Jedyne przestępstwo jakiego obecni polscy politycy jeszcze nie popełnili to ludożerstwo – powiedział wczoraj na antenie głównego wydania Telewizji Polskiej Marian Kowalski, kulturysta, kandydat na prezydenta naszej Najjaśniejszej Rzeczpospolitej.
Co myśleć wypada o systemie demokratycznym i jego narzędziach, czyli demokratycznych wyborach, jeżeli każdy nie odpowiedzialny świr może sięgać po władzę w państwie? Demokracja i wolne wybory to podobno najlepsze co się ludzkości udało wymyślić na temat rządzenia krajami, ale kiedy taki pan, nomen omen Kowalski, jest poważnie traktowany w poważnym kraju, wypada wątpić w zdolności umysłowe tych myślicieli.
Sto tysięcy Polaków musiało się podpisać na listach popierających taką kandydaturę. To może nie jest bardzo dziwne, bo co komu szkodzi się podpisać? Zresztą nie jest trudno trafić do ludzi wściekłych na aktualną władzę z argumentem że trzeba „to wszystko rozpieprzyć”. W demokracji wściekłych nie wtrąca się do lochu, trzeba się z nimi liczyć. Są obywatelami kraju a obywatele mają sto powodów żeby być wściekłym. Łatwo zrozumieć niezadowolenie i chęć zmiany, ale trudno pojąć, że takim ludziom jak pan Kowalski czy Kukiz ktoś chciałby oddać władzę. W maglu różne rzeczy się mówi, ale żeby poziom z magla wystarczył do startu na prezydenta?
Czy mędrcy od wymyślania demokratycznych narzędzi wyborczych brali pod uwagę patologiczne przypadki? Powinni je przewidywać, wiadomo przecież że kiedy się staje do walki i chce się wygrać, wszystkie chwyty są dozwolone. Wyborcom trzeba się podlizywać, wciskać kit, być bardziej wściekłym niż audytorium do którego się przemawia, a żeby taki teatr odstawiać nie wolno mieć skrupułów. Wściekły z wściekłym łatwiej znajduje wspólny język. Akurat Polska nie jest dobrym przykładem na klęskę jaką demokratyczne wybory mogą zafundować narodom. Mieliśmy w ostatnich latach przypadki tak spektakularne jak np. w Egipcie gdzie wola ludu wyprowadziła kraj na manowce.
Nikt nie wymyślił lepszej recepty na rządzenie niż wybory, musimy więc przeżyć jakoś te fajerwerki głupoty a potem jeszcze dziesięciolecia dojrzewania ludu do odpowiedzialności.
O takich kandydatach na prezydenta kraju jakim jest pan Kowalski mówi się że są anty systemowi. Chcą rozwalić „to wszystko” żeby było dobrze. Nie obiecują że każdemu dadzą podwyżkę, na to naszego ludu już się nie złapie, wolą mówić co obecna władza rozkradła albo zmarnowała, dobrze brzmi a sprawdzić trudno. W pierwszych wolnych wyborach po upadku PRL, ci co się nie załapali do władzy i byli wściekli na okrągły stół, opowiadali o dziesięciu miliardach dolarów wywiezionych z kraju na lewo przez nową władzę. Bzdura była ewidentna, takich pieniędzy PRL nie widziała od dawna, gdyby je miała to by PZPR nie oddała władzy. Ale brzmiało dobrze, sprawdzić się nie dawało i lud to kupował.
Wolne media, wielka zdobycz, ale żeby utrzymać się przy życiu najłatwiej sprzedawać skandale. Dziennikarze się nakręcają, prowokują wypowiedzi specjalistów i nawet w poważnej publicystyce można przeczytać opinię socjologa, że „ ludzie zamykają się w ogrodzonych osiedlach, żeby przetrwać indolencję państwa które przestało budować szkoły, ulice, przychodnie zdrowia, szpitale, i w ogóle nie jest zainteresowane obywatelem.”
W czasach cenzury dziennikarze tak musieli lawirować, żeby między wierszami podać fakty o tym jak jest naprawdę. Całkiem odwrotnie się zrobiło – najpierw trzeba opowiedzieć jak jest ogólnie źle, żeby mieć prawo przedstawić jakiś chlubny wyjątek.
