Dlaczego „nie” JOW-om?
Argumentem najczęściej przytaczanym jest to, że partia, która wygra wybory, może w ogóle nie wejść do parlamentu. Jak to możliwe? Weźmy dla przykładu trzy partie A, B, C i pięć okręgów wyborczych. Wyniki mamy takie (w tysiącach głosów):
| Partia A | Partia B | Partia C | |
| Okręg 1 | 100 | 10 | 90 |
| Okręg 2 | 10 | 100 | 90 |
| Okręg 3 | 100 | 10 | 90 |
| Okręg 4 | 10 | 100 | 90 |
| Okręg 5 | 100 | 10 | 90 |
| Razem głosów | 320 | 230 | 450 |
W JOW-ach Partia A wprowadza 3 posłów, partia B 2, a zwycięska partia C ani jednego.
Dopuszczenie (choćby teoretyczne) do takiej sytuacji urąga logice.
Na ten temat napisano setki artykułów, ale w dalszym ciągu wielu ludzi uważa, że tylko JOW-y mogą dać nam szczęście.
W tej notce chciałbym się przyczepić do jeszcze jednego aspektu JOW-ów, mianowicie, jak Sejm wybrany w ordynacji JOW-owskiej będzie powoływał rząd. Rozpatrzmy trzy przypadki:
- Do Sejmu dostaje się 55% z partii X, 30% z partii Y, a 15% to niezrzeszeni. W porównaniu do sytuacji obecnej nic się nie zmienia. To zwycięska partia formuje rząd i tyle.
- Do Sejmu dostaje się 40% z partii X, 40% z partii Y, a 20% to niezrzeszeni. Nie ma tragedii, bo partie X i Y będą musiały „kupić” (ew. „przekonać”) ponad połowę niezrzeszonych, aby móc sformować rząd.
- Do Sejmu dostaje się 20% z partii X, 20% z partii Y, a 60% to niezrzeszeni. Taki wynik to tragedia absolutna. Piłkarz z okręgu Bełchatów, dziennikarz z okręgu Piła, nauczyciel z okręgu Kozienice, fizyk z okręgu Warszawa/Wola, piosenkarka z okręgu Zakopane, i 271 innych ludzi ma się dogadać, kto ma zostać premierem i ministrami? Ciekawe, jak?
Krytykujemy obecne partie, że ich programy są głównie życzeniowe, żebyśmy byli bogaci, zdrowi, szczęśliwi i piękni. Mało kto mówi, jak to zrobić, ale niektórzy mówią. Na przykład, jedna Partia obiecuje, że jak wygra, to obniży wiek emerytalny, a sprawców zamachu smoleńskiego postawi przed sądem. To już jest jakiś program. Wyborcy będą mogli zobaczyć, czy realizacja takiego programu nastąpi, a jeżeli nastąpi, to czy jest pożyteczna dla Polski.
Dla mnie rzeczą absolutnie priorytetową dla Polski jest powstanie naprawdę nowoczesnego przemysłu (montownie telewizorów to nie jest bardzo nowoczesny przemysł). Tylko w ten sposób możemy stać się bogatym krajem. Jest wiele warunków, które musimy spełnić na drodze do tego celu (będzie na ten temat następna notka), ale jednym z podstawowych jest koncentracja badań naukowo-technologicznych w wybranych miejscach (np., pięciu). Czy wyobrażacie sobie, że niezależny poseł (rolnik z wykształcenia) wybrany w JOWie Białystok zagłosuje za tym, aby wszystkie urządzenia badawcze i kadra naukowa zostały przeniesione z tego miasta do Wrocławia, bo tam akurat ma być jedno z tych pięciu centrów naukowo-technologicznych? Nie zagłosuje, bo dla niego jest najważniejszy błogi spokój w Białymstoku, a tego, że i Białemustokowi na dłuższą metę opłacałoby się zlikwidować działalność B+R na rzecz Wrocławia, nie zrozumie.
