Ernest Skalski: Cena intymności

2015-06-18.

Sowa_PrzyjacieleNa wstępie historyjka – dygresja – kursywą. Można pominąć, nie tracąc wątku, z którym się ona wszelako jakoś wiąże.  I może komuś coś dać do myślenia. A poza tym, chce mi się ją opowiedzieć.

Przeczytałem to ongiś w książce generała w armii, kolejno; carskiej i Czerwonej, hrabiego Alieksieja Ignatiewa  ”Piatdiesiat liet w stroju’’. Autor, w czasie I wojny światowej rosyjski attache militaire we Francji, dysponował imiennie ogromnymi kwotami Rosji, które przekazał bolszewikom. Opisuje on między innymi okoliczności śmierci, w wieku 38 lat, generała Michaiła Skobielewa, ludowego bohatera Rosji i Bułgarii.

Zaczął on, Skobielew, od udziału w ”podawlieniju polskowo miatieża” w 1863 roku. Jego pomniki w Warszawie i w Suwałkach usunięto w niepodległej Polsce. Odznaczył się w okrutnym podboju Azji Środkowej, a największe,  spektakularne sukcesy odnosił w wojnie rosyjsko-tureckiej (1877-1878) na terenie Bułgarii, która dzięki niej odzyskała niepodległość po wiekach. Był uwielbiany.Za brawurę, męstwo, szeroki gest. W prawie wszystkich domach rosyjskich, a już szczególnie ”w narodzie” widniały jego podobizny.

Według Ignatiewa w roku 1882 odbył inspekcję w znajdującym się w Moskwie pułku. Wypadła dobrze i panowie oficerowie popili z generałem, a potem całe towarzystwo udało się do burdelu, gdzie w środku nocy Skobielew niespodziewanie umarł.

Okoliczności oficerowie uznali za kompromitujące, ale przepisy surowo zabraniały w takich warunkach wywożenia ciała bez odpowiedniej procedury. Zezwolenie mógł wydać tylko moskiewski policmajster, który tej akurat nocy nie spędzał w domu. Znalazł się rano, natychmiast zezwolił. Trupa ubrano w mundur, posadzono na siedzeniu dorożki, siedzący po bokach oficerowie, podtrzymywali go. Lecz już się po Moskwie rozeszło.  I tak jechali wśród gęstniejących szpalerów ludzi, którzy klękali, żegnali się, głośno się modlili i płakali. Wszyscy wiedzieli, nikt nie komentował, wtedy i potem. Nie pisano w gazetach, nie znalazło się w dokumentach. A bohater był kontrowersyjną osobowością. Miał wrogów, których się bał. Nie podnosili okoliczności w jakich umarł. Krążyły nawet legendy, że go zabito na zlecenie … Bismarcka, bo Skobielew uważał Niemcy za groźnego wroga Rosji.

Rosyjska Wikipedia informuje nawet jak się nazywała kokota, a którą generał spędził ostatnie chwile, lecz pomija drastyczne okoliczności eksportacji. Autorzy mogli do tego nie dotrzeć, a Ignatiew stykał się ze świadkami i uczestnikami wydarzenia i wydaje się wiarygodny.

No to, do czasów naszych.

Knajpiany savoir vivre

Noga moja nie postanie na pokładach statków armatora Costa Crociere, który mógł zatrudnić takiego kapitana jak Francesco Schettino z wycieczkowca Costa Concordia, tak samo jak nie postanie w lokalach, w których zatrudnia  się kelnerów podsłuchujących gości i sprzedających nagrania, wiedząc o tym ich niecnym procederze. To, rzecz jasna, przestępstwo, lecz gorszy niż przestępstwo jest fakt, że to obrzydliwość.

Idąc do knajpy, dopuszczam, że czasem może mnie spotkać przykrość, w postaci nie nadmiernie smacznego dania, niekoniecznie sprawnego kelnera. Znam też ludzkie słabości i wiem, że czasem kelner może podać coś na fryturze wczorajszej świeżości,  czy kropli nie dolać do kieliszka. Lecz zakładałem, że nie będzie na zapleczu pluł do talerza i nie powie ani żonie ani szefowi, z kim i kiedy w lokalu tym bywam. A tu zawodowcy sprawiają, że klienta kompromituje skorzystanie z ich usługi, że łamie mu to karierę i życie.

Po takim twierdzeniu rozlegają się wrzaski, że pomijamy meritum tego co podsłuchano. Że skupiamy się na procederze podsłuchu, który może nie jest najszlachetniejszym zajęciem, lecz służy tu dobrej sprawie, a my pomijamy treść tych podsłuchów. Czyli to o czym podsłuchiwani mówili.

Otóż, nie służy to dobrej sprawie

Exempla ad extremum

Polityk, przywódca, mąż stanu. Przemawia do wielkiego zgromadzenia, stojąc na tle flag i transparentów. Wyjaśnia, zachęca, wzywa. Entuzjazm. I nagle na wielkim telebimie, który powiększa jego obraz, widać go nie na trybunie, lecz w …toalecie. Rozpina i spuszcza spodnie i…wszyscy widzą co dzieje się dalej.