Wierzę w instynkt rynku – widocznie na negacji najlepiej się zarabia, bo wciąż przybywa bibuły z antyrządową sensacją. Ostatnio objawił się nowy tygodnik adresowany do wkurzonych – nazywa się ABC, finansuje go niesławny SKOK, bazuje na dziennikarzach „niepokornych”, tych samych co produkują tygodnik „wSieci” i jemu podobne. Za 3 zł. 50 groszy można sobie łyknąć nową pigułkę odprężenia – „117 miliardów ukradli politycy i oszuści”, „Aferzysta rządzi w Sejmie” itp. Ale żeby im nie było za dobrze, pojawiła się bliźniacza konkurencja – wydawca „Faktu” czyli Axer Springer też wypuścił bąka przed wyborami. Jak tamci ABC, to ci „Od A do Z”. Te same skandale polityczne, ale o złotówkę taniej.
W bardzo dawnych czasach negowanie wszystkiego było przywilejem lewicy, broniła uciemiężony proletariat, wierzyła że będzie dobrze kiedy tylko obalą kapitalizm. Teraz proletariat w przemyśle, matecznik lewicy ma się nieźle, a w imieniu sfrustrowanych występuje prawica. Mają mniej ideowych haseł, mówią że chcą obalić władzę za to że „baluje, kłamie i spiskuje”.
Nie wiem jak się ma ilość wściekłych rodaków do tych co nie uważają że wszystko jest do bani i wolą dobre wiadomości od skandali. Po tym jak pączkują media „niesystemowe” można się obawiać że wściekłych przybywa szybciej.
Agnieszka Wróblewska



Wściekłych nie przybywa tylko tytułów medialnych dla wciąż tych samych frustratów. Nazywanie ich prawicą tylko dlatego, że mają poglądy na prawo od matki boskiej jest nadużyciem. Sfrustrowana, antysystemowa formacja katopopulistów z ptasim rozumkiem to jeszcze nie prawica – to państwowe przedszkole katolickie.
@slawek, jest pan człowiekiem małej wiary 🙂
Nawet pan nie wie jak daleko na tej drodze już zaszliśmy:
http://ruslan.pecado.pl/upload2/readfile.php?file=ruslan/braun.jpg
Mnie zastanawia brak reakcji kleru na to ewidentne bluźnierstwo. I nikt nie leci do sądu czując się zraniony w uczucia. Dziwne, nie?
Dobre! Braun koronuje Chrystusa na króla Polski. Pierwsza reakcja, odruchowa jest dość radykalna. Po chwili zastanowienia ogarnia człowieka pusty śmiech a potem wesołość.Toż to folklor polityczny i przejaw pluralizmu. Wolno każdemu głosić swoje poglądy, co tłumaczy się na polski jako dowolną, choćby piramidalną bzdurę. Hierarchia milczy bo wobec pustoszejących kościołów każdy wierny, choćby durny, jest na wagę złota. Zresztą im większy idiota tym lepiej, zwłaszcza kiedy każe Chrystusowi myśleć i wybierać za siebie. Zaś co do bluźnierstwa nie pamiętam tych badań, bo to nie moja domena, ale pamiętam że według nich dość wysoki odsetek kleru nie wierzy w Boga, przynajmniej tego „oficjalnego”.
Łomajgod! Osobnik otwarcie nawołujący do mordowania bliźniego (wprawdzie tylko dziennikarzy TVN i GW, ale przecież Jezus nie robił żadnych rozróżnień) katolickim kandydatem?! A Kościół widzi i nie grzmi? Czy też nie widzi, albo woli nie widzieć?
To, że znalazło się 100 tys. oligofreników zdolnych podpisać listę kandydata Brauna mnie nie dziwi, ale że stało się to w kraju, w którym, podobno, ponad 90% deklaruje się być katolikami, to jest zagadka.
Z tym finansowanie mediów, proszę zwrócić uwagę na to w których najchętniej reklamują się firmy państwowe i dlaczego niekoniecznie pokrywa się to z oglądalnością lub czytelnictwem. Inną ciekawą kwestią jest to, że niektórzy kandydaci startujący w wyborach prezydenckich pokrywają koszty kampanii z budżetu państwa, podczas gdy inny muszą sami szukać finansowania.
Kukiz walczy o jak najwyższy wynik wyborczy, stanowi to bowiem znakomity pierwszy krok do silnego wyniku w jesiennych wyborach parlamentarnych. Sądzę, że ten plan powiedzie się.