Pod takim tytułem napisałem w roku 1949 “Opowiadanie z życia młodzieży szkolnej”. Był to obraz moich myśli Ş wyzwalającego się z koszmaru przeżyć wojennych, zafascynowanego ideami socjalizmu 12-letniego chłopca. Na cześć mojej ulubionej postaci z “W pustyni i w puszczy”, bohater “Marzenia” nazywał się Jacek Tarkowski.
Młodzieńcze grafomaństwa ulegają na ogół spopieleniu, ale jeżeli komuś coś takiego się zachowało – namawiam do lektury, bo z perspektywy 60-70 lat, myśli dzieciństwa nabierają nowego sensu. Oto fragmenty:
Jacek Tarkowski pochodził z rodziny robotniczej. Był uczniem 7 klasy szkoły ogólnokształcącej w Warszawie. W domu często słyszał opowiadania ojca o tym jak państwo ludowe opiekuje się ludźmi pracy, jak dba o ich interesy. Ojciec Jacka – murarz, pracował przy budowie Domu Słowa Polskiego w Warszawie. Nie bez powodu Jacek był dumny ze swego ojca. Obserwacja życia i przemian w kraju i stale zwiększająca się praca organizacji zetempowskiej w szkole wzbudzały w chłopcu chęć do pracy, do walki. – Coś w tym chłopaku siedzi, mówiła matka do ojca, składki na PCK – on, gazetka klasowa – on, wiesz, Władek, mamy jedynaka, ale nam się udał, co?
…Nieraz chodził na budowę przyglądać się ojcu. Widział go na rusztowaniu jak wymachiwał kielnia. “Tylko prędzej, prędzej”, myślał Jacek i miał rację, bo ojciec był przodownikiem pracy wyrabiającym 250% normy i jako jeden z pierwszych otrzymał mieszkanie na Rynku Mariensztackim, które składało się z dwóch pokoi, kuchni, łazienki i korytarza. Okna wychodziły na rynek. – To jest prawdziwa nasza zdobycz, mówiła matka, a potakiwał jej ojciec: – To jest zdobycz klasy robotniczej.
…Wakacje już się kończyły, za parę dni miał się rozpocząć rok szkolny. Stasiek i Mietek już przyjechali z kolonii letnich. – Było naprawdę „w dechę”, opowiadali, dostaliśmy łóżka w pięknym domu, dawnym pałacu jakiegoś obszarnika, a potem były wycieczki, a w czasie deszczu nie nudziło się nam, bo mieliśmy kółka literackie, krajoznawcze, organizowaliśmy pogadanki na tematy aktualne. – Za moich czasów, synu, nigdy nie mógłbym wyjechać na kolonie, ale nawet być w czasie wakacji w takim mieszkaniu jak nasze, gdzie ty w czasie wakacji zajmowałeś się chora matka, mówił ojciec. – Powinieneś zawsze postępować jak my na budowie, robotę mamy wykonać, bo takie zadanie postawiła nam partia.
W następnym odcinku: Jacek wraca do szkoły.
Marian Marzyński



