Autorzy wychwalani są wyłącznie jako prawdziwi naukowcy, a ich religijne powiązania są głęboko ukryte. Tłumaczem na język polski jest ojciec Michał Chaberek OP, ale (proszę się nie obawiać) chodzi wyłącznie o to, żeby młody czytelnik samodzielnie wyrobił sobie własne zdanie na temat kontrowersji otaczających teorię ewolucji.Broń Boże nie chodzi tu o kwestionowanie nauki. Próbując kupić książkę przez Internet otrzymasz rzeczową informację wydawcy o jej zawartości:
Dlaczego po 150 latach od swojego powstania teoria ewolucji pozostaje nadal teorią a nie faktem?
● Gdzie są słabe i mocne punkty tej teorii?
● Co skłania współczesnych biologów i antropologów do poszukiwań koncepcji alternatywnych?Pięciu amerykańskich naukowców przedstawia argumenty za i przeciw neodarwinizmowi. Prezentują oni także obecny stan wiedzy na temat początków życia na Ziemi.
Pierwsza na polskim rynku książka przedstawiająca obie strony sporu o ewolucję w sposób popularny i zrozumiały dla wszystkich. Bogato ilustrowana zdjęciami, rycinami i tabelami.

Tomasz Terlikowski z o. Michałem Chaberkiem (przedstawianym jako teolog fundamentalny) dyskutują o nauce (Zdjęcie z artykułu w evolutionnews.org)
Na stronie internetowej evolutionnews.org (która również udaje, że nie jest tym czym jest) znajdujemy pełną zachwytu informację o polskim wydaniu Explore Evolution. Autor, David Klinghofer, pisze, że ojciec Chaberek odwiedził „nas w Discovery Institute” i wszystkim tam zaimponował. Odnotował również, że naukowo-podręcznikowa publikacja zdobyła w Polsce pozytywne recenzje w „Rzeczpospolitej”, w „Gościu Niedzielnym” i w „Radio Plus”.
Dalej czytamy, że po tamtej stronie Atlantyku obrońcy Darwina, obawiają się debaty i Jerry Coyne, autor książki Ewolucja jest faktem również zamieścił post o tym wydarzeniu. Serce mi drgnęło, bo Hili jeszcze w Discovery Institute nie gościła, a wszystko wskazywało…, że chodzi o ten dialog:

Ja: Wierzysz w ewolucję?
Hili: Co ty, nie widzisz, że jestem na Jej obraz i podobieństwo.
Zdaniem Kinghofera Jerry Coyne wszystko pokręcił. No bo przecież główny autor publikacji, Stephen Meyer, nie zaprzecza ewolucji. Chodzi o pytanie, czy darwinowski mechanizm niekierowanej (podkreślenie moje – A.K.) wystarczająco dobrze wyjaśnia złożoność różnych form życia. Dalej Kinghofer obrusza się pisząc, że „podręcznik” nie jest katolicki i że wyjaśnia obie strony „naukowych kontrowersji”.

Nie ma rady, trzeba wszystko odkręcać. Przypisywane Coyne’owi słowa o katolickim podręczniku, nie są jego (co w liczącym kilka wierszy wprowadzeniu do dialogu z Hili łatwo wyczytać). Kinghofer protestuje przeciwko zdaniu z liściku mojej żony do Jerrego z informacją nad jaką książką duma Hili, które to zdanie Coyne zacytował. Otóż Hili wskazuje łapką dziwaczną okładkę publikacji katolickiej Frondy. Która to publikacja delikatnie podsuwa nam niezbite argumenty, że ewolucja może i jest faktem, ale z pewnością ktoś za nią stoi, bo sama to by przecież nie dała rady. Trzeba oddać autorom honor i przyznać, że nie jest to kreacjonizm jaki spotykamy w Biblii dla dzieci, która w takie niuanse jak boży plan dla mutacji się nie bawi, a propozycją dla licealistów, którzy mogą coś rozumieć, a przecież nie powinni.Ponieważ wbrew temu co się wydaje Kinghoferowi, Jerry Coyne o tej książce nie pisał, może warto przypomnieć, że kilka lat temu suchej nitki na tym epokowym dziele nie zostawił amerykański paleontolog, Robert Asher (autor książkiEvolution and Belief: Confessions of a Religious Paleontologist) Asher pisał, że ta książka jest podręcznikiem „Inteligentnego Projektu”, co wywołało straszliwy gniew wydawców, którzy dokonywali cudów, żeby ktoś się tego przypadkiem nie domyślił. (Zabawne, bo w cytowanym tu evolutionnews.org główny dział to Intelligent Design.) Asher pokazuje, że ich kwestionowanie jedności życia i powstawania nowych gatunków świadczy albo o niedostatku wiedzy, albo (co jest znacznie gorsze) o celowym wprowadzaniu w błąd.
We wprowadzeniu do rzeczonego „podręcznika” mamy opowiadanie (dorastającym) dzieciom o tym, co to jest teoria Darwina. Więc najpierw mamy drzewo życia i informację, że Darwin wyobrażał sobie, że wszystkie zwierzęta na ziemi pochodzą od jednego wspólnego przodka. Dalej czytamy:
„Drugie podstawowe twierdzenie teorii dotyczy biologicznego procesu, o którym Darwin myślał, że odpowiada za powstawanie gałęzi. A konkretnie Darwin zaproponował mechanizm, który jak uważał, mógłby sprawić, że istniejące formy życia będą się zmieniać tak, że w efekcie powstaną nowe formy. Darwin nazwał ten mechanizm naturalną selekcją i twierdził, że ma ona moc wytwarzania zupełnie nowych form życia. W jaki sposób mógłby tego dokonać?”
Pięciu dyplomowanych (ale głęboko wierzących) naukowców firmuje tak właśnie pisany podręcznik!
No cóż, Charles Darwin nie wiedział o DNA i mutacjach, jego książka traktuje o powstawaniu gatunków, a nie o gałęziach, obserwował wewnątrzgatunkową zmienność i zaobserwował jak dobór naturalny dokonuje selekcji. Późniejszy rozwój nauki wyłącznie potwierdzał jego obserwacje. Oczywiście autorzy „podręcznika” o tym wiedzą, ale pragną uczniów uczulić na kontrowersje. Szczególnie groźna jest wieloznaczność pojęć, bo jak się dowiadujemy:
”Ostry” znaczy mocno doprawiony. Niektóre noże są ostre. Zatem niektóre noże są ostro doprawione.
W tym momencie polski czytelnik wpada w rozpacz i chciałby zajrzeć do angielskiego oryginału. Można się domyślać jak brzmiał angielski tekst, ale trudno pozbyć się wrażenia, że ktoś tu był mocno doprawiony.
Kartkując dalej (uważne czytanie tego „dzieła” wymagałoby heroizmu) dowiadujemy się, że autorzy „podręcznika” dowiedzieli się w szkole o mutacjach i nawet poświęcili im cały rozdział pod tytułem; „Naturalna selekcja i Mutacje: odpowiedź”.
W pierwszych słowach tego rozdziału autorzy stwierdzają kursywą:
Nawet naukowcy, którzy są krytyczni wobec współczesnego darwinizmu, przyznają, że zdarzają się fascynujące mutacje. Potwierdzają również, że drobne mutacje zapewniają czasami ograniczone korzyści niektórym organizmom. Jednak krytycy argumentu z mutacji/selekcji wątpią, że takie mutacje mogłyby wytworzyć fundamentalnie nowe formy życia.
Rozumiem i szanuję niewiarę, sam jestem człowiekiem głęboko niewierzącym i gorąco polecam książkę Ewolucja jest faktem, która w tym temacie oferuje nieco więcej zaprawionej rzetelnym sceptycyzmem wiedzy.

