Jeżeli ktoś jest palący, wie jak może podziałać na samopoczucie świeże powietrze. Bywa, że wręcz zaszkodzi.
Piękny wieczór, słońce skryło się za horyzontem, wokół unosi się upojny dym z wypalonych papierosów. Lekkomyślnie otwieramy okno i … szok! Świeże powietrze wdziera się zdradziecko do pomieszczenia rujnując nasze środowisko naturalne. Głowa zaczyna boleć, w oczach pojawiają się migoczące złowieszczo plamki i resztką sił zamykamy okno w obawie przed ostatecznym unicestwieniem. Ufff… udało się. Szybko zapalamy papierosa, by wyrównać skład gazów w otoczeniu w proporcjach akceptowalnych przez nasz zaatakowany podle organizm.
Szok wywołany brakiem nikotyny zna niemal każdy palacz, którego wrogowie namówili do rzucenia palenia. Mam wrażenie, że podobnie poczuli się niektórzy po wyborach prezydenckich, w których zwyciężył nie tylko „nie ten co trzeba”, ale pojawiły się pierwsze symptomy „wietrzenia”.
Histeria narodowa uprawiana przez publicystykę może zadziwiać. Z Wałęsą, wtedy legendą, zwyciężył postkomunista Kwaśniewski, Tymiński wyeliminował Mazowieckiego itd. I jakoś to przeżyliśmy. Skąd teraz ten szok? 8 lat wystarczyło, by przyzwyczaić się na tyle, by zmiana wywołała aż takie trzęsienie umysłów?
Teoretycznie zwycięstwo Kwaśniewskiego powinno wywołać większy, bo wówczas Polska znajdowała się w momencie wielkich decyzji, które miały określić naszą przyszłość na długie lata. Tymczasem Kwaśniewskiego wybrano dwa razy. I świat się nie zawalił, Polska nie upadła, a wręcz przeciwnie. Dziś znajdujemy się w zupełnie innym momencie naszej historii. Na tyle dobrym, że nie zaszkodzą mu nawet najgorsze rządy przez kilka lat. Polska ma dziś perspektywę znacznie dłuższą, niż 4 lata.
Pomijając sam fakt, że prezydent przy swoich prerogatywach może co najwyżej „przynieść wstyd”, którego niektórzy boją się bardziej, niż spadku PKB, co znamionuje osobniki zakompleksione, bez wiary we własną wartość, ot taka klasyka polskiej parafiańszczyzny.
Dużo większym problemem okazała się wymieniona wcześniej „próba wietrzenia”. Szok świeżopowietrzny sprawił, że zamiast rzeczowych analiz otrzymaliśmy licytację na inwektywy, „dowcipne” określenia, wyścig o „Złote Lekceważenie Roku” itp. A jest co analizować.
Choćby sam problem JOW-ów. Z tego co mówią na jego temat politycy i publicyści wnoszę, że nie zadali sobie trudu zapoznania się z tą propozycją zanim zabrali głos. To widać po sposobie argumentacji. Jej 99% to zabawa w „zabetonują czy odbetonują?”
Sam pomysł JOW-ów nie jest nowy i nie wymyślił go Kukiz (przepraszam za to nazwisko – wiem, że boli). Sami walczący o nie powołują się między innymi na zdanie w tej sprawie Herlinga Grudzińskiego, było nie było – zmarłego w 2000 roku.
Propagujący je prof. Jerzy Przystawa nie żyje od trzech lat.
Wiem, że już pod koniec lat 90tych były robione symulacje dotyczące składu parlamentu po wyborach w JOW-ach. Znajomy matematyk uczestniczący w tej akcji wykazał, że… nic by się nie zmieniło.
I to jest argument używany przeciwko JOW-om. Zwolennicy są w stanie dowodzić czegoś wręcz przeciwnego. Cały problem polega na tym, że jedni i drudzy w przeważającej większości posługują się nie tyle wiedzą, co wiarą. A z wiarą – wiadomo – dyskusja trudna.
