Redaktora Dominika Zdorta papież Franciszek wyraźnie irytuje. Ale jako dobry katolik daje swojej irytacji wyraz umiarkowany. Jednak stawia poważny problem w swoim felietonie zatytułowanym przewrotnie „Kiedy papież przeprosi Grodzką za Terlikowskiego?” na łamach „Rzeczpospolitej”, 26.06.2015.
Oto zakończenie rozważań na temat zbędności papieskich przeprosin (dla sprawiedliwości trzeba dodać, że dostaje się też polskiemu papieżowi za nieprzemyślana, a rozliczne przeprosiny). Jednak Franciszek zdaje się wyraźnie przesadzać, bo przecież – jak zauważa Zdort: „Problem jednak jest znacznie poważniejszy. Otóż z natury rzeczy przeprosiny papieża są odbierane jako ekspiacja Kościoła. Tymczasem Kościół to Mistyczne Ciało Chrystusa i nie ma się czego wstydzić ani za co przepraszać. Jest instytucją powołaną przez Pana Jezusa, świętą i bezgrzeszną. Za winy zaś odpowiadają jednostki, ludzie, których grzeszna natura i podszepty szatana skłaniają do działań wbrew zasadom wiary. Przynajmniej tak widzą to katolicy. Nie śmiem jednak nawet spekulować, dlaczego nie dostrzega tego Franciszek”.
Nie zamierzam przekonywać Pana Redaktora, ale pozwalam sobie stwierdzić, że wypadało doprecyzować, że nie tyle tak to widzą katolicy, ale „tak widzę to ja, Dominik Zdort, który uważam się za dobrego katolika”.
Bo ja, Stanisław Obirek, uważam, że papież Jan Paweł II, podobnie jak i papież Franciszek, wreszcie przywrócili katolicyzmowi ludzkie oblicze i przyznali, że to, co w imię religii robili „dobrzy katolicy i w dobrej wierze” nic z katolicyzmem nie miało wspólnego ani z religią praktykowaną przez Jezusa z Nazaretu. Nie był on wprawdzie chrześcijaninem, tylko pobożnym Żydem, ale jego wyznawcy uznali, że to co robił i to czego nauczał jest dla nich wzorem. Jednak następne pokolenia o tym wzorze zapomniały. Na szczęście ostatni papieże o tym przypominają i – słusznie – za wyrodnych synów i za wyrodne córki przepraszają.
Bo wcale nie jest tak, że tylko to co dobre jest zapisywane na korzyść instytucji religijnych; również ich niecne postępki, zwłaszcza te popełniane w imię tychże religii, świadczą o ich prawdziwej naturze. Więc sprawiedliwość dziejowa wymaga by się przyznać zarówno do jednych jak i do drugich. Bo przecież tylko prawda nas wyzwoli.
Przeprosiny za zbrodnie dokonane przez papiestwo wobec waldensów życia ofiarom nie przywrócą, ale uświadomią, że takich rzeczy nie tylko robić nie wolno, ale i w żadnym przypadku nie wolno ich usprawiedliwiać.
Stanisław Obirek



Po co przepraszać? A po co czytać radosną twórczość p. redaktora Dominika Zdorta? To pytanie zadaję również sobie, bo weekendowe wydanie Rzepy od jakiegoś czasu czytam, choć ze zdecydowaną większością tez tam zawartych w żaden sposób nie jestem w stanie się zgodzić. Próbuję sobie racjonalizować, że warto poznać poglądy inaczej myślących i czasem ciekawe artykuły można znaleźć, albo zastosować zamiast kawy, bo lektura doskonale podnosi ciśnienie (na mnie tak działa).
A co do potrzeby przeprosin – jeśli nie trzeba przepraszać w imieniu Kościoła, bo to przecież „święty Kościół grzesznych ludzi” i tylko grzeszni ludzie ponoszą winę za swoje czyny, to czy można Kościołowi przypisywać jakieś zasługi? Na pewno p. Dominik Zdort takiego pytania by nie zadał…
Morbid fascination – oto prawdziwy powod dla ktorego ja czytam zarowno Zdorta jak i Terlikowskiego czy innych ulubionych autorow Rzepy.
Jakiś czas temu pisałem, że pan Zdort nie ma na żaden temat nic ciekawego do powiedzenia. Od tej pory uczynił znaczny postęp – jego publicystyka zaczyna nabierać ciężaru umysłowych nonsensów. Może kiedyś te głupoty staną się ciekawe jako osobliwość? Na razie to wciąż nudne głupstwa.
A mnie ciągle żal starej dobrej Rzepy sprzed zawłaszczenia jej przez kołtunerię…
Bezrefleksyjna obrona katolicyzmu nie jest specjalnością redaktorów dzisiejszej Rzepy. I nie zamierzam jej bronić i dlatego z nią od lat polemizuję. Faktem jest jednak, że w porównaniu z mediami konfesyjnymi pojawiają się tutaj również głosy polemiczne. Kiedyś siły rozkładały się bardziej symetrycznie. Dzisiaj, a obawiam się, że ta tendencja będzie się nasilała, agresja wobec „inaczej myślących” dominuje. Oczywiście istnienie zajadłego środowiska stworzonego przez Pawła Lisickiego, frondę czy w sieci, nie tłumaczy odejścia Rzepy od standardów wypracowanych przez Dariusza Fikusa i jego zespół. Pozostaje żal i nadzieja, że jednak kiedyś zwrot ku lepszemu nastąpi.
Jak się ma irytacja redaktora Dominika Zdorta do dogmatu o nieomylności papieża? Czyżby Franciszek się mylił?