to i koncerty będzie się robiło!
Pan Bóg docenia gospodarskie myślenie i nie zsyła na swoich pracowników kar niebieskich za wyjątkiem tego co nieuniknione czyli śmierci a ta jest przecież łaską dla zmęczonego życiem człowieka a nie karą!
ps.
Jak ktoś należy do klubu to musi łożyć na jego istnienie!
Korzysta z pomieszczeń klubowych rozsianych po świecie i może oczyścić umysł wchodząc na teren ich teren. To działa!!
Moja klubowa legitymacja ma ważność dożywotnią i nie dziwię się że nie jestem dopuszczony do celebrowania pewnych przywilejów skoro nie daję nic na klubową działalność. Ale przyjść zawsze mogę.
Mimo iż nie jestem aktywistą, zarząd klubu nie zatrzaskuje drzwi i cierpliwie czeka kiedy zapukam do nich z prośbą o ostatnią klubową posługę dającą prawo wstępu do szczęśliwości wiecznej. Wystarczy że bliscy zapłacą za mnie i zaręczą że w głębi serca zawsze byłem członkiem klubu…
A mnie to już będzie latało..
Polecam jako odtrutkę po wynurzeniach Episkopatu esej o. Ludwika Wiśniewskiego „Blask wolności” – do przeczytania, przemyślenia i stosowania…
Afera podsluchowa pieknie sie rozwija. Wyglada na to, ze nie mozna zostac juz kelnerem, nie bedac czyims agentem, a wy lekkoduchy o milosci. Zejsc z tych oblokow, ojczyzna w potrzebie.
Glos w dyskusji o milosierdziu Kosciola Katolickiego:
http://www.polityka.pl/tygodnikpolityka/spoleczenstwo/1613293,1,podopieczna-siostry-bernadetty.read
.
Ten artykul powinien byc wreczany kazdemu ksiedzu „po koledzie” i wieszany na drzwiach kosciolow.