Błąd przeciwników JOW-ów twierdzących, że zabetonują one na amen scenę polityczną polega na tym, że oni rozpatrują problem jako sam w sobie, bez żadnych zmian w sposobie zgłaszania kandydatów. Takie ujęcie rzeczywiście pozwala „udowodnić”, że JOWy są koncepcją błędną. Zwolennicy popełniają błąd również w tym obszarze niemal wyłącznie powołując się na przykład angielski, jak np. p.@bisnetus.
Już po kilku zdaniach orientujemy się, że nie jest to ten system, potrzebę którego głosi Kukiz (przepraszam), ponieważ niezależnie od rzeczywistej selekcji i dopuszczenia lepszych jakościowo, niż u nas kandydatów, o wszystkim tak czy owak decydują władze (czy odpowiednie komisje) partyjne.
Na dodatek śp. prof. Przystawa był przeciwnikiem czynnego uczestnictwa ruchu na rzecz JOW-ów w wyborach organizowanych według dzisiejszych zasad, co rzutuje na postawę tego ruchu i dziś i powoduje zamieszanie wśród obserwatorów. Może powodować, co do tego nie ma wątpliwości, ponieważ nie została podana żadna alternatywa. Podobnie jak dręczący niektórych „brak programu”. To też spadek po profesorze Przystawie. Nie wiem czy dobry czy nie, ale na pewno powodujący liczne nieporozumienia.
Jeśli więc przenosić ten system na nasz grunt, trzeba by najpierw opracować system zgłaszania kandydatów. Do kogo mieliby się zgłaszać? Owszem, raz można zrobić pospolite ruszenie, na dłuższą metę musi powstać jakaś cywilizowana zasada. Kto ma to robić? PKW? Jakieś specjalnie powoływane „ciała”? Kto i wg jakich kryteriów miałby je powoływać?
Na dziś Ruch proponuje Okręgowe Komisje Wyborcze, ale to przeczy jego głównemu postulatowi „obalenia systemu” i sprzeniewierzenie się śp. patronowi. To jest najistotniejszy problem, bo jeśli wsadzić JOW-y w dzisiejszy sposób wyłaniania kandydatów, to rzeczywiście nic się nie zmieni. Niestety, jasnych odpowiedzi w tym względzie na razie brak. A czas leci.
Jakkolwiek byśmy wybierali posłów, przed państwem będą stały te same zadania i wyborcy mają prawo domagać się informacji o tym, co kandydaci mają na te tematy do powiedzenia.
Nie da się powiedzieć : JOW-y i koniec. Niestety, to nie koniec, a początek. Tylko czego?
Zakładając dobrą wolę propagujących JOW-y otrzymujemy taką oto konstrukcję: posłowie wybrani zostaną w jednomandatowych okręgach i po zebraniu się na sali sejmowej określą priorytety swoich działań. Ergo: wyborca PO WYBORZE dowie się, co jego wybrańcy zamierzają czynić.
Tyle, że tak się nie da. Są zadania, które trzeba wypełniać niezależnie od składu parlamentu i rządu i nie można ich pozostawić na los przypadku. Np. obronność.
A jeśli nowowybrani posłowie stwierdzą, że ten temat nie jest ważny? Teoretycznie, w podanej koncepcji, mogą to zrobić. I co wtedy?
Zbyt wiele jest rzeczy, które w państwie nie mogą podlegać dyskusji lub chciejstwu tego czy innego posła, nieważne jak wybranego.
Trudno też otrzymać od zwolenników odpowiedź na pytanie dotyczące ich głównego postulatu „oddajmy Polskę obywatelom”, co głosił ostatnio dr Błasiak. No to ja pytam: którym? Jeśli mam inne zdanie, niż sąsiad, to komu oddać to państwo? Jemu czy mnie? Śmieszne? Wcale nie. Wiara (bo to jest niczym nie poparta wiara) w to, że JOW-y sprawią, iż obywatel będzie miał większy wpływ na politykę rządów musi być poparta konkretem, odpowiedzią na znacznie bardziej „podstępne” pytania. Inaczej niewiele jest warta.
