Konstytucja RP, Art. 21.
Rzeczpospolita Polska chroni własność i prawo dziedziczenia.
Wywłaszczenie jest dopuszczalne jedynie wówczas, gdy jest dokonywane na cele publiczne i za słusznym odszkodowaniem.
Do k… nędzy! Czy to naprawdę tak trudno znaleźć i przeczytać te artykuły w Konstytucji RP?
A jednak udało się! Uchwalono dla Warszawy częściową ustawę reprywatyzacyjną nie przewidującą odszkodowania. Zwracali na to uwagę prawnicy w Sejmie, ale Wysoka Izba może uchwalić co zechce.
Zarzut o ośmiu latach zmarnowanych przez PO, w tym akurat przypadku jest słuszny. Nie tylko w tym, lecz w przypadku potrzebnej i oczekiwanej ustawy o powszechnej prywatyzacji. Mogła ona i powinna była być uchwalona w każdej kadencji po roku 1991, czyli po pierwszych prawdziwie demokratycznych wyborach. Teraz jednak zaniechanie obciąża rządzącą przez ostatnie dwie kadencję Platformę.
Jeśli nie powszechna prywatyzacja, to chociaż ta dla Warszawy, wyróżnionej tzw. dekretem Bieruta. Mamy już trzecią kadencję Hanny Gronkiewicz–Waltz, skądinąd dobrego prezydenta. A problem jest coraz bardziej palący. Coraz to kolejne obszary użyteczności publicznej oddawane są, praktycznie deweloperom. Czyli…
Czyli zahaczamy o kolejny niezałatwiony problem – plany zagospodarowania przestrzennego. Czego brakowało przez te dziewięć – od 2006 roku – lat i nadal brakuje miastu, by ten plan był? Urbanistów, architektów, speców od gospodarki, ruchu, inżynierii miejskiej, prawa, kultury i polityki socjalnej?
Gdyby był taki plan dla miasta stołecznego Warszawy, czy przynajmniej dla jego centralnej, najistotniejszej części, wówczas ustawa prywatyzacyjna nie musiałaby obejmować wszystkiego jak leci. Byłoby wiadomo gdzie interes publiczny ma być chroniony przed interesem prywatnym, a które tereny można odpuścić, w końcowym rachunku, deweloperom. Przecież deweloper nie jest z definicji wysłannikiem szatana. On buduje, odpowiadając swym kapitałem, domy mieszkalne, biurowce, obiekty handlowe i inne, wszystko na co jest zapotrzebowanie. Chodzi o to by budował tam gdzie mu miejski planista wskaże, a urząd zatwierdzi.
Nie jest bynajmniej powiedziane, że w centrum miasta, szkolny dziedziniec, czy skwerek jest z definicji cenniejszy społecznie niż wielka bryła wzniesiona przez chciwego dewelopera. To zależy. Zależy właśnie od planu zagospodarowania, którego nie ma. Budynek też jest wartością dodaną.
Dekret Bieruta, a dokładniej; Dekret o własności i użytkowaniu gruntów na obszarze miasta stołecznego Warszawy, wydany przez Radę Ministrów dnia 26 października 1945 roku, na którego mocy wszelkie nieruchomości w granicach ówczesnej Warszawy przeszły na własność gminy, obejmował miasto w jego przedwojennych granicach. Obecnie zajmuje ono o wiele większy teren. Zdaniem urbanistów – zbyt wielki jak na ilość mieszkańców. Zabudowa się rozpełza, wydłużają się linie komunikacyjne, kanalizacja, wodociągi, przewody elektryczne, zasilanie gazowe. Ludzie muszą za dużo jeździć Nie ma jednego obszaru zwartej zabudowy wielkomiejskiej. A jeśli wjedziemy na platformę widokową na Pałacu Kultury, zobaczymy jak wiele jest w Warszawie zieleni. I jak chaotycznie jest miasto zabudowane. Potrzeby rosną, rośnie miasto, a w jego centralnej części ciągle spore obszary pozostają nie zagospodarowane, bo nie jest wyjaśniona ich sytuacja własnościowa.