W poprzednich notkach pisałem o zbędności Sejmu i Senatu. Wiem jednak, że nie zlikwiduje się ich w ciągu następnych kilku kadencji (aczkolwiek zredukować liczbę posłów Sejmu do 100, a Senatu do 0, może by się udało!). Trochę to kosztuje, ale nie na tyle, żeby się tym specjalnie martwić. Najważniejsze jest to, abyśmy mieli naprawdę kompetentne rządy. Przy JOW-ach mogłoby się zdarzyć, że w zasadzie nic by się nie zmieniło (patrz wyżej przypadek 1 i 2), ale nie można wykluczyć, że mielibyśmy absolutną tragedię w postaci przypadku 3.
Dlatego namawiam Wszystkich: idźcie na referendum i zagłosujcie przeciw JOW-om.
2015-08-13



Czy to na poważnie?
Niestety tak.
No dobrze, a co z inną skrajną sytuacją ale w modelu proporcjonalnym: kandydat Abacki dostaje w wyborach do Sejmu w okręgu Pacanów Mały 99,99% głosów, zaś Babacki jeden głos. Partia wystawiająca Abackiego nie zdobywa 5% w skali kraju, zaś Babackiego wchodzi dł Sejmu. Oznacza to, że zdobywca jednego głosu wygrywa ze zdobywcą kilku tysięcy i będzie reprezentował Pacanów Mały w Sejmie?
Strategii dla kraju nie mogą budować partie wodzowskie, to widać w Polsce od lat. A u nas właśnie ordynacja proporcjonalna prowadzi do tworzenia partii wodzowskich.
Sejm i Rząd mają mieć na uwadze dobro ludzi zamieszkujących Polskę, a nie okręgu Pacanów. Ostatnimi notkami próbuję przekonać, że tak naprawdę jest ważne, co chce zrobić wódz partii (premier in-spe) i jego ministrowie. Poseł danej partii robi to, co chce wódz i nie ma w tym nic złego, tylko że sam poseł jest zbędny.
Piszesz, że strategii dla kraju nie mogą budować partie wodzowskie. Skąd taki wniosek? Że PO, PiS i SLD są wodzowskie? Na razie przez 25 lat dokonaliśmy cudu gospodarczego nie mającego niemal precedensu na świecie. Oczywiście, wolałbym, żeby była partia z wodzem innym, niż Tusk/Kopacz, Kaczyński, Miller, ale dopóki wybory wygrywa się głównie posiadaniem kasy, to trudno nowej partii zaistnieć. Przykład R. Petru jest ewidentny. Jedyną metodą wyłonienia wspaniałego premiera nie są JOWy, tylko właśnie głosowanie na rząd, a nie posłów. Wtedy kampanię można by zrobić za małe pieniądze i czysto merytoryczną, a nie demagogiczną.
Zbyt wiele w tym tekście myślenia stricte partyjnego typu sowieckiego. Nawet w kwestiach gospodarczych autor widzi tutaj potrzebę partyjnej perspektywy tak jakby decyzje odnośnie przemysłu musiałby zapadać centralnie. No i zapadają obecnie centralnie, a co z tego wynikło to widać gołym okiem (Kulczyk jako wzór przedsiębiorcy jest doskonałym symbolem tego jak salonowo rozumie się w Polsce kapitalizm, gdzie to co właściwie jest najohydniejszym zwyrodnieniem kapitalizmu oni traktują jako powód do chwały).
James Madison pisząc o potrzebie utworzenia Unii ostrzegał przed niebezpieczeństwami demokracji stwierdzając, że nie jest w stanie sobie ona poradzić z dyktaturą większości. Jak wobec tego poradzono sobie z tym problemem ? Utworzono republikę federalną – czyli stworzono system polityczno-administracyjny zorientowany lokalnie, a nie całościowo. Ludzie najlepiej rozumieją problemy z perspektywy im bliskiej czyli lokalnej bowiem kraju nie potrafią wzrokiem całościowo ogarnąć, co jest zrozumiałe. Natomiast dzisiaj jest tak, że w systemie sowieckim jaki u nas panuje ja jako mieszkaniec średniego miasta polskiego w ogóle nie czuje się reprezentowany w sejmie przez kogokolwiek. Ja odnoszę wrażenie, że Sejm reprezentuje przede wszystkim interesy Warszawiaków i tylko stolicą się zajmuje. Mnie stolica nie interesuje, a jedynie coraz bardziej mierzi.