Kolejny mit to „bliskość” posła i wyborcy. „Będziemy wybierali ludzi sobie znanych”… itd.
Okręgów ma być 460. Tymczasem mamy w Polsce 2478 gmin. A więc wybierany byłby jeden poseł na średnio 5 gmin. Jak bardzo byłby znany mieszkańcom? Obawiam się, że niewiele bardziej, niż dziś.
Sami organizatorzy Ruchu piszą:
Powyższe zasady umożliwiają odwołanie posła w czasie trwania kadencji, co jest niemożliwe w systemie partyjnych list wyborczych. Jednak troska o stabilność sceny politycznej oraz doświadczenia korzystających z systemu JOW, skłaniają do ostrożnego korzystania z takiej możliwości.
Czyli ble ble ble… bo co to niby znaczy? Możemy, a nie skorzystamy? Chcem, ale nie muszem? To nie jest zachęta do rozmowy serio.
Podobnie jak przedstawiane „efekty” wprowadzenia nowego systemu.
-
odpowiedzialność posłów przed ich wyborcami (w okręgach).
-
partnerstwo władzy z obywatelami, upowszechniające wśród obywateli poczucie odpowiedzialności za dobro wspólne, niezbędne w budowaniu społeczeństwa obywatelskiego;
-
pozytywna selekcja kadr sprawujących władzę i stabilny rząd służący narodowi;
-
decentralizacja oraz ożywienie i jawność życia politycznego, co zaskutkuje:
-
Porozumieniami wewnątrzokręgowymi, które wyłonią kandydatów o największych szansach zdobycia mandatu, eliminując kandydatury skrajne i egzotyczne.
-
-Porozumieniami międzyokręgowymi, oddolnie tworzących się ugrupowań politycznych. To zapewni zmianę charakteru partii politycznych, z wodzowskich na obywatelskie oraz utrudni dostęp do władzy dla ugrupowań skrajnych.
Wielkiej wiary trzeba, by głosić takie rzeczy. Niemal żaden ze spodziewanych efektów nie jest bowiem poparty nawet próbą symulacji, nie wysilono wyobraźni, by znaleźć choćby teoretyczny przykład potwierdzający to co napisano. Ale jest wiara. Czy to wystarczy?
Cokolwiek powiedzieć – powiało. I to jest pozytyw sam w sobie, bo niezależnie od tego jakie przyjmiemy stanowisko wobec JOW-ów, to ten ruch skłania nas (mam nadzieję) do rozmowy o naszym państwie, czego ostatnio było albo brak, albo rozmowa odbywała się na „jedno kopyto”.
Nawet kiedy już Polska będzie krajem mlekiem i miodem płynącym znajdziemy w niej coś do poprawienia. W ostatnich latach chęci do tego poprawiania trudno było zauważyć. Zamknęliśmy się we własnych jedyniesłusznych klitkach politycznych i głowa nas boli przy każdym otwarciu okna.
Dziś jeszcze trudno zauważyć chęć do rozmowy z tymi, z którymi się nie zgadzamy. A jest konieczna, jeśli mamy ruszyć do przodu. Nawet najbardziej egzotyczny pomysł może zawierać w sobie jakiś element, który okaże się przydatny do poprawienia tego co jest dziś. Dlatego namawiam od jakiegoś czasu, by rozmawiać, pokombinować, skoro jest okazja, a może zdarzy się choć co nieco naprawić wóz, na którym wszyscy jedziemy. A przynajmniej naoliwić mu koła.
A jeśli komuś nie przeszkadza zaduch to proszę – niech się pozaciąga:
Pierwsza lektura i druga lektura.
Satysfakcja gwarantowana.
A miłośnikom filmu proponuję przypomnieć sobie scenę z „Młodego Frankensteina”, kiedy Igor (Ajgor) drażni konie wymieniając nazwisko Frau Blűcher.
– Blűcher!!! I konie rżą przerażone!
