Marian Marzyński: Amerykański nauczyciel filmu (5)6 min czytania

()

marzynski 32015-06-20.

W audytorium filmowym

Nasz ostatni studencki festiwal filmowy odbył się w auli RISD. W przerwach jak zwykle puszczaliśmy muzykę z filmów Felliniego.

Ja: – Publiczność szalała. Dla mnie to było magiczne, była w tym jakaś magia, gdybym tutaj nie uczył, nigdy więcej nie kręciłbym własnych filmów. Nic nie wiedziałem o widzach w tym kraju. Wyobrażacie sobie, że po przyjeździe z Polski próbuję robić karierę w przemyśle filmowym. Natychmiast by mnie stamtąd wykopali!

Tom: – Byłbyś dokuczliwy.

Ja: – Nigdy bym nie zapuścił korzeni. Byłbym całkowicie zgubiony!

 

Na gondoli wśród płonących pochodni

Tom Payne zaprosił mnie na spektakl „Ognie na wodzie”, w którym odpowiedzialny jest za efekty dźwiękowe. Opowiada o mnie swojemu asystentowi:

 – Ten zwariowany nauczyciel był kolorowa postacią, gdy się tutaj pojawił. Przywiózł do tego kraju swój niezwykły styl dokumentalny. Uczył się angielskiego, poznawał Amerykę, patrząc na nią oczami swoich studentów.

W 1972 roku bylem uchodźcą z komunistycznej Polski, marzącym o wolności. W RISD zabrałem młodych Amerykanów w nasza wspólną podróż do dojrzałości. Uczyłem ich jak robić filmy. Oni pomogli mi znaleźć własne miejsce w Ameryce.

 

  1. Jean parkuje samochód przed budynkiem szkoły

Jean opuszcza RISD, nie zdając sobie sprawy, ze czeka go wielka kariera filmowa.

Jean: – 18, 19 lat, ze wszystkim presjami seksualnymi i społecznymi, to najbardziej odrażający okres w życiu. Nie chciałbym przez te lata jeszcze raz przechodzić. Wreszcie pogodziłem się ze sobą. Z zadowoleniem oczekuję starości. Do widzenia, kochane niedojdy!

 

Studenci protestują przeciwko nieprzedłużeniu mojego kontraktu

Wtedy nie przeczuwałem jeszcze, że wkrótce sam pożegnam się z RISD. Szkoła znalazła się w tarapatach finansowych. Zatrudniono nowego rektora, ostrą administratorkę z Nowego Jorku, która miała nas utrzymać w ryzach. Niektórych wykładowców, mnie wśród nich, uznano za niezdyscyplinowanych. Kiedy nie przedłużono mojej umowy o pracę zrozumiałem, że w tej dystyngowanej uczelni zbyt dobrze się bawiliśmy. Moi studenci byli wściekli. Przemawiał Steve Vickery:

 – Zwolnienie Mariana Marzyńskiego to pozbycie się głównej siły motywującej nas. To on nadal rangę tej uczelni, a został wyrzucony tylko dlatego, ze naraził się komuś, mówiąc to co trzeba było powiedzieć.

 

Reporter telewizyjny:

 – Charles Clavery w centrum Providence, gdzie trwają obchody stulecia Rhode Island School of Design, ale nie wszyscy świętują.

 

Przemawia burmistrz Providence:

 – Nie należy psuć powagi tego dnia tylko dlatego, że macie jakieś problemy w szkole.

30 lat później burmistrz Buddy Cianci pójdzie do więzienia za korupcję w mieście.

 

Protesty pod ratuszem:

Gdybym nadal mieszkał w Polsce, dostałbym wilczy bilet na inne uczelnie. Miałem jednak szczęście żyć w kraju drapaczy chmur.

 

Drapacze chmur Chicago

Uniwersytetowi w Chicago spodobało się to, co robiłem w RISD, zatrudnili mnie, podwoili moją pensję i zachęcili do robienia własnych filmów.

 

W pociągu do Warszawy

W 1981 roku, gdy w Polsce era komunizmu dobiegała końca, zdecydowałem się nakręcić film o dręczącej mnie przeszłości. Moim operatorem był Jean de Segonzac, który z Providence podążył za mną do Chicago, aby kontynuować swoje studia filmowe.

