Ernest Skalski: Mimo to zagłosuję na PO6 min czytania

()

budynki2015-08-25.

Konstytucja RP, Art. 21.

Rzeczpospolita Polska chroni własność i prawo dziedziczenia.
Wywłaszczenie jest dopuszczalne jedynie wówczas, gdy jest dokonywane na cele publiczne i za słusznym odszkodowaniem.

Do k… nędzy! Czy to naprawdę tak trudno znaleźć i przeczytać te artykuły w Konstytucji RP?

A jednak udało się! Uchwalono dla Warszawy częściową ustawę reprywatyzacyjną nie przewidującą odszkodowania. Zwracali na to uwagę prawnicy w Sejmie, ale Wysoka Izba może uchwalić co zechce.

Zarzut o ośmiu latach zmarnowanych przez PO, w tym akurat przypadku jest słuszny. Nie tylko w tym, lecz w przypadku potrzebnej i oczekiwanej ustawy o powszechnej prywatyzacji. Mogła ona i powinna była być uchwalona w każdej kadencji po roku 1991, czyli po pierwszych prawdziwie demokratycznych wyborach. Teraz jednak zaniechanie obciąża rządzącą przez ostatnie dwie kadencję Platformę.

Jeśli nie powszechna prywatyzacja, to chociaż ta dla Warszawy, wyróżnionej tzw. dekretem Bieruta. Mamy już trzecią kadencję Hanny Gronkiewicz–Waltz, skądinąd dobrego prezydenta. A problem jest coraz bardziej palący. Coraz to kolejne obszary użyteczności publicznej oddawane są, praktycznie deweloperom. Czyli…

Czyli zahaczamy o kolejny niezałatwiony problem – plany zagospodarowania przestrzennego. Czego brakowało przez te dziewięć – od 2006 roku – lat i nadal brakuje miastu, by ten plan był? Urbanistów, architektów, speców od gospodarki, ruchu, inżynierii miejskiej, prawa, kultury i polityki socjalnej?

Gdyby był taki plan dla miasta stołecznego Warszawy, czy przynajmniej dla jego centralnej, najistotniejszej części, wówczas ustawa prywatyzacyjna nie musiałaby obejmować wszystkiego jak leci. Byłoby wiadomo gdzie interes publiczny ma być chroniony przed interesem prywatnym, a które tereny można odpuścić, w końcowym rachunku, deweloperom. Przecież deweloper nie jest z definicji wysłannikiem szatana. On buduje, odpowiadając swym kapitałem, domy mieszkalne, biurowce, obiekty handlowe i inne, wszystko na co jest zapotrzebowanie. Chodzi o to by budował tam gdzie mu miejski planista wskaże, a urząd zatwierdzi.

Nie jest bynajmniej powiedziane, że w centrum miasta, szkolny dziedziniec, czy skwerek jest z definicji cenniejszy społecznie niż wielka bryła wzniesiona przez chciwego dewelopera. To zależy. Zależy właśnie od planu zagospodarowania, którego nie ma. Budynek też jest wartością dodaną.

Dekret Bieruta, a dokładniej; Dekret o własności i użytkowaniu gruntów na obszarze miasta stołecznego Warszawy, wydany przez Radę Ministrów dnia 26 października 1945 roku, na którego mocy wszelkie nieruchomości w granicach ówczesnej Warszawy przeszły na własność gminy, obejmował miasto w jego przedwojennych granicach. Obecnie zajmuje ono o wiele większy teren. Zdaniem urbanistów – zbyt wielki jak na ilość mieszkańców. Zabudowa się rozpełza, wydłużają się linie komunikacyjne, kanalizacja, wodociągi, przewody elektryczne, zasilanie gazowe. Ludzie muszą za dużo jeździć Nie ma jednego obszaru zwartej zabudowy wielkomiejskiej. A jeśli wjedziemy na platformę widokową na Pałacu Kultury, zobaczymy jak wiele jest w Warszawie zieleni. I jak chaotycznie jest miasto zabudowane. Potrzeby rosną, rośnie miasto, a w jego centralnej części ciągle spore obszary pozostają nie zagospodarowane, bo nie jest wyjaśniona ich sytuacja własnościowa.

„Bierut” w artykułach 7-9 stwarzał wiele możliwości wyzutym z własności gruntów w mieście. Ich własnością pozostawały stojące na odebranej ziemi budynki. Prawo własności gruntu mogli zamieniać na jego na wieczystą dzierżawę. Mogli się ubiegać o grunty zastępcze, nieruchomości zastępcze, wreszcie – w ostatniej kolejności – o odszkodowanie. W tym sensie dokument antycypował postanowienia art. 21, par 2. obecnej konstytucji. Prezydent Komorowski nie mógł zaakceptować ustawy bezprawnej z punktu widzenia Konstytucji i bardziej bezwzględnej niż ów potępiany dekret.