Kukiz! (przepraszam)
Jerzy Łukaszewski



To o czym tutaj rozmawiamy to konieczność zmian. Wypowiadający się dzisiaj w TOK Fm prof. Czapiński (miedzy 21.00 a 22.00) m.in. stwierdził, ze P.Kukiz to jest ledwie zapowiedź rewolucji. Jeśli szybko nie zmienimy systemu politycznego na sprzyjający obywatelom, to niechybnie czeka nas rewolucja. Argumenty wynikające z badań społecznych są w rodzaju „nie do odrzucenia”.
@Mr E, właśnie dlatego, że JOWy są mitologizowane, w obie strony, sprowokowałem tę dyskusję.
Niestety, dyskusja się skończyła, przynajmniej dla mnie, bo widzę tylko 4 komentarze z 77. Szkoda.
A więc przynajmniej pod adresem Word Pressu mogę z pełnym przekonaniem wznieść okrzyk ” – Obalmy, k*** ten system!” 🙂
Na dole prze słowem „Odpowiedź” jest guzik „starsze komentarze”. Tutaj akurat trzeba uzupełnić wiedzę i opanować system a nie obalać system.
.
To jest zasadnicza różnica w stosunku do polskiego systemu wyborczego. Możesz przewalić cały system, wszystkie ustawy a guzika „bierne prawo wyborcze” nie znajdziesz i za Chiny nie zarejestrujesz do wyborów kandydata niezależnego i nie przepchniesz nawet najlepszej grupy kandydatów lokalnych.
.
Zanim się obala system trzeba mu się dobrze przyjrzeć i go dobrze poznać. By obalać dobrze i to co trzeba. Tak więc nie obalajmy Wordpresa lecz się go uczmy. Obalmy patologię mafiokracji partyjnej, której się nie da nauczyć i nie warto się jej uczyć.
Niestety, pod adresem WordPressa okrzyku nie zmienię. Co drugi komentarz wcina do moderacji itd. Znam tyle stron w necie, na których można gadać na bieżąco i do woli, to SO akurat tego WordPressa musiało wziąć 🙂
Ale cieszę się, że nareszcie może pan sobie poużywać 🙂
To niezupełnie wina WordPressa, choć jego też. Ale i myśmy ustawili takie restrykcje, które nie pozwalają zmienić dyskusji w taki ściek, jak choćby w Onecie. Mogę sporo z tego zlikwidować jednym ruchem; ale czy naprawdę chcemy tutaj wyzwisk i bijatyki oraz płatnych hejterów? Bo ja – nie. I tak czasami – na mój gust – jeździmy po bandzie. Więc wolę by było nieco za mało wolności, niż za dużo. Zresztą, nie tylko w dyskusji w SO…
Studio Opinii jest jak nazwa wskazuje studiem opinii. A nie forum dyskusyjnym. To są dwie różne formy obecności.
.
W studiu opinii wyraża się kilka opinii i się spada. I takich kilka opinii na krzyż się dobrze czyta. Natomiast na szersze, dłuższe i głębsze dyskusje to raczej odstępstwo od reguły, wyjątek i na to nie jest portal zoptymalizowany.
.
Tak jak od kota nie można żądać aby głośno szczekał i pogryzł włamywacza, jak od psa nie można oczekiwać aby dobrze miauczał i myszy sprytnie łapał, jak od wyborczych systemów większościowych nie można oczekiwać, aby wyniki były proporcjonalne, tak od studiów opinii trudno oczekiwać, żeby były efektywnymi forami dyskusyjnymi.
Jedno słowo co do mitomanów i mitologizowania JOW-ów. Jak już podkreślałem wielokrotnie mówienie o micie JOW-ów jest bzdurnym erystycznym wymysłem .. krytyków JOW-ów. Ja od lat jestem blisko projowowskich środowisk i tam nawet do głowy nie przychodzi nikomu by traktować JOW-y jako cudowny środek na wszystko i na rozwiązanie wszelkich problemów. Sam Kukiz też to kilkakrotnie podkreślał. Ja niemal przy każdej okazji powtarzam, że każdy system wyborczy to jest proces, który daje efekty i który można oceniać po kilku cyklach wyborczych czyli po około 10 latach.