„Bierut” w artykułach 7-9 stwarzał wiele możliwości wyzutym z własności gruntów w mieście. Ich własnością pozostawały stojące na odebranej ziemi budynki. Prawo własności gruntu mogli zamieniać na jego na wieczystą dzierżawę. Mogli się ubiegać o grunty zastępcze, nieruchomości zastępcze, wreszcie – w ostatniej kolejności – o odszkodowanie. W tym sensie dokument antycypował postanowienia art. 21, par 2. obecnej konstytucji. Prezydent Komorowski nie mógł zaakceptować ustawy bezprawnej z punktu widzenia Konstytucji i bardziej bezwzględnej niż ów potępiany dekret.
Naiwne są zarzuty, że przecież mógł zakwestionować i odesłać do Trybunału Konstytucyjnego to, co mu się w ustawie nie podoba, a samą ustawę podpisać i weszłaby ona w życie. Tak przecież zrobił z ustawą o in vitro. Teraz Ratusz rozważa wystosowanie apelu do prezydenta Dudy, aby wycofał ustawę z TK i skierował tam pytanie o odszkodowania. Wydaje się, że żaden prezydent, strażnik Konstytucji, nie mógłby tego zrobić. W pytaniu odnośnie in vitro chodziło o wyjaśnienie sytuacji marginalnej, tu zaś występuje problem esencjonalny.
A przy tym nasza konstytuanta delegowała na ustawodawcę daleko idącą swobodę w ustaleniu co jest słusznym odszkodowaniem. Po siedemdziesięciu latach od pamiętnego dekretu nie ma konieczności oddawania wszystkiego, jak leci, w naturze, bo natura przedmiotu wielokrotnie już była zmieniana. Podobnie jak wartość. I nie ma potrzeby rujnowania się. Wielu prawdziwych spadkobierców z zadowoleniem przyjęłoby hipotetyczną część domniemanej wartości, byle ją wypłacono szybko, lub chociaż w dających się spieniężyć obligacjach.
Prawo do spadku musi być uwodnione. Gdy nie daje się ustalić prawnego spadkobiercy, spadek przechodzi na skarb państwa. A w Warszawie pojawili się samozwańczy kuratorzy. Jeśli dobrze rozumiem opis bezradnych funkcjonariuszy Ratusza, ktoś ustala, że ostatni hipotetyczny właściciel upatrzonej nieruchomości to, powiedzmy; Chaim Cukierman, syn Icchaka i Sary, urodzony w roku 1889. Nie odpowiada on ani jego domniemani spadkobiercy na prawem przepisane wezwanie. Po określonym czasie samozwańczy kurator uzyskuje w sądzie możliwość rozporządzania nieruchomością, którą za ciężkie pieniądze sprzedaje.
Pierwsze co się nasuwa na myśl to kodeks karny.
Art. 284. § 1. Kto przywłaszcza sobie cudzą rzecz ruchomą lub prawo majątkowe, podlega karze pozbawienia wolności do lat 3.
Art. 294. § 1. Kto dopuszcza się przestępstwa określonego w art. 278 § 1 lub 2, art. 284 § 1 lub 2, art. 285 § 1, art. 286 § 1, art. 287 § 1, art. 288 § 1 lub 3, lub w art. 291 § 1, w stosunku do mienia znacznej wartości, podlega karze pozbawienia wolności od roku do lat 10.
Z opisu wynika, że taki proceder to wyłudzenie Ale dlaczego kimś takim nie zajmuje się prokurator, a sąd każe mu wydawać nieruchomość, choć wszyscy wiedzą, że to jest granda? Albo jest jakaś luka w relacjach prasowych funkcjonariuszy miejskich, albo istnieje jakiś absurdalny, czy absurdalnie wykorzystywany przepis prawny. Coś, co pozwala postronnej osobie przejąć nie jej majątek.
