Pani Szydło plecie głupstwo za głupstwem. Ostatnio powiedziała, że uchodźców to by ewentualnie przyjęła (nie wierzę), ale na pewno nie emigrantów ekonomicznych.
Proszę pani, proszę spojrzeć na telewizję: młodzi i silni, rzadko kobiety, od czasu do czasu z dzieciakami na ramionach, idą przed siebie, bo dłużej wytrzymać już nie mogli. Niech pani spróbuje w tym pochodzie uchodźców odróżnić od „emigrantów ekonomicznych”; czy ekonomiczni to ci, których stać na autobus, a uchodźcy to ci, co muszą iść na piechotę?
Wszyscy są tutaj uchodźcami, pani Szydło. Emigrantem ekonomicznym jest ktoś, kto opuszcza kraj spokojny.
Takim właśnie „uchodźcą ekonomicznym” bylem ja w listopadzie 1969, gdy w Polsce (nie można nawet zacząć tego porównywać z tragediami syryjsko-libańsko-afgańskimi), nie dało mi się więcej psychicznie, nie ekonomicznie, żyć. Pod budynek policji w Kopenhadze, która miała mi wydać „prawo azylu” podjechałem volkswagenem wywiezionym z kraju, w którym miałem wysoką pensję, wygodne mieszkanie i popularność wśród widzów telewizyjnych. Urzędnik policyjny nie tylko nie kwestionował mojego „uchodźstwa” (Polska pogwałciła prawa międzynarodowe odbierając mi obywatelstwo, jako reakcję na moje „pochodzenie”), ale był pewnie zadowolony, że szybko dostanę pracę i nie będę mu ciężarem.
Kryterium uchodźstwa wiąże się nie z konkretnym człowiekiem, a z obiektywną sytuacją, w jakiej znalazł się jego kraj; w przypadku tych pielgrzymów do wolności, jest to ucieczka od śmierci.
Takim właśnie pielgrzymom niektórzy Polacy w czasie okupacji hitlerowskiej – otwierali swoje drzwi. Większość trzymała je zamknięte.
Jeszcze więc jeden powód, dla którego nie chciałbym, żeby została pani premierem.
Marian Marzyński



Pana kolega zestawil obok pokolenie marzec 68 z zeslancami syberyjskimi i afrykanskimi niewolnikami wywiezionymi do obu Ameryk. Taki z pana wyrodek.