.
A tu przychodzą ciągle mądrale i dyskutują sami ze swoimi bzdurnymi fantazjami z jakąś cudownością JOW-ów z jakąś mistyczną wiarą, że dyskutują z sympatykami JOW-ów.
.
JOW0-y nie są niczym innym jak narzędziem (moim zdaniem najlepszym dla Polski) wprowadzenia normalnej demokracji w Polsce. Normalnej demokracji w której obywatele odzyskują swoją obywatelską podmiotowość i szansy wpływu na swoje państwo. Demokrację w której Sejm odzyskuje swoją społeczną reprezentytatywność, to znaczy parlament reprezentuje społeczeństwo a i partie kogoś faktycznie reprezentują. Demokrację w której istniej balans między warstwą obywatelską, lokalną, regionalną i ogólnonarodową zarówno w instytucjach państwa jak i w organizacji społeczeństwa w tym wewnątrz w ogólnonarodowych partiach. W partiach, w których są masy obywateli, liderzy i działacze samorządowi, politycy regionalni jak i politycy z najwyższej półki o prestiżu ogólnokrajowym i międzynarodowym. Czyli klasyczne partie w demokracji.
.
Demokracja jest tylko możliwością i szansą dla ludzi wzięcia swoich spraw w swoje ręce, to jest otwarcie systemu dla wszystkich ludzi chętnych i aktywnych, którym chce się działać. Co ludzie z tym zrobią, to już jest ich sprawa, ale przede wszystkim mają oni otwartą możliwość działania, konkurowania, dyskutowania, kontrolowania i wpływania.
.
To jest przeciwieństwo aktualnego systemu dyktatury wykastrowanych ciemniaków i bredzących medialnych kreatur totalnie zabarykadowanego przed obywatelami. JOW-y mają otworzyć ten system i przepędzić to barachło. W sposób ewolucyjny i cywilizowany, to znaczy nie w 3 sekundy tylko w kilku cyklach wyborczych, jak już to wcześniej zostało powiedziane.
@bisnetus, a nie dałoby się rozmawiać bez tej nudnej już frazy „wszyscy jesteście głupi, tylko ja @bisnetus mądry?”.
Ani to grzeczne, ani skuteczne. W ten sposób pan nikogo nie przekona, wręcz przeciwnie.
Co dziwne, coraz bardziej mi się wydaje, że jest to styl „dyskusji” zwolenników Kukiza (przepraszam).
Przytoczę pan argument z jednej z dyskusji na innym forum.
„”Przy stole siedzą: korwinista, górniczy związkowiec, libertarianin i członek zrzeszenia lekarzy – proszę ustalić z nimi projekt nowej „ustawy emerytalnej”, który wszyscy zaakceptują. Czas na zadanie: dwie godziny. Powodzenia.
To się nie da.
Dlatego nie będzie żadnego takiego programu.”
Jest pan przekonany, że ten człowiek wie co mówi?
Program, to nie tylko „obietnice wyborcze” z czym najczęściej jest mylony. To także poglądy ruchu, z którymi wyborca może się zgadzać bądź nie (może? czy już nie będzie miał prawa?)
Na co mam głosować, jeśli tego nie wiem?
„Oddamy władzę obywatelom, a potem się zobaczy” tak?
Nie sądzę, by zbyt wielu zgodziło się na taki wariant.
napisałem, że JOWy to ani panaceum, ani koniec drogi. A co dalej? „Zobaczy się?”
A we wrześniu mamy głosować.
To Pan tu ciągle jedzie na insunacji, że zwolennicy KOW-ów to kretyńscy mitomani co bredzą sobie jakieś fantasmagorie, a pan Łukaszwicz największy mądrala sobie będzie rozsądzał co jest rozsądne i mądre i że prawda leży po środku. Więc przestań pan projektować własne mądralstwo i insunuatostwao na innych. Lekarzu, lecz się sam.
