Część pierwsza
Moja propozycja jest nie do odrzucenia. Na miarę nagrody Nobla. Aby ratować kraj, aby nie dopuszczać do przygnębiających waśni, aby żyło nam się długo i szczęśliwie, aby Polak dla Polaka nie był wilkiem, lecz bratem, należy przeprowadzić pewne zmiany w Konstytucji. A właściwie jedną zmianę.
Należałoby przyjąć ustawę, która zabraniałaby politykom – bo o nich tu głównie chodzi – pyskować na politycznych adwersarzy. W tym celu należy zakazać im uczestniczenia w telewizyjnych, radiowych i wszelkich innych publicznych spotkaniach przez cały okrągły rok! Z jednym wyjątkiem.
Za wyjątkowy termin pozwalający na narodowy jazgot należy przyjąć dzień przedwyborczy. Mowa o wszystkich wyborach w Rzeczpospolitej. Od wyborów na wójta, radnego, posła, senatora po wybory prezydenckie.
Tylko tego dnia – w dzień przedwyborczy – ubiegającym się o zaszczytne stanowisko, wolno będzie głosić wszystko to, co im ślina na język przyniesie. Z uwagi na dzieci w wieku przedszkolnym zabronić należy jedynie używania wulgaryzmów.
Wysiłek intelektualny i fizyczny kandydatów sięgnie apogeum, politycznego Mount Everestu. Prowadzenie kampanii przez ileś tam dni w roku, często dzień w dzień, osłabia umiejętności, rozprasza, nie jest odbiciem możliwości kandydatów. Natomiast wysiłek jednorazowy, tak jak przy zdawaniu matury czy obrony doktoratu, wyniesie kandydata do blasku jego możliwości.
Dopiero wtedy okazać by się mogło, że na przykład pani Ogórek jest wybitną intelektualistką, pan Komorowski – rewolwerowcem, pan Duda wybitnym ginekologiem, Kukiz – opatem w zakonie trapistów.
W poprawce do Konstytucji – dotyczy to jedynie wyborów prezydenckich – należy przyjąć, że kandydatów musi być co najmniej 100 (słownie: stu). Chodzi o to, abyśmy poprawili wizerunek Ojczyzny zagranicą. Co prawda w wyborach prezydenckich wygrywa jedna osoba, lecz pozostałe będą mogły przejść do historii jako kandydaci na prezydenta III RP. Z taką adnotacją w aktach, a choćby na wizytówkach, osoby te będą święcić dalsze życiowe triumfy.
Część druga
Barbara Skarga (1919-2009) – filozof i historyk filozofii. Studiowała filozofię na Uniwersytecie Stefana Batorego w Wilnie. W czasie II wojny łączniczka AK. Aresztowana przez Rosjan w 1944 r., skazana na 11 lat łagru. Po wyjściu z obozu otrzymała nakaz dożywotniego osiedlenia się w kołchozie. Do Polski wróciła w 1955 r. Opublikowała wiele cennych prac.
W jej myślach etycznych znajdujemy odniesienia do polityki i polityków. Skarga uważała, że dzisiejsza polityka stanowi zaprzeczenie tego, co było jej istotą. Nie jest już sferą wolności, równości, odpowiedzialności, debaty, lecz przemocy, partykularnych interesów, cwaniactwa, mierności. Niedościgniony wzór tego, co „prawdziwie polityczne”.
Prof. Skarga, podobnie jak Hannah Arendt – podkreśla w eseju jej uczennica prof. Magdalena Środa – widziała to w greckiej polis opisanej przez Arystotelesa. To tam można zobaczyć integralne związki etyki i polityki, dobra wspólnego z dobrem człowieka.
„Polityczność w sensie greckim jest nasycona etycznością” – pisze Skarga – bo państwo „jest wspólnotą, która powstaje dla osiągnięcia jakiegoś dobra wspólnego”. Tymczasem dzisiejsza polityka jest nasycona brakiem moralności.