Pozostaje jeszcze artykuł 5. kodeksu cywilnego:
„Nie można czynić ze swego prawa użytku, który by był sprzeczny ze społeczno-gospodarczym przeznaczeniem tego prawa lub z zasadami współżycia społecznego.
Takie działanie lub zaniechanie uprawnionego nie jest uważane za wykonywanie prawa i nie korzysta z ochrony.”
Dlaczego sąd tego nie bierze pod uwagę? Dlaczego miasto, mając chyba należytą obsługę prawną, nie wystąpi o zastosowanie tego artykułu, zamiast robić wyrzuty poprzedniemu prezydentowi za to, że nie naginał konstytucji i skłaniać obecnego aby to zrobił?
Ernest Skalski



Autor w dobrym i kompetentnie napisanym tekście trafnie dowodzi, że tak kluczowe sprawy jak reprywatyzacja oraz plan zagospodarowania przestrzennego zostały zawalone. Proszę to tego dodać, że prezydentem Wwy już trzecią kadencję jest wiceprzewodnicząca partii rządzącej od 8 lat, a tym samym osoba mająca lub mogąca mieć duży wpływ na pracę koalicji rządzącej. Autor po przeprowadzeniu dowodu niekompetencji HGW oświadcza, że jest ona „skądinąd dobrym prezydentem”. Obawiam się, z góry przepraszając za ostrość sformułowania, że: logiczny wywód przegrał z propagandowym stwierdzeniem.
Zarządzanie tak skomplikowanym organizmem jak duża firma lub miasto wymaga zdefiniowania: kluczowych celów (wraz z określeniem dlaczego te a nie inne), projektów zmierzających do ich zrealizowania, terminarza realizacji, ich spójności, źródeł finansowania (w niektórych kwestiach na wiele lat). Wszystko to wymaga setek uzgodnień, regularnych spotkań oraz wreszcie publikowania tego na bieżąco w dwóch wariantach: skrótach łatwych do zrozumienia przez przeciętnego mieszkańca oraz szczegółach ważnych dla fachowców. To w całości oznacza Strategię Rozwoju Miasta (na 10 lub więcej lat) co roku aktualizowaną, ze wskazaniem na zmiany w porównaniu z wersją na rok poprzedni i wyjaśnieniem ich powodów. NIE TAKIEGO HGW NIE STWORZYŁA.
Moja diagnoza jest zgodna z logicznym wywodem Autora, a nie z tytułem i owym propagandowym sformułowaniem: HGW jest słabym i partyjnym prezydentem stolicy.
Takich „mimo” dałoby się wymienić dziesiątki i sam Autor na pewno wiele by wymienił. Ponieważ brak uzasadnienia ze strony Autora dla tezy w tytule, domyślać się należy że jest to deklaracja uczuć.
Jest taka piosenka Włodzimierza Wysockiego, gdzie narrator opowiada o swoich zamiarach wobec Ninki. Koledzy mu odradzają, opisują jaka jest brzydka, jakie świństwa wyprawiała, że każdy z nią spał itd., ale to nie zmienia nastawienia bohatera – mówi „a mnie jeszcze silnieje choczetsa”.
Chętnie usłyszałbym „dlaczego warto”.
OK. Odpowiadam. Nie oceniam prezydentury pan Hanny. Poruszam jeden temat z wielu.
Na duży i skomplikowany mechanizm, o którym pisze MaSZ składa się wiele elementów. A nic nie składa się z samych wad, ani z samych zalet. Według mnie tzw. plusy dodatnie w ciągu dwóch z kawałkiem kadencji pani HGW zdecydowanie przeważają.
Dixi
@ PIRS
Dlaczego wato głosować na PO? Otóż od 10 lat z tego samego powodu. Bo, „jak nie głosujesz na PO to popierasz Kaczyńskiego!” Pod tym hasłem udało się wygrać jakieś 8 kolejnych wyborów, ale nagle przestało działać.
.