@bisnetus Ok, tylko proszę pokazać jeden wpis, w którym kogoś obraziłem inwektywami, które pan uważa za normalna rozmowę.
Mam nadzieję, ze zakończy pan dyskusję w tym wątku, bo i tak niczego prócz banałów od pana się nie dowiedziałem. A liczyłem naprawdę na dużo więcej.
Pan przedkłada „dowalanie” komuś ponad merytorykę. Dlatego nie ma pan co propagować JOWów bo robi im pan niedźwiedzią przysługę. Niewielu pan znajdzie chętnych do dyskusji z chamem.To taka praktyczna porada.
@narciarz2, ” rewolucje sie rodza, gdy ludziom się poprawia.”
No właśnie, przecież to znany zwrot od tak dawna. Dlatego dziwię się „oburzonym na oburzonych”, że nie chcą tego wziąć pod uwagę, argumentując, że „skoro jest lepiej, to po co rewolucja?”
Już mówiłem. Lekarzu lecz się sam. A co do argumentów z uzasadnieniem i konkretów to ja tutaj je przedstawiam w 50%. Pan nawet nie wie co to jest argument i z czym to się je.
Ciekawa dyskusja, jednakże w warstwie projektowej przypomina obraz Ilji Riepina „Zaporożcy piszą list do sułtana”.
W amerykańskich podręcznikach zarządzania próba tworzenia czegokolwiek kolektywnie najczęściej określana jest jako: „Wielbłąd jest to koń wyścigowy zaprojektowany przez komisję.
Zmierzam do tego, iż jeśli z takich rozważań miałby powstać jakiś projekt, to na tym etapie powinien istnieć ktoś lub sekretariat, który przygotowałby syntezę dyskusji i wnioski. To naturalnie należy do głównego rewolucjonisty i bojownika o JOWy P. Kukiza i jego zaplecza politycznego. Ale może skorzystają na takiej dyskusji?
@slawek do pewnego momentu myślałem tak samo. Ale widzę, że ochota do dyskusji nie jest zbyt powszechna, że jednak większość woli stereotypy i schematy nie wymagające samodzielnego myślenia, albo nurzać się w rozważaniach na takim poziomie uogólnienia, że zwyczajnie szkoda na to czasu.
Tak dziś jestem pesymistą.
Komentarze nie ukazuja sie w kolejnosci. Na koncu sa jakies dwa stare, a nowe pokazuja sie przed nimi.
Mechanizmy sa wazne, i troche na ten temat napisałem. Ale moze wazniejsza jest osobista uczciwosc kandydatow. Mi sie wydaje, ze PO poleciała na łeb na szyje, kiedy czołowi politycy PO pokazali swoja dwulicowosc. Te osmiorniczki dołozyly sie do knajackiego jezyka nagranego na słynnych tasmach, do tego dołozyło sie rozczarowanie obietnicami, ktore rozwiewały sie tuz po wyborach, i mamy co mamy. Co ciekawe, łgarstwo nie wydaje sie przeszkadzac popularnosci PiSu. Widocznie PiS wyrobił sobie licencje na kłamstwo. To spore osiagniecie marketingowe.
.
Poza tym nie obowiazuje takze haslo „gospodarka, głupcze”. Narasta rewolucja, bo podobno rewolucje sie rodza, gdy ludziom sie poprawia. No, to jesli rewolucja zwyciezy, to ludziom sie pogorszy. Byc moze na tym polega ujemne sprzezenie zwrotne w krajach zdominowanych przez myslenie zyczeniowe.
Aby JOW zadziałały musi być:
.
1. Decentralizacja nie tylko władzy ale też w partiach.
W Polsce jest zbyt dużo szczebli: gminy, powiaty, wojewodztwa i władza centralna. W Wielkiej Brytanii, Kanadzie są tylko trzy szczeble władzy. Każdy szczebel jest niezależny w swoich kompetencjach, a tym samym niezależne są organizacje partyjne, zwykle nawet te partie mają inne nazwy. Na szczeblu gminnym nawet partie nie występują wogóle. Tym samym partyjna władza centralna nie ma wpływu na wybory na niższych szczeblach struktury władzy. Pozwala to na aktywizację i samodzielność administracji terenowej.