Dwa złote różnicy w cenie a zysk tysiąckrotny.
P.S. Autor moich ulubionych komiksów (świetnych pomocy do nauki angielskiego dla zaawansowanych) nie nawiązuje do polskiego wydania Explore Evolution, ale jakby coś przeczuwał.



Podziwiam pana. Że też chciało się panu to wertować.
Mi się odechciało czytać po pierwszym pytaniu.
„Dlaczego po 150 latach od swojego powstania teoria ewolucji pozostaje nadal teorią a nie faktem?”
Jeśli „naukowiec” nie zna znaczenia słowa teoria i nie odróżnia jej od hipotezy, to po co mam tracić czas?
Plus premia 🙂
http://ruslan.pecado.pl/upload2/readfile.php?file=ruslan/terlik.jpg
j.Luk
W zasadzie w pełni się z Panem zgadzam. Gdyby wpadło mi w ręce to arcydzieło, pewnie cisnąłbym je w kąt, jak książkę R. Ziemkiewicza, którą kiedyś kupiłem dla zaspokojenia ciekawości, co autor ma do powiedzenia.
A tak „czarną robotę odwalił” Pan Koraszewski, więc oprócz podziwu – dziękuję.
A ja tam byle czego nie czytuję.
Dobrze mi z tym…
Jeszcze się doczekam, że Terlikowski z Chaberkiem zrobią
porządek z tym Galileuszem. Zrehabilitowany? (hłehłehłe!) Kościół też się może pomylić. My, głowiciele, nie odpuścimy.
*
A poważnie: to jest przecież poziom pijackiego bełkotu. Tego, znanego każdemu Polakowi z dłuższym życiorysem nieproszonego do stolika zapitego wizawi i jego sakramentalnego „ale ty mi nie powiesz!”
A ja bym tak lekko, jak komentatorzy wyżej, nie kwitował tej książki. Oczywiście to pseudonaukowy bełkot, jak najbardziej godny małżeństwa Terlikowskich, ale dla tysięcy potencjalnych czytelników, podobnie jak dla tysięcy czytelników książek i broszur o homeopatii, ufologii itd. – to prawda naukowa. Biorąc pod uwagę doniesienia, że teorii ewolucji w szkole praktycznie nie ma, a fizyka, biologia i chemia występują w ilościach śladowych (w odróżnieniu od religii) – to mamy problem.
Jak mawiał „klasyk” ciemny lud to kupi…
@otoosh. Nie nazywałbym tego ciemnotą. To raczej osobliwy a rozpowszechniony brak węchu, co nie daje odróżnić torcika zrobionego z ekskrementów od zwykłego. U niektórych ten węch przytępia starość. Stąd późne nawrócenia. (Nie zaliczam tu Woltera. On myślał, że jest w tym momencie sprytny.)
przepraszam czy ktoś zamawiał detox ? jest tutaj –
https://youtu.be/HWN4cfh1Fac?list=PLpneKzUpcYNuqC0F27yDOC0npcP76m4sd