Dla mnie ważniejsze znaczenie ma to co się dzieje w moim mieście aniżeli na salonach warszawskich. Poważnie, te ich salonowe seks skandale, mody i problemy nie interesują kompletnie. Natomiast dzięki JOWom ja jako wyborca będę miał większą nadzieję, że głosując na kogoś z mojego okręgu będę w jakiś sposób reprezentowany na szczeblach władzy – że tam u góry być może pojawi się głos innej, aniżeli Warszawa, Polski.
Obecny system partyjny jest jednym z najtrwalszych bastionów ustroju słusznie minionego. To jest de facto dyktatura większości bo ja jako wyborca nie mam właściwie nic do powiedzenia i muszę się opowiedzieć albo za interesami z punktu widzenia stolicy albo przejść obok tego obojętnie, co też od wielu lat czynię.
Prześledź sukces Korei Poludniowej…
Po raz kolejny przekonuję się, że autor @HH jest pseudorozumnym pseudotechnokratą, całe jego rozumowanie można streścić następująco:
– ponieważ elektrownie jądrowe czasami wybuchają, więc przekonujcie ludzi, by nie budować elektrowni jądrowych, i ja tak będę głosował.
A konkretnie: są rozwiązania polityczne konieczne „tu i teraz”, i JOW-y do takich właśnie niezbędnych obecnie w Polsce rozwiązań należą.
Autor martwi się o wpływ partii na tworzenie rządu, ależ przecież o to chodzi, by wpływ partii nieco osłabić (bo jest nieunikniony).
A zmartwienie autora, że będzie decydował rolnik z Bełchatowa to typowy bul dópy wykształciucha, że mu zabiorą zabawki i że w końcu będzie decydowała merytoryka, że będzie musiał prostemu człowiekowi w prosty sposób wytłumaczyć, o co mu chodzi.
@hazelhard
„Dopuszczenie (choćby teoretyczne) do takiej sytuacji urąga logice.”
Rozumiem, że uważa Pan za logiczną sytuację, gdy wygrywający w danym okręgu kandydat nie dostaje się do Sejmu a zamiast niego wchodzi jakiś „teczkowy” piosenkarz, sportowiec czy inny spadochroniarz o kojarzącym się nazwisku? (bo tacy kandydaci to cecha charakterystyczna obecnej ordynacji wyborczej).
Serio Pan uznaje to za logiczne?
Czy Pan wie, że głosy oddane na takiego kandydata „przydzielane” są proporcjonalnie ugrupowaniom, które przekroczyły próg wyborczy? I w ostatecznym rozrachunku okazać się może, że mój głos wesprze partię, której popierać nie chcę?
Czy to jest logiczne?
Na temat programów partii politycznych w Polsce lepiej spuścić zasłonę milczenia chyba… Dziś mamy połowę sierpnia 2015 roku i należy uznać, że żadna z partii obecnych w parlamencie (jaki będących poza nim) programu nie ma. Bo jak może mieć, skoro dopiero powoływane są Rady Programowe i inne tego rodzaju ciała?
Programy, podobnie, jak wcześniejsze, powstaną, zostaną z pompą ogłoszone a następnie będą szybko i skutecznie zapomniane, jak te z poprzednich wyborów… Tak bardzo zapomniane, że nawet członkowie partii robić będą wielkie oczy, gdy im przed kolejnymi wyborami zacytuje się fragmenty wciąż jeszcze obowiązującego programu.
To farsa i pewnie doskonale Pan o tym wie.