.
2. Kandydaci na reprezentantów w każdym szczeblu muszą być mieszkańcami jednostki administracyjnej z której kandydują. Zwykle to są lokalni działacze społeczni, nauczyciele, lekarze znani społecznicy.
.
3.Do parlamentu też startują miejscowi. Zwykle podają krótki program z jakim startują i zwykle jest to program bardzo pragmatyczny. Oczywiście reprezentanci partii prezentują program partii. Stąd aby partia mogła wygrać w kręgu wyborczym, gwałtownie szuka miejcowego działacza z dobrą wygrywalną reputacją, lepszą od konkurencji. I to jest główna zaleta JOW, właśnie możliwość znalezienia nowego, wartościowego działacza partyjnego.
.
4.Niestety pieniądze psują wszystko, czyli muszą być ograniczenia, ile można wydać na kampanię wyborczą. Przekroczenie limitów musi być surowo karane. Tym samym pozwala to na wyrównanie szans, oraz zmusi kandydatów do pracy, do szukania woluntariuszy i działania na środowisko poprzez pobudzanie aktywności politycznej nie tylko w czasie kampanii wyborczej.
@A.P.
Co do punktu 1 to właśnie w demokracji powstają normalne partie polityczne. To nie jest tak, że najpierw mają powstać porządne partie a potem można wprowadzać demokrację, bo bez demokracji nigdy normalne partie nie powstaną. W demokracji partie tworzą się oddolnie, tak właśnie jak to opisano w 3 punkcie. W rzeczywistej demokracji, zwłaszcza JOW-owskiej partie są ZMUSZONE działać demokratycznie i oddolnie. A partie nie mające ludzi nie mają co się pokazywać. Muszą być obecne z najlepszymi ludźmi na dole. Zresztą ten efekt było widać ostatnie w Wielkiej Brytanii w przypadku partii Farage’a. Demagog i celebryta, który zyskał pewną popularność i rozpoznawalność w telewizji został bezlitośnie wycięty na dole, w tym sam osobiście. Widocznie Brytyjczycy sobie chętnie pobluzgają na imigrantów przy telewizji, ale tam na dole wcale im się nie śpieszy do przepędzana Polaków i Pakistańczyków ze swojej własnej gminy, bo ich w większości znają i może nawet cenią. JOW-y są też z tego znane, że są bardzo nieprzyjemne dla fundamentalistów, radykałów i demagogów.
.
Co do punktu 4 to pierwsza Reguła JOW postulowana przez Ruch JOW mówi: 1. Równa dla każdego pełnoprawnego obywatela Polski pełna swoboda indywidualnego kandydowania na posła, obejmująca cały proces wyborczy, w tym czas trwania kampanii wyborczej i jej finansowanie wyłącznie ze środków niepublicznych, z limitem wydatków równym dla kandydatów niezależnych i partyjnych.
.
Tak więc w idei JOW-ów kwestia jawności, ograniczoności i uczciwości w finansowaniu kampanii wyborczych jest bardzo ważną częścią postulatu. W krajach JOW-owskich jak w WB jest ta sprawa bardzo rygorystycznie pilnowana.
@bisnetus.
Teoria jest bardzo dobra, tylko chodzi o praktykę. Ja wiem co to jest demokracja i wszystko co należy i co trzeba. Problem w tym, że to trzeba budować a tego nie ma komu robić, bo Polacy to indywidualiści, nie potrafią się jednoczyć dla określonych celów, a najważniejsze, że nie mają do siebie zaufania.
Wystarczy plotka o fałszerstwach w wyborach, o jakichś pieniądzach w czyjejś kieszeni, czy „dziadek z Wermachtu”, albo „dziadek Żyd” i całość się rozpadnie. W Polsce jak nigdzie na świecie jest niezwykle dużo procesów o zniesławienie, pomówienie i najwięcej jest ekspertów od wszystkiego.
