najpierw, moi drodzy, mamaewa zarządziła zbiórkę swej czeladki w dwuszeregu, a gdy jej ministry i wice się ustawiły, powiedziała:
musimy wyciepać przynajmniej dychę ze składu rządu, bo wróg podsłuchuje i grozi nam uszczknięcie na zaufaniu wyborców… co, tylko połowa kontyngentu? czyście kochani na głowę poupadali? dobrze. drugą połowę mianuję sama – i z bartkiem na czele, choć to mój brat po fachu. niech się wam nie zdaje, że niektórzy mają u mnie szczególne względy. jak odnowa, to odnowa i nie ma to tamto…
powiedziawszy to mamapremier wyciągnęła z torebki jakiś papier i jęła odczytywać nazwiska poległych. oprócz wymienionych ministrów zgłosił się na ochotnika również radek, bo on zawsze był prymusem i sam wyciągał na lekcjach rękę do odpowiedzialności.
a gdy apel poległych dobiegł końca, premierewa przybrała matczyną pozę i płacząc niemal, odezwała się:
– kochani wyborcy, rozumiem, że zrobiliśmy wam kuku i możecie się czuć zawiedzeni, więc was najserdeczniej przepraszam.
aha, nazwiska nowonarodzonych ministrów i ministropodobnych osób zostaną podane do wiadomości w przyszłym tygodniu. i to by było na tyle, więc jak przyjdzie czas, interes będzie funkcjonował na pełnych obrotach, możecie więc tłumnie podążać do urn i tak jak już macie to dwukrotnie przećwiczone – obdarzyć nas swymi głosami. niechżyjePOamen!!!
mamapremier mówiła z przekonaniem i było jej prawdziwie przykro, iż wyborcy do tego stopnia zawiedli zaufanie jej partii i rządu, że wybrali niewłaściwego prezydenta. najgorsze jest to, że nie da się rozwiązać elektoratu i powołać na jego miejsce zupełnie nowych wyborców. niech więc ci, którzy są, naprawią ten błąd, jako i my naprawiamy teraz swój.
nazajutrz po przetrzepaniu rządu komentatorzy byli zgodni, że mamaewa zbyt długo pobłażała swej ministerialnej trzódce, a tego co zrobiła było za mało i przyszło to za późno. komentatorzy usiłują odgadnąć czy mamoewowa partia ostanie jeszcze na otarcie łez jakieś 10 procent głosów, czy też wpadnie w czarną dziurę polityki.
ja sam też się nad tym zastanawiam i mam swoje przemyślenia. od dawna już bowiem fascynowała mnie zaszczytna funkcja wajchowego. do tego stopnia, że kiedy narut do boju wystompił z orężem (moralnym) i przezwyciężył komunistyczną opresję, tak że znów mogłem jeździć w rodzime strony, popędziłem na plac zbawiciela, by zobaczyć czy wajchowy nadal tkwi na posterunku.
niestety! poległ na ołtarzu technologicznego postępu. jak był wajchowy, to motorniczowie tramwaju i pasażerowie mogli być spokojni, bo on tylko spojrzał na tramwaj i już wiedział na jaki skierować go tor. żeby politycy przynajmniej tyle potrafili… oj, za wcześnie chyba skasowaliśmy zaszczytną funkcję wajchowego…
dajcie mi łom!
natan gurfinkiel