Ja chcę, żeby partie zdobywały władzę w celu realizacji programu a nie tworzyły programy w celu zdobycia władzy. A tego, przy obowiązującej ordynacji wyborczej, uzyskać się nie da.
Komentarz o rolniku z Białegostoku pewnie ciężko będzie Panu obronić, mając na uwadze choćby pewien peron we Włoszczowej… Takich kwiatków jest dużo!
Czy Pan na prawdę wierzy, że kompetentne rządy da się wyłonić spośród masy miernych, biernych ale wiernych członków partii, których byt zależy od tego, czy i na którym miejscu listy wyborczej ustawi go partia (czyt. wódz)? Świetnie obrazują to liczne „zmiany poglądów” posłów pod koniec kadencji, i co znamienne, silnie skorelowane z aktualnymi wynikami sondaży (ugrupowania „dotychczasowego” i „docelowego”). Vide kilka ostatnich lat działalności pana Kurskiego.
Doprawdy nie widzi Pan zasadniczej różnicy w motywacji pomiędzy Kurskim a, przywołanym przez Pana, rolnikiem z Białegostoku?
Rozumiem, że JOW-y nie są lekiem na wszelkie zło i pewnie nie są najlepszą z ordynacji tak, jak demokracja nie jest podobno najlepszym ustrojem. Jednak gdy przyglądam się krajom, gdzie JOW-y działają, nie zauważam, aby dramatyczne scenariusze, jakie przedstawia się w Polsce, tam się sprawdzały. Powiem Panu więcej: tam się dzieje całkiem nieźle.
Ale to pewnie z tego powodu, że ich rolnicy z ich Białychstoków bardziej przypominają bezinteresownych idealistów zawładniętych wizją tworzenia sprawnego i dobrego państwa, których „na pęczki” w naszych partiach politycznych…
Po pierwsze primo, w jakich krajach mamy JOWy, które dobrze działają? Jeżeli chodzi o UK, to widać, że nie działają.
Po drugie primo, namawiam do przeczytania moich dwóch poprzednich notek, w których piszę, dlaczego Sejm i Senat w obecnej konfiguracji są zbędne. Ale tylko zbędne, a nie szkodliwe. Przejście na JOWy może doprowadzić do sytuacji, że Sejm stanie się szkodnikiem, w którym zabraknie wygrywającej partii, a także mogącym zablokować wybranie dobrego rządu.
Po trzecie primo, namawiam do zajęcia się przypadkiem 3 w notce i przedstawienie sposobu, jak jest wyłaniany rząd w takiej sytuacji.
Ad pierwsze primo:
Jeśli w Wielkiej Brytanii JOW-y działają źle, to ja chętnie zgodzę się na źle działające JOW-y w Polsce. I pewnie tych klika milionów rodaków, którzy tam wyjechali i wracać jakoś nie chcą… Jak rozumiem, wg Pana UK, USA, Australia czy Francja to przykłady źle działających ordynacji wyborczych, przez które państwa te pozbawione są stabilnych rządów, których zrujnowane gospodarki pogrążone są w permanentnym kryzysie a obywatele migrują do lepszych krajów, oczywiście koniecznie bez JOW. Czy tak?
Ad drugie primo:
Owszem czytałem. Jednak nie zaproponował Pan w tych wpisach zmiany systemowej a jedynie kosmetykę obecnie obowiązujących zasad.
A jeśli Pan nie pamięta, to spieszę przypomnieć, że „w obecnej konfiguracji”, bez JOW, zdarzały się problemy z wyłonieniem większościowego rządu. I to pomimo istnienia partii, która wygrała. Co gorszego mogą spowodować JOW-y nie wiem, przepraszam.
Ad trzecie primo:
Nie uważa Pan, że zajmowanie się „przypadkiem 3” przypomina rozważania o ilości diabłów na końcu igły? Jeśli jednak nie wie Pan, co w takiej sytuacji się dzieje, odsyłam do Konstytucji RP (art. 154-155).
Jeżeli zniesienie Senatu i Sejmu jest „kosmetyczną zmianą”, to rozumiem, „niekosmetyczną” jest jedynie wybuch bomby atomowej.
