Amerykański deweloper, na którego w naszej rodzinie pieszczotliwie mówi się „świniaczek”, ogłosił przed chwilą, że wśród jedenastu innych republikanów pobiegnie na prezydenta. „Niektórzy odradzają mi to, twierdząc że Amerykanie mnie nie wybiorą, bo nie jestem miły, na co ja wam mówię: o tym, że jestem miły niech poświadczy moja rodzina”. W tym momencie na scenę, krokiem jakby byli na czerwonym dywanie prowadzącym do Oskarów, wkracza rodzina Trumpa, a on wyjmuje z kieszeni marynarki kartkę papieru: “Księgowi obliczyli, że jest wart osiem miliardów dziewięćset osiemdziesiąt milionów dolarów; dumny z tego nieprzyzwoitego bogactwa, tak jak wzbogaciłem własną rodzinę, tak jako prezydent wzbogacę Amerykę, a oto fakty:
- “American dream” umiera.
- Gdy 16 trylionów długu dosięgnie 24 trylionów, staniemy się Grecją.
- Arabia Saudyjska zarabia dwa miliardy dolarów dziennie; odbiorę od nich część tych pieniędzy przekonując ich, jak w biznesie, że ich istnienie dzięki nam musi ich kosztować.
- Na każdy samochód Forda wyprodukowany w Meksyku nałożę 30 procent cła, a jak przestanie się to koledze Fordowi podobać, to niech mnie pocałuje w dupę i wróci z produkcją do USA;
- Znajdę nowego McArthura, który stworzy tak silną armię, że ISI wkrótce przestanie istnieć;
- Jako doświadczony budowlaniec zbuduję tak wysoki mur odgraniczający nas od Meksyku, że zakończy się nielegalna imigracja, a Meksykanów zmuszę do pokrycia polowy tej inwestycji;
- Zlikwiduję plan opieki zdrowotnej Obamy, który jest kpiną z kapitalizmu.
Trump może stać się kandydatem republikańskim gdy okaże się, że żaden z jego konkurentów nie dorównuje w kwalifikacjach Hillary Clinton, a wtedy postawią na niego jak Kaczyński na Dudę, z nadzieja, że swoją apokaliptyczno-literacką wizją kraju przestraszy amerykańskich wyborców, który są jednak zbyt doświadczeni, aby – jak się to udało Dudzie z Polakami – dać sobie wcisnąć kit.
Marian Marzyński