@ MaSz
Trudno mi sie z Panem nie zgodzić. Od początku prezydentury HGW mam wrażenie, że Warszawą rządzi księgowy. Może nawet uzdolniony, ale zupełnie nie ogarniający tego, czym jest miasto, bez wizji tego, jak powinno wyglądać, w jakim kierunku się rozwijać itp. W deklaracjach słyszę, że pani prezydent chciałaby, aby w Centrum miasta było mniej samochodów przy czym konsekwentnie podnosząć czynsze i opłaty za użytkowanie gruntów i wypychając mieszkańców na obrzeża, skąd do centrum muszą dojeżdżać.
.
Sytuacja, o której pisze autor – kwestia dzikiej reprywatyzacji, dziwnych decyzji odnośnie nieruchomości i ich zwrotów – cóż wydaje się, że to jest kolejnym władzom na rękę. Wszak decyzje odnośnie tychże nieruchomości podejmują urzędnicy.
Było tak za Lecha Kaczyńskiego, jest też obecnie.
Publikowana była mapa reprywatyzacji Warszawy i Macieja Marcinkowskiego – handlarza roszczeniami – z urzędnikami m.in. Bartelskim – burmistrzem Śródmieścia, a także i urzędnikami ratuszowymi.
P.S. To samo dotyczy Platformy Obywatelskiej. Realistyczny wariant jest gorszy znacznie. Nic na to nie poradzimy.
Nie podoba mi się zamiana siekierki na kijek.
Uchybienia HGW i PO mogę wyliczać, lecz wolę z mądrym gubić…
Pan zagłosuje no PO, a ja tym razem na Nowoczesną Ryszarda Petru
Zachwycił mnie ich program, a w szczególności program dotyczący
spraw społecznych, w tym seniorów.Nowoczesna przeprowadziła badania i może wykazać jak różne potrzeby mają ludzie starsi.Dotychczas wszystkich seniorów wkładało się do jednego worka. Tymczasem inne potrzeby maja 60latkowie, a zupełnie inne 70 i 80latkowie. Jedni potrzebują zabiegów rehabilitacyjnych, inni przyniesienia zakupów , a jeszcze inni np rozmowy z kimś kto ich wysłucha. Tym bardziej. ze po obserwowanej przed kilkoma laty nadumieralno0ści mężczyzn mamy w kraju całe rzesze starych, samotnych kobiet, które trzeba wyciągnąć z domu. Zachęcić je do jakiejś aktywności.Była o tym mowa na kongresie szkoleniowym dla aktywistów Nowoczesnej i oni chcą o to walczyć i wiedzą jak to zrobić.
@Autor
Nie chodziło mi o HGW, do której mam słabość, m.in. za jej pewien czyn w czasach kiedy nie była jeszcze politykiem. PO ma dużo grzechów i nie widać żeby była skłonna do pokuty. Gdyby jak Kościuszko uklękła na rynku w Krakowie i uroczyście przysięgła że wyzwoli naród od ciemnoty…
Jeszcze dwa dni temu powtórzyłbym za Autorem, że pomimo wszystko zagłosuję na PO. Jednak po dobraniu do składu „drużyny” PO Dorna, miarka się przebrała. Ja oraz moja rodzina na pewno na PO już nie zagłosujemy.
Zastanawiam się jednak nad motywami tego przytulenia Dorna. Nie sądzę, aby Dorn miał jakiś swoich zwolenników poza PiS, którzy dadzą mu głosy po takim transferze, wzbogacając PO. Przecież Dorn to postać bez żadnego zaplecza politycznych przyjaciół czy zwolenników /chyba nawet pies Saba zszedł z tego świata?/. Za to jestem pewien, że dużo, bardzo dużo dotychczasowych wyborców /niekoniecznie zwolenników/ PO po takim numerze, popartym jeszcze transferem Napieralskiego, albo w ogóle nie pójdzie na wybory, albo będzie głosowało na Petru. Więc jestem przekonany, że partia tego ostatniego próg wyborczy z dużym zapasem przeskoczy. Dzięki genialnej strategii kierownictwa PO. No i dobrze!!