Co do UK, to frustracja po ostatnich wyborach była tam olbrzymia. Szkoci wprowadzili 56 posłów przy poparciu 4% wyborców, a UKIP zaledwie jednego przy poparciu 13%.
Co do punktu 3, Konstytucja nic nam nie mówi, bo takowej (z JOWami) jeszcze nie ma.
1.Partia zwycięska, to nie ta która uzyskała najwięcej głosów tylko ta, która wprowadziła największą liczbę posłów do parlamentu. Skoro partia ma najwięcej zwolenników a nie wygrywa wyborów to lepiej niech nie rządzi.
2.”Na ten temat napisano setki artykułów, ale w dalszym ciągu wielu ludzi uważa, że tylko JOW-y mogą dać nam szczęście.”
To zdanie sugeruje irracjonalną niechęć do rzetelnej analizy, potwierdza to późniejszy komentarz że w UK to nie działa i już.
3. Ten 3 przypadek jest prosty, powstaną kluby parlamentarne, które ew. wejdą do koalicji.
4.” Wyborcy będą mogli zobaczyć, czy realizacja takiego programu nastąpi, a jeżeli nastąpi, to czy jest pożyteczna dla Polski.” I w ten sam sposób w następnych wyborach w systemie jednomandatowym może odbyć się akt sprawiedliwości.
ad 1. Nie rozumiem, dlaczego prosty schemat, że dana partia wprowadza taki procent posłów, jaki dostała głosów w całej Polsce, jest zły? Według mnie, to jedyny demokratyczny. 5% próg wyborczy bym zniósł.
ad 2. Mogłem tego zdania nie zamieszczać. Chodziło mi tylko, że nie chciałem wątku pierwszego ciągnąć, żeby nie powtarzać innych.
ad 3. Trzeci przypadek prosty? Kilkuset ludzi się podzieli na kluby? Według jakiego klucza? Kto go zaproponuje? Kto będzie liderem? Dlaczego poseł z okręgu Kozienice ma rządzić posłem z Lubina? Według mnie, niewykonalne.
ad 4. Nie, bo poseł niezrzeszony ma 1/460 szansy na realizację swojego programu. Partia (koalicja) zwycięska ma 100% możliwości.
ad1.Trochę konsekwencji poproszę, zniesienie progu (rozumiem wg obecnej ordynacji)to upodobnienie do przykładu nr 3.
Parlament to jest organ do uchwalania dobrego prawa a nie polityczna arka Noego.
ad3.Moim zdaniem podział na 3 kluby dokona sie błyskawicznie, z kryterium: chcę rządzić z PiS lub PO oraz niezależni.
ad4. Podobno wielką wadą systemu jednomandatowego jest dominacja dużych partii więc skąd ta troska o niezależnych których własciwie ma nie być?
Odnosnie JOWów i naszego systemu parlamentarnego wydaje sie, że kluczowe jest to zdanie:
.
„W tej notce chciałbym się przyczepić do jeszcze jednego aspektu JOW-ów, mianowicie, jak Sejm wybrany w ordynacji JOW-owskiej będzie powoływał rząd. ”
.
Dopóki w wyboracvh głosujemy nie tyle na posłów, co na potencjalny rząd, to niezależnie od tego, czy głosy liczymy proporcjonalnie, czy będzie ordynacja większościowa (w jedno- czy wielomandatowych okręgach) wyborcy będą się koncentrować na liderze partii. Poseł zwycięskiej partii pozostanie posłem w kolejnej kadencji, jeśli prace jego rządu będą pozytywnie oceniane. Jeśli nie, to jego partia traci poparcie i on też.
JOW-y czy nie – nie ma żadnego znaczenia!
.
Różnica między JOWami, a ordynacją proporcjonalną jest taka, że JOWy doprowadzają dość szybko do systemu dwupartyjnego, gdzie de facto pozostaje wybór między A i B, a głosy oddane na C, D E mają znaczenie marginalne.