Takie podejście jest najbardziej destruktywne z możliwych i pozbawia nie tylko dyskusję, ale nawet życie jakiegokolwiek sensu. Traktowanie Polaków jak podludzi niezdolnych do normalnego życia i zabranianie im choćby powzięcia prób normalnego życia jest szczytem destruktywizmu. To tak jakby zakazywał komuś wejścia do wody, bo i tak nie umie pływać. Pewnie, że jak go nie wpuścisz nigdy do wody, to nigdy się nie nauczy pływać. Z demokracją jest identycznie. Tego tak jak chodzenia i mówienia nie można się najpierw nauczyć teoretycznie. Trzeba najpierw próbować i uczyć się praktycznie.
@bisnetus, nigdzie nie napisałem, że wiem wszystko i wiem najlepiej. To pan tak twierdzi. I właśnie dlatego na pana liczyłem. Tyle, że bez tego pogardliwego stosunku do co najmniej połowy dyskutujących, którzy wg pana bredzą itp. Po co to? Jeśli uważa pan, że ktoś źle myśli/mówi, rozumie, wystarczy pomóc zamiast zwymyślać. No ale to kwestia wychowania i charakteru. Na to nic nie poradzimy.
Natomiast wiem, że w ten sposób zniechęca pan szukających informacji. Ale ponieważ pan nie jest w stanie przyjąć najmniejszej nawet krytyki i zachowuje się jak zachowuje, szkodzi pan idei, którą pan ponoć propaguje. Na szczęście nie jest pan jedynym źródłem informacji. EOT.
Podsumowując: sama „rzeczywistość” JOWowska jest zachęcająca, ale to w naszych warunkach mrzonka, szczególnie jeśli się słyszy „najpierw muszą być….” i tu następuje opis z księżyca. Oczywiście, można walczyć z opadami deszczu, z ganianiem chmur po niebie, tylko po co?
Zainicjowałem tę dyskusję WYŁĄCZNIE po to by się dowiedzieć czegoś więcej o JOWach. Z tego co się dowiedziałem są one bez sensu w sytuacji, gdy nie jesteśmy w stanie sprawić, by zaistniały wszystkie warunki konieczne do ich sprawnego zadziałania.
A nie jesteśmy, zdecydowana większość nawet nie chce.
Pozostanie to co dziś: obrzucanie wyzwiskami tych, którym nie podoba się to samo co nam.
@ j.Luk Chciałbym Panu podziękować za ciekawą i wartościową inicjatywę – jak wszystko wyda ona owoce. Dobrze, że Pan podjął trud zainicjowania i w stopniu możliwym na SO moderowania dyskusji. Szereg głosów, pomijając emocje, poszerzyło naszą wspólną wiedzę, jednak jak zasugerował jeden z dyskutantów zadanie stworzenia spójnego programu zmian wymagałoby czegoś w rodzaju Konwersatorium DiP. Tylko w taki sposób daje się wypracować wspólny projekt.
Co do sytuacji politycznej, jak pokazuje dzisiejszy dzień jest ona dynamiczna. Moim zdaniem główne i poboczne partie w Sejmie PiS, PO, SLD i PSL zrobią wiele ciekawych ruchów aby ograć Kukiza. I może im się to udać, bo naprawdę są zawodowcami. Z tego co dochodzi ze sztabu Kukiza nie wynika, że tam ktoś zdaje sobie sprawę ile pułapek na nich się zastawiło i będzie się zastawiać do samych wyborów. Ale może i tam dowodzą wielcy stratedzy – zobaczymy.
@slawek ja również panu dziękuję. W wielkich strategów w obozie Kukiza (przepraszam) nie wierzę, na razie to ruch idealistów. Pułapki zaczną się na dobre kiedy zostanie ogłoszony termin wyborów i sporządzanie list. Wtedy z pewnością wrócimy do tematu.