Czy to tak trudno ulokować dyskretnie kamerkę w dowolnym miejscu ? Może jeszcze z mikrofonikiem.

Czy ten człowiek nie robi tego co w miarę regularnie robią wszyscy, łącznie z PT profesorami zwyczajnymi i biskupami? Czy to w czymkolwiek niweczy jego osiągnięcia, zasady które głosi, cele do których wzywa? Podważa jego merytoryczne kwalifikacje do roli, którą pełni, albo o którą się ubiega ?

Albo nagranie pokazujące jak on uprawia seks. Nie żaden tam taki. Ze ślubną żoną, na małżeńskim łożu, nad którym wisi ich zdjęcie ślubne, zrobione na tle ołtarza. Wystarczy.

Drastyczne? Zmieniamy ujęcie. Rzeczony człowiek, bez marynarki,  z  rozluźnionym krawatem i w rozpiętej koszuli, lekko już zaczerwieniony – obraz w kolorze – siedzi z drugim takim przy knajpianym stoliku. Najazd kamery na szyld i widzimy, że to nie jest bar mleczny. Najazd na talerz…ośmiorniczki ! Bo cóż by innego? I jeszcze etykieta butelki z wyjaśnieniem, że to wino kosztuje tyle ile wynosi najniższa emerytura.

Na razie mamy fonię bez wizji. Tej fonii zresztą, nie dają nam odsłuchać. Wystarczyć ma zapis i opis. Zapis wybranych fragmentów. Kawałki rozmowy z kilkoma paskudnymi zdaniami, które mogły znaczyć nie zupełnie to co z nich w takim formacie odczytujemy. I opis lokalu, o którym prosty człowiek może tylko pomarzyć.

Powyższe przykłady różnią się poziomem drastyczności. Mechanizm za każdym razem jest taki sam. Odzieranie człowieka z godności i pozbawienie go w ten sposób kwalifikacji do pełnienia roli publicznej, w której on się może sprawdzać, lub nie, lecz raczej w luźnym związku logicznym z demaskowaniem jego intymności. No bo co ma z tego wynikać, że ktoś robi  kupę i że jakieś bydle wykorzystuje to przeciw niemu ?

Postponowany mógłby nawet niczego nie mówić, a jest ośmieszony.  Choćby przez te ośmiorniczki. Tu dygresja, którą można pominąć. W PRL mieliśmy bananową młodzież, która miała dostęp do nieobecnych na rynku bananów. Jak dzisiaj kogoś stać na łopatkę to może sobie kupić te ośmiorniczki nawet po 28 za kilo, a w dyskoncie to i trzynaście.

Słowa, słowa

Ilu jest ludzi, którzy nigdy przez chwilę, albo i dłużej, nie pomyśleli z wściekłością o bliskim sobie człowieku? Którzy nigdy ze złością nie powiedzieli czegoś złego o nim komuś innemu? Nie podzielili się ostrą,  nieraz niesprawiedliwą i krzywdzącą uwagą? Często nic z tego nie wynika. Nie zmienia się stosunek do innego człowieka, jakieś grupy, instytucji, do sprawy. Nawet gdy takiej wypowiedzi towarzyszą epitety, słowa ”powszechnie uważane za obelżywe”.

Czasem wynika to z chwilowego napięcia, emocji, nad którą nie możemy zapanować. Czasem chcemy się komuś przypodobać, podstroić się pod ton jakiejś zbiorowości. Nie są to rzeczy chwalebne, ale przeważnie cechuje je ”znikoma szkodliwość społeczna”, dopóki się sprawa nie nagłośni. Dlatego, niezależnie od tego, że to także nieładnie, nie należy podsłuchiwać, podglądać, czytać cudzej korespondencji. Nie kalkuluje się, bo możemy trafić na epizod który nie mówi całej prawdy, czy zgoła wprowadza nas w  błąd, prowadzi do fałszywych wniosków i szkodliwych postanowień. I tym bardziej nie należy rozpowszechniać czegoś takiego.

W zespoliku, w którym redagowaliśmy PWA, podziemny ”Przegląd Wiadomości Agencyjnych”, pojawił się ktoś z kolejnym donosem na Jaruzelskiego, który ponoć w ścisłym gronie o działaczach opozycji mówi ”te chwasty”.

– No dobrze. A jak my mówimy o Jaruzelskim ?

W Google’u figuruje oda doń, ”Bluzg”. Można sprawdzić.

Ludzie mający do siebie jakąś sprawę, a ufający sobie. Członkowie niewielkich gremiów decyzyjnych. Wszyscy oni muszą się ze sobą w nieskrępowany sposób naradzić, zanim wystąpią z czymś publicznie. Rzuca się różne pomysły, nieraz od czapy. Nauka o zarządzaniu kwalifikuje taki proceder jako ”burzę mózgów”. Czasem wplecie się w to jakiś dowcip. Czasem opinie z epitetem. Niech ktoś to nagra, a potem poda do wierzenia. Jak chociażby te sześć tysięcy miesięcznie Bieńkowskiej, które mogło wkurwić nawet zarabiających nieco powyżej średniej krajowej, jeśli nie dowiedzieli się, że to nie o zarobkach w ogóle, a w sferze ministerialnej.