To pozwala rządowi na sprawniejsze rządzenie, bez konieczności targów koalicyjnych (na dobre i na złe)
Ordynacja proporcjonalna lepiej odzwierciedla sympatie polityczne społeczeństwa, gwarantuje większy pluralizm, ale rząd – partia zwycięska ma nieco utrudnione zadanie (na dobre czy na złe) musi najczęściej przekonać do swoich pomysłów także koalicjanta.
.
eeri pisze, że obecnie może wygrać „teczkowy” piosenkarz, sportowiec czy inny spadochroniarz z przedstawicielem lokalnych struktur. Cóż – jesli zmienimy ordynację na JOWowską, to najprawdopodobniej będzie dokładnie tak samo. Bierny, Mierny, ale Wierny nawet bez talentów aktorskich zostanie wystawiony w okręgu, gdzie dana partia ma wieksze poparcie (np. kot Alik z PiSu wygrałby w podkarpackich okręgach choćby z Marianem Krzaklewskim popieranym przez PO, bo tam większość chce żeby rządził Kaczyński). O ile w okręgach wielomandatowych wyborcy prezesowi mogą zagrać na nosie i powiedzieć – prezez wystawił Alika na pierwszym miejscu na liście, ale my wolimy Szarika z miejsca 13 i typowany przez wodza kandydat może nie wejść, o tyle w przypadku JOWów nie ma na to szans. Jeśli chcesz, żeby rządził Kaczyński, to musisz głosować na jego kandydata.
.
Już oczyma wyobraźni widzę, jak j.luk (jeśli nie zrezygnował z walki o JOWy na łamach SO) po raz kolejny tłumaczy, że to nie tak. Że w przypadku JOWów zmienialibyśmy nie tylko sposób liczenia głosów, ale i wiele innych spraw: np. konieczność zamieszkiwania w danym okręgu przez X czasu, żeby uzyskać w nim prawo wyborcze – to wyeliminowałoby w JOWach kandydatów przynoszonych w teczkach (czy zniesienie progu).
Cóż – jeśli powodzenie JOWów miałoby zależeć tylko od tych okołowyborczych zmian, to ja się zapytam, a czy takich samych zmian nie możnaby wprowadzić do systemu proporcjonalnego – np. ograniczenie biernego prawa wyborczego do mieszkańców danego okręgu?
Jeśli usprawnienie polityki poprzez JOWy miałoby się udać tylko w razei wprowadzenie dodatkowych zmian, to może nie w JOWach tkwi sedno, a w tych dodatkowych ustaleniach?
.
Wreszcie ostatnia sprawa – Brentano o tym pisał – koncentracje na polityce z punktu widzenia Warszawy. Tego nie zmienią żadne sposoby liczenia głosów. Sprawy lokalne rozwiąywać trzeba lokalnie, a nie w Warszawie. Potrzebna jest znacznie większa samodzielność i przejrzystość władz samorządowych. Zresztą wydaje mi się, że istnienie silnych i samodzielnych lokalnych to pierwszy i absolutnie konieczny warunek do spełniania idealistycznych marzeń o JOWach – o tym, ze będą wybierani lokalni liderzy, a nie partyjni BMW. Lokalni liderzy magą się pojawić i sprawdzić przede wszystkim w samorządach. Tam muszą się pokazać i dać poznać. W przeciwnym razie zawsze będą przegrywać z nazwiskami znanymi z TV.
Kilku się pojawiło: Ferenc w Rzeszowie, Szczurek w Gdyni to dwa najjaśniejsze przykłady. Więcej władzy i samodzielności samorządom = więcej lokalnych liderów, na których miałyby się opierać JOWy.
.
Podsumowując:
JOWy czy nie to problem moim zdaniem trzeciorzędny. To głównie pytanie o to, czy rząd ma mieć więcej władzy, czy powinien jednak swoje stanowisko ucierać chocby z jednym koalicjantem.