Naiwne są zarzuty, że przecież mógł zakwestionować i odesłać do Trybunału Konstytucyjnego to, co mu się w ustawie nie podoba, a samą ustawę podpisać i weszłaby ona w życie. Tak przecież zrobił z ustawą o in vitro. Teraz Ratusz rozważa wystosowanie apelu do prezydenta Dudy, aby wycofał ustawę z TK i skierował tam pytanie o odszkodowania. Wydaje się, że żaden prezydent, strażnik Konstytucji, nie mógłby tego zrobić. W pytaniu odnośnie in vitro chodziło o wyjaśnienie sytuacji marginalnej, tu zaś występuje problem esencjonalny.

A przy tym nasza konstytuanta delegowała na ustawodawcę daleko idącą swobodę w ustaleniu co jest słusznym odszkodowaniem. Po siedemdziesięciu latach od pamiętnego dekretu nie ma konieczności oddawania wszystkiego, jak leci, w naturze, bo natura przedmiotu wielokrotnie już była zmieniana. Podobnie jak wartość. I nie ma potrzeby rujnowania się. Wielu prawdziwych spadkobierców z zadowoleniem przyjęłoby hipotetyczną część domniemanej wartości, byle ją wypłacono szybko, lub chociaż w dających się spieniężyć obligacjach.

Prawo do spadku musi być uwodnione. Gdy nie daje się ustalić prawnego spadkobiercy, spadek przechodzi na skarb państwa. A w Warszawie pojawili się samozwańczy kuratorzy. Jeśli dobrze rozumiem opis bezradnych funkcjonariuszy Ratusza, ktoś ustala, że ostatni hipotetyczny właściciel upatrzonej nieruchomości to, powiedzmy; Chaim Cukierman, syn Icchaka i Sary, urodzony w roku 1889. Nie odpowiada on ani jego domniemani spadkobiercy na prawem przepisane wezwanie. Po określonym czasie samozwańczy kurator uzyskuje w sądzie możliwość rozporządzania nieruchomością, którą za ciężkie pieniądze sprzedaje.

Pierwsze co się nasuwa na myśl to kodeks karny.

Art. 284. § 1. Kto przywłaszcza sobie cudzą rzecz ruchomą lub prawo majątkowe, podlega karze pozbawienia wolności do lat 3.

Art. 294. § 1. Kto dopuszcza się przestępstwa określonego w art. 278 § 1 lub 2, art. 284 § 1 lub 2, art. 285 § 1, art. 286 § 1, art. 287 § 1, art. 288 § 1 lub 3, lub w art. 291 § 1, w stosunku do mienia znacznej wartości, podlega karze pozbawienia wolności od roku do lat 10.

Z opisu wynika, że taki proceder to wyłudzenie Ale dlaczego kimś takim nie zajmuje się prokurator, a sąd każe mu wydawać nieruchomość, choć wszyscy wiedzą, że to jest granda? Albo jest jakaś luka w relacjach prasowych funkcjonariuszy miejskich, albo istnieje jakiś absurdalny, czy absurdalnie wykorzystywany przepis prawny. Coś, co pozwala postronnej osobie przejąć nie jej majątek.

Pozostaje jeszcze artykuł 5. kodeksu cywilnego:

„Nie można czynić ze swego prawa użytku, który by był sprzeczny ze społeczno-gospodarczym przeznaczeniem tego prawa lub z zasadami współżycia społecznego.

Takie działanie lub zaniechanie uprawnionego nie jest uważane za wykonywanie prawa i nie korzysta z ochrony.”

Dlaczego sąd tego nie bierze pod uwagę? Dlaczego miasto, mając chyba należytą obsługę prawną, nie wystąpi o zastosowanie tego artykułu, zamiast robić wyrzuty poprzedniemu prezydentowi za to, że nie naginał konstytucji i skłaniać obecnego aby to zrobił?

Ernest Skalski

How useful was this post?

Click on a star to rate it!

Average rating / 5. Vote count:

No votes so far! Be the first to rate this post.

8 komentarzy

  1. MaSZ 25.08.2015
  2. PIRS 26.08.2015
  3. Ernest Skalski 26.08.2015
  4. Mr E 26.08.2015
  5. Ernest Skalski 26.08.2015
  6. Anna-Maria Malinowska 26.08.2015
  7. PIRS 26.08.2015
  8. sroka 04.09.2015