Polityka, zdaniem prof. Barbary Skargi, jest „przystanią miernot, deską ratunku nieudaczników i frustratów, festiwalem niekompetencji i nieuctwa”. Charakteryzuje ją „brak odpowiedzialności za słowo, partyjniactwo, bełkot intelektualny”.
Gdyby szatan chciał zgromadzić różne odmiany zła, pychy, chamstwa i niekompetencji, zgromadziłby je (i gromadzi) w polityce. Można powiedzieć, że w dzisiejszej polityce zwyciężył Machiavelli ze swoją zasadą „cel uświęca środki”.
Tyle że dla Machiavellego celem, który legitymizował nawet najbardziej wstrętne środki, było dobro republiki, jej trwanie, siła i stabilna władza. Co jest celem większości dzisiejszych polityków?
Czy interesuje ich dobro państwa? Czy interesuje ich dobro obywateli? Gdzie tam. Ich interesuje sukces. Osobisty. Partykularny. Partyjny. Aby wygrać zrobią wszystko co najgorsze. Są amoralni. W wielorakim sensie. I przede wszystkim jazgoczą.
Jerzy Klechta



Ale co by się stało z Brudzińskim? Niesiołowskim? palikotem?
Oj tam.
Oglądanie programów z gadającymi głowami nie jest jak dotąd obowiązkowe.
@Jerzy Klechta: dałem jednego dolnego plusa. Bo politycy są amoralni. Może nie wszyscy, ale większość. Natomiast zakazanie im występowania w środkach mass media to zaproszenie rządzących i opozycyjnych polityków do nic nierobienia albo właśnie do pyskowania. A na to nie można się zgodzić.
Dlatego naprawianie politycznego grajdoła w Polsce zacząłbym od zmiany państwowej TV/Radio przez jej UNIEZALEŻNIENIA od reklam i zarabiania na rzecz całkowitego UZALEŻNIENIA od dobrowolnych i jawnych składek obywateli (nie grup interesów). To odchudzi państwowe mass media do małej instytucji, której zadaniem będzie szerzenie wysokiej elitarnej kultury i dziennikarstwa najwyższych lotów: czyli będzie prowadzić do stworzenia elitarnego krajowego ośrodka opiniotwórczego. Nie będzie musiał ograniczać się do zatrudnionych dziennikarzy, będzie mógł czerpać z najtęższych głów zapraszanych z kraju i zagranicy. Ale ten miarodajny ośrodek będzie zdany tylko i wyłącznie na obywatelskie finansowanie. Czyli będzie musiał zabiegać u obywateli o utrzymanie się, zamiast oczekiwać gotowych środków państwowych, czy z obowiązkowych abonamentów. To pobudzi inwencję i rzetelny stosunek do otaczającej rzeczywistości jak i do polityków, którzy będą zmyszeni do odsłaniania swoich prawdziwych zamierzeń i rozliczania się z własnych dokonań.
polityka jest zbyt poważną sprawą, by powierzać ją samym tylko politykom.
niepotrzebne są żadne zakazy. wystarczy nasz masowy użytek z kartki wyborczej.
jeżeli uważamy że nie mamy na kogo głosować, wybierajmy kandydata, który wydaje nam się najmniej szkodliwy- ale głosujmy, nie wyrażajmy niezadowolenia, powstrzymując się od głosu. pokażmy politykom, że to my decydujemy o nich, nim zabiorą się do rządzenia w naszym imieniu.
głosujmy, bo wówczas nawet najgłupszy polityk zrozumie, że ma czego się bać.
@gurnatko. się przejęzyczyłeś, niewątpliwie, oczywiście. chodziło o rządzenie, w naszym mniemaniu. To tak jak z tym PKP, co je mój Stary rozszyfrował, już w połowie 80-tych Ubiegłego, jako Kompletny Rozkład Jazdy. Bo przecież w rzeczywistości jesteśmy rządzeni przez tych Untreuhaenderów z Izraela. Z łaski tego rusko-szwabskiego kondominium. Więc ja głosuję na PiS, nie, przepraszam, na PO, nie, przepraszam, na UHU, na ZUS, na KRUS, na GRYCAN, na IXI, na Zwykły Proszek? Tak!