Masz rację. Problem trzeciorzędny. Jednym z problemów pierwszorzędnych jest to, że na rządzących krajem (nie tylko Polską) wybiera się nie najlepszych z najlepszych, tylko czwarty garnitur. Dopóki minister zarabia kilkanaście tysięcy, a dyrektor banku 10 razy więcej, to rządu dobrego mieć nie będziemy.
ad 1) nie upodabnia, bo ja w Sejmie chcę mieć przedstawicieli partii z programem, a nie pojedyncze osoby. Co innego, jak NowoczesnaPL zawiąże koalicję z PO, a co innego jak pan niezależny Kowalski zostanie wcielony do Klubu PO.
ad 3) Jeżeli część posłów niezależnych ma iść do PO, a część do PiS, to traci jakikolwiek sens wprowadzanie JOWów. Natomiast jakimi wartościami kierowałby się klub „Niezależni” i na jakich zasadach powstałoby kierownictwo klubu?
ad 4) Moją troską jest sprawne i mądre zarządzanie Polską. Co dadzą JOWy w przyszłości, nikt nie wie. Chodzi o to, aby nie wprowadziły kompletnego burdelu.
@hazelhard atak na JOW-y jest moim zdaniem tematem zastępczym. Prawdziwym wyzwaniem dla Polski jest wytłuszczony w tekście pomysł, że „Tylko w ten sposób możemy stać się bogatym krajem”, któremu JOWy rzekomo stałyby na przeszkodzie. Otóż ten jedynie słuszny pomysł zawiera m.in.: powstanie naprawdę nowoczesnego przemysłu oraz koncentrację działalnosci b-r w kilku wybranych miejscach. Chętnie poczytam cos więcej w notce, która Autor zapowiada. Tymczasem warto zaznaczyć, że warunkiem bogactwa naszego kraju jest różnorodność źródeł jego przychodów. Na razie jest ich wiele i tak powinno zostać. I nowoczesny przemysł i nowoczesny agrobiznes, i nowoczesne usługi i nowoczesny transport, handel, infrastruktura, etc. Nowoczesność w dzisiejszym świecie oznacza raczej rozwój wielokierunkowych, wysoce specjalizowanych usług usług kosztem tradycyjnie rozumianego przemysłu. Współczesne społeczeństwa wysoko rozwinięte sa postindustrialne, informacyjne rozwijające usługi w postaci technologii ciągów procesów opartych o wiedzę.
Jedną z najważniejszych barier Polski w takim kierunku rozwoju jest niedostatek kapitału społecznego, ergo brak umiejetnosci współpracy w skali społecznej, o czym mówią kolejne diagnozy społeczne zespołu prof. Czapińskiego. Powszechny brak zaufania wywoływany m.in. sztucznie podsycanym konfliktem społecznym (PiS – PO), wysoce scentralizowany system władzy politycznej, antyefektywnościowe rozwiazania legislacyjne, powszechna biurokracja i przeregulowanie wszystkich sfer życia gospodarczego i społecznego. Otóż JOW-y stanowia swoistą próbę otworzenia dyskusji jak zmienic ten nieefektywny system i odrzucanie ich a priori, bez poważnej dyskusji (trudno za taką dyskusję uznać powierzchownie przywołane lęki zamiast argumentów) powoduje wylanie dziecka z kapielą. Dzisiaj Polsce potrzeba nowej szansy rozwojowej opartej o nowe impulsy. Trudno za takie uznać wybór prezydenta na 4 litery i perpsektywe dojscia do władzy czarnej sotni PiS + Episkopat + Rydzyk. To droga do nikąd. Jedyny pomysł na rozluźnienie gorsetu polityki szkodliwej dla gospodarki jakim były JOW-y (prawda, ze popularyzowane przez oszołoma Kukiza) właśnie spaliły na panewce bo kto ma się o nie upomnieć w nadchodzącym referendum? „I tak wśród serdecznych przyjaciół psy zająca zjadły…”
Masz rację. JOW-y to niepotrzebny temat. Notka na temat nowoczesnego przemysłu w Polsce będzie niedługo.