Andrzej Lewandowski: Kto kogo sprowadzi na ziemię?5 min czytania

()

2015-07-25_15-27_Photo Stamp Remover2015-07-25.

ECHA WYDARZEŃ: Za godziny losowanie piłkarskich mistrzostw świata 2016. Nie zawsze zgadzam się z Janem Tomaszewskim (do końca, jako że on kocha określenia krańcowo „rewolucyjne”, ja wolę z mniej ostrymi kantami), ale tym razem jesteśmy razem.

Pan Jan skomentował, że losowanie jest średnio ważne, bo zespół mamy znów niezły. „A kogo mamy się bać w tej chwili? Pokonaliśmy Niemców. Niech się teraz inni na nas patrzą” – powiedział”.

Ciekawe, Pan Janek tak sam z siebie, czy z pamięci o dawnych zagrywkach psychologicznych wielkiego Feliksa Stamma. On zazwyczaj mawiał podopiecznym: „Nie ty się masz martwić, kogo wylosujesz, niech on się martwi, że trafił na ciebie…”

Z tym, że papa Felo tak postępował z pięściarzami światowej czołówki, a piłkarze wprawdzie teraz wygrywają, i nawet mistrzom świata raz dali popalić, to jednak jeszcze nie klasa Drogosza, Pietrzykowskiego, Kuleja, Walaska, Paździora, Grudnia, Kasprzyka i innych – z tamtych czasów… Ale – niech będzie, jeśli ma podbudować psychikę oraz optymizm, to zgoda Panie Janku – nikogo się bać nie wolno! Najwyżej sprowadzą naszych na trawę…

Wciąż i niezmiennie ciepło myślę o Michale Kwiatkowskim. Mimo, że zdecydował się opuścić ten Tour de France. Prawda, trochę przykro, gdy mistrz świata mówi: „pas”, ale przeżyłem kilka wielkich etapowych, w których mistrzowie nad mistrzami (ówcześni albo przyszli) nie zabłyszczeli. Każda próba jest inna, każda stawia inne wymagania, w każdej jest zatrzęsienie chętnych do rewanżu za mistrzostwa świata; w każdej tęczowa koszulka to cel natarcia… Bylem do końca wiedział, czy wycofanie to „brak paliwa w baku” jak młody mistrz komuś powiedział, czy przyczyna leży w innym miejscu. Bo „brak paliwa” to oczywiście jakiś grzech szkoleniowy, ale kolarz i trenerzy pewnie znajdą błędy w zastosowanym systemie przygotowania, gdyby zaś jądro leżało w innym punkcie (stosunki w grupie, szukanie lepszego kontraktu), to byłoby gorzej… W drugie nie chciałbym wierzyć. A odpowiedzi oczekuję nie w słowach, lecz w Tour de Pologne, w którym mistrz ma jechać. Też tour; łatwiejszy, ale tour…

Niezależnie od powyższych wynurzeń powiem, że Tour de France stracił dla mnie – przez opisane wydarzenie – trochę z koloru. Tak to już bywa, że nie tylko obraz podnieca, lecz także udział w jego malowaniu. Mniej emocji. A internauci, którzy wcześniej się zachwycali komentarzami telewizyjnymi panów Krzysztofa z Tomaszem, zaczynają pisać, że ten luz wszedł w fazę ględzenia, i takie tam różne… Bo nasza dziennikarsko – zawodowa prawda też bywa taka jak sportowa – że łaska kibica na pstrym koniu jeździ… Gdy na arenie radość – słowo opowiadacza też ma inną ocenę, niż wtedy, gdy na właściwej arenie coś odbiegającego od nadziei…

Lekkoatletyka miała mistrzostwa kraju. Ciekawe. Pod dyktando uznanych mistrzów (płotkarz Noga – szóste mistrzostwo Polski, Anita Włodarczyk – piąte kulomiot Majewski – trzynaste!; dyskobol Małachowski – dziesiąte, Zalewski – trzecie mistrzostwo na 200 metrów itd.), zarazem z dowodami ataku młodzieży.

„W iście sprinterskim tempie na ostatniej prostej do mety biegu na 1500 metrów zmierzała Sofia Ennaoui, która dzielnie odpierała atak Angeliki Cichockiej. Nasza młodzieżowa wicemistrzyni Europy uzyskała na mecie czas 4:12.12, a halowa wicemistrzyni kontynentu 4:12.71.Wart odnotowania jest fakt, że dla zwyciężczyni to pierwszy w karierze medal seniorskich mistrzostw kraju na stadionie. „Takie – na oko – jeszcze dziewczęce chucherko, a jaka waleczna…”

Mnie najbardziej zaimponował pan Tomasz Majewski. Nie tylko z racji serialu mistrzostw (tylko Władek Komar miał jeden tytuł więcej), przede wszystkim z racji uporu. Ileż to zdrowia i wysiłku kosztowały lata zwieńczone dwoma złotami olimpijskimi, a ON wciąż głodny zwycięstw. Operacje, rehabilitacje, powroty. 20,80 m podczas mistrzostw, to dla mnie jak 22 metry wedle dzisiejszych barier światowej kuli…

Ciekawe, jak po niezłej części sezonu wypadniemy w mistrzostwach świata… Tam mają się pojawić kropki nad „i”.

Dwa alarmy:

Pierwszy – to odwołanie letniego konkursu na Krokwi. Międzynarodowego. Bo skocznia wymaga kosmetyki, odbudowy, przebudowy itp. Czytam, że skoczkowie potwierdzają, iż stan gotowości nie jest na miarę ich skakania oraz wymogów FIS. Inni ważni jednak głoszą, że takie oceny to przesada, że aż tak źle nie jest; że mogło i powinno być ok… I tak dalej.

Odnoszę wrażenie, że gorzej niż na Krokwi jest w stosunkach wewnątrz światka narciarskiego. Okręg, Zakopane, PZN… I myślę sobie, że ponieważ Krokiew to Centralny Ośrodek Sportu, a COS to podległość administracji Państwa, to powinno się za sprawę wziąć ministerstwo sportu. Gdzie podległość, kasa – tam też obowiązek reakcji w sprawach trudnych. A już tak głośnych jak ta…

Drugi alarm – mam nadzieję, że na wyrost. Pewien rodzic doniósł w sieci, że jego syn grywający na „orliku” w piłkę, popadł w tarapaty zdrowotne, a lekarz ocenił, iż zawiniła nawierzchnia boiska. Ojcowskie dochodzenie wykazać miało, iż od jakiegoś czasu do budowania „orlików” wykorzystuje się m.in. „przerobione na proszek” opony samochodowe. Zamiast czegoś innego, obojętnego dla zdrowia, ale droższego od zutylizowanych opon.

Sprzedaję – jak kupiłem. Ponieważ jednak „orlik” to ogniwo systemu rozwoju sportu, któremu patronuje (i którym się szczyci) administracja rządowa – wnoszę, by sprawą się zajęło oraz autorytatywnie oceniło ministerstwo sportu. Wspomagają sport nowe obiekty wznosząc, czy przy okazji podtruwają?

Andrzej Lewandowski

How useful was this post?

Click on a star to rate it!

Average rating / 5. Vote count:

No votes so far! Be the first to rate this post.