Oj tam oj tam.
Aby wyciszyć jazgot..
Należy ogłosić międzynarodowy przetarg na obsadzenie najważniejszych stanowisk rządowych w III RP.
Kryteria doboru chętnych można potwierdzić w narodowym referendum.
Jazgot będzie inny.. sympa..
A może by tak wprowadzić więcej elementów finansowych i obywatelskiej oceny, np.:
1. Żadnych zaliczek PIT i ZUS przez zakład pracy, przekazywane tych pieniędzy pracownikowi i np. raz na kwartał ów pracownik sam dokonuje tych opłat. Tak wiem: każdy powinien wiedzieć ile te kwoty wynoszą, ale czym innym teoretyczna wiedza, a czym innym ów „bolesny” przelew.
2. Finansowanie partii politycznych jedynie poprzez świadomą decyzję obywatela na PITcie. Każdy wskazuje partię na który jakiś promil jego podatku ma być przeznaczony. Jeśli wybierze „żadna”, wówczas np. 70% tej kwoty losowo na organizacje pożytku publicznego a jedynie 30% na losową partię. Skończyłoby się mobilizowanie jedynie co 4 lata …
3. Rubryka umożliwiająca oddanie ważnego głosu przeciw wszystkim partiom/ kandydatom. To pokazuje ilu wyborców chce chodzić na wybory, ale nie ma nikogo na kogo chcieliby oddać głos.
Parę innych pomysłów np. ordynacji wyborczej, ale wobec ciszy wyborczej pozostawię je na inną dyskusję…
Itd. Itp.
To może na początek, coś co bardzo mi zawadza przy płaceniu abonamentu rtv, niech płatnik ma wybór NA KTÓRE programy mają iść jego pieniądze.
.
Potem, może wydrukować kartę wyborczą z nazwiskami rozrzuconymi losowo (po okręgu?), aby świadomy wyborca WYBIERAŁ, a nie akceptował kolejność ustaloną przez partyjnego lidera.
.
A jak zachować obligatoryjną tajność wyborów przy wskazywaniu preferowanej partii?
Niedawno w „Polityce” był artykuł o myśliwych. Znalazła się tam wzmianka, że w sejmie myśliwych jest 20%, a w całym kraju 0,5%. Trudno zatem wymagać, aby – przy takiej nadreprezentacji myśliwych – posłowie uchawalali coś wbrew myśliwskim interesom. Więc może zamiast wyborów lepsze byłoby ogólnonarodowe losowanie? Może średnia inteligencja tak uzbieranych posłów byłaby niższa od obecnej, ale średnia uczciwość zapewne dużo wyższa.
Polski Indeks Kłamców i Oszustów w Wyborach.
Taki portal powinien powstać. Marzy się aby on był całkowicie beznamiętny bez nawiązywania do jakichkolwiek powiązań politycznych, bardzo precyzyjny i jednoznaczny. Kłamstwa , cyniczne obietnice , manipulacje adresowane do „ciemnego ludu” powinny być rejestrowane i opracowane statystycznie i przypisane do ich autorów. Portal powinien mieć bardzo szacowny patronat zapewniający naukową metodykę. I najtrudniejsze w tym pomyśle jest „… , ale ..” ( to prawda, ale …) – to może rozmyć i zamglić całą ideę. Na indeksie powinny się znaleźć tylko kłamstwa i manipulacje ewidentne , nie do podważenia. Lepiej mniej niż wątpliwie.
Taki spis być może pomógł by usunąć z wyborów jawnych oszustów, niemoralnych manipulatorów. Napisałem „być może” bo coś mi się wydaje, że „ciemny lud” tego nie kupi. Ten lud kocha swoich kłamców.