 

Dworzec Gdański. Narracja z filmu

Warszawa Gdańska. Tutaj zatrzymywały się rosyjskie pociągi relacji Wschód – Zachód. Na tej malej stacji, zdała od spojrzeń gapiów, sowieccy żołnierze przemieszczani z jednej części Europy do drugiej mogli rozprostować kości. Gdy 12 lat temu emigrowałem z Polski peron był pusty, byli tylko kolejarze i niewielu odprowadzających. Przyjaciele, a często i krewni bali się tu pojawić.

 

Kamera Jeana przez prawie dwie minuty prowadzi mnie z peronu na peron, szukając tych, co mieli na mnie czekać

Takie długie ujęcia praktykowaliśmy w RISD, nazywając je „kamera – oko”: w nieustającym ruchu, ukryty za obiektywem operator był inteligentnym “komentatorem” zdarzenia… „Powrót do Polski” został pokazany w amerykańskiej telewizji. Na nowo urodziłem się jako filmowiec.

 

Reporter stacji telewizyjnej w Chicago:

Dziś w programie: Marian Marzyński, w skrócie „Marz”, polski Żyd któremu udało się uniknąć śmierci w nazistowskich obozach zagłady. Był cenionym dziennikarzem telewizyjnym, który opuścił Polskę z przyczyn politycznych. Obecnie uczy i kreci filmy w Chicago. W maju tego roku powrócił do Polski, aby nakręcić film o jego własnych zmaganiach wojennych, jak również dzisiejszych zmaganiach jego kraju – o przetrwanie.

 

Z filmu „Return to Poland”. W dorożce. Podwórka. Droga do sierocińca. Rozmowa z zakonnicą

Reporter: W filmie Marzyńskiego akcja rozwija się jak w dobrym thrillerze. W czasie II wojny światowej udało mu się uciec z warszawskiego getta. W podwórkach takich jak to. Tułał się od jednej ukrywającej go rodziny do drugiej. Rozdzielony z matką, Marz znalazł się w sierocińcu po Warszawa, gdzie księża i zakonnice udzieli mu schronienia przed nazistami i wychowali w wierze katolickiej.

 – Czy siostra mnie pamięta?

 – Trochę się zmieniłeś. Nie pamiętam, jak masz na imię.

 – Maryś.

 – A, Maryś, najmłodszy ze wszystkich dzieci, bardzo mały synek.

 – A ja pamiętam, że siostra zawsze dawała mi cukier.

 

Spotkanie z Krysią. Narracja filmowa

Akcja mojego ocalenia była koordynowana przez pewną kobietę. Przed wojną  była asystentką mojego ojca w firmie ubezpieczeniowej. Nazywała się Krysia.

 – Tak się cieszę, ze żyjesz!

 

Ja przed kamerą w Chicago:

 – Wiedziałem, ze musze coś przekazać, bylem jednym z niewielu, którzy przeżyli.

 

Klasa filmowa

Reporter: Krytycy chwalą „Powrót do Polski”, który miał premierę telewizyjną w listopadzie, a studenci są ciekawi jak powstał ten film.

Ja: – Historię kraju najlepiej opowiada się w kontekście jednostki. Wiedziałem, że aby widzów zainteresować, musiała to być opowieść osobista.

Reporter: Tego uczy Marz swoich studentów z Governors State University, z którymi pracuje nad filmem o historycznej Maxwell Street.

Ja: – Znajdźcie mi jakąś dobrą opowieść. Potrzeba nam jeszcze trzech takich. Nie wstydźcie się ludzi, zadawajcie pytania.

Reporter: Wśród tych, co najlepiej go znają jest Jean de Segonzac, z którym wspólnie nakręcili „Powrót do Polski”.

Jean: – Jego wielką zaletą jest to, że nie tylko dostarcza informacji, jakich spodziewamy się w dokumencie, ale dotyka odczuć i emocji, a po tym poznaje się dobry film. Podoba mi się to, że uczy nas na naszych błędach, a my nie czujemy w tym niczego negatywnego.

Marian Marzyński

How useful was this post?

Click on a star to rate it!

Average rating / 5. Vote count:

No votes so far! Be the first to rate this post.