Życie byłoby za proste i za łatwe gdyby wszystko było jednoznaczne. Podsłuchiwanie, podglądanie, szperanie w cudzych listach i komputerach jest paskudne, lecz się stosuje, tak jak stosuje się środki zapobiegawcze. Jeśli jest to konieczne, robią to odpowiednie służby na mocy odpowiednich przepisów, pod odpowiednim nadzorem. Zdobyte ta drogą materiały operacyjne służą zapobieganiu przestępstwa, ujęciu przestępcy i na ogół nie stanowią dowodu w postępowaniu sądowym. Wiadomo też, że istnieją i funkcjonują wywiady. Lecz podstawową zasadą ich działalności jest dyskrecja, wręcz tajemnica. I chodzi, służbom i wywiadom, o konkretną, rzetelną wiedzę, a nie o materiał publicznie kompromitujący kogoś czy coś. W Rosji jest już skrót; kompromat, który chyba się przyjmie wkrótce i u nas.

Winni niewinni

Działanie wywiadów przeważnie jest nielegalne i podlega karze, bądź restrykcjom dyplomatycznym. Wszelakie służby powinny odpowiadać za to co robią i ponosić konsekwencje, jeśli robią to z naruszeniem prawa i procedury.

Ci, którzy zlecają nielegalne podsłuchy i podsłuchują też powinni podlegać karze i chyba ją  poniosą, chociaż przy sposobie działania naszego aparatu sprawiedliwości nie jest to takie pewne. Problem jest z nagłaśnianiem. Wyjawianie tajemnicy państwowej – jeszcze proste. Podawanie nieprawdziwych faktów obciążających może być przedmiotem procedury karnej. Kompromitowanie kogoś nawet przez podanie prawdziwych faktów, a już szczególnie spreparowanych, może być podstawą do oskarżenia prywatnego o naruszanie dóbr osobistych.

Procedura to długa i męcząca. Wiem coś o tym, bo ponad sześć lat zeszło, w których kolejno wygrywałem w kolejnych instancjach, łącznie z Sądem Najwyższym, a konsekwencje ponoszę nadal i pewnie będę  ponosił.

I jakie by to sadownictwo nie było, to jednak jest ono o wiele bliższe rzeczywistości i sprawiedliwości niż sąd opinii publicznej. Ten drugi opiera się na emocjach, wywoływanych przez fakty. Nieprawdziwe, cząstkowe, spreparowane i …przemilczane, albo fałszywie naświetlone. Czy choćby tylko ośmieszające, jak zdjęcie z opuszczonymi spodniami. A kiedy przychodzą wybory to decyduje o ich wyniku nie postępowanie sadowe lecz sąd opinii publicznej. Taka jest nieunikniona cena demokracji. Trafność i sprawiedliwość takiego werdyktu zależy od dojrzałości społeczeństwa, ta jest pochodną trwania w demokracji i systemu informacji, która do ogółu dochodzi za pośrednictwem mediów.

I tu jest miejsce na dyskusję o stanie mediów w RP. Zostawmy na kiedyś.

Możemy stwierdzić, że rację miał premier Tusk, który nie wyciągnął wniosków personalnych w stosunku do podsłuchiwanych, poza jedna osobą, co do której zachodziły podejrzenia natury kryminalnej. Uznał, że nie będzie paru chuliganów formować konstytucyjnego rządu. Możemy też stwierdzić, że racje miała premier Kopacz, doprowadzając do ustąpienia podsłuchiwanych, którzy choćby niewinnie utracili kwalifikacje do pełnienia swych funkcji. Obie racje słuszne. Która słuszniejsza? To zależy od wielu niejednoznacznych okoliczności i  żadna decyzja nie bywa ”jedynie słuszna”. Sąd bywa nieraz  skrępowany przez prawo i procedurę, a władza ma szerszy wybór i bez porównania  cięższą odpowiedzialność.

A na razie dowiedzieliśmy się, że p. Sowa zamknął swój lokal. Podobno na lato. I tak nie pójdę do żadnego jego lokalu. Może jestem niesprawiedliwy. Może lokal był dobry, a on nie wiedział, że jego kelnerzy podsłuchują. Lecz stracił kwalifikacje pryncypała knajpy. Przynajmniej w moim odczuciu klienta. I co mi  zrobicie?

 

Ernest Skalski

Print Friendly, PDF & Email

18 komentarzy

  1. A. Goryński 2015-06-18
  2. wejszyc 2015-06-18
  3. Magog 2015-06-18
  4. Aleksy 2015-06-18
    • j.Luk 2015-06-19
  5. slawek 2015-06-18
    • W. Bujak 2015-06-23
  6. Sir Jarek 2015-06-19
  7. A.P. 2015-06-19
  8. slawek 2015-06-20
    • j.Luk 2015-06-20
      • slawek 2015-06-20
    • W. Bujak 2015-06-23
  9. narciarz2 2015-06-20
  10. j.Luk 2015-06-20
  11. Sir Jarek 2015-06-21
WP Twitter Auto Publish Powered By : XYZScripts.com